Cel badania Pisma Świętego

„Biblia jest żywiołem bez dna i granic. Nikt z badaczy, egzegetów, teologów, uczonych i pisarzy nie dotarł do jej najgłębszych źródeł. Dlatego nie zrażaj się, jeżeli w Biblii czegoś nie zrozumiesz. Mądrzejsi od ciebie również nie rozumieli wszystkiego. (…) Biblia jest podobna do Boga. Nie pozwala, by ją poznawano i zgłębiano do samego dna.” Roman Brandstaetter

Jaki jest więc cel badania Pisma Świętego?

Zachęcamy do wysłuchania wykładu: 

______________
Słowa naszego Pana z Jana 5:39: „Badajcie Pisma; sądzicie bowiem, że w nich macie życie wieczne, a one dają świadectwo o mnie.” (UBG) „Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie;” (BW)
(Przejrzałem 17 przekładów i 7 oddaje: badajcie, a 10 badacie)

Bez względu na to, które tłum. jest właściwe, wiemy, że powinniśmy badać Pismo. Ci, którzy badali, otrzymywali pochwałę. Dzieje 17:10-11 (po prześladowaniu w Tesalonice) – „Zaraz w nocy bracia wysłali Pawła i Sylasa do Berei. Kiedy tam przybyli, weszli do synagogi żydowskiej. Ci byli szlachetniejsi od tych w Tesalonice, gdyż przyjęli słowo Boże z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się sprawy mają.

Jako zbór badaczy Pisma Świętego nie będziemy się przekonywać do badania. Jednak po co i dlaczego to robić.

Myślę, że zrobię takie dłuższe wprowadzenie i opowiem Wam, a trochę przeczytam, prawdziwą historię, którą opowiedział kiedyś badacz Biblii i ewangelista w Związku Radzieckim, jeden z „przemytników Biblii” (bo normalny zakup Biblii był wtedy w ZSRR zabroniony). To będzie trochę inny świat od naszego. Były to wczesne lata 60-te, ten brat, Jan Łagowski z Lublina, dowiedział się, że na Polesiu, na rozlewiskach rzeki Prypeć (obecnie to jest Ukraina), jeszcze przed wojną istniał zbór badaczy Biblii. Postanowił ich odwiedzić:

Było to we wsi Serchów na Wołyniu, straszna nędza, pustki w sklepie, nie rosło tam nic oprócz kiepskiego żyta, kiepskiego owsa i kiepskich ziemniaków. Wśród ludzi panowała awitaminoza i nawet młodzi ludzie byli już zupełnie bez zębów, (ale Łagowski dodaje, że mimo to bardzo pięknie śpiewali na chwałę Bogu). Gdy brat Jan przyjechał do Serchowa wiedział, że będzie tam pewien brat Ananij, nie było adresu, mówiono tylko, że ten brat nie ma jednej nogi tylko drewnianą kulę. Łagowski opowiada: „Szedłem dość szybko polną drogą, dogoniłem człowieka, patrzę: nie ma nogi, kula drewniana. Myślę: to brat Ananij. „Bracie, ja z Polski przyjechałem”, a on: „Z Polski i Brat? Podziękujmy Bogu” I na tej polnej drodze długo, głośno dziękował, że po tylu latach ktoś do nich trafił.
Łagowski wspomina: Jak przyjechałem to brat Ananij mówi: „słuchaj bracie my cię poprosimy do wykładu, ale Biblii do ręki ty nie dostaniesz”. Patrz jaka ta Biblia. Popodklejane wszystkie rogi, Biblia się rozsypuje. Był to jedyny egzemplarz dla całego zboru.

Uchwała zboru: tylko jeden z braci został upoważniony, żeby mógł tę księgę wziąć do rąk, bo najostrożniej się z nią obchodzi. „I jeszcze cię proszę, żebyś dużo wersetów nie cytował, bo ten skarb nam się kończy.” Brat Łagowski wspomina: Spróbujcie sobie wyobrazić radość brata Ananija, a potem braci i sióstr, gdy wyciągnąłem z teczki 5 nowych Biblii. Każda z nich była całowana, i teczka była całowana i ja przy okazji też. Znów długo dziękowali Bogu za ten skarb!!

W ostatni dzień gościny brata Łagowskiego wieczorem bracia nie mogli się rozstać. Przez całą noc mieli spotkanie pełne rozmów i pytań biblijnych. Niezbyt późno do tej chałupy wszedł pijany człowiek, za nim żona i kilkoro dzieci.

Jak wspomina Łagowski: Ten człowiek zaczął nam przeszkadzać, marudzić i przy pomocy żony i kilkoro braci jakoś go tam wypchnęli za drzwi. Daleko po północy znowu patrzę: jakiś cień pod tym oknem przeszedł, wchodzi ten sam człowiek, ale jakby nigdy nie pił. Trzeźwy człowiek. I mówi, że on chciałby porozmawiać. Usiadłem obok niego i słucham go, co chciałby mi powiedzieć, a on zaczął gorzko płakać i mówi: „ja jestem alkoholikiem, jestem nieszczęściem dla żony, dla dzieci i nie tylko, pożyczam, kradnę, bo ja chcę pić. Jak wytrzeźwieje zdaję sobie sprawę z tego, co robię. Chciałem się powiesić – nie wyszło, chciałem się utopić, ale nie wyszło. Jak usłyszałem, że tu mówicie o Słowie Bożym, o Bogu, to  pomyślałem, że pewnie dla mnie tu jest jeszcze jedyny ratunek. Błagam, ratujcie.” Co można zrobić w takich okolicznościach? Wzrusza człowiek w sile wieku tak gorzko płaczący i błagający o pomoc. Wyjąłem z teczki Nowy Testament, dałem mu i mówię: „czytaj, bo tu jest nie tylko Słowo Boże, ale tu jest Duch Boży, Moc Boża, jeżeli będziesz czytał i będziesz się szczerze modlił, Bóg może Ci przyjść z pomocą.” Gdy dałem temu alkoholikowi Nowy Testament, uściskaliśmy się i obiecałem mu się modlić za niego.

A brat Ananij mówi – „idź i zabierz mu ten Nowy Testament, bo to jutro będzie bibułka na papierosy.” – Bracie Ananij, ja jeszcze mam jeden NT w teczce, dam ci, ale nie pójdę do niego. Odwróciłem się wtedy do braci i mówię: „ja się będę za nim modlił, bo obiecałem i was też o to proszę, jeżeli ktoś może się wznieść tak wysoko i modlić się za tym biednym alkoholikiem to proszę módlcie się również ze mną.” Modliłem się za nim, bo miałem w oczach jego łzy i tę prośbę: „błagam, ratujcie”. Po pół roku dostałem od brata Ananija list – ten człowiek jest naszym bratem, poświęcił się Bogu na służbę i razem z rodziną przychodzi do zboru. Wtedy zdałem sobie sprawę co ja bym zrobił, gdybym wtedy za nim poszedł i zabrał mu Nowy Testament, jaka to by była straszna zbrodnia.

***

Tu kończy się ta opowieść i może pomyślicie, co ja tu Wam opowiadam jakieś dawne historie i to nie moje (niektórzy też już kilka razy to pewnie słyszeli), ale myślę, że skoro tu jesteśmy na zebraniu zboru badaczy Biblii to też kochamy Biblię i też pragniemy, żeby zawarty w niej Duch Boży, ta Moc Boża, mogła w nas działać. Ten Duch Biblii uratował niejednego grzesznika, ale jak z tej mocy skorzystać? Możemy dzisiaj mieć dziesiątki przekładów Biblii po polsku, wiele opracowań, filmy i programy biblijne, zebrania przez internet, ale myślę,
że w tym wszystkim najważniejszy jest cel i sens naszych spotkań i badań.

I tu wracamy do Ewangelii wg Jana 5:39:

„Badajcie Pisma; sądzicie bowiem, że w nich macie życie wieczne, a one dają świadectwo o mnie.”

Do kogo Jezus to mówi? Werset 16 stwierdza, że nasz Pan zwracał się do tych Żydów, którzy mu się sprzeciwiali, bo dokonał cudu uzdrowienia w sabat.
To im się nie spodobało. (Cała ta historia do przeczytania w Jana 5:1-16)

Byli to ci Żydzi, którzy znajdowali się bliżej Zakonu, którzy uważali, że dobrze znają Zakon i że go przestrzegają. Uważali, że z tego powodu należy im się życie wieczne i miłość Boga. Niektórzy cytowali na dowód Księgę Ezechiela 20:11 – „Dałem im moje prawa i obwieściłem moje nakazy, które gdy człowiek zachowa, żyć będzie.” (A oni myśleli, że je zachowują…)

Przykład takiego myślenia Pan Jezus dał w przypowieści o faryzeuszu i celniku. Mamy zapisane w Ewangelii wg Łukasza 18:9, że Jezus: „powiedział to do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardziliI może ktoś mógłby przeczytać tę przypowieść, to są wersety od 10 do 14 (Łuk. 18) –

„Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebo, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.”

Pan Jezus w tym głównym wersecie z Ew. wg Jana mówi: „Badajcie Pisma”, bo wiedział, że jeżeli ludzie z otwartym umysłem, a szczególnie z otwartym sercem będą starannie badać Pismo Swięte, to zobaczą, że nie jest możliwe, żeby wypełnili Boskie prawo i zobaczą, że oni sami też bardzo potrzebują Zbawiciela od Boga, kogoś kto wyzwoli ich od ciała, które jest skłonne do grzechu (Rzym. 7:24).

To jak w tej sytuacji, kiedy Żydzi chcieli ukamienować kobietę, a Jezus powiedział: „Kto z was jest bez winy? Niech pierwszy rzuci kamieniem…”… Gdyby Żydzi wtedy uważnie spojrzeli do Prawa, to zobaczyliby swoje grzechy, ale też Prawo mogłoby ich poprowadzić do Mesjasza, który został specjalnie dla nich wysłany przez Boga. Pisał o tym apostoł Paweł w Liście do Galatów 3:24-25 – „Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, który miał prowadzić do Chrystusa, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara nadeszła, nie jesteśmy już poddani wychowawcy.”
Jeśli ktoś szuka zbawienia w zakonie lub w wypełnianiu reguł jakiegoś kościoła lub organizacji, nie znajdzie go tam. Zbawienie jest w Panu Jezusie.

Wiele proroctw Biblii zapowiadało Jezusa, niektóre w bardzo wyraźny sposób. Jest taki artykuł, który przedstawia 35 proroctw wypełnionych tylko w jednym, ostatnim dniu życia Jezusa jako człowieka (wydrukowałem go i każdy dostanie swoją kopię). Księga Izajasza, rozdział 53., Psalm 22, tam mamy dokładny opis tego, co miało się stać z Jezusem i w jakim celu, po to, żeby wziął na siebie grzechy innych i umarł jako okup dla naszego zbawienia. „Jego ranami zostaliśmy uzdrowieni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas zboczył na swą drogę, a Pan włożył na niego nieprawość nas wszystkich.”

Gdyby Żydzi rozważyli uważnie proroctwa, ale też samych siebie, mogliby znaleźć w pokucie i w wierze w Pana Jezusa Chrystusa pokój z Bogiem. Przez wiarę mogliby dostać  to, czego nie można otrzymać przez uczynki. Jak mówi List do Efezjan 2:8-9 – „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, żeby się nikt nie chlubił.”

Tyle o Żydach w czasach Jezusa, ale to wszystko można zastosować do naszej obecnej sytuacji tu i teraz. Nie jesteśmy pod Zakonem, a więc nie musimy przestrzegać jego zakazów, nie musimy też przestrzegać jakichkolwiek praw ludzkich, które nie wynikają wprost z nauki Jezusa i apostołów. Wiele kościołów i organizacji proponuje różne szczególne uczynki i przynależność do nich jako szczególny warunek zbawienia. Jednak żaden kościół lub organizacja nie może dać zbawienia.

Często też badanie Pisma Świętego może służyć do utwierdzania się w dobrym samopoczuciu, w poczuciu wyższości ponad innymi, bo np.
– wiemy coś więcej
– popieramy kogoś kto (naszym zdaniem) jest blisko Boga
– lepiej rozumiemy Boski plan zbawienia
– nie wyznajemy jakiegoś błędu, który wyznają inni
– głosimy jak należy, itd.

A tymczasem cel badania Pism jest zupełnie inny; badanie powinno pokazać nam po pierwsze to, jak bardzo my sami jesteśmy grzeszni i upadli, i jak bardzo my osobiście potrzebujemy Boskiej pomocy; że jesteśmy jak celnik z przypowieści i potrzebujemy miłosierdzia, odkupienia i przebaczenia. Chyba, że jesteśmy tym faryzeuszem i dziękujemy Bogu, że jesteśmy lepsi, inni od reszty ludzi.

Takie pokorne spojrzenie w siebie, później pozwoli nam zobaczyć, że ta pomoc jest dla nas dana od Boga w Jezusie, i w nikim innym, że to jest ten umiłowany, jednorodzony syn Boży, który zstąpił z nieba, by stać się naszym Odkupicielem. W takim lub inny sposób całe Pismo Św. mówi o nim. (To też dla każdego wydrukowałem, by można sobie to było przypomnieć)

Wreszcie może to poprowadzić nas do oddania siebie samych Bogu na służbę, nie po to, żeby Bóg jakoś szczególnie nas docenił i dał nam wielką nagrodę, tylko z wdzięczności za Boskie miłosierdzie, które już otrzymaliśmy (można odczytać: Rzym. 12:1 – z powodu Boskiego miłosierdzia). Pisma uczą nas dziękować za tę całą łaskę, którą otrzymujemy na co dzień, bo istniejemy, bo myślimy i czujemy, a Bóg nie zostawił nas bez swojej pomocy.

Bez naszej zasługi dostaliśmy Prawdę o Jezusie i zbawieniu. Boski cel to rozwinięcie nas w wierze i owocach Ducha, które można podsumować jako miłość. (Galatów 5:6) Jeśli otrzymujemy prawdę, a nie rośniemy w miłości… to „Badajmy Pisma” i zobaczmy, czego tak naprawdę uczą. Przekonajmy się jaki tak naprawdę jest cel badania Pisma Świętego.

Badanie Pisma Świętego to jedna z najpiękniejszych rzeczy w naszym życiu, ale badanie Pisma musi mieć określony cel. Ono powinno nas uświęcać, prowadzić nas do praktyki.
W 2 Liście do Tym. 3:16 czytamy, że „Całe Pismo natchnione przez Boga jest …
(1) pożyteczne ku nauce [czyli są tu kwestie doktrynalne, zrozumienie Biblii],
(2) ku strofowaniu [chodzi o odrzucanie różnych błędów]; [ale przede wszystkim]
(3) ku naprawie [czyli po to, żebyśmy odrzucali nasze własne złe cechy, słowa i czyny] i (4) ku ćwiczeniu, które jest w sprawiedliwości [czyli po to, żebyśmy budowali swój charakter i po prostu lepiej żyli z Bogiem prowadzeni przez Pana Jezusa].”

Nie obniżam znaczenia doktryn, bo to Biblia mówi, że Pismo jest „ku nauce”.
Ale pamiętajmy też, żeby wiedzieć jaki jest fundament. Jeśli fundament nauki jest dobry, to zbudujemy mocno i wysoko (choć niekoniecznie szybko). Rozważmy dobrze takie nauki jak Okup Jezusa za wszystkich ludzi i Restytucja, która obejmie wszystkie narody ziemi. Dowiedzmy się czym jest śmierć i na czym polega zmartwychwstanie. Pamiętajmy, że jeśli tworzymy zbór, to ważniejsze jest, by wszyscy mogli wzrastać niż to, by tylko część grupy korzystała z bardzo głębokich rozważań. Pomagajmy sobie nawzajem zrozumieć podstawy.

Myślę, że wszyscy powinniśmy prosić Boga o ducha prawdy, bo nie wystarczy mieć Biblię w domu. Nie wystarczy czytać Biblię. Nie wystarczy rozumieć Biblię. Trzeba ją mieć w sercu, trzeba nam ducha prawdy. Ale skąd go brać? Są takie trzy etapy:
1 – Rozważać Boskie myśli, Słowo Boże. Duch prawdy to Boskie spojrzenie na wszystko
2 – Czynić Boskie myśli moimi własnymi. Nie tylko treścią głowy, ale serca, przekonywać się co do nich, starać się zrozumieć, czemu Boskie rady są dobre.
3 – Zatrzymywać się i rozważać każdą sprawę w życiu pod kątem zgodności z zasadami Boskiego słowa, które przyjęliśmy, zasadami prawdy, sprawiedliwości i miłości. To zadanie na co dzień, odtąd aż do końca życia. [źródło: TP nr 423, s. 57]

Jak podaje Sz.B. nr 98, s.32: Nagroda „dobrze sługo wierny” nie jest dla świata, ani dla tych, którzy mają jedynie dokładną wiedzę i silną wiarę, lecz dla tych, którzy dzięki swej wiedzy i wierze stają się zwycięzcami w uczynku i prawdzie.

Na każdym z tych trzech etapów pomoże nam modlitwa. Jest za dużo badania, za dużo rozmyślania, za dużo mówienia i za dużo działania bez modlitwy.

Pamiętajmy, że nie możemy być samą głową, bez serca. I nie możemy też być samym sercem bez głowy. Szatan uwielbia podsuwać nam skrajności. Nie stawajmy się specjalistami od jakiejś wybranej, ulubionej części Prawdy, nie traćmy energii na spory o mniej ważne sprawy i pamiętajmy, że Pisma dają przede wszystkim świadectwo o naszym grzesznym stanie, o Boskiej miłości do nas i o jedynej drodze, prawdzie i życiu, o naszym Zbawicielu, Jezusie Chrystusie.

Mamy ciekawą historię opisaną w TP nr 425, s. 91. To jest takie wspomnienie br. Jolly’ego o pewnym bracie z Pensylwanii, który był rolnikiem. Ten brat złamał nogę. Przeczytam fragment: Spadł ze sterty siana na posadzkę i złamał nogę. Odwiedziłem go, gdy leżał już w łóżku przez około dwa tygodnie (gdy byłem tam, mogłem go odwiedzić, poszedłem więc do niego); siedziałem przy łóżku próbując go pocieszyć. I on powiedział: „Bracie Jolly! Być może myślisz, że potrzebuję pociechy. Być może potrzebuję”. Lecz dodał: „Chcę ci powiedzieć, że przeżywam jedno z najbardziej błogosławionych doświadczeń, jakie kiedykolwiek miałem od kiedy poświęciłem życie Bogu”. „Dlaczego? W jaki sposób” — zapytałem. „No cóż — odpowiedział — byłem tak zajęty pracując przy sianie, że nie miałem czasu przeczytać tomów. Poświęciłem się, przyszedłem do Pana, być może przeczytałem pierwszy tom, a potem kilka fragmentów tu i tam i byłem zbyt zajęty pracą przy sianie.

 „Teraz — dodaje — z tego miejsca na kupie siana Pan pozwolił mi się osunąć, i spadłem i złamałem nogę, a ona położyła mnie tutaj w łóżku na kilka tygodni”. (Był już w nim dwa tygodnie). Powiedział: „Wiesz, co robię? Teraz mam czas przeczytać Wykłady Pisma Świętego! Po prostu ucztuję w Panu!” Najlepsza rzecz, jaka mogła mu się przydarzyć! Powiedziałem mu, że cieszę się, że złamał nogę [śmiech na sali]. On też się cieszył! Także się radował! Powiedział: „Wiesz, byłem niedbały, zbyt zajęty rzeczami tego świata, i Pan po prostu położył mnie na jakiś czas, pragnąc pomóc mi w tym, w czym byłem zbyt słaby, bym mógł zrobić to sam”.

***

Mamy tu pewną przestrogę, żeby Pan nie musiał używać tak drastycznych środków, żeby nas przyprowadzić do badania swojego Słowa. Przede wszystkim jednak w naszych badaniach zwracajmy uwagę na miłość Boga i miłość Jezusa do nas. Jak wielki ciężar Jezus miał na swoich ramionach przez trzy i pół roku swojej służby. Jak bardzo go odczuwał, gdy modlił się w ogrodzie Getsemane. Na jego barkach spoczywały losy całego świata, jego własne, a także każdego z nas. … [1 Kor 1:30-31]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.