ABC chrześcijańskiego rozwoju…

Drodzy w Panu! Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy omówiliśmy wspólnie temat celu badania Pisma Świętego. Jak może pamiętacie, mówiliśmy wtedy o Ewangelii wg św. Jana 5:39. „Badajcie Pisma [albo: badacie Pisma]; sądzicie bowiem, że w nich macie życie wieczne, a one dają świadectwo o mnie.” Uznaliśmy wtedy, że tak naprawdę główny cel naszych badań Biblii, naszych spotkań, to uznanie swojego grzechu i uwierzenie w Jezusa Chrystusa, jako tego, którego Bóg nam dał jako Zbawiciela i Pana. Następny krok to oddanie Bogu swojego życia, a później wierne poddawanie się Bogu, tak jak glina poddaje się garncarzowi. Bóg będzie nad nami pracował, a na końcu nie ma rzeczy ważniejszej niż to, czy będziemy podobni do Pana Jezusa w charakterze. Tylko w taki sposób staniemy się naczyniami, które mogą być używane przez Boga. Dziś idziemy dalej z tematem „ABC chrześcijańskiego rozwoju”.

Posłuchaj także części drugiej.

Myślę, że dobry przykład człowieka, na drodze którego stanął Jezus, to Szymon, znany później jako apostoł Piotr. W Ewangelii wg św. Łukasza, rozdział 5, opisany mamy cud, kiedy po nocy łowienia ryb, rybacy z pustymi sieciami wrócili do brzegu, ale na słowa Pana Jezusa, Szymon zdecydował, by jeszcze raz spróbować. Czytamy dalej od wersetu 6 [Łuk. 5:6]:

„A gdy to zrobili, zagarnęli wielkie mnóstwo ryb, tak że sieć im się rwała. Skinęli więc na towarzyszy, którzy byli w drugiej łodzi, aby przybyli i pomogli im. A oni przypłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się zanurzały. Widząc to, Szymon Piotr przypadł do kolan Jezusa i powiedział: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem grzesznym człowiekiem.

Myślę, że mamy tu pewien paradoks. Człowiek pada na kolana przed Jezusem, a jednocześnie mówi: „Odejdź”. Myślę, że jednak rozumiemy, co Szymon ma na myśli. On widzi świętość Pana, świętość Bożych spraw; ale widzi też własny grzech.

Jeżeli mamy przyjść do Pana, musimy najpierw uznać swój własny grzech. Dzisiaj cały świat grzeszy, lecz mało komu przeszkadza to w sobie. Każdemu przeszkadza zło, które jest wokół. Lecz gdy dotknąć kogoś w jego własnych słabościach, w jego własnym grzechu, to tutaj jest gorzej.
Biblia nieprzypadkowo porównuje grzech i trąd. Porównajmy te dwie rzeczy:

TRĄD:
1. jest odrażający
2. wyniszcza życie osoby nim dotkniętej
i jej otoczenia
3. jest nieuleczalny przez ludzi (a przynajmniej był taki w czasach Jezusa)
GRZECH:
1. jest odrażający
2. wyniszcza życie osoby nim dotkniętej
i jej otoczenia
3. jest nieuleczalny przez ludzi

Jest jeszcze jedna ciekawa cecha trądu: „W postaci gruźlicopodobnej bakteria przedostawszy się do układu krwionośnego podróżuje wzdłuż systemu nerwowego … Pacjent nie czuje bólu, nie reaguje także na bodźce takie jak ciepło czy zimno.” (Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya)
Podobnie grzech. Wielu go nie czuje, a zaślepieni przez szatana, nie widzą go w sobie…

Pierwszym krokiem na naszej drodze do Boga jest więc zobaczenie w sobie trądu grzechu. Zobaczenie, że różne grzechy mnie niszczą i niszczą ludzi wokół. To rodzi smutek, ale ten smutek może być czymś, co Paweł nazywa „smutkiem według Boga”.

2 Kor. 7:10 – „Bo smutek, który jest według Boga, przynosi pokutę ku zbawieniu, czego nikt nie żałuje; lecz smutek według świata przynosi śmierć. To bowiem,
że byliście zasmuceni według Boga, jakąż wielką wzbudziło w was pilność, jaką potrzebę wytłumaczenia się, jakie oburzenie, jaką bojaźń, jaką tęsknotę (…)”

Tęsknotę za czym? – można spytać. O czym tu mowa? Pokuta to nawrócenie. To w grece ‘metanoia’ – co tłumaczy się jako „przemiana sposobu myślenia” lub ‘epistrefo’ – co znaczy: „odwrócenie się w przeciwnym kierunku”. Tylko, że to jest jak iść w czasie wielkiego wiatru w przeciwną stronę. Odwracamy się, ale nie możemy iść. Jesteśmy jak ryba, kiedy prąd rzeki mocno ciągnie w drugą stronę.

Kiedy się odwracamy to zaczynamy oburzać się na grzech. Czy zdarzyło się wam już oburzać się na grzech? Jeśli tak, to dobrze. Zaczynamy odczuwać bojaźń przed Bogiem. Nie chcemy grzeszyć w Jego obecności. Nie tyle ze strachu, ale nie chcemy Go smucić. I rodzi się tęsknota. Za wolnością, za tym, żeby można być wolnym od grzechu. Za kimś, kto może takiej wolności udzielić. Pojawia się miejsce dla Jezusa.

Patrzmy na ten sam rozdział, gdzie opisany mamy przypadek Piotra. Oczywiście Pan Jezus nie pozwala mu siebie odepchnąć, bo zna serce Piotra. I u Łukasza 5:10 czytamy dalej – „I powiedział Jezus do Szymona: Nie bój się, odtąd będziesz łowił ludzi. A oni, wyciągnąwszy łódź na brzeg, zostawili wszystko i poszli za nim. A gdy przebywal w pewnym mieście był tam człowiek cały pokryty trądem. Kiedy zobaczył Jezusa, upadł na twarz i prosił go: Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Wtedy Jezus wyciągnął rękę, dotknał go i powiedział: Chcę, bądź oczyszczony. I natychmiast trąd go opuścił.”

Nie wiem czy widzicie to, co ja? Tutaj był fizyczny trąd, ale z trądu grzechu też nie można się samemu oczyścić. Jednak wystarczy taka wiara, jaką miał ten trędowaty:
„Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić.” (Myślę, że Pan Jezus też odpowie: chcę)

Przyjęcie Jezusa jako mojego odkupiciela. Ta świadomość, że Jezus na Golgocie zapłacił za wszystkie moje grzechy. John Bunyan w „Wędrówce Pielgrzyma” opisuje to w alegorii, że kiedy wędrowiec spogląda na krzyż Jezusa, to w tym momencie wielki ciężar spada z jego pleców i toczy się do grobu.

I z jednej strony jest to pewien niezwykły moment w naszej osobistej relacji z Bogiem. Tylko czy tak naprawdę jesteśmy już wolni od grzechu? Jeśli tak, to mógłbym tutaj skończyć wykład, bo wszystko już wiemy.

List do Rzymian 5:1 – „Będąc więc usprawiedliwieni przez wiarę, mamy pokój z Bogiem przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.” Amen. To nas cieszy. Wiara daje nam pokój z Bogiem. Bóg na nas patrzy jak na czystych, bo oczyściła nas krew Jezusa. Patrzymy jednak na L. do Rzymian 6:1-2 – „Cóż więc powiemy? Czy mamy trwać w grzechu, aby łaska obfitowała? Nie daj Boże! My, którzy umarliśmy dla grzechu, jakże możemy jeszcze w nim żyć?”

Można powiedzieć, że prawdziwy rozwój dopiero się zaczyna; tutaj to prawdziwe czyszczenie się na dobre zaczyna, a nie kończy. Czy przeżyliście taki moment w swoim życiu, kiedy wyznaliście swoje grzechy przed Bogiem i kiedy wyznaliście Bogu w swoim sercu lub słowami, że wierzycie w Pana Jezusa Chrystusa jako danego od Boga Pana i Zbawcę? Nie musicie mi mówić, ale odpowiedzcie sobie na to pytanie, bo to jest najważniejsze pytanie życia każdego z nas.

Jeśli odpowiemy sobie i Bogu: „tak”, to wtedy bardziej doceniamy całe zbawienie jakie Bóg przygotował. Bardziej ciekawi nas Biblia, badamy Biblię, przychodzicie tutaj do zboru, ale pytanie: „po co?”. Bo coś wam mówi, że wasze życie może być lepsze z Bogiem niż bez niego, że dobry Stwórca ma miejsce dla was w swoim planie.

Właściwie Słowo Boże ma dwa główne przesłania dla tych, którzy nawracają się od swoich grzechów i którzy uwierzyli w Pana Jezusa jako swojego zbawiciela.

Po pierwsze – trwajmy w tym stanie. Jeśli się odwróciliśmy od grzechu, to nie po to, żeby do niego wracać. Jeśli uwierzyliśmy w Jezusa to nigdy nie odwracajmy się od niego. Wierzmy, że nie tylko nasze dawne grzechy są przebaczone, ale jeśli pojawią się nowe grzechy, mogą być przebaczone przez świętą krew naszego Pana.

Po drugie – to bardziej pytanie: czy my chcemy coś dać Bogu? Czy teraz, gdy on nas przyjął do swojej rodziny, do rodziny Bożej; to czy mamy takie poczucie wdzięczności, pragnienie, by zrobić coś dla Niego? I czy coś możemy dać Stwórcy wszechświata?

Słowo Boże jest w tej sprawie w pełni zrozumiałe:

Przysłów 23:26 – „Synu mój, daj mi serce swoje, dróg moich niech strzegą twe oczy.”

Córko też. Bóg mówi do kobiet to samo. Córko, daj mi serce swoje!

Rzymian 12:1-2 – „Proszę więc was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali wasze ciała jako ofiarę żywą, świetą, przyjemną Bogu, to jest wasza rozumna służba.
A nie dostosowujcie się do tego świata, ale przemieńcie się przez odnowienie waszego umysłu, abyście mogli rozeznać, co jest dobrą, przyjemną i doskonałą wolą Boga.”

Co to znaczy postawić samych siebie żywą ofiarą Bogu? To jest tak, jakby odłożyć wszystkie rzeczy, które posiadamy. Mój portfel, telefon, komputer, samochód, ubranie, mój czas, zdolności, wszystko co mam położyć przed Bogiem.

Na końcu sam się mogę położyć, oczyszczony krwią Jezusa przed Bogiem i powiedzieć: Panie Boże, oddaje ci samego siebie w Jezusie Chrystusie. „Jestem twój”. Tylko co Bogu po mnie, gdy tak będę leżał, i po co Bogu mój komputer, samochód i portfel?

Po co to Bogu? Bóg mówi: wstawaj, „co masz w ręku swoim?”, bierz to wszystko, ale teraz, gdy będziesz tego używać to pamiętaj, że to wszystko jest moje. Rób to, co podoba się Bogu. To jest twoja nowa wola. Co to znaczy? Nowa wola to mocne pragnienie czynienia rzeczy, których pragnie Bóg, nawet jeśli one nie zgadzają się z tym, co przyjemne dla ciała; z tym, co modne na świecie, co lubiane w oczach bliskich.

Wyobraźmy sobie pewne miasto. Nowa wola to burmistrz tego miasta, a miasto to my sami. Nasz umysł to zarząd miasta z różnymi funkcjami. Jest tam policja, straż pożarna, administracja. No dobrze, burmistrz chce coś od policji – ale policja nie chce tego zrobić. Nasz stary umysł się buntuje, nasze ciało się buntuje. Burmistrz znowu wydaje polecenie.

Wydaje jakieś nowe postanowienie, ale administracja miasta odmawia. Zaczynają się zwolnienia, reformy, wielkie zmiany. Może to być bolesne, trudne, to może być ostra walka (starego z nowym). Tylko, że miasto jest teraz pod dobrym, uczciwym burmistrzem, więc powinno się coś zmieniać.

Jeśli nowa wola nas nie zmienia, to coś chyba jest nie tak. Czy nowy burmistrz na pewno działa? Przecież nowa wola znaczy tyle, że postanawiam odtąd przeżyć całe życie dla Bożej chwały. Jednak nie ma co się tutaj poddawać. Trzeba tylko naprawdę dobrze się zastanowić czy ja pokutuję za moje grzechy, czy wierzę w Jezusa Chrystusa i czy oddałem moje życie Bogu; a jeśli się oddaliłem, to czy chcę wrócić i wracać, choćby . Bóg obiecuje pomoc, mówi w Księdze Izajasza 57:15 – „ja jestem z tym, który jest skruszony i uniżony w duchu, aby ożywić ducha pokornych i ożywić serca skruszonych.”

My się nie musimy martwić, w jakim stanie i w ilu kawałkach jest dzisiaj nasze serce. Myślmy tylko o tym, czy to serce chcemy włożyć w ręce Pana Boga w całości. Bo jeśli tak, to on je poskłada, on ożywi nasze serca. Tak mówił George Mueller (bardzo ciekawa postać z historii chrześcijaństwa): „To cudowne, co Bóg potrafi zrobić z rozbitego serca, jeśli tylko dostanie wszystkie jego kawałki.”

Jak czytaliśmy, ta ofiara opisana w Liście do Rzymian 12:1 ma być „żywa”. Bóg chce, żebyśmy robili coś dla niego. Działali w jego sprawie. Działajmy. Pojawią się upadki i pomyłki, ale to nic, działajmy najlepiej i najmądrzej jak potrafimy.

Róbmy coś dla naszego Zbawiciela. Nie wińmy siebie zbyt mocno za to, że ciało jest słabe. Znów wraca przykład miasta: to, że policjant nie zachował się jak należy, nie jest winą burmistrza… Pewien ewangelista, Benjamin Barton, powiedział: „Ciało jest słabe, a nawet grzeszne do samego końca. Nie jesteśmy w stanie żyć tak, jak byśmy chcieli”.

Ale co możemy robić? Możemy ciągle próbować dalej, ciągle przychodzić do Boga, ciągle wracać do Słowa. Dziecko, które uczy się chodzić, nie może sobie powiedzieć: odpuszczam, mam dość. Ta wola chodzenia jest silniejsza. I my też musimy próbować dalej. Co byście powiedzieli o człowieku, który miał 200 zł. Złodzieje zabrali mu 100 złotych, a on mówi: „Zabrali 100 zł, to chyba te drugie 100 zł też wyrzucę”. Niektórzy chrześcijanie tak myślą: „Tyle zwycięstw mnie ominęło. Znów ciało robi swoje. Znów upadłem. Po prostu poddaje się, już nie dam rady!”

To nie ma tak być! Możemy przegrywać każdego dnia. Gdybyśmy byli doskonali, to byśmy byli już w raju! Pytanie brzmi: Czy chcesz robić takie lub inne zło, czy chcesz grzeszyć? Czy chcesz żyć dla własnego „ja” albo dla rzeczy tego świata? Jeśli nie chcesz, to stan twojego serca jest dobry. A to znaczy, że Bóg ciebie nie skreśla. Tylko trzeba dalej walczyć. I pamiętać, że zwycięstwo jest w ręku Pana.

1 Księga Samuela 17:45 – „Wtedy Dawid odpowiedział Filistynowi [był to Goliat]: Ty przychodzisz do mnie z mieczem, włócznią i tarczą, a ja przychodzę do ciebie w imię PANA Zastępów, Boga wojsk Izraela, któremu rzuciłeś wyzwanie.”

1 Księga Samuela 2:9 – „Bóg strzeże stóp swych świętych, a bezbożni zamilkną w ciemności, bo nie swoją siłą zwycięży człowiek.”

Dochodzimy teraz do najważniejszego. Jest oczywiście wiele spraw, które możemy wykonać dla Pana. Wiele możemy zdziałać. Co jest jednak tak naprawdę najważniejsze w życiu chrześcijanina? Już coś o tym mówiłem na początku, ale streszczę to w jednym słowie. Miłość. Bo to właśnie chce w nas wypracować Bóg.

Zobaczmy jak o tym pisze apostoł Jan. 1 List Jana 4:7-12 – „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, gdyż miłość jest z Boga i każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Ko nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. Przez to objawiła się miłość Boga ku nam, że Bóg posłał na świat swego jednorodzonego Syna, abyśmy żyli przez niego. Na tym polega miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że on nas umiłował i posłał swego Syna, aby był przebłaganiem za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my powinniśmy się wzajemnie miłować. Boga nikt nigdy nie widział, ale jeśli miłujemy się wzajemnie, Bóg w nas mieszka, a jego miłość jest w nas doskonała.”

– I wersety 16-18 – „My poznaliśmy i uwierzyliśmy w miłość, którą ma Bóg do nas. Bóg jest miłością, a kto trwa w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim. W tym jest doskonała miłość w nas, abyśmy mieli ufność w dniu sądu, że jaki on jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie. W miłości nie ma lęku, ale doskonała miłośc usuwa lęk, bo lęk przynosi udrękę, a kto się boi, nie jest doskonały w miłości.”
Miłość, trochę nadużywane, wyświechtane słowo.
Ktoś powiedział, że miłość jest sumą wszystkich zalet.
Jeśli czegoś mi brakuje, to nie mam miłości w pełni. Jeśli nie mam cierpliwości, dobroci, czystości, sprawiedliwości, nadziei… to nie mam doskonałej miłości.

Jak rozwijać miłość?

Po pierwsze, patrzeć na Jezusa i na tych, którzy idą za Jezusem, ale przede wszystkim na Niego. A jeszcze bardziej na Boga Ojca, który umiłował nas najbardziej na świecie. Który z miłości dał swojego Syna na świat i z miłości przygotował plan zbawienia i całe piękno tego świata. On jest święty i doskonały.

Po drugie, uczyć się tej miłości co dzień. List Jakuba 1:4 – „Cierpliwość zaś niech dopełni swego dzieła, abyście byli doskonali i zupełni, niemający żadnych braków.” Cierpliwa praca nad charakterem to najważniejsza rzecz dla każdego z nas. Nie chodzi wcale o wiedzę;  o to, żeby idealnie rozumieć doktryny, chronologię i typy. Nie chodzi wcale o głoszenie. Nie chodzi o to, ile godzin spędzimy opowiadając ewangelię drugim. Czy mówię, że to nie jest ważne? Nie mówię tak. To jest ważne. Tylko, że najważniejsze jest to, czy kocham Boga nade wszystko (z całego serca, duszy, myśli i z całej siły) i czy kocham bliźniego jak siebie samego, i czy kocham moich braci i moje siostry w Panu tak bardzo, że chcę dla nich rezygnować z własnej wygody, z własnych upodobań, czasem ze swojego egoizmu.

Chrześcijański charakter. To temat rzeka. To najważniejszy temat naszego życia i nigdy nie myślmy inaczej. Jak się podobać Jezusowi? Gdy ktoś poznaję Ewangelię, ma jeszcze nierozwinięty charakter. Można powiedzieć, że wszyscy mamy skłonność albo do mocnej przesady, albo do mocnych braków i dlatego czasami tak trudno nam się porozumieć, bo jesteśmy różni. Zobaczmy jak bardzo jesteśmy skrajni, gdy przychodzimy do Pana:
– jeden myśli o sobie za nisko, a drugi za wysoko, ale mało kto ma dobrą samoocenę…
– jeden lekceważy swój wpływ, a drugi jest zadufany w sobie, ale mało kto jest skromny
– jeden jest bardziej szorstki, a drugi bardziej fałszywy, ale mało kto jest naprawdę szczery
– jeden jest leniwy, drugi się zamartwia (lub też ‘pracoholik’), a mało kto jest pracowity
Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Jak stawać się bardziej podobnym do Jezusa?
W chrześcijańskim charakterze są cechy najważniejsze. Takie, z którymi nie można przesadzić i które zawsze powinny być na pierwszym miejscu; należą do nich:
1 – WIARA                                                    5 – POBOŻNOŚĆ
2 – NADZIEJA                                               6 – MIŁOŚĆ BRATERSKA / gr. filadelfia /
3 – SAMOKONTROLA                                7 – MIŁOŚĆ OFIARNICZA, BEZINTERESOWNA
4 – CIERPLIWOŚĆ                                       / gr. agape /  —– (2 Piotra 1:5-7, 1 Kor. 13:13)

Są też zalety ważne, dobre cechy, które w rozsądnym zakresie są bardzo potrzebne; jest ich więcej, ale wymienię tylko siedem jako przykład:
1 – SZACUNEK DO SAMEGO SIEBIE                                5 – SKRYTOŚĆ
2 – POTRZEBA DOBREJ OPINII U DRUGICH                  6 – PRZEZORNOŚĆ
3 – UMIŁOWANIE SPOKOJU                                             7 – WOJOWNICZOŚĆ
4 – OSTROŻNOŚĆ

Jeśli zalety, które określamy jako ważne, nie są rozwijanie, to ostatecznie – w ich miejsce – mamy wady.
Jeśli zalety, które określamy jako ważne, są rozwijane przesadnie, wypaczone aż do krańcowości, to też stają się wadami.

Kiedy jednak zalety ważne są rozwijane, ale i odpowiednio tłumione przez zalety (naj)ważniejsze, powstają inne dobre cechy charakteru. Np. takie UMIŁOWANIE SPOKOJU (To bardzo dobra cecha, bo bez niej człowiek się ciągle zamartwia, nie ma pokoju ducha). Co jednak robić, żeby to się nie zmieniło w LENISTWO? Jak wypracować zamiast niego PRACOWITOŚĆ? Trzeba użyć MIŁOŚCI i WIARY, które rozkażą nam pewne działania (pomimo umiłowania spokoju), a potem SAMOKONTROLI i CIERPLIWOŚCI by nie zrezygnować z decyzji o tym działaniu i wykonać je. (np. pomóc komuś, zbadać coś)

Ciekawy jest przykład WOJOWNICZOŚCI. Jest ona bardzo potrzebna, ale nieograniczana prowadzi do wielkiego zła. Brak wojowniczości to tchórzostwo, albo „pokój za wszelką cenę”, uleganie drugim. Jednak nadmiar wojowniczości to kłótliwość, gniew i złośliwość. Jedyny sposób na tę cechę to rozwijać i ograniczać wojowniczość przez wiarę, nadzieję, samokontrolę, cierpliwość, pobożność, miłość braterską i miłość bezinteresowną. Wtedy poza zdrową wojowniczością, pojawi się jeszcze SPOKÓJ i WYZBYCIE SIĘ URAZY. A główna energia tej wojowniczości uderzy w nasze własne wady.

Jest taka metoda ograniczania zła przez jakiekoolwiek inne dobro, a nawet coś neutralnego. My często chcemy się pozbyć wady, ale życie nie cierpi pustki, trzeba coś w to miejsce wstawić.

Mam nadzieję, że te rozważania okażą się pomocą w ustaleniu gdzie my jesteśmy. No i w robieniu następnych kroków w życiu z Bogiem. Jeśli mamy skłonność do zniechęcenia to patrzmy na apostoła Piotra. Zobaczmy, ile u niego było upadków, ale że zawsze z nich prędzej czy później powstawał. Może niektórzy z nas mają w sobie więcej Piotra, a inni więcej apostoła Tomasza (czyli więcej wątpliwości). Możemy się różnić. Ktoś mądrze powiedział: „Zbór to nie muzeum dla świętych, ale szpital dla grzeszników”. Ktoś inny powiedział: „Nie skreślaj ludzi tylko dlatego, że grzeszą inaczej, niż ty”. Miejmy to na uwadze. Ale nie zgadzajmy się na grzech w nas samych. Grzech może się nam przydarzać, ale nie róbmy dla niego miejsca i nie starajmy się usprawiedliwiać samych siebie. Niech dobry Bóg Was wszystkich błogosławi w Jezusie Chrystusie, naszym Panu, amen.

ZOBACZ TEŻ: ABC chrześcijańskiego rozwoju… [CZĘŚĆ 2]

1 thought on “ABC chrześcijańskiego rozwoju…”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.