Chcę zacząć dziś od takiej ZAGADKI:
Cztery kaczki stały na brzegu stawu. Trzy postanowiły wskoczyć do wody.
Ile kaczek jest na brzegu? Oczywiście dalej cztery, bo to, że trzy postanowiły wskoczyć, niczego jeszcze nie zmieniło. Nasze postanowienia, nawet jeśli są szlachetne, same z siebie niewiele zmieniają. [Maliński, „Zatrzymaj się albo giń”, s. 148]
Chrześcijaństwo nie jest tylko decyzją, którą kiedyś podjęliśmy. Jest Drogą, którą codziennie idziemy lub którą powinniśmy iść – a czasami biec, kiedy Bóg nas do tego powołuje.
Wykład wygłoszony przez brata Wiktora Szpunara na spotkaniu zboru w Bydgoszczy, 9 sierpnia 2026 r.
Nasza droga i nasz bieg.
Pierwsi chrześcijanie byli znani jako ludzie „Tej Drogi”. Mówiono tak, jeszcze zanim zaczęto nazywać ich „chrześcijanami” w takim znaczeniu jak dziś. Prześladowano „tę drogę” i „ludzi tej drogi”, „naśladowano tę drogę” (Dzieje 24:14, 9:2, 18:25, 19:23). Chrześcijaństwo od początku nie było tylko zbiorem zasad. Było drogą życia. A droga zakłada ruch na niej. Można mieć mapę, można znać kierunek, można nawet mówić innym, dokąd prowadzi droga – ale jeśli się nią nie idzie, niczego ona w życiu nie zmienia.
Jezus i apostołowie wielokrotnie mówią w ten sposób. Jezus mówi: „ja jestem drogą” (Jana 14:6). Wiele razy mówi do kogoś w Ewangeliach: „pójdź za mną”. Mówi: „idź i nie grzesz więcej”. Apostoł Piotr pisze, że Chrystus cierpiał za nas, zostawiając nam wzór, abyśmy szli Jego śladami (1 Piotra 2:21).
Apostoł Paweł napisał, że mamy „chodzić w miłości”, apostoł Jan, że mamy
„chodzić w światłości” (Efez. 5:2, 1 Jana 1:7).
Naśladowanie Jezusa nie polega tylko na tym, żeby znać właściwy kierunek. Polega na tym, żeby w tym kierunku iść.
To trudne, bo my dzisiaj żyjemy trochę w kulturze ciągłych przygotowań. Jeszcze jeden wykład, jeszcze jeden reprint, jeszcze jeden podcast… jeszcze jedna książka, jeszcze jedna konwencja albo spotkanie. A Jezus mówi: „Pójdź za mną”. Nie mówi: „Najpierw wszystko uporządkuj w swoim życiu i w swojej głowie, a potem przyjdź”. Mówi: „Pójdź za mną”.
Tym chodzeniem za Nim jest naśladowanie Go w swoim życiu. Myślenie jak On by się zachował, ale i próba przełożenia tego na swoje zachowania w swoich doświadczeniach.

Photo by Jorge Alberto Vega Barrera on Unsplash
A Biblia idzie jeszcze dalej. Nie wystarczy iść. Czasami trzeba też pobiec. Zobaczmy kilka przykładów biegania w Biblii:
Mateusza 28:5-8 – (po zmartwychwstaniu) „Anioł zaś powiedział do kobiet: Wy się nie bójcie! Wiem bowiem, że szukacie ukrzyżowanego Jezusa. Nie ma go tu. Powstał bowiem, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał Pan. Idźcie szybko i powiedźcie uczniom, że zmartwychwstał i oto udaje się do Galilei przed wami. Tam go ujrzyjcie. O to wam powiedziałem. Odeszły więc szybko od grobu z bojaźnią i z wielką radością i pobiegły przekazać to jego uczniom.”
Kobiety „Pobiegły przekazać to jego uczniom”. Gdy usłyszały ewangelię od anioła to nie szły powoli, nie zatrzymywały się. Pragnęły od razu to przekazać.
Gdy słyszą o tym apostołowie Piotr i Jan to czytamy u Jana 20:3-4 – „Wyszedł więc Piotr i ten drugi uczeń i poszli do grobu. I biegli obaj razem, ale ten drugi uczeń wyprzedził Piotra i pierwszy przybył do grobu.”: uczniowie chcieli się przekonać, chcieli się dowiedzieć, jaka jest prawda i chcieli spotkać Pana.
Dzieje 8:29-30 – „A Duch powiedział do Filipa: Podejdź i przyłącz się do tego wozu. Kiedy Filip podbiegł, usłyszał, jak tamten czyta proroka Izajasza, i zapytał: Rozumiesz, co czytasz?”
Filip biegnie do podróżującego Etiopczyka. Podziwiam u Filipa tę gotowość i posłuszeństwo Boskiemu kierownictwu. Reakcja natychmiastowa. Jak często jest to trudne w moim życiu. Kiedy już słyszę ten głos od Pana, jak łatwo mi czasami odwrócić głowę w drugą stronę albo udać, że tylko mi się przesłyszało.
Dobrze się zastanowić jak reagujemy w takich sytuacjach. Chodzi mi o takie momenty, gdy nasze serce aż się wyrywa, żeby zrobić coś dobrego, ale coś nas blokuje.
Łukasza 19:3-4 – Zacheusz. „Pragnął on zobaczyć Jezusa, kto to jest, lecz nie mógł z powodu tłumu, bo był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wszedł na drzewo sykomory, aby go zobaczyć, bo miał tamtędy przechodzić.”
Zacheusz biegnie do Jezusa i wspina się na drzewo. Nie zatrzymuje go opinia ludzi ani własna pozycja. Czasami, aby naprawdę spotkać Chrystusa, trzeba wyjść poza własną wygodę i zrobić krok, który dla innych może wydawać się dziwny albo śmieszny. Nieraz trzeba być trochę radykalnym by spotkać Pana.
Oczywiście ma to być w granicach Pisma Świętego, naszej Opatrznościowej sytuacji i naszego sumienia lub stopnia Ducha Świętego w nas.
i może jeszcze 1 Mojżeszowa 24:17-20,28 – Rebeka – „Wtedy ów sługa wybiegł do niej i powiedział: Proszę, pozwól mi się napić trochę wody z twego dzbana. A ona odpowiedziała: Pij, panie mój. I szybko pochyliła swój dzban na swoją rękę i dała mu pić. A gdy dała mu się napić, powiedziała: Naczerpię wody także dla twoich wielbłądów, aby napiły się do woli. Wylała prędko wodę ze swego dzbana w koryto i pobiegła znowu do studni czerpać wodę, i naczerpała dla wszystkich jego wielbłądów.”
Rebeka nie tylko odpowiada na prośbę sługi Abrahama. Robi więcej niż wymagano. Biegnie i wielokrotnie czerpie wodę dla wszystkich wielbłądów.
Jej dobroć i gorliwość objawia się w działaniu. W obrazie tym widzimy nie tylko pracowitość, ale pragnienie służby i okazania miłości przez tych, którzy odpowiadają na wezwanie Pana. Rebeka to piękny typ Oblubienicy Chrystusa.
Przykłady można by mnożyć. Skąd jednak brać siłę na to bieganie w sprawie Pana, gdy właśnie tej siły nam brakuje? Kto może mieć tyle energii? Przecież wielu z nas to osoby w starszym wieku, które nawet nie bardzo mogą biegać. Chodzi jednak o siły duchowe i bieganie w znaczeniu mądrej gorliwości i wytrwałej determinacji dla Pana, Prawdy i Ducha.
Izaj. 40:28-31 – „Czy nie wiesz, czy nie słyszałeś, że wieczny Bóg, PAN, Stwórca krańców ziemi, nie ustaje ani się nie męczy i że jego mądrość jest niezgłębiona? On dodaje siły spracowanemu i przymnaża moc temu, który nie ma żadnej siły. Młodzież ustaje i mdleje, a młodzieńcy potykają się i padają; ale ci, którzy oczekują PANA, nabiorą nowych sił; wzbiją się na skrzydłach jak orły, będą biec, a się nie zmęczą, będą chodzić, a nie ustaną.”
Te siły obiecuje Bóg, ale tylko tym, którzy Mu ufają i starają się być Mu wierni. Tak było z prorokiem Eliaszem. W 1 Królewskiej (18:46) mamy taką historię, kiedy Bóg dał mu taką siłę, że wyprzedził rydwan Achaba i biegł szybciej od niego. Nie byłoby to możliwe o jego własnych siłach. My nie zawsze dostaniemy takiej siły fizycznie, ale jeśli nasz Duch będzie żywy to w Boskiej opatrzności będziemy mogli zrobić coś dobrego.
Biblia pokazuje nam ludzi, którzy idą. A kiedy Bóg ich wzywa – biegną i dostają w tym biegu siły od Pana.
—–
Jak zawsze: musimy też jednak uważać. W kilku miejscach Biblia pokazuje też złe bieganie. Takie, które prowadzi do złych wyników:
1 rodzaj złego biegu to bieganie bez Boga:
Jeremiasza 23:21 – „Nie posłałem tych proroków, a oni jednak pobiegli. Nie mówiłem do nich, oni jednak prorokowali.”
Nie każdy kto biegnie, został posłany. Nie każdy kto chce objaśniać sprawy Pana, mówi to, czego chciałby Pan. A jak jest ze mną? Czy szukam woli Pana w tym co mówię i czy staram się o moją osobistą czystość i porzucam grzechy, które w sobie widzę?
2 rodzaj złego biegu to gorliwość bez rozsądku :
Przypowieści 19:2 – „Nie jest też dobrze, by dusza nie miała wiedzy, a kto jest prędkich nóg, grzeszy.”
Jak tłumaczy to brat Johnson w E11, s. 646 – „Nie jest dobrą rzeczą nie posiadać prawdy, a ten, którego postępowanie jest zbyt pośpieszne, schodzi na manowce pod względem wiary i praktyki.” | Dobrze pasuje tu łacińskie przysłowie ‘festina lente’, ‘śpiesz się powoli’ – ‘rób coś dokładnie i sprawnie, ale bez nadmiernego pośpiechu, bo inaczej może się nie udać’
(W studiowaniu Prawdy potrzeba nam dużo mleka, zwłaszcza na początku.)
Wiele osób zbyt szybko chciało zrozumieć za dużo, a nie byli na to gotowi.
3 rodzaj złego biegu to bieganie za tym, co nie jest moje, bieganie za cudzym :
Przykładem takiego złego biegania jest sługa Elizeusza – Gehazi. Miało to miejsce po uzdrowieniu hetmana syryjskiego i po tym, jak Elizeusz nie chciał od niego przyjąć darów:
2 Królestwa 5:20-27 – „Gehazi, sługa Elizeusza, męża Bożego, powiedział: Oto mój pan oszczędził tego Naamana, Syryjczyka, nie przyjmując z rąk tego, co przywiózł. Jako żyje PAN, pobiegnę za nim i wezmę coś od niego. Gehazi więc pobiegł za Naamanem. Kiedy Naaman zobaczył, że biegnie za nim, zszedł z rydwanu i wyszedł mu naprzeciw, i zapytał: Czy wszystko jest dobrze? Odpowiedział: Dobrze. Mój pan posłał mnie, abym ci powiedział: Oto dopiero teraz przyszli do mnie dwaj młodzieńcy z góry Efraim spośród synów proroków. Daj im, proszę, talent srebra i dwie szaty na zmianę. Naaman odpowiedział: Racz wziąć dwa talenty. Nalegał na niego i zawiązał dwa talenty srebra w dwóch workach oraz dwie szaty na zmianę, i włożył na dwóch jego sług, którzy je nieśli przed nim. A gdy przyszedł do twierdzy, wziął to z ich rąk i złożył w domu. Potem odprawił mężczyzn a oni odeszli. Sam za wszedł i stanął przed swoim panem. Elizeusz zapytał go: Skąd wracasz, Gehazi? Odpowiedział: Twój sługa nigdzie nie chodził. Lecz powiedział mu: Czy moje serce nie szło z tobą, kiedy tamten człowiek odwrócił się na swym rydwanie na twoje spotkanie? Czy to był czas przyjmowania srebra, przyjmowania szat, sadów oliwnych, winnic, owiec, wołów, sług i służących? Dlatego też trąd Naaman przylgnie do ciebie i do twojego potomstwa na wieki. I wyszedł od niego trędowaty, biały jak śnieg.”
Czy było warto ruszyć po rzeczy, które należały nie do niego? To zachowanie Gehaziego dobrze pokazuje grzeszną ambicję i ubieganie się o rzeczy, które nam się nie należą. Czy czasem nie biegnę szybciej za własnymi pragnieniami niż za Bożą wolą? Obyśmy zamiast potomstwem Abrahama nie stali się potomstwem Gehaziego.
i wreszcie 4 rodzaj złego biegu to bieganie mimo Boskiego ostrzeżenia, bez refleksji, że zrobiło się źle… :
Jeremiasza 8:5-6 – „Czemu więc odwrócił się ten lud Jerozolimy wiecznym odstępstwem? Trzymają się kłamstwa, nie chcą wrócić. Uważałem i słyszałem: nie mówią właściwie, nikt nie żałuje swojej niegodziwości, mówiąc: Cóż ja uczyniłem? Każdy biegnie swoją drogą, jak koń pędzący do bitwy.”
Mamy tu przykład trwania w grzechu. Chociaż Bóg pragnął ich powrotu, to nikt nie mówił Prawdy, nikt nie chciał odpokutować za swoje grzechy, nikt nie chciał samego siebie zganić i uznać swoją winę. Zamiast tego jak konie przyzwyczajone do biegu w bitwie, pędzili dalej w stronę grzechu. | (Jeden ukrywany grzech, którego nie chcemy wyznać ani żałować, jest bardziej niebezpieczny niż tysiąc takich, do których szczerze się przyznajemy i za które żałujemy)
Oby nasze bieganie było bardziej podobne do biegania Filipa, do kobiet, które przyszły do grobu, do Eliasza i Rebeki. Taki CHRZEŚCIJAŃSKI BIEG opisuje często apostoł Paweł w swoich listach:
1 do Koryntian 9:24-26 – „Czy nie wiecie, że ci, którzy biegną w wyścigu, wszyscy wprawdzie biegną, lecz tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, kto staje do zapasów, powściąga się we wszystkim. Oni, aby zdobyć koronę zniszczalną, my zaś – niezniszczalną. Ja więc tak biegnę, nie jakby na oślep, tak walczę, nie jakbym uderzał w powietrze.”
Apostoł Paweł pokazuje życie chrześcijanina jako bieg.
W tym biegu:
- Nie wszyscy zdobywają nagrodę nie można biec „na oślep”
- Trzeba biec świadomie trzeba się ograniczać
Chrześcijaństwo to nie jest przypadkowy ruch. Naśladowanie Jezusa nie opiera się wyłącznie na emocjach. Istnieje pewna meta, do której biegniemy. Istnieją zasady, których powinniśmy przestrzegać.
2 List do Tymoteusza 4:6-7 – „Ja bowiem już mam być złożony w ofierze, a czas mojego odejścia nadchodzi. Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem.”
Nie wystarczy dobrze wystartować, ale trzeba wytrzymać do końca, ukończyć bieg (nie jak pacemakerzy w biegach: wypuszczani po to, by nadać tempa innym. Nikt z nas nie powinien brać na siebie tej roli. Naszym celem jest dobiec do mety, a nie tylko ładnie i szybko przebiec połowę dystansu).
Dzieje 20:22-24 – „A teraz, związany w duchu, idę do Jerozolimy, nie wiedząc, co mnie tam spotka. Wiem tylko, że Duch Święty poświadcza w każdym mieście, iż czekają mnie więzy i utrapienia. Lecz ja oto nie dbam, a moje życie nie jest mi tak drogie, bylebym tylko z radością dokończył mój bieg i posługę, którą otrzymałem od Pana Jezusa, by dać świadectwo o ewangelii łaski Bożej!”
Widać, że wszystkie rzeczy apostoł Paweł podporządkowuje sprawie Ewangelii. Łącznie z własnym życiem i jego radościami. Ciągle ma na myśli CEL.
W pomocach do „Codziennej niebiańskiej manny” na 9 kwietnia, brat Johnson napisał: „Wygranie biegu wymaga starannego przygotowania, włożenia wielkiego wysiłku, niesłabnącej wytrwałości, nieustannego dążenia do celu oraz możliwie najściślejszego stosowania się do regulaminu. Kto zaniedbuje te rzeczy, nie odniesie zwycięstwa; natomiast ten, kto wytrwa w tym do końca, na pewno zwycięży.”
Te słowa brzmią dosyć twardo, jednak naśladowanie Jezusa składa się z drobnych decyzji. To małe kroki, które prowadzą do celu. Kilka minut porannej modlitwy. Przeczytanie artykułu, który badamy w zborze. Przeczytanie rozdziału Biblii. Pomoc potrzebującej osobie. Wspieranie braci i sióstr. Czasami prawdziwe drobiazgi, ale te drobiazgi kształtują nasz charakter.
Hebrajczyków 12:1 – „Skoro i my mamy wokół siebie tak wielką chmurę świadków, zrzućmy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas tak łatwo osacza, w cierpliwości biegnijmy w wyznaczonym nam wyścigu; patrząc na Jezusa, wodza i dokończyciela wiary…”
Apostoł Paweł dobrze zna ludzi swoich czasów. W starożytnej Grecji biegi należały do ulubionych sportów. Była to idealna ilustracja. Biegacze przywiązywali dużą wagę do swojej diety i potrafili podporządkować swoje życie do zawodów w których brali udział.
Biegacze mają tylko strój sportowy. Zostawiają wszystko inne, by lepiej biec. Pytanie ile rzeczy my ciągniemy za sobą, gdy nasze duchowe bieganie jest raczej czołganiem się, albo codziennym upadaniem pod ciężarem brzemion.
Pytanie: Co mnie dzisiaj spowalnia?
Co odciąga mnie od celu?
Jakie ciężary zabieram ze sobą?
Może nie mogę ruszyć bo za dużo nazbierałem, o zbyt wiele się martwię i pora wypuścić to ze swoich rąk i oddać PANU?
List do Galatów 5:7 – „Biegliście dobrze. Któż wam przeszkodził, abyście nie byli posłuszni prawdzie?”
Jeśli widzimy, że „biegliśmy dobrze”, ale w tym dobrym biegu coś nas zatrzymuje… Warto zadać sobie pytanie:
co to jest i jak mogę wrócić na trasę wyznaczoną przez Boga.
- Czy biegnę dalej tak jak na początku?
- Czy jestem na właściwej drodze?
To ostatnie pytanie jest szczególnie ważne: Przypowieści 4:11-12 – „Nauczyłem cię drogi mądrości, po ścieżkach prawości cię wiodłem; Gdy nimi pójdziesz, twoje kroki nie będą skrępowane, a jeśli pobiegniesz, nie potkniesz się.”
Według brata Johnsona te ścieżki prawości to drogi sprawiedliwości i miłości.
To miłość obowiązkowa i bezinteresowna wobec Boga i wobec bliźniego. Jeśli ktoś idzie taką wąską drogą za naszym Panem, to będzie miał prawdziwą wolność, a biegnąc po nagrodę, nie potknie się i prędzej czy później ją zdobędzie. Lepiej biec albo iść trochę wolniej, ale w dobrą stronę, tam, gdzie prowadzi Pan.
A jak jest z nami, gdy trzeba przebaczyć…? Zadzwonić. Odwiedzić chorego. Przyznać się do błędu. Odciąć się od tego, co grzeszne lub co oddala mnie od Pana… Zacząć jakąś służbę dla Pana… zrobić pierwszy krok w dobrą stronę…? Gdy trzeba z czegoś zrezygnować?
Tutaj najłatwiej jest stanąć w zniechęceniu. Jednak te rozmyślania nie mają nas przygnieść, tylko podziałać jak wezwanie od Pana. Jeśli chcemy się zmienić, to jest to jak najbardziej możliwe… ale musimy wyruszyć w drogę. Jak u tych kaczek nie wystarczy tylko postanowienie. Trzeba będzie wskoczyć do stawu i trochę się zmoczyć.
Gdy wykonujemy nawet bardzo proste czynności z myślą o Panu, o Królestwie Bożym i Jego sprawiedliwości, to dokonuje się w nas przemiana wewnętrzna i stajemy się bardziej Chrystusowi. Stajemy się uczniami Jezusa na tym świecie.
To wszystko nie dzieje się z dnia na dzień. Ten wykład nie zmieni niczego cudownie ani we mnie, ani w Was. Dobry charakter nie rośnie jak grzyby po deszczu. Bardzo często możemy się potykać, a nawet upadać. Jednak pamiętajmy, że sprawiedliwy siedem razy upada, a jednak znowu powstaje (Przyp. 24:16). Jeśli są w nas nawet bardzo złe skłonności i nawyki, to jeśli się od nich odwracamy i przychodzimy do Jezusa. Jezus nigdy nas nie odrzuci. Jednak musimy mieć wiarę w Boską miłość i w to, że On wie, jak nas prowadzić. Nauczmy się bardziej ufać Panu i pozwólmy się Jemu poprowadzić. Oddajmy się w Jego ręce tak, jak kiedyś zrobiliśmy to symbolicznie przy chrzcie. I pamiętajmy, że ucząc się dobrze duchowo iść i biec, będziemy się potykać, upadać i doznawać zadyszki, ale tylko tak możemy się nauczyć.
W E2, s. 778 brat Johnson napisał: „Uczymy się pracować przez pracowanie, chodzić przez chodzenie, biegać przez bieganie, gotować przez gotowanie, pisać przez pisanie. Niemal niczego nie można się nauczyć, nie robiąc tego. Dlatego wykorzystywanie zastosowania Biblii w jej urzędzie naprawiającym pozwoli nam praktykować i odnosić z tego korzyści.” Używajmy Biblii, czytajmy Ewangelie i Psalmy – dla naszej naprawy i rozwoju. Zaglądajmy do Manny, korzystajmy z duchowego pokarmu, jakiego dzisiaj potrzebujemy.
Biblijne chrześcijaństwo to nie spacer. Ale nie jest to też emocjonalny sprint. To wytrwały bieg wiary i w tym biegu możemy mieć bardzo różne momenty. Ten bieg czasami jest dobry i równy. Czasami jest powolny. Nieraz jakbyśmy się zatrzymali i nie mogli ruszyć. Nieraz się boimy czy dobiegniemy. Czasami zmylimy trasę biegu i musimy się cofnąć. Ale Pan jest o jedną modlitwę stąd. Jezus jest tuż obok nas i jest gotowy dalej nas prowadzić. Dlatego pytanie nie brzmi tylko: czy znam drogę? Pytanie brzmi: czy jeszcze dziś zrobię następny krok?