Przywrócenie wzroku, słuchu i mowy

Jako podstawę naszych rozważań chciałbym użyć dzisiaj dwóch fragmentów ze Starego Testamentu. Pierwszy z nich to Księga Izajasza 35:5. Cały ten 35. rozdział to piękny opis restytucji, o której mówiliśmy w październiku. Mamy tutaj opis zmian na ziemi w czasie rządów Pana Jezusa.

Izaj. 35:5 – „Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą.”

Drugi podstawowy werset znajdziemy w Księdze Sofoniasza 3:9. W wersecie ósmym znajdujemy tam straszny opis czasów ostatecznych, gdy „ogień gniewu i żarliwości Bożej pochłonie całą ziemię”, ale Bóg od razu dodaje słowo pociechy i nadziei. W wersecie 9-tym prorok zapisał:

Sof. 3:9 – „Wtedy bowiem przywrócę narodom wargi czyste [lub: czystą mowę], aby wszyscy wzywali imienia Pana i służyli Mu jednomyślnie.”

(Zwróćmy uwagę, że ten jeden werset obala całą naukę o zniszczeniu Ziemi i ludzkości w ogniu. Bowiem właśnie narodom ma być przywrócona czysta mowa, a na pewno będą one na ziemi, gdzie będzie nad nimi panować Jezus. Oto właśnie modlimy się słowami: Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi.)

Mamy więc dwa piękne opisy restytucji – czasu odnowienia wszystkich rzeczy. Zastanawiam się czy potrafimy docenić znaczenie słów: „Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą”. Pomyślmy o samym tylko fizycznym wzroku.

Kiedy wielki kompozytor muzyczny Georg Haendel stracił wzrok opisał to słowami: „Zupełna noc bez słońca, bez księżyca. Tylko ciemna noc, nawet w środku dnia”. Poeta angielski Milton kiedy stracił wzrok napisał: „O, mój wzroku utracony, jak bardzo za tobą płaczę!”.

Podobnie tragicznie brzmią słowa Samsona, które mamy zapisane w Księdze Sędziów 16:28. Jak straszny musiał to być moment, gdy jednocześnie stracił wzrok i Bożą moc. Po jakimś czasie, gdy jego włosy odrosły, pomodlił się do Boga: „Panie Boże, proszę Cię, wspomnij na mnie i przywróć mi siły przynajmniej na ten jeden raz! Boże, niech pomszczę raz jeden na Filistynach moje oczy.

Kadr z filmu „Historia Marii”

Jest taki film pt. „Historia Marii” (2014). Opowiada on prawdziwą historię z XIX wieku. W prowadzonym przez zakonnice ośrodku pomagano niesłyszącym dziewczynkom. Dzięki temu, że widziały, uczono je języka migowego, uczono je różnych zawodów, żeby mogły sobie poradzić w życiu. Nie było im łatwo i niektóre na pewno bardzo płakały, że nie mogą słyszeć jak inni ludzie.

Pewnego dnia do ośrodka przyjechał ojciec z 14-letnią córką, która była głucha i niewidoma. Czy możemy to sobie wyobrazić? Jako, że nikt nie potrafił do niej dotrzeć, przez cały ten czas żyła trochę jak zwierzę, nie było z nią prawie żadnego kontaktu. Ojcu poradzono, żeby ją oddał do przytułku dla psychicznie chorych. Mówiono, że jest opętana. U zakonnic, nie chciano jej przyjąć, no bo jak jej pomóc, skoro była i głucha, i niewidoma.

Ale jedna młoda siostra zakonna wyprosiła zmianę decyzji i tak Maria trafiła do ośrodka pod jej opiekę. Pierwsze miesiące były straszne, nie było widać żadnej poprawy w jej zachowaniu. Była zagrożeniem dla siebie i dla innych. Wszyscy wokół tracili nadzieję, ale nie młoda zakonnica. Sama zakrywała sobie oczy, by wczuć się w sytuację tej dziewczynki. Próbowała wszystkiego, nagród i karania.

W pewnym momencie dość brutalnie zaczęła uczyć ją, by się uczesała czy umyła. Przez wiele miesięcy, z wielką wiarą, zakonnica próbowała nauczyć dziewczynkę chociaż jednego słowa w języku migowym, próbowała pokazać jej to słowo poprzez dotyk. Inne zakonnice myślały, że to raczej ich koleżanka zwariuje niż coś tu zdziała.

A jednak w końcu ta dziewczynka zrozumiała, że to pewien znak i nauczyła się go. Potem bardzo szybko opanowała 100, a potem 200 i więcej znaków języka migowego. Zaczęła się uczyć, zaczęła się grzecznie zachowywać. Mogła porozmawiać po raz pierwszy z rodzicami, a nawet zrozumiała takie tematy jak śmierć i wiara w Boga. Potem pomagała innym dziewczynkom, które były do niej podobne.

Jaka wielka była determinacja tej młodej zakonnicy, żeby pomóc tej dziewczynce. To daje do myślenia, z jaką wielką determinacją będzie działał Jezus i wierni w czasach restytucji. Według obietnicy Biblii zarówno ta dziewczynka, jak i wszyscy inni głusi i niewidomi będą kiedyś słyszeć i widzieć.

To sobie trudno uświadomić, jaka to będzie radość. Oglądałem niedawno nagranie, na którym 29-letnia kobieta, która urodziła się głucha, otrzymała implant słuchowy i po raz pierwszy w życiu mogła usłyszeć. Jej radość była nie do opisania. Podobnie piękna była radość chorych na daltonizm, którzy po założeniu specjalnych okularów po raz pierwszy widzieli niebieskie (a nie szare) niebo, tak jak widzi je zdrowy człowiek. Wiele takich osób płakało, inni się głośno śmiali. Jaka więc będzie radość, gdy wszyscy ludzie, za życia niewidomi i głusi, zostaną zupełnie uleczeni? A przecież wiemy z Biblii, że tak będzie.

Według Księgi Izajasza 33:24 – „Żaden mieszkaniec nie powie [więcej]: Jestem chory.”

W jednym ze swoich wykładów ewangelista Jan Łagowski wspominał, jak odwiedził kiedyś w okolicach Polanicy-Zdrój piękny pałac w górach, w którym znajdował się dom dla głęboko upośledzonych dzieci i młodzieży. Byli tam bardzo młodzi ludzie o głębokim upośledzeniu umysłowym, a często też wielkim upośledzeniu fizycznym. Jak on sam wspominał: „Tego, co tam widziałem, nigdy nie zapomnę. W odniesieniu do nich słowo ‘człowiek’ brzmiało naprawdę smutno. Byli jak strzępek człowieczeństwa. Ale powrót naszego Pana sprawi, i ja ten widok mam przed sobą, że to będą niezwykle piękni ludzie, o niezwykłych zdolnościach intelektualnych i moralnych.”

Jest dla nich cudowna nadzieja, ponieważ Pan Jezus umarł także za nich.

Czy możemy sobie to wyobrazić? Tak bardzo cierpiący ludzie, którzy często pozbawieni są jakiejkolwiek nadziei i przeżywają krótkie życie w bólu i odrzuceniu. Pomyślmy jak oni ucieszą się, gdy w przyszłości powitają Jezusa jako swego Odkupiciela i Króla. Gdy spełnią się na nich słowa Objawienia, gdy Bóg otrze z ich oczu wszelką łzę, gdy nie będzie tam już krzyku i bólu. Gdy chromy lub sparaliżowany wyskoczy radośnie jak jeleń.

W tamtym wykładzie brat Łagowski dodaje: „to będzie prawdą w odniesieniu do całej ludzkości.” Czemu do całej? Bo brak wzroku i słuchu to wielki problem całej ludzkości. Tej fizycznie widzącej. Ale jak to? Jest dziś tak samo, jak w czasach, gdy Jezus chodził po ziemi i kiedy uzdrawiał chorych. Niektórzy zarzucali mu wtedy, że robi to nie tak, jak należy, np. uzdrawia w szabat. Zarzucano mu, że gromadzą się wokół niego biedacy i grzesznicy. Wtedy Jezus odpowiadał jak u Mateusza 9:12 – „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”.

Uczeni w Piśmie byli duchowo ślepi, a myśleli, że widzą i to był ich problem. Oni też byli chorzy, ale nie widzieli tego.

Jak bardzo zaślepiony jest dzisiaj prawie cały świat. Apostoł Paweł zwraca na to uwagę w 2 Liście do Koryntian 4:4, gdy stwierdza, że „bóg tego świata zaślepił umysły niewiernych, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga”. Gorsze niż fizyczna ślepota jest zaślepienie duchowe. To szatan zaślepił umysły czyli podał wiele błędnych, oślepiających myśli ludziom. Jedna z tych myśli mówi, że poradzimy sobie sami, że nie potrzebujemy Boga i że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

W roku 1933 wielu słynnych uczonych i myślicieli wydało tzw. Pierwszy Manifest Humanistyczny. Była tam podana myśl, że „humanizm mający wiarę w człowieka wierzy, że pozbawione opieki istoty ludzkie mogą rozwiązywać swoje problemy dzięki rozumowi i naukowym metodom.

Jak czytamy jest tu: humanizm mający wiarę… wiarę w człowieka. Humanizm wierzy. Patrząc w ten sposób humanizm to religia, w której miejsce Boga zajmuje człowiek, a miejsce wiary – ateizm, scjentyzm i darwinizm.

Ten Manifest zawierał wiele myśli o tym, że człowiek dzięki wiedzy i rozwojowi na drodze ewolucji będzie stale wzrastał w kierunku większego dobra i rozwoju. Ale co się stało zaledwie 6 lat po ogłoszeniu manifestu humanistów? Przyszła druga wojna światowa. Człowiek przestał się liczyć. W obozach ludzie ginęli w piecach, pozbawieni wcześniej resztek człowieczeństwa. Zostawała po nich tylko sterta ubrań i butów. Druga wojna światowa pokazała też, że jako ludzie nie potrafimy korzystać z wiedzy i nauki.

Np. badania nad budową atomu rozpoczęte przez Ernesta Rutherforda, później prace nad rozszczepieniem atomu. Ta energia mogłaby zostać świetnie użyta. A tymczasem użyto jej do budowy broni atomowej, broni, która jest w stanie zniszczyć cywilizację i życie na ziemi. ((Lecz mamy obietnice Bożą, że tak się nie stanie. – Mat. 24:22))

Jakie to dziwne, że po wojnie tak wielu naukowców utrzymało tezy tego I Manifestu Humanistów. W tzw. Drugim Manifeście Humanistów, który wydano w roku 73’, znów pojawiły się szumne słowa. Np. o tym, że humanizm wierzy w – cytuję – ”dalekosiężny program socjalizmu, który oznacza zaprowadzenie na całym świecie demokracji, pokoju i wysokiego standardu życia na fundamencie kwitnącego ładu ekonomicznego” (niektórzy mieli okazje żyć w systemie socjalistycznym i widzieć ten kwitnący ład ekonomiczny w Polsce); dalej cytuję: „humanizm wierzy w możliwie najszerszy rozwój sztuki i świadomości piękna” (wystarczo krótko przyjrzeć się sztuce filmowej i muzycznej ostatnich lat, żeby zobaczyć, w jaki kierunku rozwija się ideał piękna i sztuki)

Grób Tadeusza Różewicza na cmentarzu ewangelickim w Karpaczu. (fot. Aw58, wikipedia)

Świat nie widzi upadku człowieka. Niektórzy myśliciele zauważyli jednak tę „ślepotę” i upadły stan ludzkości. Do takich ludzi należał poeta Tadeusz Różewicz. W słynnym wierszu „Ocalony” pisał on o upadku ludzkości i wielkim pustosłowiu.

„To są nazwy puste i jednoznaczne:
człowiek i zwierzę
miłość i nienawiść
wróg i przyjaciel
ciemność i światło.

(…) Pojęcia są tylko wyrazami:
cnota i występek
prawda i kłamstwo
piękno i brzydota
męstwo i tchórzostwo.”

Różewicz zrozumiał, że pewna granica została przekroczona. Że po II wojnie światowej, po holocauście, nie ma możliwości prostego powrotu do zwyczajnej rzeczywistości. Że tak wysoko ceniony przez humanistów „człowiek” okazał się niezdolny do widzenia, słyszenia i mówienia. Poeta pisał dalej:

„Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywróci mi wzrok słuch i mowę
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia
niech oddzieli światło od ciemności.”

Różewicz nie widział w Jezusie tego Nauczyciela i Mistrza. Na pewno był to jednak głos tego wielkiego wzdychania stworzenia. Był to głos wzdychający do zdrowia nie tylko fizycznego i psychicznego, ale także zdrowia moralnego i duchowego. Są w Biblii takie obietnice, które mówią, że nadzieje tego poety się spełnią:

List do Rzymian 8:18-22 – „Uważam bowiem, że cierpienia teraźniejszego czasu nie są godne porównywania z tą przyszła chwałą, która ma się w nas objawić. Stworzenie bowiem z gorliwym wypatrywaniem oczekuje objawienia synów Bożych. Gdyż stworzenie jest poddane marności, nie dobrowolnie, ale z powodu tego, który je poddał, w nadziei; że i samo stworzenie będzie uwolnione z niewoli zniszczenia do chwalebnej wolności dzieci Bożych. Wiemy bowiem, że całe stworzenie razem jęczy i razem cierpi aż dotąd.”

Mamy tutaj zaznaczone dwie grupy. Jedna z nich to wierni naśladowcy Jezusa, to w nich objawi się chwała, nazwani są tutaj „synami Bożymi”. Druga grupa to cała reszta ludzkości. Jako dowód, że chodzi o innych ludzi, możemy przeczytać choćby Ewangelię wg Marka 16:15 – „Idźcie na cały świat, głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu.” Oczywiście chodzi o ludzi, to im mamy głosić. Chodzi o ludzi, za których umarł Jezus tak, jak za nas, wierzących. I dla których także są w Biblii obietnice. Jest dla nich obiecany czas błogosławienia ich przez potomstwo Abrahama czyli przez wiernych. Jest dla nich czas wzbudzenia z grobu i powszechnej odnowy.

Te rzeczy są zupełnie pewne. Mówią o nich aniołowie Boży. Czy pamiętamy słowa anioła do pasterzy? „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego ludu”. Wszyscy bez wyjątku mieli skorzystać z narodzin, ofiarniczej śmierci, zmartwychwstania i paruzji Pana Jezusa. Jest to bardzo wyraźne z prologu Ewangelii Jana, gdzie Jezus nazwany jest „światłem, które oświeci każdego człowieka przychodzącego na świat”. Czy już oświęcił każdego? Jeśli nie, to stanie się to w przyszłości. A stanie się tak, ponieważ w 1 Jana 2:2 napisano o Jezusie: „On jest przebłaganiem za nasze grzechy, a nie tylko za nasze [nie tylko za grzechy dzisiejszych chrześcijan], ale i za [grzechy] całego świata”.

Jest jeszcze jeden wiersz Tadeusza Różewicza, który bardzo nawiązuje do naszego tematu. Jego tytuł brzmi „W środku życia” i także nawiązuje do strasznych doświadczeń wojny i doświadczeń powojennych tych, którzy przeżyli. Przeczytam długi fragment z tego wiersza:

„Po końcu świata
po śmierci
znalazłem się w środku życia
stwarzałem siebie
budowałem życie
ludzi zwierzęta krajobrazy
to jest stół mówiłem
to jest stół
na stole leży chleb nóż
nóż służy do krajania chleba
chlebem karmią się ludzie
człowieka trzeba kochać
uczyłem się w nocy w dzień
co trzeba kochać
odpowiadałem człowieka
to jest okno mówiłem
to jest okno
za oknem jest ogród
w ogrodzie widzę jabłonkę
jabłonka kwitnie
kwiaty opadają
zawiązują się owoce
dojrzewają
mój ojciec zrywa jabłko
ten człowiek który zrywa jabłko
to mój ojciec
siedziałem na progu domu
ta staruszka która
ciągnie na powrozie kozę
jest potrzebniejsza
i cenniejsza
niż siedem cudów świata
kto myśli i czuje
że ona jest niepotrzebna
ten jest ludobójcą
to jest człowiek
to jest drzewo to jest chleb
ludzie karmią się aby żyć
powtarzałem sobie
życie ludzkie jest ważne
życie ludzkie ma wielką wagę
wartość życia
przewyższa wartość wszystkich przedmiotów
które stworzył człowiek
człowiek jest skarbem
powtarzałem uparcie”

Człowiek jest skarbem. Jest to bardzo Boskie spojrzenie. Różewicz widział jak zniszczyliśmy nasz świat i jak zapomnieliśmy o tym Boskim patrzeniu.

Po drugiej wojnie światowej ludzie musieli uczyć się na nowo, że nóż nie musi być narzędziem zbrodni, ale narzędziem, którym kroi się chleb. Że życie ludzkie ma wartość. (Można tu dodać mały komentarz o poglądzie o wiecznych mękach) Niestety, co poeta dostrzegał, Nie jesteśmy zdolni do takiej restytucji o własnych siłach, nie jesteśmy w stanie sami uleczyć naszego wzroku, słuchu i mowy. Bóg jednak przygotował kogoś szczególnego, umiłowanego Syna, Odkupiciela i Króla. Jezus Chrystus w imieniu Ojca dokona tego dzieła.

Oto jak zapowiadają ten czas proroctwa:

Psalm 86:9 – „Przyjdą WSZYSTKIE ludy, które stworzyłeś, i Tobie, Panie, pokłon oddadzą, i będą sławiły Twe imię”.

Ks. Izajasza 2:2-5 – „Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: «Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem». On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!”

Ta światłość Pańska z Izaj. 2:5 przywodzi na myśl słońce sprawiedliwości z Księgi Malachiasza. To Jezus jest tym słońcem, które pozna w przyszłości cała ludzkość. Jak zapisał w innym miejscu apostoł Paweł: Bóg chce, aby wszyscy ludzie przyszli do znajomości prawdy. [1 Tym. 2:4] Mówiliśmy wcześniej o fizycznym uzdrowieniu wzroku i słuchu. Zobaczmy jednak, że najgorszy rodzaj ślepoty i utraty słuchu to ten duchowy. Ten, który nie pozwala widzieć i słyszeć tego, co chce nam przekazać Bóg. Obietnice uzdrowienia dotyczą także uzdrowienia z tych duchowych schorzeń. Jak czytamy u Izajasza 29:19 – „W ów dzień głusi usłyszą słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i od ciemności, będą widzieć. [i werset 24] Duchem zbłąkani poznają mądrość, a szemrzący zdobędą pouczenie.”

W tych fragmentach „słyszenie” jest powiązane z rozumieniem i przyjmowaniem słów Księgi, a widzenie z przyjmowaniem światła prawdy. U Izajasza 25:6 Pan Bóg zapowiada wspaniałą ucztę dla wszystkich narodów (oczywiście – ucztę prawdy!), a w wersetach 7-9 prorok dodaje: „Zniszczy [Bóg] na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i przykrycie, które okrywało wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł.”

Wspomniane tutaj przykrycie to właśnie szatańskie zaślepienie ludzkości na mądrość, miłość, sprawiedliwość i moc Boga.

Jak niezwykłe będą to sceny, jak trudne będzie to zadanie, by nauczyć ludzkość patrzeć, słyszeć i mówić na nowo. By na nowo nauczyć sprawiedliwości – złodziei, a pokory – pyszałków. Największa pociecha to osoba Nauczyciela i Mistrza. Osoba Jezusa. On potrafi to wszystko zrobić. A do pomocy będzie miał swoich wybranych świętych i sprawiedliwych, którzy w tym życiu przeciwstawiali się złu i szli za nim w Jego miłości i poświęceniu.

Zmiany jakie zajdą w tysiącleciu i po tysiącleciu przerastają marzenia. Jak wiele słów występujących dziś w słownikach będzie wtedy na co dzień niepotrzebnych. Nie będzie wtedy trzeba: lekarzy, strażaków, policjantów; nie będzie już: pogrzebów, tabletek, wózków inwalidzkich; zabraknie tam: więzień, szpitali i domów opieki. Nikt nie będzie musiał się bać karabinów, przemocy, cierpienia, głodu i chorób. Nikt nie będzie się cierpiał z powodu klęski suszy albo powodzi.  Restytucja będzie układaniem całego świata na nowo. Wśród wielu obietnic czytamy, że Bóg napisze prawo na sercach ludzi (Jer. 31:33), czytamy, że pozna Go każdy, od najmniejszego aż do największego (Jer. 31:34). Czytamy, że Duch Boży zostanie wylany na wszelkie ciało (Joela 2:28), czytamy, że każdy przebaczony grzech nie będzie już więcej wspominany (Izaj. 55:7).

Pomyślmy jeszcze chwilę o naszej odpowiedzialności wobec ewangelii. Po pierwsze przychodzą mi na myśl słowa apostoła Pawła: „Biada mi, gdybym ewangelii nie opowiadał!” Mamy piękną wiadomość dla świata i powinniśmy się nią dzielić. Nie mamy wymachiwać prawdą jak szabelką ani atakować inaczej myślących. Mamy podawać prawdę tak grzecznie jak podaje się płaszcz. Ale powinniśmy się to robić. Bo jest to zbyt piękne, by o tym milczeć. Prawda dociera do ludzi także i dziś, a jej moc zmienia życie. Nie powinniśmy tracić wiary i powtarzać sobie, że dziś ewangelia Jezusa nie zrobi na nikim wrażenia. Ewangelia robi wrażenie, a zwłaszcza, kiedy jest potwierdzona przez przykład naszego życia:

Przeczytam jedno świadectwo: „We wsi Paary (woj. Lubelskie) mieszkał brat o nazwisku Drążek, który poznał prawdę, bardzo ją ukochał, no ale jak poznał prawdę, to miał wielu wrogów. Wiadomo, jak gdzieś pierwszy raz pojawi się prawda, w danej okolicy, no to dla takiego odszczepieńca – zresztą i kler podburzał – nie było tutaj jak gdyby miejsca. Miał najbliższego sąsiada, którego ksiądz podburzył w Suścu i mówi: «Ty tego heretyka przyprowadź z powrotem na łono kościoła przez silny wstrząs. Rób mu wszystko na źle…» «No co ja mu mogę robić?» «No wypasaj mu pole, zabijaj mu kury, zwierzęta, po prostu tak mu to życie próbuj uprzykrzać, żeby miał on już tego odszczepieństwa dość i żeby wrócił na łono kościoła» No i tak robił. Ale pyta księdza: «no dobrze, a jak on mnie poda do sądu, albo mnie jeszcze pobije?» «Nie, on ani cię do sądu nie poda, ani cię nie pobije, oni tego nie robią.» No ale po jakimś czasie ten prześladowca zachorował, dostał się do szpitala. A to było latem, na wsi, żniwa wtedy były nie takie jak dziś, wszyscy byli mocno zapracowani, członkowie rodziny tego prześladowcy również, to był już starszy człowiek. Nikt go w tym szpitalu nawet nie odwiedził. Brat Drążek prosił żonę, żeby przygotowała coś do szpitala, jakiś poczęstunek i poszedł tego sąsiada w szpitalu odwiedzić. No i teraz relacja tego odwiedzanego: «gdy on przyszedł, ten heretyk i otworzył drzwi naszej sali, to tak sobie myślę, do kogo ten kociarz tu przyszedł? Tak się tutaj rozglądał i wreszcie nie wytrzymałem: ‚A wy do kogo tu?’» «Ja do was, sąsiedzie, bo widziałem, że was nie ma i dowiedziałem się, ze jesteście w szpitalu» Ten chory zaniemówił. No jak to? On do mnie? Ja mu tyle złego zrobiłem, a on przyszedł mnie w szpitalu odwiedzić? Jeszcze przyniósł poczęstunek? Jak wracał ze szpitala do domu to nie poszedł do swojego domu, tylko przyszedł do domu naszego brata i stał się naszym bratem w Chrystusie. Miłość do nieprzyjaciół może ich zmienić dziś, a jeśli nie zmieni ich dziś, to zmieni ich w przyszłości. Apostoł mówi, że oni się dobrym uczynkom naszym przypatrując będą chwalili Boga w dzień nawiedzenia, a tym dniem nawiedzenia jest dla wielu Królestwo Boże, Wiek Tysiąclecia.”

Tylko wytrwajmy w miłości i czynieniu dobrych rzeczy.

Nie chowajmy tego światła pod korzec – czy mowa tutaj o naszym przykładzie czy też o naszym głoszeniu ewangelii słownie.

Nasza druga odpowiedzialność jest jeszcze większa. Dotyczy ona naszego własnego wzroku, słuchu i mowy. Jak napisał apostoł Piotr – 1 List Piotra 2:9 –  „Pan [już dzisiaj] powołał nas z ciemności do swojej dziwnej światłości”. Czy jednak nasz duchowy wzrok jest zupełnie dobry?

Na stronie badaczebiblii.pl w sekcji wykłady mamy taki wykład pt. „Duchowy wzrok i jego choroby”. Ten wykład nawiązuje do znanego fragmentu z Objawienia wg Jana 3:17-18 – „Ty bowiem mówisz: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł, a nie ujawniła się haniebna twa nagość, i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział.”

Okazuje się, że praktycznie każda choroba fizycznego oka ma swój odpowiednik w naszym duchowym widzeniu. I oby balsam Słowa Bożego sprawiał, że nikt z nas nie będzie ostatecznie duchowym krótko- lub dalekowidzem, astygmatykiem, chorym na zaćmę lub zanik wrażliwości nerwu wzrokowego. Obyśmy mogli jasno widzieć sprawy. Obyśmy mieli wiele radości z Prawdy i wzrastali w Duchu Świętym. Dziękujmy Bogu za Pana Jezusa – za naszego odkupiciela i króla i za wielki skarb, jakim jest Ewangelia.

1 thought on “Przywrócenie wzroku, słuchu i mowy”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.