Mocowanie się Jakuba z Bogiem

Wykład przedstawiony na spotkaniu w Kiczycach, 25 grudnia 2018 r.

Mocowanie się Jakuba z Bogiem
Drodzy Bracia i Siostry! Dziś przed nami rozważanie z Księgi Rodzaju. Mocowanie się Jakuba z Bogiem. Na fragment ten można spojrzeć z różnych stron, ale my spróbujemy znaleźć tu przede wszystkim kilka prostych lekcji dla naszego codziennego życia.

Żeby zacząć trzeba by krótko przypomnieć coś z losów Ezawa i Jakuba. Dwóch braci bliźniaków, którzy jak mówi Biblia „walczyli [lub: mocowali się] z sobą już w łonie matki”. Ten, który urodził się pierwszy, to Ezaw. Stał się pierworodnym. Dziedzicem majątku i obietnic, które Bóg dał jego ojcu, a wcześniej dziadkowi, którym był Abraham.

Biblia mówi, że Ezaw „zlekceważył przywilej pierworodztwa”. W prawach różnych ludów istniała możliwość zrzeczenia się pierworodztwa w zamian za ucztę, tak było np. u Hurytów.
I choć trudno powiedzieć, by prosta potrawa z soczewicy była taką ucztą, widać jednak, że Ezaw wybrał tę krótkotrwałą przyjemność ponad Boski dar. Sprzedał swoje „pierworodztwo” Jakubowi za miskę potrawy z soczewicy. Oto pierwsza lekcja dla nas. Najczęściej w naszym życiu nie chcemy zła. Wybieramy po prostu z dwóch dobrych rzeczy. Miska soczewicy na pewno była smaczna i posilająca. Pytanie:  jakie my dobra wymieniamy na jakie inne dobra? Czy warto wybrać spokój zamiast prawdy? Czy warto wybrać ziemski majątek zamiast wierności Bogu? Czy warto wybrać przyjemności ze światem zamiast cierpienia z Panem? Nie chodzi o wymianę dobra na zło, bo najczęściej szukamy jakiegoś dobra, ale jakie dobra są dla nas ważniejsze? Jakie mamy priorytety?

Otwórzmy Ks. Jeremiasza 2:13, opis pewnego odstępstwa Izraela  –
„Bo podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody,
żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie utrzymują wody.”

Popatrzmy na „lud Boży” Wieku Ewangelii, chrześcijaństwo. Była tu powtórka tego, o czym pisał Jeremiasz. Boże słowo (czyli: źródło żywej wody) zamieniono zostało przez „wykopane” „cysterny” – zbiorniki mętnej, stojącej wody. Creda i wyznania wiary zawierają różne tradycje i nauki ludzi, a nie Boga. Kiedy dziś popatrzymy na różne wyznania i organizacje religijne to przypominają one „popękane cysterny”. Systemy chrześcijańskie są zużyte i wyschnięte jak cysterny z proroctwa. Pytanie jednak znów kierujmy do siebie: co wybieramy w naszym życiu i naszej wierze – źródło żywej wody czy stare lub nowe cysterny, które sobie wykopiemy.

Ezaw dokonał swojego wyboru. Jednak wszystko wskazywało na to, że i tak otrzyma błogosławieństwo ojca. Stałoby się tak, gdyby nie Rebeka i Jakub, którzy przechytrzyli Izaaka. Przez sprytny wybieg Jakub podszył się pod brata przed starzejącym się, niewidzącym już ojcem i zabrał jego błogosławieństwo. Ezaw płakał, a później chciał zabić Jakuba.

Przeczytajmy Ks. Rodzaju 27:36 (słowa Ezawa) –
Nie na darmo dano mu imię Jakub! Dwukrotnie mnie już podszedł: pozbawił mnie mego przywileju pierworodztwa, a teraz odebrał za mnie błogosławieństwo!

Nie na darmo dano mu imię Jakub. Rzeczywiście nie na darmo, bo imię to znaczyło
„ten, który trzyma za piętę” (bo Jakub gdy się rodził trzymał za piętę Ezawa) lub w przenośni: „ten, który zastępuje, zajmuje miejsce drugiego” (E16, s. 307) Nie było to szczególnie zaszczytne imię, ani też nie było łatwo go nosić po wszystkim co się wydarzyło.

Ezaw widział sprawę prosto. Jakub to zwykły ”Rabuś”, „Ten, który go podszedł…”.
Oszukał go i zabrał mu to, co do niego należało. Należało go zabić. Jakub musiał uciekać, wiedział to dobrze i on, i jego matka. Rebeka. Rebeka wpadła na pomysł, by wysłać syna daleko na północ, do Padan-Aram, gdzie mieszkał ich krewny, Laban. Jakub miał wziąć za żonę którąś z jego córek. Nie miał pójść przykładem Ezawa, który wziął za żony dwie Chetytki, o których Biblia mówi krótko, że były „przyczyną zmartwień” dla Izaaka i Rebeki.

[*] Jakub, teraz już prawdziwie pierworodny i błogosławiony przez ojca… musi uciekać.
Nie ma z sobą nic. Nie ma ani jednego sługi, nie ma majątku, nie ma bydła, ma tylko kij w ręku. Staje się pielgrzymem i wyrzutkiem, uciekinierem z własnego domu. Tak zaczyna się błogosławienie Jakuba przez Boga. Czy tak byśmy sobie wyobrażali spełnianie się obietnic? Jego poduszką jest kamień, gdy się kładzie, bo jest już zbyt ciemno by iść. Tu jednak poznaje Boski punkt widzenia całej sprawy.

Ks. Rodzaju 28:12 – „We śnie ujrzał [Jakub] drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili  na dół.
A oto Jahwe stał na jej szczycie i mówił: <Ja jestem Jahwe, Bóg Abrahama i Bóg  Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję.>”

Jakub, gdy się zbudził, zrozumiał, że Bóg rzeczywiście dał mu tę wizję. Ta wizja jest niesamowita, a obietnice ogromne. Jakub ma wrócić i odebrać swoje dziedzictwo, w nim i w jego potomkach błogosławione będą wszystkie inne narody. Bóg będzie z nim wszędzie, gdziekolwiek pójdzie. ||| Kamień, który miał pod głową, Jakub użył jako pamiątkową Stellę, kamień i miejsce pamięci i nazwał to miejsce Betel czyli Dom Boży. Złożył tu też Bogu pewne ślubowanie.

Kolejne lata Jakuba to lata ciężkiej pracy. Mijają mu jednak szybko, bo kocha Rachelę, córkę Labana. W tym czasie można zastosować do niego słowa z Listu do Rzymian: „W pracy nie leniwi, duchem pałający, Panu służący.” Taki przykład daje nam Jakub. Przebiegły Jakub zostaje jednak kilka razy oszukany (tak jak kiedyś oszukiwał sam). Najpierw po 7 latach pracy, po których miał otrzymać za żonę Rachelę, zostaje oszukany i w czasie nocy poślubnej zostaje mu przyprowadzona Lija. Choć Laban po tygodniu oddaje mu także Rachelę za żonę, żąda aby Jakub pracował za nią kolejne 7 lat. Laban stara się też pozbawić go należnego majątku.

Łącznie Jakub zostaje u Labana 20 lat. Daje się tu poznać jako człowiek pokoju. Tak jak kiedyś bez wahania wyjechał, by nie walczyć z bratem, tak w swoich interesach z teściem nie kłóci się. Wierzy, że wszystko jest w rękach Boga. I znowu jest tu dla nas lekcja. W Psalmie 34:15 czytamy: „Szukaj pokoju, ścigaj go!” Psalm 27:14 – „Wyczekuj Jahwe, bądź mężny, niech się twe serce umocni i wyczekuj Jahwe.”

Jakub mógł tracić już nadzieję. A jednak. Bóg w końcu upomniał się o niego. Jak czytamy w Ks. Rodzaju 31:3 – „Wtedy to Jahwe rzekł do Jakuba: <Wróć do ziemi twych przodków, do twego kraju rodzinnego, ja zaś będę z tobą.>

Dalsze perypetie z Labanem oraz Liją i Rebeką nie będą naszym tematem na dziś. Z pomocą Bożą Laban pozwolił w końcu Jakubowi odjechać z żonami, dziećmi, które mu się urodziły, sługami i trzodą. Przed Jakubem było jednak coś trudniejszego nawet niż relacje z teściem.

No tak, Ezaw… Brat, który chciał go zabić. Jakub zaczyna robić wszystko, co możliwe, by jakoś zmiękczyć brata. Najpierw wysyła do niego posłów ze słowami: „Powiedzcie panu memu Ezawowi tak: To mówi sługa twój, Jakub…” Już w tych słowach słychać uniżenie.
Jakub dowiaduje się jednak, że Ezaw i jego 400 ludzi zmierza w jego stronę.

Dalej mamy coś, co można by nazwać procesją z darami. Jakub wypuszcza swoich sług kolejno wraz z majątkiem jako darem dla Ezawa. Oddaje mu dwieście kóz i dwadzieścia kozłów, dwieście owiec i dwadzieścia baranów, trzydzieści dojnych wielbłądzic wraz z ich źrebiętami, czterdzieści krów, dziesięć wołów, dwadzieścia oślic i dziesięć ośląt.

Jakub znów daje nam dobry przykład. Czasem warto stracić coś materialnego, by zyskać
coś lepszego.
Łuk. 12:15 – „Powiedział też do nich [Jezus]: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia.”
Jakub rozumiał, że istnieją sprawy ważne i ważniejsze, a teraz liczy się życie i przebłaganie brata. Podzielił jeszcze obóz na pół, tak by choć jedna część przeżyła, gdyby Ezaw miał złe zamiary. Tu skończyła się lista rzeczy, które po ludzku dało się zrobić. Ale Jakub miał Boga i jego obietnicę. Najpierw, może głośno, wśród rodziny, (bo nie mamy napisane, że był wtedy sam), Jakub pomodlił się do Boga.

Ks. Rodzaju 32:10-13
Boże Abrahama i Boże ojca mego Izaaka, Jahwe, który dałeś mi rozkaz: <Wróć do twego kraju rodzinnego, gdzie będę ci świadczył dobro>, nie jestem godzien wszelkiej łaskawości, którą nieustannie okazujesz twemu słudze. Bo przecież tylko z laską w ręku przeprawiłem się [kiedyś] przez Jordan, a teraz mam dwa obozy. Racz więc ocalić mnie z ręki brata mego Ezawa, gdyż lękam się go, aby gdy przyjdzie, nie zabił mnie i matek z dziećmi. Wszakże tyś powiedział: Będę ci świadczył dobro i uczynię twe potomstwo [tak mnogie] jak ziarnka piasku na brzegu morza, których nikt zliczyć nie zdoła.

Jakub mówi w tej modlitwie kilka niezwykłych rzeczy, które pokazują jaki miał stosunek do Boga i jak postrzegał sam siebie po tych 20 latach: Nie jestem godzien wszelkiej łaskawości, którą nieustannie okazujesz twemu słudze. Zastanówmy się jak patrzymy na nasze sukcesy. Radosne doświadczenia życia, gdy wiele spraw się udaje. To nasze sukcesy czy łaskawość Boga? Dla Jakuba było jasne, że tylko o łasce Boga to mogło się stać. Podobny przykład to dla nas Nehemiasz. Nehemiasz bardzo odważnie prosił króla o zgodę na odbudowę murów Jerozolimy. Było wiele odwagi i mądrości z jego strony w tej sprawie. A jednak w Neh. 2:9 czytamy jego własne słowa: „I król mi zezwolił, gdyż łaskawa ręka Boga mojego czuwała nade mną.”

Jakub mówi: Nie jestem godzien…  |||  Jest w nim teraz głęboka pokora. Ta sama pokora, która prowadziła później Mojżesza, Rutę, Dawida, Izajasza i która tak pięknie objawiła się w Marii, matce Jezusa. Nasz Pan ceni sobie pokorę. Podobał mu się Szymon Piotr, gdy mówił, jak bardzo grzeszny jest i jak niegodny, by Jezus z nim został. Podobał mu się setnik, gdy powiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo,
a będzie uzdrowiony sługa mój.” (Mat. 8:8)

[*] Jakub nie wstydzi się powiedzieć Bogu o swoim strachu: Racz więc ocalić mnie z ręki brata mego Ezawa, gdyż lękam się go, aby gdy przyjdzie, nie zabił mnie i matek z dziećmi. Modli się mówiąc wprost jakie ma obawy. Mówi z serca. Odwołuje się też do obietnic Boga:

Wszakże tyś powiedział…  |||| Nie bójmy się odwoływać w modlitwie do obietnic, które Bóg nam daje. Modlitwę Jakuba można by sparafrazował: Czuję się jakbyś mnie opuścił. Boję się. Ale Ty obiecałeś, Boże, że będziesz ze mną, więc proszę, zrób coś z tym. Pobłogosław mi także tym razem. Nie ma tu jakiegoś targowania się z Bogiem, szukania znaków. To nie ten moment. Jest tylko pełne powierzenie się Bogu, który obiecał.

Przeczytajmy teraz Ks. Rodzaju 32:23-24 „… tej jeszcze nocy [Jakub] wstał i zabrawszy obie swe żony, dwie ich niewolnice i jedenaścioro dzieci, przeprawił się przez bród potoku Jabbok. A gdy ich przeprawił przez ten potok, przeniósł również [na drugi brzeg] to, co posiadał.” [ potem wrócił ]

Ktoś powiedział, że do modlitwy potrzebna jest samotność serca. Nie można wejść w głębszą relację z Bogiem jeśli wnosimy w nią cały nasz dobytek, cały ciężar codzienności, ciężar obowiązków, spraw, które rodzą czasem zbytnią troskę. Czasami Bóg wywołuje swoje dzieci poza ogólne sprawy. {przykład: Ezechiel} Ks. Ezechiela 3:22 – „I była tam nade mną ręka Pańska, i rzekł do mnie: Wstawszy wyjdź w pole, a tam się z tobą rozmówię.” Pozwólmy Bogu z nami porozmawiać. Przemówić do nas. Dajmy sami sobie trochę ciszy i wytchnienia, spotkania sam na sam z Bogiem.

Tak zrobił Jakub. Ks. Rodzaju 32:25-33 „Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim. A wreszcie rzekł: „Puść mnie, bo już wschodzi zorza!” Jakub odpowiedział: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” Wtedy [tamten] go zapytał: „Jakie masz imię?” On zaś rzekł: „Jakub”. Powiedział: „Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś”. Potem Jakub rzekł: „Powiedz mi proszę, jakie jest twoje imię? Ale on odpowiedział: „Czemu pytasz mnie o imię?” – i pobłogosławił go na owym miejscu. Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: „Mimo, że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie”. Słońce już wschodziło, gdy Jakub przechodził przez Penuel, utykając na nogę. Dlatego Izraelici nie jadają po dzień dzisiejszy ścięgna, które jest w stawie biodrowym, gdyż Jakub został porażony w staw biodrowy, w to właśnie ścięgno.”

Jak czytaliśmy: „Jakub został sam jeden”. Czy my dziś jeszcze zostajemy sami?  Jak bardzo potrzebna może być chwila samotności, z dala od telefonów, komputera, telewizora, codziennych myśli. Czy przypominamy sobie Jezusa, który po ciężkim dniu pracy szedł na nocne rozmowy z Ojcem?, czy pamiętamy Mojżesza, który jako samotny pasterz na pustyni „spotkał się z Bogiem”? Pisarka Lettie Cowman w książce „Strumienie na pustyni” napisała: „Gdyby wierzący spędzali więcej czasu sam na sam z Bogiem, to wśród nas znów pojawiliby się duchowi olbrzymi.”

Modlitwa i nasza cała relacja z Bogiem mają różne momenty. Łagodny odpoczynek, pocieszenie, ale też walka i zmaganie. Co więcej – w naszym życiu z Panem potrzebujemy
choć trochę cierpienia. Nie możemy wszystkiego w życiu przejść z uśmiechem na twarzy. Tak, z jednej strony Pismo Św. mówi, że „wesołe serce jest najlepszym lekarstwem” (Przyp. 17:22), ale z drugiej u Kaznodziei 7:3 napisano, że przez smutek naprawia się serce”.

Jakub stał się kulawy po tym nocnym mocowaniu się z aniołem. W naszej relacji z Bogiem nie wszystko pójdzie według naszych planów. Chyba nie takich szukamy błogosławieństw? Kuleć do końca życia. Po tych zmaganiach Jakub szedł sam, słaby, złamany. A jednak, ten słaby i złamany człowiek otrzymał Bożą łaskę – znów miał nadzieję, a nawet pewność, że wszystko będzie dobrze, bo Bóg jest z nim.

Czy nie jest to trochę podobna sytuacja do tej, którą przeżył Saul z Tarsu? Razem z błogosławieństwem od Pana, otrzymał chorobę wzroku, „bodziec w ciele”, który jak sam mówił „policzkował go” aż do końca życia. U Pawła pozwoliło to na powiedzenie,
że „najbardziej cieszy się ze słabości”. Te słabości zawsze przypominały, że był takich
czas, kiedy Pan go dotknął i że od tej pory wszystko co ma jest łaską z ręki Boga.

U Jakuba było to podobnie. Pewnie do końca życia kulał. Ale właśnie to sprawiło, że z każdym krokiem przypominał sobie, że wszystko co ma, zawdzięcza Bogu. Jak czytaliśmy, Izraelici nie jadali nawet pewnego ścięgna, by przypominać sobie zawsze, że ich istnienie jako narodu zawdzięczają tej szczególnej chwili, tej bardzo dziwnej walce człowieka z Bogiem.

Ta walka była naprawdę dziwna. Potężny anioł, który przyszedł w imieniu Boga, nie mógł wyrwać się z uchwytu Jakuba. Wołał: „puść mnie, bo już wschodzi zorza!”  Czy naprawdę potężny anioł był zbyt słaby, żeby się wyrwać?!    |||   Myślę, że to raczej Jakub musiał udowodnić ( przede wszystkim sam sobie ) jak bardzo pragnie Bożej pomocy i błogosławieństwa. To on musiał okazać gorliwość, energię, wytrwałość i wiarę.
Nawet kosztem bólu i zwichniętego stawu.   |||   Anioł Pana nie był na pewno wrogiem Jakuba, ale przyjacielem. Czy ktoś prosiłby wroga o błogosławieństwo? Otwórzmy
Ks. Ozeasza 12:5 – „[Jakub] walcząc z aniołem, zwyciężył, płakał i błagał o łaskę.”

Obyśmy pragnęli tak Bożej łaski, umieli tak walczyć, tak płakać i tak błagać o nią.

Jezus daje nam w przypowieściach przykłady takiego błagania. Natrętny sąsiad nie odszedł w nocy dopóki sąsiad nie dał mu chleba, by mógł ugościć przyjaciela. Inna przypowieść to ta o natrętnej wdowie. Ew. Łukasza 18:1 – „Powiedział im też przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać. „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!” Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”». I Pan dodał: «Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak
Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Czy w czasach końca, czasach niewiary lub wiary tylko intelektualnej możemy się odważyć i być tak natrętni i mocować się z Bogiem aż do świtu? Czy naprawdę chcemy błogosławieństwa czy może czasami nasze prośby to tylko formuły?

Popatrzmy na nieco podobną sytuację z Nowego Testamentu. Dwóch smutnych podróżnych idących do Emaus. Zmartwychwstały Jezus dołącza do nich sam, ale nie zdradza się, że to on. Tłumaczy im jednak Pisma i daje im nadzieję z proroctw.
Łuk. 24:28 – „Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień już się nachylił.”

Przymusili Go, żeby został. Potrzebne było ich pragnienie. Był wieczór. W czasie duchowej ciemności, doświadczeń, wtedy gdy nie świeci nam jasno światło ewangelii, gdy błądzimy i gdy jest nam źle. Właśnie wtedy nie pozwólmy Panu odejść.

Biblia wspomina o wojownikach w modlitwie, którzy w swoich pokojach toczyli bój za drugich. Jednym z takich był Epafras, o którym apostoł Paweł pisał: „sługa Chrystusa Jezusa, zawsze walczący o was w modlitwach, abyście stali mocno, doskonali w pełnieniu każdej woli Bożej”. Bardzo potrzebujemy dziś Epafrasów, bo ciemność wokół nas przeraża. Epafras robi coś więcej niż Jakub, bo modli się szczególnie o dobro drugich.

Anioł pyta o imię. W kulturze Bliskiego Wschodu takie pytanie, było też pytaniem o charakter i naturę. Spytać o imię to jakby powiedzieć: powiedz mi KIM naprawdę jesteś. < Ja jestem Jakub >  – brzmiała odpowiedź. Ja jestem ten, który zabrał bratu jego miejsce, „chwytający za piętę”, jestem grzesznik, biedak i niegodny. Taki właśnie jestem, ale błogosław mi bo obiecałeś.

Komu była potrzeba odpowiedź Jakuba? Czy nie on sam musiał wspomnieć jeszcze raz na wszystko co do tej pory zrobił i kim był ?  Jeśli mocujemy się z Bogiem pamiętajmy o rachunku sumienia. Nie musimy się tego bać, bo Bóg i tak wszystko wie, ale pomoże to nam. Jakie są moje błędy? Jakie są moje kłamstwa i ciemne strony? Jakie jest moje imię, jaki jestem? Co myślę o sobie i co myślę o drugich? Co myślę o Bogu? Gdzie jest mój skarb i jakiego chcę błogosławieństwa. To nie tylko pytania dla wchodzących na tę drogę.

Tajemna modlitwa, tylko z Panem, w naszych „komorach” i na naszych „samotnych polach”.

W przypadku Jakuba anioł powiedział: „nie będziesz się już zwał Jakub, lecz Izrael.”
Izrael to znaczy „Książę u Boga”, „Mocarz u Boga”. Czasami szatan chce nam wmówić, że nie ma dla nas żadnego ratunku, bo jesteśmy bardzo grzeszni i tacy już zostaniemy na zawsze.
Ale to nie prawda, bo Bóg ma moc, by nam dać nowe imię, nowy dzień i nowe szanse.

Szymon otrzymał od Pana imię Piotr albo Kefas, Saul otrzymał imię Paweł. Jeden z uczniów Pana – Józef – stał się Barnabą, tzn. Synem Pocieszenia. Są jeszcze dziś i dla nas dostępne imiona od Pana. Izajasz mówi, że to „wieczne imiona, które nie będą wymazane” (Izaj. 56:5)

Ofiara naszego Pana, Jezusa Chrystusa, jest w stanie zmyć wszystkie nasze grzechy, jeśli tylko staramy się od nich odwrócić i naprawiać je. U Izajasza 1:16-18 czytamy: „Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrym! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie. Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Jahwe. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna.

Tak wiele może krew Jezusa. Jeśli przyjdziemy ze zmienionym umysłem i z wiarą w krew Jezusa, może dać nam nowe imię – nowy charakter i nowy, czysty stan przed Bogiem.

Lekcja była prawie skończona,
Gdy podszedł do mnie i wyszeptał drżący:
« Proszę Pana, chciałbym nową kartkę,
Tę zniszczyłem niechcący »
Podał mi kartkę pomazaną i zaplamioną,
Dałem mu nową, czystą, niezniszczoną
I rzekłem z uśmiechem, patrząc w jego
oczy zasmucone: « Postaraj się, dziecko,
niech teraz to będzie lepiej zrobione »

Jeden z najpiękniejszych wierszy brzasku nosi tytuł NOWA KARTKA i chciałbym go jeszcze przeczytać:

Stary rok dobiegał już końca. Gdy zbliżyłem
się do Ojca tronu i wyszeptałem drżący,
« Ojcze, czy dla mnie również ten rok nowy?
Spójrz, stary zmarnowałem niechcący »
Wziął ode mnie kartę życia pomazaną, zaplamioną
I dał mi na ten rok nową, wcale niezniszczoną.
I rzekł z uśmiechem, patrząc w me serce
zasmucone: « Postaraj się, dziecko,
niech teraz to będzie lepiej zrobione »

[*] Jakub miał pewną metodę zaznaczania specjalnych znaków Boskiej opatrzności. Miejsce, w którym mocował się z aniołem, nazwał „Penuel”. Chciał na zawsze pamiętać, że Bóg mu błogosławił. Tak samo powinniśmy robić z każdym, nawet małym znakiem, że Bóg jest z nami. Szybko zapomnimy łaskę Bożą. Chyba że ją zapiszemy, „wyryjemy na tablicy serca”. Czasem dobrze będzie zapisać to na papierze, nagrać lub wyśpiewać. Podzielić się z drugimi tym, co zrobił dla nas Bóg. I naprawdę bez znaczenia czy są to rzeczy wielkie czy też bardzo małe.

Powinniśmy postawić w naszym życiu nasz mały „Betel” i „Penuel” tak jak robił to Jakub. Wystawić nasz „Ebenezer” (jak zrobił to Samuel) mówiąc „aż dotąd wspierał nas Pan!”.
Nie mamy cały czas wracać do dowodów obecności Bożej sprzed lat, ale szukać ich dzisiaj. Dzielić się z drugimi tym, jak Bóg działa w moim życiu teraz (po to dzisiejsze zebranie świadectw wieczorem). Nasz Pan się nie zmienił i nadal może działać w życiu tych, którzy tego pragną, którzy o to walczą i którzy w to wierzą.

George Muller to żyjący w XIX wieku chrześcijanin, który choć z trudem starczało mu jedzenia i pieniędzy na potrzeby własnej rodziny, otworzył swoje serce i dom. Rozpoczął od Klubu Śniadaniowego dla trzydziestu sierot i dzięki zaopatrzeniu otrzymywanemu od Boga zbudował ośrodek, który stał się domem dla ponad dziesięciu tysięcy dzieci. Nigdy nie wymuszał na nikim wpłat. Nie miał żadnych dofinansowań ze strony państwa. Jego pierwsza modlitwa brzmiała: „Boże, Ty wiesz, w jakiej jestem sytuacji i wiesz, czego potrzebuję. Proszę, żebyś zaspokoił moje potrzeby. Amen”. Później modlił się z wiarą o tysiące różnych spraw. Notował w dzienniku swoje modlitwy i Boskie odpowiedzi (daty i sposób wysłuchania modlitwy). Czasem odpowiedzi były dziwne. Chciał np. jechać do Anglii uczyć się języka hebrajskiego, ale dostał powołanie do pruskiego wojska. W powołaniu przeszkodziła ciężka choroba, która przykuła go na pewien czas do łóżka, ale potem pozwoliła mu wyjechać tak jak planował. Było to więc błogosławieństwo. Gdy prowadził dom dziecka zdarzało się, że notował: „Nie mam w ręku ani jednego pensa dla sierot. Za dzień lub dwa znowu potrzebne będzie wiele funtów. Moje oczy zwrócone są na Pana” – i w dziwny sposób pieniądze na kolejny dzień lub dwa znajdowały się. A czasem także produkty na śniadanie.

Pewnej ważnej lekcji możemy nauczyć się też od anioła. Anioł Pański nie chciał chwalić się swoim imieniem. Występował wyłącznie w imieniu Boga i to Bogu należała się chwała i cześć. Podobnie z nami, jeśli mamy okazję takiej czy innej służby Bogu, braciom i wszystkim wokół. Pamiętajmy, że nasze imiona i nasze osoby są tutaj najmniej ważne i że całe dobro pochodzi od naszego Pana.

Ta sama myśl wyrażona jest w Obj. 19:10, gdy Jan upadł do nóg anioła, by oddać mu pokłon. Obj. 19:10 – „I upadłem przed jego stopami, by pokłon mu oddać. I mówi: Bacz, abyś tego nie czynił, bo jestem twoim współsługą i braci twoich, co mają świadectwo Jezusa: Bogu samemu złóż pokłon!” Obyśmy mieli podobnego ducha gdziekolwiek Bóg użyje nas jako swoich „aniołów” czyli posłańców.

Dla Jakuba mocowanie się z Bogiem było ostatnią szansą. Nie było już planu „B”.
Nic więcej nie dało się zrobić. Jedyną rzeczą do zrobienia było prosić Boga. Także dziś ewangelia nie jest dla tych, którzy chcą mieć wszystko na „tacy”, którzy poszukują lekkiego życia w tym świecie. Niestety, patriarcha Jakub miał wiele problemów. Został wiele razy oszukany. Był kulawy i słaby. Musiał uciekać i chciano go zabić. Ale żył tak, jakby oglądał Boga, mocował się z Bogiem. Gdy zwyciężył, miał już wszystko, bo miał Bożą łaskę.
Jak czytamy dalszą historię, Ezaw także dojrzał przez te 20 lat i zmienił się.
Przyjął swojego brata łaskawie, z dobrą wolą zamiast nienawiści. Zapanowała zgoda.

Oby te rozważania o mocowaniu się Jakuba z Bogiem wzmocniły nas wszystkich w modlitwie, czuwaniu i na naszej drodze z Panem. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *