Organizacja kościoła

Nagranie archiwalne. Wykład wygłoszony przez br. Leszka Szpunara 27 listopada 2016 r. na spotkaniu zboru w Bydgoszczy.

Roboczy zapis wykładu:

Drodzy Braterstwo, zacznę od jednego z poematów, jaki mamy w „Wierszach Brzasku”. Wiersz nr 7, zatytułowany „Kościół Prawdziwy”. Tam czytamy takie słowa:

„Raz w dzień świąteczny o świcie zbłądziłem.
O pomoc pielgrzyma pewnego prosiłem:
Powiedz – pytałem – przez jakie iść niwy,
By znaleźć ten jeden kościół prawdziwy?
On odrzekł: Świat cały przeszukasz dokoła,
A nigdzie nie znajdziesz takiego kościoła.”

I końcowa część:

„W kurzu klęknąłem i tak się modliłem
O Chryste, Panie! Pomóż, gdy wołam,
Do prawdziwego zaprowadź kościoła.
On odrzekł, a człowiek tak mówić nie zdoła:
Nikt znaleźć nie może takiego kościoła.
Odtąd, gdy szukasz, kościoła nie szukaj,
Lecz jego Głowy i tak nauczaj!”

Ten temat, jak widać, nie jest tematem nowym, współczesnym, że też się rozglądamy: co, jak, gdzie, z kim, dlaczego – w sprawie kościoła i organizacji kościoła. To jest temat, który cały czas towarzyszył Ludowi Bożemu.

I pytanie, który kościół jest prawdziwy pojawiało się wielokrotnie na przestrzeni tych wielu, wielu lat od naszego Pana, aż do naszych czasów. Nam przyszło wzrastać w czasie, kiedy jesteśmy wiązani ze Świeckim Ruchem Misyjnym Epifania. I można by powiedzieć, że przez samo takie uczestniczenie w tym Ruchu, korzystanie z pewnych rzeczy, które ten Ruch dostarczał, nasz udział w konwencjach, korzystanie z literatury itd., itd. sprawiło, że niejednemu gdzieś tam w głowie taka myśl się pojawiała: no to to jest ten nasz jedyny kościół. To jest ten ruch, ten prawdziwy. I teraz takie mam pytanie.

Czy ruch jest tym prawdziwym kościołem dającym prawdę? Mam nadzieję, że wszyscy, jak tu jesteśmy, odpowiemy, że nie. Bo Ruch nie daje prawdy. Ruch ma drukować, wydawać czasopisma, ewentualnie organizować konwencje, ewentualnie wysyłać do zborów, które zaproszą, mówców. No ma taką rolę organizacyjną, wydawniczą tego typu, ale nie podaje prawdy. Więc też tak ciekawie, albo nieciekawie się złożyło, że na przestrzeni tych lat, tutaj powiedzmy tego dwudziestego naszego wieku, jak był wódz ludu Bożego, to był jednocześnie opiekunem Ruchu. I nam się tak jakby też zaczęło powoli wydawać, że Ruch i opiekun to jedno.

W związku z tym, jeżeli prawda idzie, to idzie z Ruchu. A jak idzie z Ruchu i najczystsza prawda, bo faktycznie mamy taką prawdę, to znaczy, że Ruch wydaje prawdę. Ruch nie wydaje prawdę. Ruch wydaje „Teraźniejszą Prawdę”, czasopismo, wydaje tomy, wydaje wszystkie inne rzeczy, które są możliwe, ale nie jest kościołem. Nie jest tym prawdziwym kościołem, o którym tu poszukiwacz też właśnie mówił: „szukam kościoła prawdziwego”.

Nie ma prawdziwego kościoła w sensie organizacyjnym. Ruch jest na usługach zboru, a nie pełni funkcji kontrolnej dla zboru, ani zarządzającej dla zboru. No też o tym troszkę jakby się zapomniało.

Ja, powiem braterstwu, że widzę dwa skrajne stanowiska. Taka polaryzacja, jest taka solidna polaryzacja. Jedno, niedawno rozmawiam z siostrą, która mówi: „No ale Bracie, gdyby nie było Ruchu, to kto nam powie, co mamy robić?” Ja mówię: „no, ale przypomnij mi, kto jest głową zboru?”. „No Jezus Chrystus.” Ja mówię: „no to nam powie”. Niepotrzebny jest ruch do tego, żeby powiedział, co zbór ma robić. Bo zbór jest tak zorganizowany i tak przez Boga prowadzony i jest pod głową, czyli pod Jezusem Chrystusem, że nie potrzebuje nikogo z zewnątrz, żeby mówił, co ma robić.

Ale prawda jest też taka, że w wielu zborach wykształtował się pogląd, że Ruch ma do powiedzenia w tych sprawach trochę. I w związku z tym jest jakaś sprawa w zborze, list do centrali: „Co mamy robić?”. No jeżeli tak napisze takich listów paręnaście, parędziesiąt zborów i ileś tam razy, to centrala też zaczyna się przekonywać do tego, że ma prawo się wypowiadać w tych sprawach. Jak ją proszą o radę, to radzi. Ale potem nie tylko radzi. Potem już mówi, tak macie zrobić.

No i, drodzy Braterstwo, myślę, że w ten sposób. To jest jakby jedna strona. Nie ma Ruchu, nie wiemy, co robić, jest problem, a problemu nie ma tak naprawdę, bo Głowę mamy, naszego Pana mamy, a w organizacji kościoła ta Głowa myśli, co robić, podejmuje decyzje, sprawia, że takie czy inne kroki podejmujemy.

No i druga jakby strona medalu jest taka: „Ruch nam się z pewnych konkretnych powodów nie podoba i w związku z tym musimy się koniecznie odłączyć od Ruchu”. No brat Johnson pisał w wielu miejscach, że my nie mówimy, że organizacja jaką jest zbór nie ma korzystać z pomocy takich instytucji jak tłumacz, jak twórca słownika, konkordancji, wydawcy, tacy, inni itd.

I ruch taką funkcję pełni, dopóki ją pełni – taką funkcję. Dopóki nam niczego nie narzuci, dopóki mamy prawo podejmować decyzje, dopóki możemy tak funkcjonować, żeby realizować swoją misję jako zboru (i za chwilę o tej misji troszkę powiemy sobie), to niekoniecznie musimy zrywać kontakty, bo my się nie utożsamiamy z Ruchem jako podającym prawdę, tylko jako tym, który wydaje „Teraźniejszą Prawdę”, „Sztandar Biblijny”. Inne książki były wydawane i będą wydawane z tego, co wiem, czyli to jest coś, co jest nam potrzebne i z czego korzystamy jako z organizacji świeckiej, która pełni funkcje potrzebne nam również.

I tak, jak powiedziałem, dopóki jesteśmy niezależni, dopóki sami podejmujemy decyzje, dopóki nikt nam nie zabrania niczego uczynić, a nie zabrania nam akurat, więc powiem, że nie musimy robić radykalnych ruchów odejścia od Ruchu, ale to nie zwalnia nas z pewnej bardzo ważnej rzeczy, bo w dalszym ciągu jest tak, że wydawane „Teraźniejsze Prawdy”, te bieżące, aktualne i „Sztandary Biblijne”, no w nich nauki są umieszczane przez kogoś, kto stoi na czele tej pracy. Ja wiem, że wszyscy uznajemy, że na pewno aktualnie brat w Stanach Zjednoczonych jest opiekunem Ruchu, bo jest, został wybrany na opiekuna Ruchu, ale czy jest wodzem Ludu Bożego? Nie ma za bardzo argumentów na ten temat: ani w Piśmie Świętym, ani w początkowych poczynaniach brata, bo początkowe poczynania brata są takie, że my wsiadamy na wóz i jedziemy, na rydwan tak naprawdę i jedziemy, czyli jesteśmy organizacją, Bożą organizacją, jedyną Bożą organizacją. Jak to czytamy, to są pewne wątpliwości, czy ten brat wie, dokąd nas prowadzi.

Ostatnio czytałem list brata Franka Janke, zwolnionego niedawno ze służby i on napisał bardzo sympatyczny list do brata aktualnie zarządzającego Ruchem i napisał, że życzy mu Błogosławieństwa Bożego, ale za nim nie pójdzie. Nie pójdzie, no bo nie ta droga. Zupełnie zaczyna się pewna zmiana w naukach, w doktrynach i nasza rola jest taka, żeby przecedzić to i wybrać to, co jest dobre, a to, co jest złe, odrzucić.

No i teraz, przy okazji tego, że te tematy nas na pewno w obecnym czasie nurtują, że te tematy są dla nas ważne, istotne, chciałbym przypomnieć pewne myśli zawarte w artykule napisanym przez brata Johnsona, to jest z szóstego tomu epifanicznego, drugi rozdział i tam jest mowa o… temat, znaczy tytuł artykułu jest „Kościół kompletnie zorganizowany”. Bo to nie jest tak, że mamy takie jakieś bezhołowie, używając tego nieładnego słowa, gdzie nie ma żadnej organizacji w Kościele, bo to też nie jest tak, że Pismo Święte i Bóg poprzez to Pismo Święte nie zadbał o to, jak kościół ma funkcjonować. Kościół jest zorganizowany, ale nie po ludzku i nie dla ludzkich celów, ale dla celów zdecydowanie wyższych.

Czyli tam w tym szóstym tomie, rozdział drugi, a w „Teraźniejszej Prawdzie” pierwszy raz pojawił się ten artykuł w 1931 roku, na 51 stronie pojawia się tam pierwsza strona tego artykułu. I ten artykuł zaczyna się od podania kilku wersetów mówiących o tym, że kościół jest zorganizowany. Chciałbym tutaj jeszcze jedną rzecz powiedzieć, że wersety, o których tu jest mowa, mówią o Kościele, ale w tej takim jakby podstawowej komórce kościoła, czyli mówią o zborach.

Bo czytamy, że ustanowił w zborach starszych czy tam ustanowił to, że w zborach podejmowano takie czy inne decyzje. Czyli zbory, albo zbór jest reprezentacją całego kościoła, dlatego że zbór składa się z tych, którzy podjęli decyzję, że będą szli za Jezusem, będą go naśladowali i będą realizowali pewną misję. O tej misji za chwilę powiemy.

Jeżeli tak, to są one tą podstawową komórką, bo tak jak w społeczeństwie małżeństwo jest tą komórką podstawową, tak się to nazywa, tak zbór w Kościele jest tą podstawową komórką. Nad każdym zborem jest nasz Pan jako Głowa. I 1 List do Kolosan 1:18 – jest tam porównywany kościół do ciała. List do Rzymian 12:4-8 – tam też jest porównanie kościoła do ciała, czyli funkcjonowanie kościoła, czyli zboru jest porównane do funkcjonowania naszego ciała jako organizmu.

No i podobnie w Liście do Efezów 4:11-13 – nie będziemy ich na razie odczytywać, za chwilę do nich wrócimy, ale jest podane jak ma być zorganizowany kościół i jakie są w nim relacje. To nie są relacje tego typu, że ja każę, ty wykonujesz, tylko są relacje, że jeden drugiemu pomaga. Jeden organ bez drugiego organu nie może funkcjonować, że ucho jest istotne dla organizmu, ale samo dla siebie nie jest istotne.

Dostarcza informacji, dzięki temu mózg przetwarza je, możemy reagować na takie czy inne rzeczy. Więc wszystko ze sobą jest zespolone, zsynchronizowane i jedno drugiemu służy. To nie jest hierarchiczna jakaś konstrukcja, gdzie ten mówi, ten wykonuje, ten jest jeszcze niżej, jeszcze niżej.

Chociaż nogi są najniżej, ale mają taką samą funkcję, może nie taką jak głowa, bo głowa jest najważniejsza, ale mają taką samą funkcję jak wszystkie inne narządy ciała. Czyli jest zorganizowany kościół, ale na innych zasadach niż różne świeckie organizacje. Te relacje są właśnie najlepiej zobrazowane przez nasz organizm.

I dlatego pisarze Nowego Testamentu tak właśnie do tego podchodzili. Drodzy Braterstwo, bez organizacji nie można prowadzić żadnego przedsięwzięcia i o tym wie każdy z nas, że jak nie zaplanujemy, nie wytyczymy jakiegoś celu, nie założymy, czyli jak nie będziemy wiedzieli co chcemy osiągnąć, to nie będziemy wiedzieli jakie środki nam będą potrzebne, żeby to zorganizować. I nie będziemy tego tematu rozważać, bo to jest oczywiste.

Natomiast, tak wracając jeszcze do tych obrazów, które są zawarte w wersetach, jakie wymieniłem, to jest tam w Liście do Efezów 4:16 czytamy: „ciało przystojnie złożone”, czyli to jest organizacja, przystojnie złożone, tak ten przekład gdański mówi, „i spojone we wszystkich stawach, przez które jeden członek drugiemu posiłku dodaje przez moc, która jest w każdym członku”. Czyli każdy z nas ma swoją rolę do wykonania w zborze i każdy wykonując te czynności, jakie wykonuje, to wynika z jego zdolności, z jego usposobienia, z jego wiedzy, z różnych rzeczy, które ma i daje tej społeczności to, co może dać. I dzięki temu, że zbór ma swoje potrzeby, te możliwości są wyzwalane z każdego z nas i pomagamy.

Jeden ma umiejętność, nie wiem, takiego rzeczowego, konkretnego wykładu, a drugi ma umiejętność porozmawiania z kimś w taki sposób, że za chwilę ten ktoś, kto przed chwilą miał, jak to się mówi, nos na kwintę, za chwilę jest radosny, uśmiechnięty i jest mu dobrze. Czyli umiejętność tego podniesienia na duchu i dodania energii, ale inny potrafi przyjść i kogoś napomnieć i powiedzieć: „słuchaj, no, zastanów się przynajmniej nad tym, bo wydaje mi się, że to jest nie tak”. Ale drugi, który nie ma do tego zdolności, przyjdzie i powie: „źle postępujesz i jak tego nie zmienisz, to pamiętaj, co cię czeka.” No i w kimś się zaraz, ten ktoś zamiast przyjąć, to powie: „a co ty masz do mnie?”. Bo tak też może być.

Więc tak jak Pismo Święte mówi, każdy z nas w zborze ma do wypełnienia swoją funkcję. I tu nie ma kogoś, kto jest mniejszy czy większy, to nie może być tak, że jak słyszeliśmy, bywały takie odpowiedzi na konwencjach, że nie może starszy zborowy albo diakon nie może się modlić. No co to jest? To jest po prostu, nie wiem, nie potrafię tego nazwać, bo to pokazuje, że jest, że tworzy się hierarchia, że tylko tym na górze wolno, bo oni są bliżej Boga. No nie są bliżej Boga. W jaki sposób? To taki tylko przykład, gdzie się braciom przestały pewne rzeczy podobać, bo tak się nie postępuje.

Nie można mówić albo na konwencji mogą tylko pielgrzymi i ewangeliści się modlić. Jaka zasada tym rządzi? Gdzie to jest wyczytane? Skąd to jest wzięte? Nie ma czegoś takiego, a faktycznie stosowane, regularnie. Ja się kiedyś też naraziłem, bo na konwencji w Bydgoszczy to nie tyle modlitwy dotyczyło, co tego roznoszenia chleba. I mówię sobie: „no to ci, co usługiwali, to niech roznoszą”. I dałem kilku ewangelistom. A to tylko pielgrzymi mogą. Ja tak mówię: „mogą”. Mogą wszyscy. Nie ma zasady. Ale ja zostałem zawołany na dywanik. „Dlaczego pielgrzymi?”. Jeden z ewangelistów też mówi: „no ale my nie możemy”. „No jak to, jak ja ci daję chleb i mówię roznoś, to możesz.” No i wziął ten chleb i poszedł. Pewnie może też był wezwany na dywanik. Nie wiem.

Niezależnie od tego, to są podziały stworzone bardzo dziwne takie. I to wskazuje, że jakby zapomina się o tym, że jeden drugiemu ma służyć jak najlepiej potrafi i ma to wspólnie dobrze działać, tylko że już jest hierarchia. Ten może, ten nie może. Ten jest wyżej, ten jest niżej. Nie ma czegoś takiego. Pismo Święte o tym nie mówi.

I teraz tak na chwilę wrócimy, bo tak jak mówiłem, każda organizacja, która ma przed sobą jakiś cel, jakieś zadania, jakiś cel do osiągnięcia, jakieś zadanie do wykonania, to musi do tego dostosować swoje środki, podjąć odpowiednie działania. To zastanówmy się i przypomnijmy tak naprawdę, bo wiemy o tym, jaka jest misja kościoła, czyli: czemu ma służyć organizacja kościoła. I to jest tak… Używał będę troszkę słownictwa, które w tym artykule było, bo pewnie będzie to najlepiej, ale czasem będę przetłumaczył, czasem będę przekładał na nasz język.

Czyli tak, posłannictwo, pierwsza zasada, pierwsza rzecz. Posłannictwo względem Boga i Chrystusa. To znaczy, że mamy w zborze robić wszystko, żeby oddawać Bogu cześć najwyższą, jaka jest możliwa, wielbić Boga przez różne formy naszych działań, jakie mamy.

Bo w 1 do Koryntian 10:31 czytamy: „przeto lub jecie, lub pijecie, lub cokolwiek czynicie, wszystko ku chwale Bożej czyńcie. Nie bądźcie obrażeniem i Żydom, i Grekom, i zborowi Bożemu.” Czyli podstawowe zadanie: oddawanie czci Bogu.

I po to się tutaj zbieramy, po to też oddaliśmy się Bogu na służbę przez poświęcenie, żeby to czynić. I tu nie ma żadnych wątpliwości. I do tego naprawdę niepotrzebna jest jakaś zewnętrzna organizacja, która by coś wnosiła do tego, bo nie.

Po drugie, czyli kolejną rzeczą, jaką mamy do uzyskania tutaj w tym zborze, kiedy się spotykamy, to jest posłannictwo względem nas samych. Więc my też mamy tutaj korzystać. Mamy korzystać, po pierwsze, przez doskonalenie się w każdym dobrym słowie i pracy.

No i tutaj to można by odczytać List do Efezów 4:11-13, że dla tego celu właśnie, żeby to realizować, mamy podane, że „tenże dały niektóre apostoły, niektóre proroki, drugie ewangelisty, drugie też pasterze i nauczyciele.” Po co? „Ku spojeniu świętych, ku pracy usługiwaniu, ku budowaniu ciała Chrystusowego. A iżbyśmy się wszyscy zeszli w jedność wiary i znajomości Syna Bożego, w męża doskonałego, w miarę zupełnego wieku Chrystusowego.”

Chodzi o rozwój charakteru, rozwój tej najważniejszej cechy naszej osobowości, jaką jest miłość – maksymalnie jak to jest możliwe w naszym niedoskonałym tutaj jestestwie, jakie mamy. No i teraz Brat Johnson dzieli to na takie trzy etapy. Pierwszy to: mamy gromadzić osoby ze świata, które odpowiedzą na Boskie zaproszenie i żeby stały się jego własnością, żeby się stały członkami zboru, członkami kościoła jednocześnie. Czyli muszą być te osoby. To jest jedno, żeby ten zbór funkcjonował.

Drugie, żeby kościół się oczyszczał ze wszelkiej nieczystości ciała i ducha. Czyli znowu moglibyśmy List do Efezów 5:25-27: „Mężowie, miłujcie żony waszej, jako ich Chrystus umiłował kościół i wydał samego siebie za niego, aby go poświęcił, oczyściwszy umyciem wody przez słowo, aby go sobie wystawił chwalebnym kościołem, nie mającym zmazy, albo zmarszku, albo czego takiego, ale iżby był święty i bez nagany”. No taki jest cel, żeby ci, którzy przyszli już, dzięki działaniom zboru, ale też dzięki powołaniu, jakie dostali od Boga, żeby potem oczyścili się z tego, z czym przyszli. I ostatecznie, aby stał się podobny w charakterze do Chrystusa. Czyli nie tylko oczyszczenie, ale rozwój. Czyli: „Albowiem, które on przejrzał, te też przeznaczył, aby byli przypodobani obrazowi Syna Jego, aby on był pierworodny między wieloma braćmi.”

To do List do Kolosan 3:10-17 i inne wersety mówią o tym, że ci, którzy stali się dziećmi Bożymi, którzy przyszli do Boga, którzy przyszli do kościoła, to mają oprócz tego, że oczyścić się, to również rozwijać się na podobieństwo tego, który jako pierwszy szedł tą drogą, czyli Jezusa Chrystusa. Ta pierwsza część tej pracy na rzecz siebie, każdy z członków kościoła na rzecz siebie i innych, którzy są w zborze. Pierwsza część mówiła, że to jest doskonalenie w każdym dobrym słowie i pracy. I to w tych trzech elementach rozwinęliśmy.

A druga to jest taka, żeby się oczyszczać z tego, co… i odłączać od tych, którzy są takimi jawnymi, niepoprawnymi grzesznikami. I rzeczywiście Pismo Święte mówi o tym, żeby z takimi zrywać społeczność. Jeżeli to jest ktoś, kto na prośbę czy na rozmowę brata czy siostry nie reaguje, na rozmowę ze zborem nie reaguje, a jego działanie czy też jego życie, jego postępowanie ma negatywny wpływ na funkcjonowanie zboru, to jest konieczne wtedy, żeby przeciąć te więzy i żeby nie było złego wpływu. To Pismo Święte o tym wspomina, że ma to funkcjonować i funkcjonowało. I też opisane są te metody, zasady, jak to powinno być i nie powinno to być robione w złych uczuciach i w złej wierze ze strony tych, którzy to czynią, ale z miłości do tego, w stosunku do którego to czynią.

I to nie ma być tak, że ma być pozbawiony możliwości naprawy i powrotu, bo to jest istotna sprawa. Ktoś może pobłądzić, może zejść na niewłaściwą drogę, ale ma też prawo powrotu. I trzecią częścią tego działania kościoła na rzecz siebie, czyli wszystkich członków zboru na rzecz siebie, czyli każdego indywidualnie i całego zboru jako takiego, to jest przeprowadzanie różnych spraw tego typu, jak wybory sług, jak ustalanie planów naszego działania, rozkładów: co, kto i kiedy będzie wykonywał. To są rzeczy, które zbór ma prawo i powinien czynić, żeby dobrze funkcjonował i żeby ta misja, którą ma przed sobą, była wykonywana.

Czyli tak, jak mówiliśmy, pierwsze to były działania na rzecz wychwalania Boga i oddawania czci Bogu. Druga, na naszą rzecz, czyli nasz rozwój wewnętrzny poprzez: najpierw przybycie tutaj na miejsce, dzięki powołaniu Bożemu i działaniu zboru, choćby nawet przez zabrania te otwarte nasze, czy działalność internetową, czy inną. I po trzecie: oczyszczanie i rozwój, czyli przyjście, oczyszczanie i rozwój. A kolejna sprawa to jest jakby uczynienie jakiejś granicy między tym, kto niepoprawny jest i nie chce pomocy nawet ze strony zboru. To ma służyć jego przywróceniu, zwróceniu mu uwagi na to, że jest naprawdę źle i danie jednocześnie szansy powrotu.

No i kolejna sprawa to jest to, że zbór ma podejmować różne działania. Niedługo będzie zebranie gospodarcze, będziemy ustalać, co robimy, kto będzie robił, kto będzie jakie działania wykonywał i co planujemy w przyszłym roku zrobić, żeby tę misję realizować. Czyli: będziemy robić zebrania publiczne, czy nie będziemy robić? Czy będziemy mieli takie wykłady, czy inne? Czy prosimy o sług przyjeżdżających, czy nie prosimy. Kogo zapraszamy.

Te rzeczy są w gestii zboru. To jest organizacja, która ma służyć nam tutaj w tym zborze. No i zbór ma też właśnie działania, może w bardziej ograniczonym zakresie, ale ma, w stosunku do świata. Czyli rozmawiamy z ludźmi i mówimy, że temu światu będzie uczyniony koniec; że przyjdzie Królestwo, o które się modlimy; że dobrze by było już teraz się trochę nad tym zastanowić i być może zmienić już swoje postępowanie, bo będzie łatwiej w przyszłości.

Czyli dawanie świadectwa światu. I myślę, że bardziej może przez nasze postępowanie: karcenie świata za to, że wykonuje grzech. Bo my nie wyjdziemy i nie powiemy do każdego, kto źle czyni: „Ty, grzeszniku, co ty robisz. Przecież ty postępujesz niezgodnie z Pismem Świętym”, bo popatrzyliby na nas jak na jakiegoś, przynajmniej, że się ze „Świeciem” by się kojarzyło, albo z innymi sprawami. Bo to nie to.

Ale jeżeli my będziemy w miarę możliwości postępować sprawiedliwie, dobrze, uczciwie, to ludzie patrząc na to sami się osądzają. „No, jest jednak coś”. „Ja wolę zatrudnić jednak świadka Jehowy albo jakiegoś badacza Pisma Świętego, bo mam pewność, że mi nic nie zginie”. Czyli on, nikt mu tego nie musiał mówić. On, patrząc na to, co się dzieje, jak postępują i jak się zachowują, już sam osądza siebie i innych. „Nie, nie, w innych kategoriach tutaj, ja jednak wolałbym mieć kogoś takiego”. Naszą rolą jest zwracanie światu uwagi niekoniecznie przez słowo, bo to może być przez nasze zachowanie, przez te, tak jak apostoł mówi, że jesteśmy „żywymi listami”, które inni czytając będą chwalić Boga. Jesteśmy listami.

Naszym postępowaniem mówimy innym, kim jesteśmy, jakie zasady wyznajemy, ku jakiemu celowi dążymy. Drodzy Braterstwo, tak naprawdę, to jeżeli będziemy mieli w pamięci to, jaka jest misja kościoła, czyli zboru, to bez problemu ustalimy, jaką będzie musiał mieć ten zbór organizacji, bo ustalimy, co służy, a co nie służy. I my jesteśmy zmuszeni do podejmowania takich różnych decyzji na bieżąco.

Myślę, że tutaj teraz dla przypomnienia dobrze będzie odczytać te wersety, o których wspominałem, te, które mówią, tak obrazowo ilustrują organizację kościoła. List do Kolosan 1:18 mówi: „On też jest głową ciała, to jest kościoła, który jest początkiem i pierworodnym z umarłych, aby on między wszystkimi przodkował”. Czyli pierwszy obraz.

Jest głowa, Jezus Chrystus, a kościół to ciało. Bez rozróżnienia na jakieś tam narządy poszczególne tego ciała, bez rozróżnienia na funkcje w tym ciele. Nasz Pan jest głową, a ciało to kościół jako całość.

Czyli zbór jako całość. 1 List do Koryntian 12:12-30. Odczytam: „Albowiem jako ciało jedno jest, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała jednego, choć ich wiele jest, są jednym ciałem, tak i Chrystus. Albowiem przez jednego ducha my wszyscy w jedno ciało jesteśmy ochrzczeni, bądź Żydowie, bądź Grekowie, bądź niewolnicy, bądź wolni, a wszyscy napojeni jesteśmy w jednego ducha. Albowiem ciało nie jest jednym członkiem, ale wieloma. Jeśliby rzekła noga, ponieważem nie jest ręką, nie jestem z ciała. Izali dlatego nie jest z ciała? A jeśliby rzekło ucho, ponieważ nie jestem okiem, nie jestem z ciała. Izali nie jest z ciała? Jeśli wszystko ciało jest okiem, gdzieś słuch. A jeśli wszystko słuchem, gdzież powonienie? Ale teraz Bóg ułożył członki, każde z nich osobno w ciele, jako chciał. A jeśli by wszystkie były jednym członkiem, gdzież by było ciało? Ale teraz, acz jest wiele członków, lecz jedno jest ciało. Nie może być wtedy rzec oko ręce, nie potrzebuję ciebie, albo zaś głowa nogom, nie potrzebuję was. I owszem, daleko więcej członki, które się zdadzą być najmdlejsze w ciele, potrzebne są. A które mamy za najpoczciwsze w ciele, tym większą poczciwość wyrządzamy, a niepoczciwe członki nasze obfitszą poczciwość mają. Bo poczciwe członki nasze tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak umiarkował ciało, dawszy członkowi, któremu czci nie dostaje obfitszą poczciwość. Aby nie było rozerwania w ciele, ale iżby jedne członki o drugich jednakie staranie miały. A przetoż, jeśli jeden członek cierpi, cierpią z nim wszystkie członki. A jeśli bywa uczczony jeden członek, radują się z nim wszystkie członki. Lecz wy jesteście ciałem Chrystusowym i członkami, każdy z osobna. A niektórych Bóg postanowił we zborze najpierw apostołów, potem proroków, po trzecie nauczycieli, a potem cudotwórców, potem dary uzdrawiania, pomocników, rządców, rozmaitość języków. Izali wszyscy są apostołami, i zali wszyscy są prorokami, izali wszyscy są nauczycielami, izali wszyscy cudotwórcami, izali wszyscy mają dary uzdrawiania, izali wszyscy językami mówią, izali wszyscy tłumaczą?”

To są pytania retoryczne, na które odpowiadamy: Nie. Nie wszyscy. Każdy ma inną funkcję. Każdy jest do czegoś innego przygotowany i jego życie dotychczasowe go do tego przygotowywało. I w takim charakterze, w jakim jest, może najlepiej służyć, w takim służy. List do Efezów 4:4-16:

„Jedno jest ciało i jeden duch. Jako też jesteście powołani w jednej nadziei powołania waszego. Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest nada wszystko i po wszystkim i we wszystkich was. Lecz każdemu z nas dana jest łaska według miary daru Chrystusowego. Dlatego Pismo mówi: wstąpiwszy na wysokość wiódł pojmanych więźni i dał dary ludziom. Ale to, że wstąpił, cóż jest jedno, iż pierwej wstąpił do najniższych stron ziemi, a który zstąpił, ten jest, który wstąpił wysoko na wszystkie niebiosa, aby napełnił wszystko. Tenże dał niektóre apostoły, niektóre proroki, drugie ewangelisty, drugie też pasterze i nauczyciele.”

Po co? To jest ten cel, ta misja zboru kościoła. „Ku spojeniu świętych, ku pracy usługiwaniu, ku budowaniu ciała Chrystusowego. A iżbyśmy się wszyscy zeszli w jedność wiary i znajomość Syna Bożego, w męża doskonałego, w miarę zupełnego wieku Chrystusowego. Abyśmy więcej nie byli dziećmi chwiejącymi się i unoszącymi się każdym wiatrem nauki przez fortel ludzki i przez chytrość podejścia błędem, ale szczerymi będąc w miłości, rośnijmy w onego we wszystkim, który jest głową, to jest w Chrystusa, z którego wszystko ciało, przystojnie złożone i spojone we wszystkich stawach, przez które jeden członek drugiemu posiłku dodaje przez moc, która jest w każdym członku według miary jego wzrost ciału należącej bierze ku budowaniu samego siebie w miłości.”

Odczytuję te wszystkie wersety praktycznie bez komentarza, bo one wyraźnie pokazują, że jest w zborze zróżnicowanie, ale to nie jest zróżnicowanie hierarchiczne, że jeden jest większy od drugiego, tylko zróżnicowanie w możliwościach jakie mamy i każdy daje co może, każdy wnosi to co może i dzięki temu wszyscy mogą korzystać, a ten kto daje, odnosi też błogosławieństwo, ponieważ w tym dawaniu pokazuje się jego zaangażowanie, jego miłość do drugiego, do bliźniego, ale również do brata, który tu jest na tej sali, do siostry, która jest na tej sali. Podobnie czytamy w Liście do Rzymian 12:4-8: „Albowiem jako w jednym ciele wiele członków mamy, ale wszystkie członki jednoż dzieło mają, tak wiele nas jest jednym ciałem w Chrystusie, aleśmy z osobna jedni drugi członkami, mając wtedy różne dary według łaski, która nam jest dana, jeśli proroctwo niech będzie według sznuru wiary, jeśli posługiwanie niech będzie w posługiwaniu, jeśli ktoś naucza niech trwa w nauczaniu, jeśli kto napomina w napominaniu, kto rozdaje w szczerości, kto przełożony w pilności, kto czyni miłosierdzie niech czyni z ochotą.”

I drodzy Braterstwo, to jest organizacja kościoła, innej nie trzeba, bo to są wzajemne relacje między członkami zboru, takie relacje jakie są między organami w naszym organizmie, wszystkie działają i dzięki nim możliwe jest funkcjonowanie organizmu. Kiedyś tam był taki trend, żeby już dzieci pozbawiać wyrostka robaczkowego, tak to się nazywa, bo takie prewencyjne działanie, żeby w przyszłości się nie pojawiło i żeby nie było jakichś problemów, bo uważano, że on jest niepotrzebny. Taki przeżytek jakiś, pozostałość nie wiadomo po co, taki tam. A się okazuje, że jest potrzebny, że jest bezpiecznikiem i to solidnym bezpiecznikiem. No więc jak wycięto, jak go nie było, to pojawił się pewien problem, któremu on zapobiega i nie ma bezpiecznika, czyli robi się poważniejsza awaria.

Więc jedyną organizacją jaką mamy podaną w Piśmie Świętym to jest to, że jest organizacja oparta na dobrych relacjach między poszczególnymi członkami zboru i wspólne pragnienie czynienia dobrze jeden drugiemu i wspólny cel jaki mamy, właśnie oczyszczenie się i ta przemiana na podobieństwo naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Tam czytaliśmy, że ciało mając wiele członków jest tylko jedną całością, ponieważ ma jednego ducha, jedną nadzieję, jedną pracę, jednego Pana, jedną wiarę, jeden chrzest i jednego Boga. I tu przy okazji chciałbym się zatrzymać nad pewną sprawą. Na przestrzeni ostatnich lat pojawiło się sporo takich informacji, że członkiem zboru epifanicznego może być tylko ten, kto przyjmuje wszystkie nauki epifaniczne, bez wyjątku.

A jak nie, to niech sobie założy swój zbór. Drodzy Braterstwo, jak się wstecz popatrzy w literaturę, którą mamy, to tam jest podane, że skupiają nas tutaj dwie podstawowe rzeczy. Pierwsze, uświadamiamy sobie, że jesteśmy grzesznikami, a po drugie: uświadamiamy sobie, że Jezus Chrystus po to przyszedł, żeby nas odkupił.

I jeżeli w to wierzymy i przyjmujemy, to wystarczy, żeby tutaj być. To wystarczy, żeby podjąć decyzję, bo jeżeli jeszcze chcemy oddać się Bogu na służbę i podejmujemy tę decyzję, to jest wszystko, co możemy uczynić. I jeżeli tu przychodzimy i chcemy korzystać z tego, co tu się dzieje, bo widzimy, że ta organizacja tej społeczności odpowiada mi, bo widzi się wzajemne, dobre relacje, to nie trzeba nic więcej.

Więc jeżeli ktoś mówi, że to chyba było przy okazji pytania: „czy diakon może, czy jeżeli diakon nie przyjmuje tam wszystkich nauk epifanicznych, to czy może usługiwać”, czy coś. Nie pamiętam dokładnie. A odpowiedź była taka: „jaki diakon? On nawet członkiem zboru nie może być”. No więc, jeżeli taki duch się pojawia, to pojawia się jakieś zaniepokojenie, że jest coś nie tak.

I w związku z tym musimy patrzeć, co się dzieje wokół nas i właśnie w Ruchu jako takim. A Pismo Święte mówi, że tak niewiele trzeba i ta literatura nasza dotychczasowa też mówi, że tak niewiele trzeba, żeby być tu w społeczności Ludu Bożego. To nie oznacza przyjęcia wszystkiego. Wielu rzeczy możemy nie rozumieć i nawet nie odrzucamy, po prostu nie rozumiemy. Niektóre: mamy mieszane jakieś uczucia i z tym możemy pozostać, bo nikt nas nie może zmusić do tego, żebyśmy… no jak można przekonać kogoś do tego na siłę. I jest nakaz, przyjmuj, bo to jest napisane.

Więc jeżeli ktoś przyjmuje, bo jest napisane (w literaturze), to znaczy, że już jest źle. Bo Pismo Święte mówi, że mamy sprawdzić to, co jest napisane. Przeanalizować, zobaczyć jak to się ma do tego, co Pismo Święte na ten temat mówi. I jeżeli przyjmiemy, to dobrze. Jeżeli nie przyjmiemy, bo nie zrozumiemy, to na tym etapie zostajemy.

A propos tego prawdziwego kościoła i czy jest jakiś prawdziwy kościół, jak to wygląda? Wiemy, że widzialnej organizacji ziemskiej, ludzkiej, która byłaby prawdziwym kościołem, nie ma. No, zbory też nie są, że tak nie możemy powiedzieć tylko u nas i tylko w zborze w Bydgoszczy, nigdzie indziej, bo to też nie o to chodzi. I my mówimy tak, nie ma takiego kościoła, bo kościół jest niewidzialny. No bo jest niewidzialny.

Bo więzy, które łączą członków kościoła, prawdziwego kościoła Bożego, to są więzy, to jest właśnie jeden duch, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Pan, no, jedne cele do osiągnięcia. Ale, drodzy Braterstwo, no to jeżeli jest niewidzialny, to w takim razie jak to się ma do naszego zboru tutaj teraz? Mamy salę widzialną, mównicę dotykalną, mamy braci, siostry, mamy godziny urzędowania, że tak powiem nieładnie, czyli jesteśmy widzialni. No i tu rzeczywiście to tak jest, że tak jak z prądem, chyba, można by to porównanie tutaj też wprowadzić, bo prąd jest niewidzialny, ale skutki działania prądu są widzialne.

Bo stoi silnik, do którego doprowadzimy prąd, ten silnik zaczyna pracować, tam gdzieś jakiś pas transmisyjny albo jakiś inny przekaźnik porusza jakąś maszynerię, która coś tam wytwarza. Albo mąkę, albo bułki nam piecze, albo inne rzeczy dzięki tej elektryczności niewidzialnej. Czyli można by powiedzieć, że ten niewidzialny kościół przejawia się w jakiś widzialny sposób w postaci osób, w postaci miejsca, w postaci działań podejmowanych. Jakby z ludzkiego punktu widzenia możemy go dostrzec, jest widoczny. I to dotyczy, tak jak wspomniałem, organizacją tego, co tu się przejawia na tym miejscu w tej chwili. Organizacja jest duchowa, jest wewnętrzna, jest niewidzialna. Cel jest w sercu każdego wypisany i każdy tu przychodzi nie dlatego, że mu każą, tylko że chce tutaj przyjść. Godzinę sobie ustaliliśmy, więc to jest przejaw ten widzialny. Sala jest, to jest widzialne, to znaczy miejsce, gdzie przychodzimy, ale więzy, które są między nami, które nas tutaj sprowadzają i cele, które nas tutaj sprowadzają są niewidzialne, są ukryte.

Czyli można powiedzieć ogólnie o tym, że działanie kościoła, to, do czego zmierza, to, co chce osiągnąć, to, że chce innych też przyprowadzić, to, że chcemy oczyścić się, to, że chcemy się przemienić, to, że chcemy tę całą sferę, tę otoczkę taką, która jest potrzebna do funkcjonowania, czyli te spotkania, miejsca i tak dalej… Więc to wszystko, drodzy Braterstwo, w dwóch wymiarach funkcjonuje rzeczywiście, ale ten przejaw zewnętrzny, który tu jest, nie jest kościołem. Kościołem są ci, którzy tu przychodzą i którzy mają swoją drogę i mają swój sposób postępowania taki, a nie inny.

Drodzy Braterstwo! To można by powiedzieć, że czy lokalnie jako zbór, czy też ogólnie, globalnie jako kościół Boży, wszyscy ci, którzy tutaj są w tej chwili w zborze w Bydgoszczy, ci, którzy są poświęceni, którzy starają się Bogu służyć, oni są częścią zboru i są częścią niewidzialnego kościoła jako takiego, czyli tego, który Bóg powołuje i prowadzi ostatecznie do osiągnięcia tego celu, jaki jest przed nami.

Także musimy w jakiś sposób sobie uzmysłowić, że żyjąc tu w tym ciele, żyjąc tu w tych realiach, żyjąc między ludźmi, posługując się tym wszystkim, co mamy, musimy to wykorzystywać i gdybyśmy nie wiedzieli o tym, skąd to się bierze, to byśmy patrzyli jak na taki film. Nie wiadomo dlaczego, jakieś osoby przychodzą, jakieś wychodzą, jakieś stają tu za mównicą i coś mówią. Gdyby to był niemy film i nie wiedzielibyśmy, kto tym wszystkim porusza, to byśmy nie wiedzieli o tym, że jest to niewidzialny kościół Boży, który się rozwija, który zmierza do pewnego celu. Ale jednak to się dzieje w naszych realiach, w jakich jesteśmy i my wiemy, co się dzieje, dlaczego. Dlaczego przyszedłem, dlaczego ten ktoś tutaj stoi i mówi, dlaczego za chwilę ktoś inny przyjdzie i będzie mówił.

Takie są potrzeby, żebyśmy funkcjonowali my jako ludzie. Czyli można by powiedzieć, że to takie przemieszanie jest tego właśnie ducha, który jest w nas, tego ducha, który nas jednoczy i tej ziemskiej części tego kościoła, wyrażanej tutaj poprzez zbór. Uzewnętrznianej przez zbór, obrazowanej przez zbór, bo innej możliwości i innej formy nie ma.

Jeszcze może tak na chwilę jedna rzecz. Wśród tych różnych informacji, jakie padały ostatnimi czasy, jest taka, która mówi, że przez poświęcenie stajemy się członkami Ruchu. Wchodzimy do Ruchu. No tak faktycznie niefortunnie chyba, ale nieraz to było powiedziane i w związku z tym chciałbym też przypomnieć, bo brat Johnson, kiedy polemizował z Towarzystwem, a szczególnie z Rutherfordem, no to podkreślał to w szczególny sposób, że poświęcenie nie jest dla Towarzystwa, tylko poświęcenie jest dla Boga. Przez długi czas nawet takiego pytania nie było, ale ja byłem na Kongresie Świadków Jehowy, gdzie było postawione pytanie, oprócz tych podstawowych, to ostatnie pytanie było, czy przez to zanurzenie manifestujesz swoją przynależność do Organizacji Świadków Jehowy. No to podobno było jedno z pierwszych tego typu pytań postawionych no jakby bliżej już naszych czasów.

Wcześniej tego nie było i brat, który mnie zaprosił od świadków na ten kongres, ja spojrzałem na niego i mówię: „to co, chyba przesadził?”. A on mówi: „no chyba”. To było do niego też nowe. Więc takich pytań wcześniej nie stawiano. No w tej chwili to jest na porządku dziennym, przy każdym symbolu chrztu takie pytanie jest stawiane. No nam się przydarzyło w naszym Ruchu przydarzyło się, że takie pytanie postawiono. Czy w ten sposób manifestuję przynależność do Ruchu? No nie. Były też podawane konkretne pytania dotyczące przedmiotów wiary, czyli tematów konkretnych. I tych pytań było dużo. To był jakiś taki przejaw słabości wtedy brata, który to prowadził, ale rzeczywiście dokładnie powtórka była z rozrywki, czyli było tak zapytane.

Stąd też wielu braci jeszcze w jakiś sposób czujących taką przynależność do Ruchu ma zastrzeżenia do tego i ma wątpliwości. Ja tak jeszcze raz może a propos tego na przykład wypisywania się z Ruchu, bo niektórzy mówią wypiszmy się z Ruchu. No nikt się nie zapisywał do Ruchu. Kto z nas się zapisywał? I nikt nas też przy symbolu chrztu nie pytał jeszcze wtedy, czy przez chrzest manifestujemy przynależność do Ruchu, bo pytano nas o to, czy wiemy, że jesteśmy grzesznikami? Wiemy. Czy wiemy, że Jezus Chrystus nas odkupił pod tego wyroku? Wiemy. Czy w związku z tym podejmujesz decyzję, żeby oddać Bogu siebie samego, czyli że będziesz czynił wolę Bożą? Tak. Czy chcesz to zamanifestować? Już takie pytanie nie pada. Czyli dziękujemy, zamanifestujesz to przez zanurzenie w wodzie.

Umierasz dla siebie, żyjesz dla Boga. Nie dla Ruchu, tylko dla Boga. W związku z tym my się nie mamy z czego wypisywać. To, że my statutowo, bo statutowo jesteśmy częścią Ruchu jako zbór. Przez całe dziesiątki lat nas przekonywano, że statut nie jest dla nas, tylko jest dla władz. No, żeby jakoś tam było. W związku z tym to nie dotyczy nas absolutnie i nie wiąże nas i nie powinno wiązać i my jako zbór w Bydgoszczy tak czuję, że się nie czujemy związani statutem. Absolutnie. I robimy to, co jest potrzebne, aby realizować cele naszego zboru.

A cele naszego zboru przed chwilą wymienialiśmy. Mamy swoją misję, mamy swoje zadanie do osiągnięcia i inne sprawy są nam niepotrzebne. Natomiast, jeżeli mamy wydawnictwo jako wydawnictwo, to brat Johnson mówi: „nie mówimy, żeby nie korzystać z takich wydawnictw słownikowych, encyklopedycznych, innych”. Również i wydawnictwa jakim jest ruch, gdybyśmy w tej chwili to podciągnęli pod tą sprawę, to jest to coś, z czym możemy mieć kontakt i korzystać. Ja mam troszkę mieszane uczucia, jeżeli chodzi o korzystanie ze sług. I to nie, żeby tam nie było dobrych sług, bo są.

Tylko nie wiadomo dlaczego uznali za punkt honoru, że mają głosić prawdy takie, jakie dla nich są prawdami, czyli atakować zbory, które szanują sobie wolność i niezależność. I przyjeżdżają do nas i nam mówią te sprawy. Bo jeżeli przyjeżdża tutaj ktoś i mówi rzeczy niewłaściwe, to tak siedzimy i nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać, bo te dwie możliwości się pojawiają, bo nie korzystamy.

Jeżeli przyjedzie ktoś, kto nam mówi wykład z Pisma Świętego i nas uczy i podnosi nas na duchu i dodaje nam siły i chcemy, bo byli też tacy właśnie bracia z Ruchu, którzy tak właśnie postępowali, tak mówili, to jesteśmy zadowoleni. To jest taki minus pewien tych naszych wspólnych relacji.

Poruszyłem ten temat, on na pewno nie jest wyczerpany, ale chciałbym, żebyśmy się zastanawiali nad tym. Po pierwsze, żeby nie być skrajnie po tej stronie, bo niektórzy mogą być i mają do tego prawo, że ruch to jest przewód prawdy, bo nie jest przewodem prawdy, bo cała literatura i Pismo Święte mówi, że nie jest, bo przez ruch nigdy Bóg nie dawał prawdy, tylko przez jednostki, przez poszczególne osoby na przestrzeni Wieku Ewangelii. To jest jedna rzecz. Czyli nie można się trzymać Ruchu jako prawdziwego kościoła, bo on nie jest prawdziwym kościołem, jako przewodu prawdy, bo nie jest przewodem prawdy. To jest jedna rzecz.

A druga rzecz, że nie musimy też do końca od razu wyrzucać wszystkiego, bo to tak jest, że jest ewolucja, jest rewolucja. Ewolucja wykorzystuje co byłoby dobre i naprzód powinno się iść, a rewolucja: zniszczyć wszystko i budować od nowa.

Więc my tutaj, myślę, na tyle jest zbór prężny, na tyle silny i na tyle staramy się wykonywać wolę Bożą, żeby te cele, jakie mamy przed sobą, realizować. Jeżeli Ruch w jakiś sposób nam może pomagać, chyba będziemy chcieli z tego korzystać, na tyle, na ile to jest potrzebne i możliwe.

Chciałbym jeszcze może taką jedną rzecz przy okazji powiedzieć. W Piśmie Świętym często, no, Pismo Święte jest symboliczne, Stary Testament w dużej mierze i tam używane są wozy jako symbole organizacji. I taki jeden szczegół jest istotny, że w narodzie izraelskim wśród tych, którzy mieli tam różne funkcje do wypełnienia, nie wszyscy korzystali z wozów. Na przykład kapłani nie korzystali z wozów, a lewici korzystali z wozów.

Wóz w symbolice biblijnej reprezentuje organizację i Pismo Święte nie pokazuje nam i nie wynika to ani ze Starego Testamentu, ani z Nowego, że mielibyśmy się organizacjami posługiwać. Tam jest użyte w zasadzie nie słowo „wóz”, tylko to słowo, które tam jest, ono może oznaczać „rydwan” właśnie albo powóz. Więc tak a propos tej wzmianki, którą już uczyniłem, że brat piszący, aktualnie brat funkcjonujący, pisząc informacje podawał, że ruch jest tym Bożym rydwanem, na którym jedziemy. Czyli jakby mówi: mamy organizację. A w związku z tym zaprzecza temu, co Pismo Święte mówi i pokazuje, że jakby w złą stronę to idzie. Dokładnie tego samego słownictwa używają w tej chwili z dużym naciskiem bracia Świadkowie Jehowy, mówiąc o rydwanie, które pruje w tej chwili już bardzo szybko i powiększa się liczba osób, powiększa się zasięg, powiększa się działanie. Organizacja kwitnie.

Właśnie nie o to chodzi, bo organizacja nigdzie w Piśmie Świętym nie jest podana jako ta forma, która ma pozwalać realizować cele. Chyba, że inne są cele. Chyba, że celem jest na przykład podbicie całego świata i podporządkowanie go sobie. Jeżeli tak, to kościół rzymsko-katolicki, żeby ten cel zrealizować użył ognia i miecza. I ruszyli.

Ruszyli w świat: wyprawy krzyżowe i różne dziwne rzeczy, bo oni nie realizowali celu „nauczajcie”, tylko realizowali cel swój: „nawracajcie”. I nie wiadomo, nieważne jakim kosztem, jakimi środkami i z jaką jakością to nawracanie. Władca przyjął chrześcijaństwo, wszyscy stali się chrześcijanami. No, oni nie byli chrześcijanami, ponieważ stracono z oka cel i zastosowano też inne środki, inne organizacje.

Niektórzy ludzie patrząc z ludzkiego punktu widzenia mówią tak: „Jak ja bym zarządzał tym wszystkim, to ja bym tutaj zrobił wam, pokazał jak to ma funkcjonować. Ludzie by przychodzili szybciutko. Takie i takie metody bym zastosował”. I patrzą na to z punktu widzenia, nie wiem, z punktu widzenia jakiegoś sprzedawcy, czy kogoś kto robi nabór kadr czy coś takiego i tam ma swoje metody, swoje zasady działania. Ale to nie o to chodzi, bo Bogu nie zależy na tym. Gdyby Bóg chciał, to by to zrobił. Bóg ma zamiar znaleźć zupełnie inne osoby. Byłyby inne osoby w tej organizacji zupełnie.

Bóg kogo innego szuka. Szuka tych, którzy chcą mu służyć, którzy mają serce teraz, w dzisiejszych czasach otwarte, gotowe do przyjęcia Boga, otwarte do zmiany w swoim życiu, w swoim postępowaniu i przychodzą z potrzebą tego poczucia bezpieczeństwa i pokoju, którego świat dzisiejszy nie daje. A ci, którzy tak mówią z ludzkiego punktu widzenia, no to mówią: „ja bym tak zorganizował, żeby to zupełnie inaczej chodziło”. To byłaby ludzka organizacja. I takie są. I ktoś może powiedzieć, czy Bracia Świadkowie Jehowy są skuteczni w tym, co robią? No są. Mają dobrą organizację? Mają. Ale jaki cel osiągają? To nie chodzi tylko o to, żeby zgarnąć każdego, kto przyjdzie, tylko żeby przyszedł, żeby zaprosić tego, komu Bóg w odpowiedzi na jego dobre serce, kogo zaprosił i zachęcił do tego. I tylko nas posyła tam, żeby przygarnąć tylko już, bo już jest gotowy ten ktoś, chce, tylko trzeba go przygarnąć. Z ludzkiego punktu widzenia może się wydawać ta organizacja nawet ułomna, jakoś dziwna taka. Z Bożego punktu widzenia nie, bo ona służy Boskim celom.

Gdyby była zła, to nie zrealizował by Bóg swojego celu, jaki miał przez Wiek Ewangelię, czyli zebrać wszystkich do kościoła. Zapieczętować, zgromadzić, zapieczętować i wszystkich te 140 tys. zostało zgromadzone. Taki był cel – i cel został zrealizowany. Inne będą cele Wieku Tysiąclecia i inne będą też działania Wieku Tysiąclecia. Ale dzisiejsza organizacja to jest ta bardziej organizacja rodzinna, w sensie relacji i uczuć, niż organizacja świecka, która ma cele świeckie do osiągnięcia.

Tak patrzę na ten zegar, nie widzę nic, czyli tak odczuwałem, że już trzeba skończyć. Drodzy Braterstwo, myślę, że tak: niektóre tematy tylko zasygnalizowałem, niektóre tematy może troszkę więcej zostały omówione. Niech to, co tutaj zostało powiedziane w jakiś sposób przyczyni się do przemyśleń, do zajmowania właściwej postawy wobec tego, co się dzieje na świecie, co się dzieje również i w Ruchu, tak abyśmy mogli realizować te cele, jakie mamy przed sobą. Jasno wytyczone cele, które Bóg postawił przed nami, które my przyjęliśmy jako swoje i które staramy się realizować. Na pewno będzie to możliwe, jeżeli będziemy się nawzajem wspierać, jeżeli będziemy jak najczęściej tutaj, na tym miejscu, jeżeli będziemy się wsłuchiwać nawzajem w siebie, w to, co każdy z nas mówi i jeżeli będziemy pomagać sobie nawzajem.

Życzę tego Wam wszystkim. Ja również chciałbym skorzystać z Waszej pomocy tam, gdzie będzie to potrzebne. Dziękuję.

1 thought on “Organizacja kościoła”

  1. Gdy ten wykład został udostępniony po raz pierwszy, w pliku MP3, na grupie badaczy Pisma Świętego, wywołał sporo komentarzy. Oto kilka z nich:

    „Jest to wykład, który jest balsamem na moje serce. Od początku tak sądziłam i myślę tak dalej, że te doświadczenia są po to by wyzwolić ZBORY od ruchu dla dobra ich samych oraz tego ruchu, by zetrzeć samozwańcze pokusy panowania nad zborami i sformalizowania jego struktur.”

    „Słucham. Jasno, bezpośrednio i konkretnie.”

    „Bardzo fajny wykład – z wieloma rzeczami można się zgodzić – jedna z drobnostek do przemyślenia: Jezus wcale nie jest Głową każdego Zboru. Jest Głową tylko takich Zborów, które poddają się pod jego wolę i kierownictwo i nie szukają sobie innych głów…”

    << "Russell przekonał się, że to nie rozbudowywanie struktur i hierarchii pomoże Kościołowi przetrwać aż do Millenium, lecz większa ilość wolności. "Prawdziwą potrzebą Kościoła Chrystusowego jest jeszcze większa wolność- dopóki każdy poszczególny członek nie stanie się wolny i niezależny od wszelkich ludzkich więzów, wierzeń i wyznań wiary Gdyby każdy chrześcijanin stał mocno w wolności, którą go Pan wolnym uczynił(...) wtedy bardzo szybko zrozumiano by pierwotną jedność" F.Zydek "Charles Taze Russell - Jego życie i czasy" s.129-130 Wydawnictwo "Straż"2016 >>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *