Świadectwo brata Jolly’ego na temat „Boskiego planu wieków”

Raymond Grant Jolly

Raymond G. Jolly był redaktorem naczelnym czasopisma „Teraźniejsza Prawda” w latach 1950-1979. Poniższe świadectwo umieszczono w numerze 382, listopad 1987. Redaktor opowiada w nim o swoich pierwszych kontaktach z Ewangelią Królestwa.

W swej Ojcowskiej mądrości i czułej trosce o nas Bóg pozwolił nam poszukiwać prawdy i borykać się aż do lata 1909 roku, gdy — chwała Jego świętemu imieniu — On dal nam odpowiedź przez „sługę wiernego i roztropnego” (Mat. 24:45—47; Łuk. 12:42—44) w Wykładach Pisma Świętego, wówczas nazywanych „Brzask Tysiąclecia”.

OBECNOŚĆ NA ZEBRANIU W SALI TAŃCA

W 1908 roku nieświadomie sprzeciwialiśmy się Prawdzie i innych pociągaliśmy w tym za sobą. Kiedyś zauważyliśmy ogłoszenie o mającym się odbyć publicznym biblijnym wykładzie w sali tanecznej Easton o godz. 3 po południu. Mówca nazywał się Fred Williamson. Tego dnia w czasie studenckiego obiadu wyłoniło się pytanie jaki rodzaj biblijnego wykładu będzie dany w sali tańca. Odpowiedź brzmiała: „Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego tam nie idziecie?” „Kto pójdzie ze mną?” zapytaliśmy. Kilku odpowiedziało i cała grupa poszła.

W długim kazaniu słyszeliśmy jak mówca w oparciu o Pismo Święte starał się dowieść, iż jest nadzieja w przyszłym życiu dla niektórych nie zbawionych zmarłych. W zamykającej spotkanie pieśni brzmiały słowa „Grzesznicy naprawią swoje postępowanie” — „w niedalekiej przyszłości”. Zwróciliśmy towarzyszom uwagę na te słowa jako (jak wówczas błędnie rozumieliśmy) przeciwne zapisanym w 2Kor. 6:2: „oto teraz dzień zbawienia” i zachęciliśmy ich do zabrania przygotowanej na stole bezpłatnej literatury. Na zakręcie ulicy otworzyliśmy pojemnik na śmieci i wrzuciliśmy ją do środka. Wierzyliśmy, iż w ten sposób uwolniliśmy się od zwodniczej i błędnej literatury. Ci drodzy bracia, którzy zorganizowali to spotkanie musieli pomyśleć, że wzbudzili wielkie zainteresowanie wśród nas, studentów wyższej uczelni!

JAK ZROZUMIELIŚMY PRAWDĘ NA CZASIE

Wierząc nadal w otrzymanie biblijnej, rozumnej i zadowalającej odpowiedzi na liczne nasze pytania w poszukiwaniu Prawdy, zdaliśmy wstępne egzaminy na Uniwersytet Harwardzki, ale dzięki Bogu, miał On inne i lepsze plany dla nas. Podczas wakacji w 1909 roku pracowaliśmy jako sprzedawca w Hackettstown, N. J., aby zarobić na opłacenie uczelni. Zamieszkaliśmy w jakimś pensjonacie i rozmawialiśmy tam z pewnym bratem kolporterem (z którym później razem zajęliśmy się kolporterstwem), który też w nim mieszkał i wyjeżdżając pozostawił komplet książek Brzask Tysiąclecia (tak dawniej nazywano Wykłady Pisma Świętego) mówiących o czasie wielkiego ucisku, jaki według Biblii miał wybuchnąć w 1914 roku. Ponieważ mieliśmy zamiar pełnić służbę zagranicznego misjonarza, byliśmy żywotnie zainteresowani tym przedmiotem.

Pewnego dnia padał deszcz tak bardzo, że nie można było pracować na dworze. Poprosiliśmy o te książki, aby je przejrzeć. Oczywiście zaczęliśmy od tomu II. W przedmowie jest powiedziane: „Nie możemy zbyt gorliwie nalegać na czytelnika, aby przed rozpoczęciem czytania tomu Nadszedł Czas poznał Plan Wieków. Studiowanie tej książki bez uprzedniej wiedzy o ogólnym charakterze spodziewanych wydarzeń, byłoby gorsze niż strata czasu”.

Na początku zignorowaliśmy tę dobrą radę ale Pan wkrótce przekonał nas o jej mądrości. Wróciliśmy więc do tomu I. Rozdział pierwszy był bardzo interesujący dla przyszłego misjonarza. Od ponad dwóch lat wygłaszaliśmy niedzielne kazania jako kaznodzieja pomocniczy kościołów w Pensylwanii i New Jersey. Byliśmy więc zadowoleni z rozdziałów drugiego i trzeciego, dawały nam bowiem świetny materiał do kazań. Od rozdziału czwartego podziwialiśmy wspaniałe odkrywanie Prawdy na czacie, mocno i harmonijnie opartej na Słowie Bożym. Z tej jednej książki dowiedzieliśmy się więcej o rzeczywistej prawdzie biblijnej niż z wszystkich dotąd przeczytanych w naszych wcześniejszych ćwiczeniach teologicznych. W ciągu trzech tygodni dokończyliśmy wstępne studia trzech tomów. Potem pozałatwialiśmy swoje świeckie zobowiązania i wróciliśmy do domu rodziców w Orangeville, gdzie znaleźliśmy czas na przestudiowanie następnych trzech tomów w swojej sypialni. W taki sposób Bóg udzielił odpowiedzi na nasze zawiłe pytania.

RODZICE SAMI WCZYTALI SIĘ W PRAWDĘ

Jak przedstawić rodzicom Prawdę na czasie było nie lada problemem, bowiem niestosowne było, aby syn był nauczycielem swoich rodziców. Modliliśmy się do Boga o mądrość. Od dzieciństwa nosiliśmy okulary z powodu słabego wzroku a matka, aby syna oszczędzić często nam czytała.

Zapytaliśmy ją wówczas czy nie zechciałaby czytać dla nas książki na temat Biblii, dodając iż jej też mogłaby się podobać. Oczywiście chętnie się zgodziła. Często, gdy usłyszeliśmy ojca powracającego od chorych i wyprzęgającego konia z powoziku, prosiliśmy ją o czytanie tomu I. Ojciec wchodząc do mieszkania mówił: „Widzę, że matka czyta dla ciebie, czy mogę przysiąść się do was?” Naturalnie został serdecznie zaproszony. Od czasu do czasu w trakcie czytania powstawały pytania i interesujące rozmowy. Większość pytań pozostawialiśmy do wyjaśnienia w następnych tomach.

Pewnego razu matka zauważyła: „Książka ta uczy dziwnego poglądu, dlaczego nie zaglądasz do książek prezbiteriańskich?” Odpowiedzieliśmy, że w naszych poszukiwaniach Prawdy dobrze jest zauważyć różne poglądy i sprawdzić które są najbardziej biblijne. Matka zauważyła, że książka została wydana przez Watch Tower Bibie and Tract Society i powiedziała, że doradca wizytujący ostrzegł komitet biblioteki szkoły niedzielnej przed nabywaniem książek Watch Tower i Adwentystów Dnia Siódmego. Uprzedzenie stopniowo mijało w miarę jak zagłębialiśmy się w Prawdę na czasie odsłaniająca się w pełni swej harmonijnej piękności.

Kiedy już we trójkę czytaliśmy tom II na temat biblijnej chronologii, Wielkiego Jubileuszu Ziemi i równoległych dyspensacji, ojciec, który kiedyś uczył matematyki w Orangeville Academy, zainteresował się ogromnie. Zabrał książkę do swego biura i po sprawdzeniu podanych wyliczeń uznał, że okresy czasowe podane w Biblii a dotyczące 1914 roku są prawdziwe i inne też.

Tak razem ukończyliśmy tomy I i II oraz rozdziały „Czas żniwa” i „Praca żniwa” z tomu III, gdy zrozumieliśmy, iż nadszedł czas powiedzieć rodzicom o zmianie swoich planów na rzecz służby Ewangelii. Towarzyszyłem ojcu w czasie jednej z jego dłuższych podróży do jakiegoś jego pacjenta. W drodze powrotnej powiedzieliśmy mu o pragnieniu zaangażowania się do Pańskiej pracy żniwiarskiej. Po wymianie kilku uwag ojciec zapytał: Czy w takim razie zrezygnowałeś ze studiów w Harwardzie?” Odpowiedzieliśmy: „Nie”. „Czy zrezygnowałeś z posług w kościele prezbiteriańskim?” zapytał. „Ojcze, czy mógłbym dalej nauczać błędów babilońskich, teraz gdy Pan dał mi Prawdę?” odpowiedziałem. Jedyną jego odpowiedzią było: „Hm”.

Wydawało się, że jego wizja naszej przyszłości runęła nagle. Koń z puszczonymi luźno lejcami szedł milę lub dwie a my siedzieliśmy w milczeniu. Kiedy wjechaliśmy na wzgórze u podnórza góry Knob oczom naszym okazała się piękna wieś Orangeville, ojciec ocknął się i zapytał „Czy rozmawiałeś już z matką?” Odpowiedziałem, że nie. „Dobrze” rzekł „myślę, że powinieneś to uczynić”. Zgodziłem się z nim. Matka nie przyjęła nowiny zupełnie lekko, ale po wspólnej rozmowie zgodziła się, że nasza droga była wytyczona przez Pana i dlatego najlepsza.

Wówczas udaliśmy się do Brookłynu, by spotkać br. Russella (gdy się poświęciłem miałem dwanaście lat i wówczas zostałem tylko pokropiony) i przyjąć chrzest przez zanurzenie. W Przybytku wysłuchaliśmy niedzielnego kazania br. Russella na temat chrztu i z dwunastoma innymi przyjęliśmy chrzest w wodzie.

Pierwszy tom „Wykładów Pisma Świętego” zamówić można bezpłatnie, wystarczy kliknąć tutaj.

Zobacz inne świadectwa.

1 thought on “Świadectwo brata Jolly’ego na temat „Boskiego planu wieków””

  1. Żeby się nie zagubił dołączam jeszcze list, który brat Jolly napisał do pastora C.T. Russella w roku 1910. Opowiada w nim o swoich początkowych problemach w poznawaniu Bożej prawdy (przedruk, R-4716):

    „Drogi Bracie Russell!

    Właśnie rok temu przyszedłem do poznania Prawdy. Bardzo radowałem się wieloma cudownymi Prawdami, które były dla mnie całkiem nowe, choć otrzymałem wykształcenie jako kaznodzieja i byłem nim przez trzy lata. Ukończyłem również szkoły powszechne i byłem nauczycielem przez wiele lat.

    Moje obecne otoczenie, jak również nowo zdobyte pragnienie przeniknięcia tych nowych i nieznanych pól, tej obecnie odpieczętowanej Księgi, prowadzi mnie do pragnienia rozjaśnienia tych nowych i następnych, zadziwiających Prawd. Pragnąłbym, aby do studiowania było sto tomów zamiast sześciu, i zamiast zadowalać się pilnym przyjmowaniem oraz zastosowaniem tego, co już znane, to raczej poszukiwałem nowych zdobyczy.

    Rozpocząłem przy pomocy konkordancji Stronga wyszukiwać znaczenia słów. Starałem się czynić obrazy, wyciągać typy prawie z każdego rozdziału Biblii. Próbowałem stosować znaczenie każdego właściwego nazwiska do kogoś i zwykle dochodziłem do wniosku, że to odnosi się do br. Russella. Moja zdolność poszukiwania obrazów i typów, tak się rozwinęła, że potrafiłem jedynie oczami przelecieć przez rozdział, szukając tylko obrazu tu i ówdzie, opuszczając prawie wszystkie oryginalne znaczenia i właściwe zastosowanie tekstów.

    W ten sposób Biblia, którą miłowałem stała się dla mnie całkiem próżną w odniesieniu do jej zamierzonego celu. Zamiast używać jej do zaopatrzenia się w bardzo potrzebną zbroję, ja raczej używałem jej jak ci, którzy używają obrazków z Książki Bajek braci Grimm.

    Ponieważ moje spekulacje były nieuzasadnione, więc naturalnie, były one niezgodne ze sobą. Jeden obraz doprowadził mnie do jednego wniosku, a wyglądało, że drugi zaprzeczał temu. To dawało duże zamieszanie.

    W końcu doszedłem do takiego punktu, gdzie miałem trudność odróżnić Prawdę od błędu i byłem w niebezpieczeństwie utraty Prawdy, a poświęcenia siebie do dziwactwa. Nie zdawałem sobie sprawy z wielkiego niebezpieczeństwa, w którym się znalazłem, aż dopiero niedawno temu Pan użył drogiego br. Saphore, aby wskazać mi na mój błąd. Nie mogę tego przedstawić, jak wielkim wstrząsem było to dla mnie, gdy zobaczyłem, że olbrzymia większość mego studiowania Biblii przez cały rok nie tylko okazała się niepożyteczna, lecz wywierało to negatywny wpływ nie tylko na mnie, ale i na tych, na których wywierałem mój wpływ.

    Bardzo żałuję mojego błędu i złożyłem ślub Panu, że odtąd będę ufał Jego łasce w każdej potrzebie. Będę się starał w miarę najlepszych moich możliwości bardziej gorliwie oceniać Prawdę i porzucić wszystkie spekulacje oraz czynienie typów.

    Usiłuję drogi Bracie odwrócić moje postępowanie i nauczyć się znowu rozróżniać pomiędzy faktami a teorią i nie czynić pozytywnych oświadczeń z wyjątkiem tych, o których wiem, że mogą być udowodnione, co stanowi biblijną Prawdę – zupełnie gwarantowaną i ustaloną – (Iz. 8:20).

    Artykuł z Watch Tower, z 15 września 1910 r., „Czy czytanie Wykładów Pisma świętego jest studiowaniem Biblii?”, był dla mnie wielką pomocą. Obecnie czytam codziennie przynajmniej 12 stron i staram się, aby wszelkie moje studiowanie Biblii było w ramach tego, co jest znane i dane dla nas przez Pana jako pokarm na czas słuszny.

    Obawiam się Bracie, że wielu czyni podobne pomyłki pochopnych spekulacji z powodu, których w końcu wielu się potknie. Modlę się za takimi, żeby oni mogli widzieć swoje pomyłki i wielkie niebezpieczeństwo dla tych, którzy budują się na spekulacjach. Z pewnością zobaczą, że ich spekulacje upadną. Och! Żeby nasza wiara nie była budowana na żadnych spekulacjach, jako części naszego fundamentu, ponieważ: „To jest zwycięstwo, które zwycięża świat – wiara wasza”.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *