Dzień z Bogiem [część 1]

Całe życie człowieka można opisać jako jeden dzień. „Błogosławiony, kto szuka mnie rano” (w młodych latach, Przysłów 8:17). „Z wieczoru bywa płacz, a o poranku radość” (starość przynosi często cierpienia i smutek, tak jak wspomniany tu wieczór, noc to sen śmierci, ale poranek to czas zmartwychwstania, Psalm 30:5).
Z drugiej strony 70 lat to ponad 25 567 dni. A każdy z tych dni ma swoje znaczenie…

Zastanówmy się więc nad tematem: Dzień z Bogiem. Podobny temat mówiłem na spotkaniu online we Wrocławiu Podstawą był artykuł Richarda Baxtera „Jak spędzić dzień z Bogiem” i zawarty tam podział dnia na 14 obszarów życia. Dziś nie będę już przypominał biografii Baxtera, a z jego artykułu „Jak spędzić dzień z Bogiem” zacytuję tylko to, czego nie cytowałem ostatnio. Spróbujemy jednak skorzystać z tych ram, które zarysował Baxter, tych 14 obszarów życia i zobaczymy, co mówi na ich temat Słowo Boże, nauczyciele prawdy i co mówi nasze osobiste doświadczenie.

Zobacz też:
Richard Baxter i jego artykuł „Jak spędzić dzień z Bogiem”
Jak rozwijać społeczność z Bogiem w codziennym życiu
Dzień z Bogiem [część 2]

2 Kronik 27:6 – „Jotam umocnił się dlatego, że uporządkował swoje drogi przed Jahwe, swoim Bogiem.”

I my też spróbujmy rozważyć i uporządkować swoje drogi – swój dzień z Bogiem. Dzisiaj część 1, pierwsze cześć obszarów życia, o których wspominał Baxter.

1. SEN: Fakt, że się dzisiaj spotkaliśmy, już pokazuje, że wybieracie Boże sprawy zamiast tego, żeby np. pospać do południa. Jednak pewnie niektórzy mogliby tutaj spotykać się na 8:00 rano, a niektórym trudno jest na 10:00. Jesteśmy różni. Ja kiedyś myślałem, że istnieje tylko taki podział na skowronki (które rano wstają i wcześnie się kładą, „ranne ptaszki”) i na sowy (które lubią aktywność wieczorem i nocą, za to nie lubią rano wstawać, „nocne marki”). Jak się jednak wczytałem w ten temat, to okazało się, że dziś mówi się o takich chronotypach jak niedźwiedź, delfin, wilk i lew.

Znaczenie snu jest ważne. W E1, s. 497 czytamy – „By utrzymać ją [temperaturę krwi, i wynikające z niej zdrowie – dop. ws] w najlepszym stanie, potrzebne jest zdrowe pożywienie w umiarkowanych ilościach, świeże powietrze, dobry sen, pewna ilość ćwiczeń i pogoda ducha. Bardzo potrzebne jest żelazo, którego brak czyni człowieka słabym i anemicznym.”

Dobry sen to nie długi sen, ale taki, który jest odpowiedni dla danej osoby i zapewnia jej dobre funkcjonowanie. Trudno o dobry sen, gdy się przed nim objadamy, gdy pijemy późno kawę, gdy zasypiamy przy telefonie, przy światłach i dźwiękach. Trudno też zasypiać, kiedy bardzo się martwimy.

Biblia dużo mówi na temat snu duchowego, więc kiedy czytamy „ocuć się, który śpisz”, to nie znaczy, że mamy chodzić bezsenni i ciągle niewyspani, bo nie wolno nam spać. Oczywiście możemy w poświęceniu zdecydować, że dla sprawy Pana konieczne jest byśmy nie spali, apostoł Paweł pisze o tym, że był „częstokroć w niedosypianiu”, ale musi to mieć określony, dobry cel, to nie ma być regułą.

Kazn. Sal. 5:11 mówi: „Słodki jest sen służącego, czy zje mało, czy wiele; lecz dostatek bogatego – jemu brak tchu, aby spać.”

Jest to ciekawy fragment, który brat Johnson komentuje: „Podczas gdy ciężko pracujący, który zjadł mniej lub więcej, cieszy się słodkim snem, nadmiar bogactw przeszkadza w śnie [w spaniu] (E11, s. 680). Prawdopodobnie przeszkadza to, że ktoś nadmiernie się troszczy, o to ile zyskał, a ile stracił, czy nikt mu nie zabierze, czy na pewno zamknął wszystkie sejfy i bramy itd. Kto ma niewiele śpi spokojniej.

Są fragmenty Biblii na temat snu, które mają w sobie warstwę literalną i duchową:

Przykłady to Przyp. Sal. 3:24: Gdy się położysz, nie będziesz się lękał; a gdy zaśniesz, twój sen będzie przyjemny.” [Jeżeli będziesz trzymać się słów mądrości Bożej]. Także Psalm 4:9 mówi: „W spokoju się położę i zasnę, bo ty sam, PANIE, sprawiasz, że mieszkam bezpiecznie.”

Oczywiście możemy na to spojrzeć jako na pokój ducha, możemy też myśleć o tym, z jakim spokojem człowiek wierzący może umierać, gdy ma nadzieję obudzenia w Królestwie. Myślę jednak, że ten pokój ducha może też wpływać na literalny sen. Wiemy, że Pan Jezus miał tak wielki pokój w sercu, że spał w czasie sztormu.

Mam nadzieję, że jeszcze wszyscy nie zasnęli, bo chciałbym podać pewien fragment zachęcający do pobudki i czuwania. Przyp. 20:13 – „Nie kochaj spania, abyś nie zubożał, miej otwarte oczy – będziesz miał chleba pod dostatkiem.” I komentarz (E11, s. 649): „Nie można być miłośnikiem bezczynności, by nie zubożeć w łaskach, znajomości i służbie; należy raczej szukać sposobności do działania i podejmować je, co przyniesie obfitość wszystkiego, co potrzebne.” Tyle na temat snu.

2. Pierwsze myśli

Myślę, że to jest wielki problem w dzisiejszym świecie. Ja podam mój przykład: pracuję w ‘home office’ czyli z domu i pojawia się taki nawyk, że jak się zbudzę to od razu iść do komputera, bo wcześniej zacznę, to wcześniej skończę. I tak, może nie być nawet chwili na rozmyślania. Podobnie może być jak ustawiamy kolejne drzemki i np. mamy tylko parę minut, żeby zdążyć na autobus. I znów tracimy poranek z Panem. A przecież społeczność z Bogiem daje pokój serca, którego często tak nam brakuje w czasie dnia.

Co np. zauważyłem, że dopóki nie wejdziesz na tego Facebooka, Messengera, dopóki nie dasz znaku życia, a w pracy dopóki nie włączyć tej ikonki, że jesteś „dostępny” to nikt nie pisze. Pomyślmy o tym i zanim się zalogujemy do życia z innymi ludźmi i do życia w pracy, to sprawdźmy naszą komunikację z Bogiem w tym dniu. To jest najważniejsze wi-fi naszego życia i nawet jeżeli wcale nie ma internetu, to ta łączność z Bogiem wystarczy, ale bez niej nic innego nie wystarczy dla człowieka wierzącego.

Br Johnson radzi w E1, s. 140: „Rozmyślajmy nad Jego świętym charakterem objawionym w Jego planie tak pobożnie, z taką wiarą, miłością i czcią, byśmy powoli i coraz bardziej przemieniali się w ten sam obraz z chwały w chwałę, jako od Ducha Pańskiego (2 Kor. 3:18)”.

To znaczy, że już samo poranne rozmyślanie o Bogu uruchamia Pańskiego Ducha w nas. Zaczynamy iść w dobrą stronę. Pierwsza rzecz, którą robimy w ciągu dnia ma wielkie znaczenie. Ale jeszcze ważniejsza jest pierwsza myśl. Jeśli pierwsza myśl jest dobra, to wystarczy za nią pójść. Jednak jeśli pierwsza myśl jest zła, to trzeba zmienić myśl, a wtedy zmieni się pierwsza rzecz, którą świadomie zrobimy.

Co jednak zrobić, aby zmienić te pierwsze myśli? Możemy otoczyć się rzeczami, które dobrze wpływają na nasze myśli. To mogą być piękne myśli ze Słowa Bożego na naszych ścianach, na naszych szafkach, ważne myśli, do których wracamy, zdjęcia, które przywołują miłe i dobre wspomnienia. To mogą być miłe dźwięki budzika, choć z budzikiem pewnie trzeba uważać!

Przykładem takich dobrych rozważań mogą być słowa Jeremiasza zapisane w Trenach 3:22-29 (przeczytam w przekładzie Czesława Miłosza): „Zaiste nie skończyły się, nie wyczerpały zmiłowania Pańskie. Nowe są każdego ranka, wielka jest Twoja wierność. „Pan jest moim udziałem”, rzekła dusza moja, toteż będę ufał Jemu. Dobry jest Pan dla polegających na Nim, dla duszy, która Go szuka. Dobrze jest oczekiwać milcząc zbawienia od Pana. [i kończy ten fragment:] może jest jeszcze nadzieja”. Starajmy się żyć z Nadzieją. Biblia nie mówi, że nadzieja to matka głupich. Biblia mówi, że nadzieja oparta na Boskich obietnicach nie zawodzi i na pewno się spełni.

3. Modlitwa: Myślę, że kiedy mamy problemy to te modlitwy stają się gorące. Sam wiem jak nieraz w pracy modliłem się gorąco o pomoc, gdy miałem duże problemy. Ale jak być wytrwałym w modlitwie, gdy jest spokojnie, albo gdy odpowiedź długo nie przychodzi? Jak utrzymać relację z Bogiem?Jednym ze sposobów jest uważnie patrzeć i zapamiętywać w sercu, a może nawet zapisywać sobie fizycznie Boskie odpowiedzi na modlitwy.

Nie mam dzisiaj wszystkich odpowiedzi. Podaję pewne pytania do rozmyślań. Mamy piękną wskazówkę od Psalmisty Dawida. Ps. 5:4 – „Rano usłysz głos mój, Panie; rano przedstawię Ci moją modlitwę i będę czekał.” Bez wielkiego komentarza, widać tutaj, że mamy się modlić i czekać.

A czekać to znaczy wykonywać wszystko, co od nas zależy i patrzeć na Boskie kierownictwo i na Jego odpowiedzi, na któryś z Boskich sposobów: (1) przez Jego Słowo (czyli też przez badania!), (2) przez ducha świętego (np. przez rozmowy z braćmi!) i (3) przez Opatrzności, które będą nas dotykały.

Musimy, Bracia i Siostry, myśleć, o co się modlimy. To, o co najwięcej się modlisz, pokazuje kim jesteś i na czym Tobie zależy. Jeżeli oddaliśmy swoje życie Bogu i chcemy zdobyć wieczną radość w Królestwie Bożym, to czy modlimy się o rzeczy z tym związane? Piękny przykład modlitwy dobrej na rano to Psalm 19:15 – „Niech będą Ci przyjemne słowa moich ust i rozmyślanie mego serca, PANIE, moja Skało i mój Odkupicielu!”. Taka modlitwa podoba się Bogu i wzmacnia nas samych.

Nasza modlitwa nie ma być na pokaz. Mamy wejść do swojej komory lub izdebki (Mat. 6:6). Mamy znaleźć miejsce i czas, gdzie będziemy mogli odsunąć się od świata i przybliżyć się do Boga, czy to sami w modlitwie osobistej, czy z żoną lub mężem, czy z rodziną, czy ze zborem. W każdej sytuacji trzeba szukać przestrzeni dla naszej wiary.

1 Tes. 5:17 mówi: „Bez przestanku się módlcie”. Często może przychodzić myśl, że to już chyba trochę przesada i że nigdy mi się to nie uda, bo ledwo udaje mi się pomodlić rano i wieczorem, a czasami tylko rano albo tylko wieczorem. Jednak modlić się bez przerwy to nie znaczy mówić ale zachować taki stan, kiedy nasze serca stale chcą wyzwolenia od złego, kiedy ciągle pragniemy spełnienia Boskich obietnic. Nie mamy ciągle mówić; czasem musimy też skupić się na tyle na obowiązkach, by nawet wiele nie rozmyślać, ale starajmy się o to, żeby nasze serca zmierzały w dobrym kierunku, do Pana, gdy tylko przychodzi chwila oddechu od pracy czy różnych obowiązków.

4. Społeczność rodzinna: Słowo Boże zachęca byśmy spędzali czas razem jako rodzina. Nie „każdy sobie”, ale jako małżeństwo, jako rodzeństwo, rodzice i dzieci. Dziecko nasiąka jak gąbka, uczy się nie przez słowa, ale przez przykład i obserwacje, dziecko szybko umie naśladować.

Omawianie Słowa Bożego, wspólne rytuały i nawyki rodzinne nie są złe, jeśli są dobre; czyli jeśli nie są fanatyczne lub zbyt rygorystyczne. W 5 Moj. 4:9 czytamy: „Tylko strzeż się i pilnie strzeż swojej duszy, abyś nie zapomniał tych spraw, które oglądały twoje oczy i aby nie odstąpiły one od twojego życia, ale zapoznawaj z nimi swoich synów i synów swoich synów.” Jak tłumaczy nasza literatura w antytypie oznacza to jak Jezus przy końcu Wieku Ewangelii, szczególnie przez swoich posłanników paruzji i epifanii, ostrzega swój lud, żebyśmy nie zapominali o tym, jak Bóg cudownie z nami postępuje w sprawach swojego planu i Królestwa. Ale nawet ta dosłowna warstwa wiele mówi. Inny podobny fragment to 5 Moj. 11:18-19, wybrane myśli – „Połóżcie więc sobie te moje słowa na swoim sercu i duszy… Uczcie też ich waszych synów – mów o nich, gdy przebywasz w swym domu, i gdy odbywasz drogę, gdy kładziesz się i kiedy wstajesz.”

TP nr 84, s. 68 – „Zachęcamy drogich braci w Prawdzie wszędzie, aby dawali baczenie, żeby ich dzieci otrzymały najlepszą religijną naukę, jak również dobry przykład od nich w codziennym życiu. Każda rodzina powinna mieć swoje badanie biblijne, chociażby tylko było jedno dziecko. Każda niedziela powinna mieć swoją cichą świętą godzinę społeczności, modlitwy i śpiewu, w której uczestniczą rodzice i dzieci.”

Myślę, że znamy rzeczywistość naszych czasów i naszego życia, i to, że nie zawsze takie plany mogą dojść do skutku. Warto jednak próbować i cieszyć się z każdej dobrej chwili, nawet jeśli daleko nam do doskonałości. Jest to jak z tym muzykiem, którego zapytano czy w starszym wieku warto się zacząć uczyć grać na instrumencie. Odpowiedział: „Szanujcie każdy dźwięk, jakby miał coś opowiedzieć. Radość z gry będzie większa!”. I my też doceniajmy i dziękujmy Bogu za każdą taką dobrą chwilę. Szukajmy pomysłów, które najlepiej pasują do naszej rodziny i bądźmy delikatni i nie narzucający się.

5. Ostateczny cel
W swoim artykule Richard Baxter napisał to tak: „Pamiętaj o ostatecznym celu.
Gdy przygotowujesz się do codziennej pracy, lub rozpoczynasz jakiekolwiek działanie na tym świecie, przy każdej sprawie wypisz na swoim sercu POŚWIĘCONA PANU”
. Mamy tu w artykule Baxtera odnośnik do Zach. 14:20. „Wówczas nawet na dzwoneczkach koni umieszczą napis: „Poświęcone dla Jahwe”, a kotły [zwyczajne] w domu Jahwe będą jak kropielnice przed ołtarzem. A każdy kocioł w Jerozolimie i w Judzie będzie poświęcony dla Jahwe zastępów”. Wiemy, że to opis tysiąclecia, ale dziś w naszym życiu tak właśnie możemy zrobić. Oddać siebie i to co mamy w ręce Pana.

Myślę, że ładnie ten ostateczny cel lub ostateczny sens wyraża pewna opowiastka ze zbiorów Bruna Ferrero: „Pytanie o sens życia. Słynny filozof codziennie starał się bardzo znaleźć sens życia. Poświęcił na rozwiązanie tej zagadki najlepsze lata swego życia. Ile badań przeprowadził, ile książek napisał, i ciągle nie miał odpowiedzi. Konsultował się z największymi mędrcami ludzkości, odbył niejedną rozmowę i dyskusję. Zwiedził świat wzdłuż i wszerz i nie znalazł zadowalającej odpowiedzi na to pytanie.
Pewnego wieczoru w ogrodzie przy domu, kiedy odpoczywał, wziął na kolana pięcioletnią córeczkę, która bawiła się wesoło i spytał ją:
– Córeczko, dlaczego jesteś tu na ziemi?
Dziewczynka odpowiedziała uśmiechając się: – Aby cię kochać tatusiu!”
Oby takie myśli przyświecały nam w stosunku do naszego Boga i do naszego Pana.

6. Gorliwość w powołaniu: W swoim artykule Richard Baxter podkreślał, że tym powołaniem jest po prostu to zajęcie, które obecnie wykonujemy. Czy to praca, czy szkoła, czy wychowywanie dzieci, opieka nad domem, czy cokolwiek innego co jest naszą powinnością, naszym obowiązkiem. W wykładzie na ten temat przeczytałem niektóre zalety gorliwości w naszym powołaniu, ale Baxter wymieniał ich więcej, więc wróćmy do nich teraz:

[cytuję z artykułu] „[przez gorliwość w swoim powołaniu] – wykażesz, że nie jesteś leniem i sługą ciała (jak ci, którzy nie mogą odmówić mu przyjemności) i przyczynisz się do umartwienia wszystkich cielesnych pożądliwości i pragnień, które są karmione życiem pełnym wygód i nieróbstwa;

– pilnie wykonując to co należy do twego powołania uzyskasz więcej czasu na święte obowiązki. Leniwi nie mają czasu na modlitwę i czytanie Pism, ponieważ tracą go ociągając się podczas pracy;”

Tyle Baxter, a John Wesley dodaje do tego ciekawe zdanie: „Napraw swoje ubranie, inaczej nigdy nie doczekam się, żebyś naprawił swoje życie. Oby nikt nigdy nie widział obdartego metodysty” (s. 313). My byśmy mogli wstawić „wierzącego”.

Myślę, że dziś duży problem, który może dotykać wielu osób, i to także z ludu Bożego, to tzw. prokrastynacja. Przede wszystkim: prokrastynacja to nie lenistwo. Ten termin jest potocznie utożsamiany z lenistwem, ale w rzeczywistości jest to głębszy i bardziej złożony problem natury psychicznej. Prokrastynacja to celowe i dobrowolne zwlekanie z realizacją zaplanowanych czynności, mimo świadomości pogorszenia przez to swojej sytuacji (np. zawodowej). Ktoś wie że powinien pracować, chciałby pracować, wie, że będzie gorzej, jeśli nie zacznie pracować, nie czuje się dobrze nie pracując, nie odpoczywa, jest przygnębiony i nerwowy, ale nie może.

Zdarza się, że taka prokrastynacja, a także syndrom wypalenia zawodowego są na tyle silne, że konieczne są konsultacje psychologiczne i leczenie psychiatryczne.
Nie ma w tym nic złego, ponieważ choroby nerwowe i psychiczne to takie samo schorzenie ciała jak choroby fizyczne. Nie jesteśmy tutaj szczególnie chronieni. Czasami dla naszego dobra możemy doświadczyć różnego rodzaju chorób (Rzymian 8:28).

Na pewno to schorzenie powiązane jest z ogólnym bezsensem wielu zadań w pracy, które trzeba wykonywać. Np. w korporacjach, ale też w innych firmach. Jedną z duchowych pomocy w takiej sytuacji, może być uświadomienie sobie, że nasz cel i motywacja to służenie Panu, a to służenie Panu tylko wyraża się w służeniu drugim. Ta myśl nieraz bardzo dodaje mi osobiście siły i chęci do pracy, gdy jest bardzo źle.

Widać to w Liście do Kolosan 3:23 – „Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie, jak dla Pana, a nie dla ludzi”. Na pewno zmieni to nieco nasze nastawienie.

Warto powtarzać sobie dobre rady ze słowami Bożego i obserwować księgę natury. To odkładanie na później to nie zawsze jest u nas choroba. Przyp. 6:6-8„Idź do mrówki, leniwcze, przypatrz się jej drogom i bądź mądry; Chociaż nie ma ona wodza ani przełożonego, ani pana; To w lecie przygotowuje swój pokarm i gromadzi w żniwa swoją żywność.” Obserwacja przyrody, np. ptaków, zachęca do działania.

Oczywiście, istnieją sytuacje, w których najlepszą decyzją będzie rezygnacja z pracy, która niszczy nas jako sług Bożych i nie pozwala nam się rozwijać duchowo. Jeśli możemy mieć pracę, która nie odbierze nam całych sił witalnych, a zarobimy w niej trochę mniej, to warto to rozważyć, bo życie i radość życia są ważniejsze od stanu posiadania.

Wiemy z przypowieści o siewcy (Mar. 4:19), że „ci, którzy zostali posiani między cierniami, są tymi, którzy słuchają słowa; lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i żądze innych rzeczy wchodzą i zagłuszają słowo, i staje się bezowocne”.

Żyjmy dzisiaj Bracia i Siostry, niech naszym godłem będą słowa z Kazn. Sal. 9:10 – „Czyń wszystko, co znajdzie ręka twoja do czynienia, tak długo jak posiadasz siłę”.
Z tego wynikają 2. rzeczy: po 1/ to, by wiernie używać zdolności i możliwości służby, które mamy; 2/ nie odkładać na przyszłość, bo nie wiemy ile jeszcze dni tego doczesnego życia będzie nam dane. Rozważajmy co zrobić, żeby nasz dzień dzisiejszy był lepszy. Już wieczorem szykujmy się na kolejny dzień, a z Bożą pomocą będzie to dobry dzień!

Takiego dobrego dnia Wam życzę i na dzisiaj, i na kolejne dni. Niech dobry Bóg Wam wszystkim błogosławi!

2 thoughts on “Dzień z Bogiem [część 1]”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *