Przypowieść o siewcy

Zapraszamy do wysłuchania wykładu na temat Przypowieści o siewcy powiedzianej przez naszego Pana Jezusa i zapisanej w Ewangelii wg Mateusza 13:3-8. Dla tych, którym wygodniej jest czytać niż słuchać, udostępniamy też notatki.

siewcaI mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:

«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.
Kto ma uszy, niechaj słucha!».

Jest to jedna z niewielu przypowieści Jezusa osobiście wyjaśniona przez Niego uczniom (18-23). Wygłoszona spontanicznie, z łodzi (1-2), a natchnieniem być może był człowiek siejący ziarno gdzieś na polu.

Ilustruje metodę Boga w wyszukiwaniu klas ludu Bożego przed Wiekiem Tysiąclecia: rzucenie ziarna i pozostawienie, by albo urosło i przyniosło plon, albo obumarło (z czego ważna lekcja dla nas).

Nasieniem jest prawda o Królestwie.

Siewca to Jezus, Apostołowie, 70 uczniów i wszyscy pozostali aż do dzisiaj, siejący to samo poselstwo Królestwa (nie inne, nawet jeśli bardzo podobne).

Gleba to stan serca każdego słuchacza.

Plon to charakter rozwinięty w wyniku tego siania lub brak takiego rozwoju, zależnie od rodzaju gleby. Charakter podobny do Chrystusowego jedynym biletem do Królestwa („kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest jego” – Rzym.8:9; 1 Kor. 13:1-3).

W sumie 4 rodzaje – 3 złe i tylko jedna dobra, z czego wniosek, że większość głoszenia prawdy o Królestwie w obecnym świecie, nie przynosi efektu, lecz marnuje się, gdyż prawda przynosi plon tylko w pewnym rodzaju serc.

4: „A gdy siał, padły niektóre ziarna na drogę
i przyleciało ptactwo i zjadło je”.

Najgorszy rodzaj gleby, na której ziarna nie zdążyły zapuścić nawet malutkiego korzonka, bo od razu wydziobały je ptaki. Czy to znaczy, że gleba ta pokazuje najgorszych ludzi? Na pewno są najgorsi dla wyborczych celów WE, ale czy także pod każdym innym względem?

Zacznijmy od wyjaśnienia samego Jezusa: w.19.

W wersji Łukasza jest dodatkowy szczegół (8:12 – „aby nie uwierzyli i nie byli zbawieni”). Podsumujmy zatem obydwa wersety: słuchają, nie rozumieją, przychodzi diabeł i zabiera ziarno, w wyniku czego nie wierzą i nie zostają zbawieni.

Teraz rozważmy główny problem tej gleby – zdecydowanie większości rodzaju ludzkiego. Nie musi nim być zły stan gleby czy też jej płytkość! Gleba pod drogą może być bardzo głęboka i bardzo dobrej jakości pod uprawy. Co więc jest z nią nie tak?

Jest twarda, udeptana przez ludzi lub ujeżdżona przez pojazdy i cokolwiek się na niej posieje, będzie tak po prostu leżało; nie wniknie w twardą powierzchnię, by zapuścić korzeń, lecz stanie się łupem ptaków lub wyschnie.

Oto prawdziwy stan tej ziemi: ludzie o sercach jak ubita droga niekoniecznie są źli, twardzi, nieczuli, pełni zła itp.(chociaż tacy też tam są). Ich główny problem to brak reakcji na prawdę, obojętność, brak zainteresowania; oni nie rozumieją prawdy, nie widzą potrzeby dla niej w swoim życiu ani jej znaczenia dla nich. Mogą jej słuchać, ale ona nie robi na nich wrażenia = nie wnika w nich, nie wzbudza ich osobistego zainteresowania i nie przykuwa uczuć ani myśli; nie jest im bliska, nie chwyta ich za serce.

Ich uwagę bardziej przykuje coś, co może pomóc im w interesach, pozwoli zarobić pieniądze, spędzić gdzieś miło czas, pojechać w ciekawe miejsce na wczasy lub podnieść poziom życia (np. nowy TV, komórka, sadzonki do ogrodu, ciuchy).

Co tak mocno, twardo ubiło ich serce? Zazwyczaj nie oni sami osobiście, bo nie zdążyliby w tym życiu. Zrobiły to pokolenia ich przodków, a oni jedynie otrzymali taki ubite serce w genach.

Nawet jeśli ktoś taki przez chwilę pomyśli, że może dobrze byłoby nieco zbliżyć się do Boga i zainteresować tym, co On ma do powiedzenia, to zwykle odkłada to na jakiś późniejszy czas, i zanim do czegokolwiek dojdzie, codzienne życie i jego sprawy wydziobią ten odruch ku Bogu, bo ziarno upadło tylko na serce, lecz nie do jego wnętrza.

Taki jest stan ogromnej większości ludzkości, przyszłej klasy restytucyjnej, która w tym życiu nie przyniesie żadnych owoców pod kątem Królestwa (jak wyjaśnia Łuk. 8:12: nie uwierzą i nie zostaną zbawieni).

Jaka dla nich nadzieja? Co może zmiękczyć ich kamienny stan? Oczywiście pług ucisku, tak by najpierw przeorać twardość ich serca, z powodu którego nie mogą teraz wydać dobrego plonu.

5-6: „Inne zaś padły na grunt skalisty, gdzie nie miały wiele ziemi, i szybko powschodziły, gdyż gleba nie była głęboka. A gdy wzeszło słońce, zostały spieczone, a że nie miały korzenia, uschły”.

I znowu zaczynamy od wyjaśnienia Jezusa, tym razem wystarczy sam Mateusz (w.20-21).

Czyli słuchają (jak ci pierwsi), ale dodatkowo z radością przyjmują i szybko dają wzrost, ale nie mają korzenia, więc w niekorzystnych warunkach – obumierają.

Przewaga tej grupy nad poprzednią jest taka, że po wysłuchaniu słowa poszli dalej – przyjęli je, a ono zapuściło korzeń w ich sercu; jakoś wpłynęło na ich życie,.

Klasa ta skupia się jednak tylko na jednej, tej radosnej dla ziemskiego człowieka stronie życia dzieci Bożych – perspektywie zbawienia, bez gotowości ponoszenia jakichkolwiek kosztów związanych z byciem dzieckiem Bożym. Są bardziej fanami Jezusa, niż Jego naśladowcami; nie przyjmują do wiadomości:

  • że pomiędzy radosnymi momentami a ostatecznym zbawieniem są jeszcze pokusy, z którymi trzeba walczyć i pokonywać;
  • że w życiu pojawią się różne próby i doświadczenia, które można przeżyć i przetrwać tylko dzięki mocnemu trzymaniu się Boga i Jezusa;
  • że czasem trzeba odciąć prawą rękę i wydłubać prawe oko;
  • iść za Bogiem pod prąd, nie rozumiejąc, co się wokół nas dzieje;
  • skoczyć w ciemną studnię, której dna nie widać i może w ogóle go tam nie ma, a jedyny dowód, że jest, to obietnica Boga i Jezusa, że jeśli będziemy wierni, Bóg nie dopuści na doświadczenia ponad nasze siły, a wszystkie rzeczy – te przyjemnie i te mniej przyjemne dla starego Adama – wspólnie będą działały dla naszego duchowego dobra!

Ta klasa nie zdaje sobie jednak z tego wszystkiego sprawy i gdy takie trudności się pojawiają, rezygnuje, umiera dla Boga.

Nie ma jednak żadnej innej drogi do rozwoju charakteru jak liczne, bardzo liczne próby najwyższego oddania dla Boga i Jego spraw („przez wiele ucisków”). List tych ucisków jest dość długa, a w naszej przypowieści pokazana jest w działaniu palącego słońca: straty, rozczarowania, ograniczenia, wady nasze własne oraz drugich, kary, nieporozumienia, różnice, opozycja, błąd, konflikty, trudności, niedostatek, zmęczenie, ubóstwo, niepopularność, zazdrość, nienawiść, smutek, ból, choroby, prześladowania, podziały, wykluczenia.

Jezus wyjaśnia, że problemem tej grupy jest powierzchowność: zaraz pod powierzchnią chrześcijańskiej ogłady jest twarda skała. Chcieliby mieć Chrystusa, gdy On głaszcze ich po policzku, ale nie chcą Go, gdy ich smaga. Idą za Panem, gdy im daje, ale nie mogą wierzyć w Boga, który zabiera. Mogą błogosławić Pana, gdy ich wzbogaca, ale zupełnie nieznana jest im wiara Joba, która potrafi stwierdzić: „Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione”.

Nie przyszli do Jezusa jako ci „spracowani i obciążeni” walką z grzechem, której nie potrafili wygrać, bo takiej walki nigdy nie prowadzili. Nigdy nie przeżyli też prawdziwej pokuty, od której rozpoczyna się powrót do Boga przez Jezusa.

Są jak ludzie, którzy zostali uleczeni, zanim zrozumieli, że są chorzy; jak nadzy, którzy zostali ubrani, zanim zorientowali się że nie mają ubrań; jak nakarmieni, zanim poczuli głód. Jak ktoś taki może cenić to, co dostał, wcale tego nie pragnąc i nie szukając?

7: „A inne padły między ciernie, a ciernie wyrosły i zadusiły je”.

Wyjaśnienie Jezusa znajdziemy w w. 22.

W tym przypadku ziemia okazuje się dużo lepsza niż wcześniej, bo coś na niej rośnie – pszenica i ciernie (w Izraelu ciernie rosną na dobrej glebie, na polu pszenicznym). Problem polega tylko na tym, że ciernie rosną szybciej niż pszenica i zaduszają pszenicę.

Gdy porównamy zapisy wyjaśnienia Jezusa z Mateusza, Marka i Łukasza, zauważymy, że wymieniają one w sumie cztery różne rodzaje cierni, które gaszą ducha poświęcenia (Mat.13:22; Mar.4:18,19; Łuk.8:14):

(1) troski tego świata w znaczeniu codziennych życiowych spraw – Mat. 6:31.

(2) ułuda bogactwa, przy czym większym problemem jest nie samo posiadanie bogactw, co ich pragnienie, dążenie do ich zdobycia i związane z tym pułapki (Mar.10:24; 1 Tym.6:10).

Jezus powiedział, że „łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego”.

Jeśli ktoś bogaty w dobra tego świata naprawdę pragnie i wygląda Królestwa, daje tym dowód prawdziwej miłości do prawdy i sprawiedliwości niż biedny, który może (choć nie musi) pragnąć Królestwa samolubnie – tylko dla poprawienia swego losu, a nie z miłości do zasad Królestwa – prawdy, jej ducha i sprawiedliwości (pokrzywdzeni tak długo walczą o sprawiedliwość, dopóki są wykorzystywani przez rządzących – gdy sam zaczną rządzić, postępują niesprawiedliwie wobec innych).

(3) pożądanie innych rzeczy (tego, czego jeszcze nie mamy, a widzimy, że inni mają) – pragnienie typowe dla upadłego człowieka, który nigdy, ale to nigdy, nie jest zbyt długo zadowolony z tego, co ma, lecz ciągle pragnie czegoś nowego.

Dla dziecka Bożego rada Apostoła jest, by „poprzestawać na tym, co posiadamy (Żyd.13:5) i nie wzdychać do rzeczy, których nie mamy, nawet jeśli mają je inni..

Wieczne wzdychanie i narzekanie na nasz los niszczy zdrowie fizyczne i duchowe (cichość, cierpliwość, uprzejmość, miłość braterską i bezinteresowną; osoba niezadowolona nigdy nie będzie pobożna).

Traktujmy nasz stan posiadania jak pogodę: bądźmy zadowoleni z takiej, jaka jest, bo to nie my ją stworzyliśmy i to nie my możemy ją zmienić.

(4) rozkosze / przyjemności życia = to, co podoba się ciału, niekoniecznie grzeszne rzeczy, choć oczywiście przede wszystkim one, zgodnie ze słowami Pawła z Rzym.8:13: „Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie; ale jeśli Duchem sprawy ciała umartwiacie, żyć będziecie”.

Dzieje się tak wtedy, gdy naszą wolą kontrolują pragnienia typowe dla cielesnego człowieka, z których przecież  zrezygnowaliśmy. Nie oznacza to, że musimy rezygnować ze wszystkiego, co przyjemne dla starej ludzkiej natury; oznacza tylko i aż, że zaspokajanie tych pragnień nie może być czynnikiem kontrolującym w naszym życiu, gdyż w takim przypadku rzeczy te stają się cierniami w naszym sercu, które mamy tylko jedno i nie pomieści ono jednego i drugiego – cierni i pszenicy.

Z tych wszystkich rzeczy możemy korzystać, jeśli służą one naszemu byciu w prawdzie, sprawiedliwości i świętości. Jeśli zaczynają dusić plon pszenicy, znaczy to, że odgrywają za dużą rolę i że w związku z tym musimy zacząć odrywać od nich  nasze uczucia i skupiać na rzeczach duchowych. Dobrą zachętą będzie uzmysłowienie sobie dwóch faktów:

  • że rzeczy te są , że tymczasowe;
  • że nawet jeśli je zdobędziemy, i tak nie przyniosą nam zadowolenia (Mat. 6:19-21).

Jedyną drogą do szczęścia jest świadomość pozostawania w harmonii z Bogiem i Jego zasadami, bo to On nas stworzył i tylko w harmonii, zgodzie z Nim i Jego prawem człowiek może naprawdę czuć się szczęśliwy (wszelkie inne odczuwanie szczęście jedynie tymczasowe i złudne – por. celebrytów, którzy z ludzkiego punktu widzenia mają wszystko, ale i tak nie są szczęśliwi).

8: „Jeszcze inne padły na dobrą ziemię i wydały owoc, jedne stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny”.

Najlepsza gleba, której nie trzeba orać, dostatecznie głęboka i wolna do cierni, ale nawet i tu występują trzy różnice w owocowaniu – 30, 60 i 100 razy.

Od czego zależy wielkość naszego plonu? Od naszej miłości do Boga, bo im bardziej Go kochamy, tym więcej jesteśmy w stanie zrobić, by Mu się przypodobać, i tym szybciej pozbywamy się złych cech, o których wiemy, że Jemu się nie podobają.

Porównajmy wyjaśnienie Jezusa z każdej Ewangelii:

Mateusz (13:23) mówi, że posiany na dobrej ziemi „słucha Słowo i rozumie je”.

Marek (4:20), że „słucha i przyjmuje” je.

Łukasz (8:15), że „szczerym i dobrym sercem słyszą i zachowują, i w wytrwałości wydają owoc”.

Każdy z nich dodaje coś ważnego, co pomijają inni.

Mateusz zwraca uwagę na podstawową potrzebą słuchania ze zrozumieniem treści, jaka została zamierzona przez mówiącego. Dlaczego to ważne? Bo wielu słucha, lecz wyciąga inne myśli od tych, jakie są zawarte w słuchanej / czytanej treści.

Jezus zwraca na to uwagę w Łuk.8:18: „Baczcie więc, jak słuchacie” – jaki macie stan serca, bo samo słuchanie nie wystarczy, by usłyszeć to, co rzeczywiście jest mówione. Czy słuchasz / czytasz po to, by dowiedzieć się, co Bóg ma do powiedzenia, by poznać prawdę, czy też po to, by znaleźć coś na poparcie swoich tez, które powstały niezależnie od Słowa Bożego, a ty jedynie szukasz biblijnych argumentów na ich poparcie?

A może powiedziałeś coś, co okazuje się błędem, ale ty zamiast uznać ten fakt, przeprosić i wycofać się z tego, wolisz szukać dowodów na poparcie nieprawdy, bo brakuje ci charakteru, by przyznać się do pomyłki?

Marek podaje „słucha i przyjmuje”. Pod „słucha” ma zapewne na myśli wszystko to, co stwierdza Mateusz (słucha z właściwym zrozumieniem treści), po czym przyjmuje to w podanej formie, nawet jeśli z jakiegoś powodu nie podoba się to jego staremu Adamowi; czyni tę prawdę swoją własną, adresowaną przez Boga osobiście do niego, tak jak gdyby nie było żadnych innych odbiorców.

Łukasz podaje najwięcej szczegółów. Najpierw wspomina o „słuchaniu szczerym i dobrym sercem”. Bóg przewidział prawdę tylko dla tych o dobrym sercu i nikt inny tak naprawdę jej nie pozna, nawet jeśli będzie mu się wydawało, że ją zna. Człowiek o dobrym sercu woli stanąć po stronie prawdy; człowiek o złym sercu woli, by to prawda stanęła po jego stronie. Oto cała różnica!

Taki człowiek „zachowuje” też prawdę. Nie zrezygnuje z niej, bez względu na cenę, jaką przychodzi mu za to zapłacić. Jest nie tylko słuchaczem prawdy, ale i jej czynicielem, także wtedy, gdy postępowanie zgodnie z zasadami prawdy jest bolesne dla jego człowieczeństwa.

Na koniec Łukasz dodaje, że osoby takie „w wytrwałości wydają owoc”. Ostatni element, ale taki, bez którego nie będzie sukcesu – wytrwałość, cierpliwość, a to oznacza długi upływ czasu, nim pojawią się pożądane owoce – długa, wieloletnia praca na efekty.

Niech każdy z nas zbada samego siebie, jaką jest ziemią: głęboką czy płytką na skale? Czy są jakieś ciernie utrudniające wzrost pszenicy? Jeśli okaże się, że nie ma i że ziemia jest wystarczająco głęboka, pozostaje jeszcze kwestia, jaki plon przynosimy? Czy przynajmniej 30-krotny?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *