Radujcie się zawsze w Panu; mówię ponownie, radujcie się.
Fil. 4:4
Radość jest owocem Ducha Świętego, jak o tym mówi Gal. 5:22
Radość jest łaską trzeciorzędną, czyli łaską złożoną, co oznacza, że jest złożeniem wielu łask, które stanowią jej elementy składowe, gdyż w naturalny sposób wyrasta z ich działania.
Radość można zdefiniować jako wesołość, czy też zadowolenie serca i umysłu, uniesienie serca i umysłu, SZCZĘŚCIE SERCA I UMYSŁU.
Wykład wygłoszony przez br. Marka Urbana na spotkaniu chrześcijańskim w Bydgoszczy, 27.09.2026 r.
Istnieje kilka rodzajów Radości. Jest na przykład (1) taki rodzaj radości, którego grzesznik doświadcza, oddając się swoim zepsutym upodobaniom. Taka radość jest jednak przemijająca — podobna do blasku fajerwerków, które przez chwilę świecą jaskrawo, po czym gasną w ciemności. Jest jak wezbrany potok, który gwałtownie przybiera, zalewa ziemię, lecz niesie ze sobą mętną wodę i spustoszenie. Jest też jak taniec nad jamą przykrytą kwiatami, której piękne przykrycie załamuje się pod ciężarem tancerza, a on sam spada na jej dno ku swojej zgubie. W moralnym porządku rzeczy nie może być inaczej, jak tylko tak, że ci, którzy znajdują przyjemność w niewierze, błędzie, nieposłuszeństwie wobec przełożonych, morderstwie, cudzołóstwie, rozpuście, kradzieży, oszczerstwie, chciwości, złośliwości, nienawiści, złych podejrzeniach, obmowie itd. itp., stają się nieszczęśliwi.
Istnieje również (2) samolubna i światowa radość, wynikająca z zaspokajania naturalnych skłonności samolubnych i światowych — na polu samooceny, uznania ze strony innych, fizycznej wygody, życia i pożywienia, ukrywania tego, co niekorzystne, bronienia się i przeciwstawiania temu, co szkodliwe, a także w kwestii płciowości, cielesnej rodziny, domu, przyjaciół i ojczyzny. Chociaż taka radość może być odczuwana bez grzechu, to jednak w najlepszym razie jest ona przemijająca, nie daje pełnego zaspokojenia i nierzadko przynosi rozczarowanie.
Nawet w swoich najlepszych przejawach nie dorównuje duchowej radości, jaką Bóg daje swoim wiernym dzieciom.
Duchowa radość skupia się na naszych duchowych dobrach, takich jak osoba, charakter, słowa, dzieła i urzędy Boga i Chrystusa.

Photo by Jessica Mangano on Unsplash
Skupia się na naszych błogosławieństwach i przywilejach związanych:
(a) z Bogiem jako naszym Stwórcą, Opiekunem, Odkupicielem, Nauczycielem, Usprawiedliwicielem, Uświęcicielem i Wybawicielem;
(b) z Jezusem jako naszym Prorokiem, Wyzwolicielem, Kapłanem, Orędownikiem, Usprawiedliwicielem, Oblubieńcem, Głową, Zbawicielem, Wodzem, Lekarzem, Królem, Panem, Sędzią, Oczyszczającym, Rafinerem/Rafinatorem i Pasterzem;
(c) z rodziną Bożą — jako synami Boga, braćmi Jezusa i świętymi;
(d) z kolejnymi etapami zbawienia — oświeceniem, pokutą, wiarą, usprawiedliwieniem, naszym powołaniem, zwycięstwem w naszych bojach oraz nadzieją ujrzenia Chrystusa i przebywania z Nim w Królestwie;
(e) ze światem — któremu obecnie dajemy świadectwo Prawdzie, a w przyszłości będziemy pomagać w pozbywaniu się skutków przekleństwa, czyli degradacji w charakterze;
(f) z ostatecznym obaleniem złych zasad oraz ich zwolenników;
(g) z ostatecznym triumfem dobrych zasad i tych, którzy je reprezentują;
(h) z wiecznym życiem i szczęściem ludzi dobrych.
Radość wypływająca z powyższych powodów nie jest przemijająca, niespełniająca ani rozczarowująca. Przeciwnie, jest wieczna, zaspokajająca i triumfująca.
Nasz werset zachęca nas, abyśmy zawsze się radowali, wskazując w ten sposób, kiedy powinniśmy się radować. ‘Zawsze’ obejmuje nie tylko czas, ale również okoliczności naszej radości. Z punktu widzenia naszego ciała, okoliczności mogą być sprzyjające lub niesprzyjające, łatwe lub trudne, przyjemne lub nieprzyjemne, pomyślne lub przeciwne; lecz dla naszych poświęconych serc i umysłów wszystkie okoliczności powinny być uważane za sprzyjające, łatwe, przyjemne i pomyślne. Do tego powinniśmy dążyć i taką postawę w sobie kształtować.
Dla człowieka poświęconego nie ma doświadczeń przypadkowych ani pozbawionych znaczenia. Chociaż z punktu widzenia ciała pewne sytuacje wydają się bolesne, trudne czy niepożądane, to z punktu widzenia nowego serca wszystkie one są sprzyjające, ponieważ znajdują się pod nadzorem mądrości i miłości Bożej. To, co wydaje się przeciwnością, w rzeczywistości jest sposobnością do rozwoju; to, co wydaje się stratą, może prowadzić do głębszego zaufania Bogu; a to, co wydaje się porażką, może stać się przygotowaniem do przyszłych zwycięstw.
Dlatego chrześcijanin nie ocenia swoich doświadczeń jedynie według tego, czy są przyjemne dla ciała, lecz przede wszystkim według tego, czy przyczyniają się do jego duchowego wzrostu. Wie bowiem, że Ojciec nie dopuszcza niczego, co nie mogłoby zostać obrócone ku jego dobru. W tym znaczeniu nawet najtrudniejsze doświadczenia są pomyślne, ponieważ służą uświęceniu charakteru i przygotowują do przyszłej chwały.
Tak więc dla poświęconego serca nie istnieją okoliczności naprawdę niekorzystne. Są tylko różne sposoby, za pomocą których Pan prowadzi swoje dzieci do coraz większego podobieństwa do Chrystusa. A skoro wszystkie rzeczy współdziałają ku dobremu tym, którzy miłują Boga (Rzym. 8:28), to nawet łzy, próby i rozczarowania stają się narzędziami Jego łaski i powodami do wdzięczności oraz radości.
Dla człowieka cielesnego pomyślne są tylko te doświadczenia, które przynoszą wygodę, powodzenie i uznanie. Dla człowieka poświęconego miarą pomyślności jest coś znacznie wyższego — wszystko, co przybliża go do Boga, pogłębia jego podobieństwo do Chrystusa i przygotowuje do przyszłej służby w Królestwie.
Dlatego wiara uczy nas patrzeć na nasze doświadczenia nie oczami ciała, lecz oczami nowego serca i umysłu. Wówczas nawet to, co dla świata wydaje się nieszczęściem, może okazać się błogosławieństwem. Choroba może nauczyć cierpliwości, rozczarowanie może uwolnić od nadmiernego przywiązania do rzeczy ziemskich, a przeciwności mogą rozwinąć ufność, współczucie i głębsze docenienie Bożych obietnic.
Nie oznacza to, że mamy nazywać zło dobrem lub udawać, że cierpienie nie boli. Apostoł wyraźnie mówi, że „ żadne karanie w danej chwili nie wydaje się radosne, ale smutne.” (Żyd. 12:11). Jednak wiara potrafi spojrzeć poza chwilowy ból i dostrzec „błogi owoc sprawiedliwości”, który dzięki takiemu karaniu, czy też dyscyplinowaniu zostanie wydany.
Tak więc dla poświęconego serca wszystkie okoliczności są sprzyjające, ponieważ wszystkie znajdują się pod kierownictwem nieskończonej mądrości i miłości naszego Ojca. Nie wszystkie są łatwe dla ciała, ale wszystkie są pomyślne dla nowego stworzenia. Nie wszystkie są przyjemne dla naszych naturalnych uczuć, ale wszystkie są pożyteczne dla naszego duchowego rozwoju. A skoro pochodzą z ręki Tego, który „nie szczędził własnego Syna” (Rzym. 8:32), możemy być pewni, że nie ma wśród nich ani jednego doświadczenia, które nie byłoby zdolne przynieść nam ostatecznego dobra.
To prawda, że nie możemy radować się z naszych niekorzystnych, trudnych, nieprzyjemnych i przeciwnych doświadczeń oraz sytuacji (Żyd. 12:11); ale jeśli nie patrzymy na rzeczy widzialne — samolubne i światowe — lecz na rzeczy niewidzialne — nasze obecne i przyszłe duchowe błogosławieństwa — wtedy możemy radować się nawet, jeśli nie z samych przeciwności, to możemy radować się pośród nich (2 Kor. 4:16-18; Rzym. 5:3-5).
Oczywiście łatwo jest radować się w przyjemnych doświadczeniach — tylko ludzie nienormalni nie cieszą się w takich chwilach. Lecz naszym przywilejem jest radować się w Panu nawet wtedy, gdy z ludzkiego punktu widzenia wszystko układa się całkowicie źle; a mocny oraz ugruntowany chrześcijanin właśnie wtedy się raduje, ponieważ wie, że „wszystko współdziała ku dobremu tym, którzy miłują Boga” (Rzym. 8:28). A jeśli nie śpimy duchowo, będziemy gorliwie starać się radować nawet w doświadczeniach, które z ludzkiego punktu widzenia są niekorzystne, trudne, nieprzyjemne i przeciwne.
Radość różnie się wyraża, bardziej lub mniej żywiołowo. idealnym wyrazem radośći jest spokojna pogoda ducha. Zgodnie z charakterem każdego człowieka należy pozwolić tej cesze na swobodny wyraz, niech więc żywiołowi nie potępiają pogodnych i spokojnych, a ci ostatni niech nie gardzą pierwszymi; Pan ma upodobanie w obu tych postawach, gdy są one oparte na wierze, nadziei, miłości i posłuszeństwie, ponieważ różnica wynika jedynie z temperamentu.
Niektórzy przywiązują zbyt wielką wagę do uczucia radości jako dowodu Boskiej aprobaty, co często wywołuje u nich poważne wątpliwości co do ich stanu przed Panem. Uczucie to bowiem podlega większej lub mniejszej zmienności — ma swoje wzloty i upadki. Niektóre prawdziwe dzieci Boże, które nigdy nie doznawały w swoim chrześcijańskim życiu szczególnie wielkiej radości, słysząc, że radość jest tak mocno podkreślana jako niezbędny dowód właściwego stanu przed Panem, popadają w przygnębienie i nieraz rodzą się w nich poważne obawy, czy rzeczywiście cieszą się Boską aprobatą.
Zdarza się też, że ci, którzy na początku swojej drogi z Panem przeżywali wręcz zachwyty, później, pod wpływem ciężkich doświadczeń, tracą tę ekstatyczną radość i zaczynają wątpić, czy są przyjęci przez Boga.
W rzeczywistości takie chwilowe przygnębienie może wynikać z choroby lub napotkanych przeciwności; dlatego należy wystrzegać się tego, by takie niekorzystne okoliczności nas przygnębiały lub, by okresy obniżonego nastroju prowadziły do zwątpienia i chwiejności. Ogólnie rzecz biorąc, pogoda ducha chrześcijanina jest tylko jedną z wielu części jednego z siedmiu z dowodów synostwa Bożego — wzrastania na podobieństwo Chrystusa.
Kto przechodzi przez opisane wyżej wątpliwości, powinien pamiętać, że istnieją 24 łaski pierwszorzędne, 17 drugorzędnych i 14 trzeciorzędnych, które składają się na wzrost w podobieństwie do Chrystusa. Oprócz wzrastania na podobieństwo Chrystusa istnieje jeszcze sześć innych form świadectwa Ducha. Są nimi: (1) oceniająca znajomość głębokich rzeczy Bożych, (2) aspiracje związane z Królestwem, (3) sposobności służby, (4) karcenie za błędy, (5) prześladowanie dla prawdy i sprawiedliwości oraz (6) próby i doświadczenia charakteru pośród pokus do czynienia zła (zob. E 15, rozdz. 10). A pośród trzech ostatnich z tych doświadczeń tylko naprawdę dojrzali chrześcijanie potrafią się radować.
Dlatego pamiętając o tych rzeczach, nie przeceniajmy radości (poczucia szczęścia) jako dowodu naszego synostwa Bożego.
Tak dobra cecha jak radość powinna być rozwijana, wzmacniana, harmonijnie równoważona i krystalizowana, aż stanie się nieodłączną częścią naszego charakteru. Przedstawimy teraz kilka sposobów prowadzących do rozwinięcia tej łaski.
(1) Pierwszym z nich jest wchodzenie w kolejne etapy życia chrześcijańskiego i wierne postępowanie naprzód w każdym z nich. Każdy etap życia chrześcijańskiego przynosi bowiem właściwą sobie radość. Gdy okazujemy pokutę wobec Boga i wiarę w naszego Pana Jezusa prowadzącą do usprawiedliwienia, Słowo Boże wzbudza w naszych sercach radość właściwą usprawiedliwieniu.
Co oznacza, że gdy przez szczerą pokutę odwracamy się od grzechu i z wiarą przyjmujemy naszego Pana Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela, Słowo Boże wzbudza w naszych sercach radość właściwą usprawiedliwieniu. Nie wypływa ona jedynie z chwilowego wzruszenia ani z ulotnych uczuć, lecz z pewności wiary, że Bóg dla zasługi Chrystusa przebaczył nasze grzechy, uznał nas za sprawiedliwych i przyjął do swojej rodziny. Świadomość, że ciężar winy został zdjęty z naszego sumienia, że przestało ciążyć nad nami potępienie, a pokój z Bogiem został przywrócony, napełnia serce głęboką wdzięcznością i radością.
Jest to radość człowieka, który po długim okresie niepewności usłyszał wyrok uniewinniający. Jest to radość dłużnika, któremu darowano dług, oraz zagubionego dziecka, które odnalazło drogę do domu Ojca. Nie dziwi więc, że Pismo Święte tak często łączy usprawiedliwienie z pokojem i radością serca. Tam, gdzie wcześniej panował lęk przed sądem Bożym, pojawia się ufność; gdzie było poczucie oddalenia od Boga, rodzi się społeczność z Nim; gdzie sumienie oskarżało, tam teraz przemawia zapewnienie o przebaczeniu.
Ta radość nie opiera się jednak na naszej własnej sprawiedliwości ani na przekonaniu o własnej doskonałości. Przeciwnie, wypływa z uświadomienia sobie, że zostaliśmy usprawiedliwieni wyłącznie dzięki łasce Bożej i okupowej ofierze Jezusa Chrystusa. Dlatego jest to radość pokorna. Nie prowadzi do wynoszenia się ponad innych, lecz do głębokiej wdzięczności wobec Boga i szczerej miłości ku Temu, który „umiłował nas i wydał samego siebie za nas”.
Im pełniej rozumiemy wielkość darowanego nam przebaczenia i wartość przypisanej nam sprawiedliwości Chrystusa, tym głębsza staje się radość usprawiedliwienia. Nie jest ona jedynie początkiem życia chrześcijańskiego, lecz pozostaje jego trwałym źródłem, do którego wierzący powraca w chwilach prób, oskarżeń sumienia i duchowego znużenia. Pamięć o tym, że „mając usprawiedliwienie z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa”, nieustannie odnawia jego ufność, wdzięczność i radość.
Wejście w stan poświęcenia wprowadza nas w radość uświęcenia — radość płynącą: (a) z uśmiercania własnej woli i woli świata oraz ożywiania w sobie woli Bożej, (b) z oddawania całego naszego człowieczeństwa na służbę Bogu, (c) z coraz większego upodabniania się do życia Chrystusa.
Wejście w stan poświęcenia otwiera przed chrześcijaninem zupełnie nowy wymiar radości. Nie jest to już jedynie radość płynąca z przebaczenia grzechów i usprawiedliwienia, lecz radość wynikająca z życia całkowicie oddanego Bogu. Jest to radość, której świat ani nie rozumie, ani nie potrafi dać.
Po pierwsze, jest to radość płynąca z uśmiercania własnej woli i woli świata oraz z ożywiania w sobie woli Bożej. Dla starego człowieka wyrzeczenie się własnych planów i ambicji wydaje się stratą. Dla nowego stworzenia jest ono jednak wyzwoleniem. Im bardziej uczymy się mówić: „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”, tym większego pokoju i głębszej radości doświadczamy. Ustaje bowiem wewnętrzna walka między własnymi pragnieniami a Bożym prowadzeniem, a serce znajduje odpocznienie w przekonaniu, że najlepszą drogą jest zawsze droga wyznaczona przez Ojca.
Po drugie, poświęcenie przynosi radość wynikającą z oddawania całego naszego człowieczeństwa na służbę Bogu. Każda zdolność, każdy talent, każda siła umysłu i ciała nabierają nowego znaczenia, gdy zostają wykorzystane dla Pana. Człowiek odkrywa wtedy, że największe zadowolenie nie płynie z tego, co zachowuje dla siebie, lecz z tego, co może ofiarować Bogu i bliźnim. W służbie Bożej nawet najmniejsze zadanie nabiera wielkiej wartości, ponieważ wykonywane jest dla Tego, którego miłujemy.
Po trzecie, największą radością poświęconego jest coraz większe upodabnianie się do Chrystusa. Każde zwycięstwo nad sobą, każda nowo nabyta łaska, każda wiernie zniesiona próba i każda okazja do okazania ducha Chrystusowego przynoszą głęboką satysfakcję. Chrześcijanin raduje się nie dlatego, że uważa się za już doskonałego, ale dlatego, że dostrzega w sobie działanie Bożej łaski, która stopniowo przemienia go na obraz umiłowanego Syna Bożego. Świadomość, że każdego dnia — choćby nieznacznie — stajemy się bardziej podobni do Chrystusa, należy do najczystszych i najtrwalszych źródeł chrześcijańskiej radości.
Tak więc radość poświęcenia nie opiera się na zmiennych okolicznościach życia, lecz na nieustannym dziele Boga w sercu człowieka. Im pełniej poddajemy się Jego prowadzeniu, im wierniej służymy Mu wszystkim, co posiadamy, i im bardziej odzwierciedlamy charakter Chrystusa, tym głębsza, dojrzalsza i bardziej trwała staje się nasza radość.
Szczególnie mocna jest myśl: „dla starego człowieka wyrzeczenie się własnej woli wydaje się stratą; dla nowego stworzenia jest wyzwoleniem.” To bardzo dobrze oddaje paradoks chrześcijańskiego poświęcenia i naturalnie prowadzi do zrozumienia, dlaczego poświęcenie nie odbiera radości, lecz ją pomnaża.
Paradoks to sytuacja lub stwierdzenie, które wydaje się całkowicie sprzeczne z intuicją lub zdrowym rozsądkiem. Jak można być prawdziwie wolnym, jeśli całkowicie podporządkowało się komuś innemu i oddała mu się wszystko?
Chrześcijański piosenkarz Michael Card tak opisał ten paradoks: Oczyma wiary można zrozumieć, że tylko niewolnik może być prawdziwie wolny (‘sługa’ greckie doulos tłumaczone w NT jako ‘sługa’, dosłownie znaczy ‘niewolnik’). To zdanie ukazuje jeden z najgłębszych paradoksów życia chrześcijańskiego — paradoks całkowitego poddania się Bogu. Z ludzkiego punktu widzenia oddanie własnej woli może wydawać się utratą wolności. Jednak Pismo Święte uczy czegoś przeciwnego. Człowiek, który dobrowolnie staje się sługą Chrystusa, zostaje wyzwolony z niewoli grzechu, spod panowania świata i z ciężaru potępienia oraz wstydu. Im pełniej poddaje się woli Bożej, tym bardziej doświadcza prawdziwej wolności ducha. Chrystus nie odbiera człowiekowi wolności, lecz uwalnia go od wszystkiego, co go zniewala, aby mógł z radością czynić to, do czego został stworzony — żyć dla Boga.
Świat uważa, że wolność polega na czynieniu własnej woli, lecz Słowo Boże uczy, że taka droga prowadzi jedynie do niewoli grzechu, samolubstwa i świata. Dopiero wtedy, gdy człowiek dobrowolnie składa swoją wolę na ołtarzu poświęcenia i staje się sługą Chrystusa, osiąga prawdziwą wolność. W miarę jak umiera dla własnej woli, jest uwalniany od panowania grzechu, od lęku przed ludzką opinią, od tyranii własnych namiętności oraz od więzów światowego ducha. Paradoksalnie więc najpełniejsza wolność rodzi się z najpełniejszego poddania się Bogu. Im mniej człowiek żyje dla siebie, tym bardziej żyje dla Boga, a im bardziej żyje dla Boga, tym pełniej doświadcza pokoju, radości i wolności, które może dać jedynie Chrystus.
Podejmowanie chrześcijańskiej walki oraz odnoszenie w niej zwycięstw przynosi radość właściwą wybawieniu (W 1 Kor. 1:30 słowo zazwyczaj tłumaczone jako ‘odkupienie’, może być również oddawane jako ‘wyzwolenie’, co jest lepszym tłumaczeniem, bo odkupienie zawiera się w usprawiedliwieniu). Jest to radość, która rodzi się nie z samego faktu prowadzenia walki, lecz z dostrzegania działania Bożej mocy w naszym życiu. Każde zwycięstwo nad grzechem, każda pokonana pokusa, każdy odrzucony błąd i każdy przezwyciężony przejaw samolubstwa lub światowości utwierdzają nas w przekonaniu, że Pan rzeczywiście prowadzi swoje dzieci drogą zwycięstwa.
Chrześcijańskie życie nie jest biernym oczekiwaniem na przyszłe błogosławieństwa, lecz codziennym zmaganiem się z przeciwnikami nowego stworzenia. Szatan, świat i nasze upadłe ciało nieustannie usiłują odwrócić nasze serca od Boga, osłabić naszą wiarę, zagasić miłość i odebrać nadzieję. Każda wiernie stoczona walka i każde odniesione zwycięstwo są więc nowym dowodem, że łaska Boża jest wystarczająca, a moc Chrystusa skutecznie działa w tych, którzy Mu ufają.
Radość wybawienia wzrasta szczególnie wtedy, gdy uświadamiamy sobie, że z pomocą Bożą stajemy się coraz mniej podatni na to, co kiedyś łatwo nas pokonywało. Dawne słabości stopniowo tracą nad nami władzę, pokusy nie wydają się już tak nieodparte, a serce coraz chętniej wybiera to, co podoba się Bogu. Takie doświadczenia umacniają w nas przekonanie, że dzieło uświęcenia rzeczywiście postępuje i że Pan wiernie prowadzi nas ku ostatecznemu zwycięstwu.
Nie oznacza to, że chrześcijanin nigdy nie doświadcza porażek. Zdarzają się chwile słabości, upadki i bolesne lekcje własnej niedoskonałości. Nawet one jednak, jeśli prowadzą do głębszej pokory, gorliwszej modlitwy i większego zaufania Bogu, stają się częścią procesu wybawienia. Uczą nas bowiem coraz mniej polegać na sobie, a coraz bardziej na Tym, który „zawsze daje nam zwycięstwo przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”.
Radość wybawienia nie jest więc triumfalizmem ani zadowoleniem z własnych osiągnięć. Jest spokojną i wdzięczną świadomością, że Bóg nie pozostawia swoich dzieci samych na polu walki. Każde zwycięstwo przypomina nam, że to On uzdalnia nas do wiernego trwania, umacnia w doświadczeniach i prowadzi od jednego zwycięstwa do następnego. Im częściej doświadczamy Jego pomocy, tym głębsza staje się nasza ufność, tym większa wdzięczność wypełnia nasze serca i tym pełniejsza jest radość płynąca z Jego wybawiającej łaski.
Dlatego chrześcijanin raduje się nie dlatego, że walka dobiegła końca, lecz dlatego, że w każdej bitwie może liczyć na obecność i pomoc swojego Wodza. Każde odniesione zwycięstwo jest zapowiedzią ostatecznego wybawienia, kiedy wszelka walka ustanie, a wierni otrzymają koronę życia przygotowaną dla tych, którzy wytrwali do końca.
Z kolei wzrastanie w oświeceniu, które towarzyszy trzem poprzednim etapom życia chrześcijańskiego, sprawia, że Prawda udziela nam radości odpowiadającej każdemu z tych etapów. Tak więc, wchodząc w kolejne etapy życia chrześcijańskiego, rozwijamy radość, która jest z nimi związana, a tym samym pielęgnujemy tę cenną cechę charakteru.
Im głębiej bowiem poznajemy Boży plan, tym wyraźniej dostrzegamy mądrość, sprawiedliwość, miłość i moc objawiające się we wszystkich Jego dziełach. Prawda przestaje być dla nas jedynie zbiorem (teoretycznych) nauk i staje się światłem, które rozjaśnia drogę naszego życia, umacnia wiarę, podtrzymuje nadzieję i pobudza serce do jeszcze gorętszej miłości ku Bogu.
Każde nowe zrozumienie Słowa Bożego przynosi wierzącemu świeżą radość. Gdy lepiej pojmujemy wielkość okupu Chrystusa, głębiej radujemy się z usprawiedliwienia. Gdy coraz wyraźniej rozumiemy cel naszego poświęcenia i sposób, w jaki Bóg kształtuje w nas charakter Chrystusowy, z większą ochotą oddajemy Mu samych siebie. Gdy poznajemy znaczenie doświadczeń i duchowych walk, łatwiej przyjmujemy je jako narzędzia naszego wybawienia. W ten sposób Prawda nieustannie ożywia radość związaną z każdym wcześniejszym etapem naszego chrześcijańskiego życia.
Oświecenie przynosi również radość płynącą z coraz pełniejszego oglądania harmonii Bożego planu. To, co wcześniej wydawało się niezrozumiałe lub przypadkowe, z czasem układa się w spójną całość. Coraz wyraźniej widzimy zgodność wszystkich części Pisma Świętego, celowość Bożych działań oraz piękno Jego zamierzeń wobec Kościoła i całej ludzkości. Takie poznanie nie prowadzi do pychy ani do samozadowolenia z posiadanej wiedzy, lecz rodzi głęboką wdzięczność wobec Boga, który zechciał objawić swoim dzieciom „głębokie rzeczy Boże”.
Jednak prawdziwe oświecenie nie polega wyłącznie na powiększaniu zasobu wiadomości. Każda nowa prawda powinna znajdować odbicie w życiu. Im wierniej postępujemy zgodnie z otrzymanym światłem, tym więcej światła Bóg nam udziela. Posłuszeństwo otwiera drogę do głębszego poznania, a głębsze poznanie prowadzi do jeszcze większej radości. W ten sposób poznanie i praktyka wzajemnie się uzupełniają, a chrześcijanin wzrasta jednocześnie w światłości, świętości i radości.
Tak więc, wchodząc w kolejne etapy życia chrześcijańskiego i wiernie postępując naprzód w każdym z nich, rozwijamy radość właściwą każdemu etapowi. Radość usprawiedliwienia daje pokój z Bogiem, radość poświęcenia rodzi zadowolenie z pełnienia Jego woli, radość wybawienia umacnia nas przez zwycięstwa odnoszone nad grzechem i złem, a radość oświecenia coraz pełniej odsłania przed nami chwałę Bożego planu. Wszystkie te doświadczenia splatają się ze sobą, tworząc dojrzałą, głęboką i trwałą radość chrześcijańską, która nie zależy od zmiennych okoliczności życia, lecz od coraz bliższej społeczności z Bogiem i coraz pełniejszego poznawania Jego prawdy. – KONIEC
Im wierniej ktoś żyje zgodnie z wymaganiami życia usprawiedliwionego, tym bardziej pomnaża się jego radość z usprawiedliwienia, a wraz z nią rozwija się ta łaska. Im wierniejszy jest w poświęceniu — pozostając umarłym dla siebie i świata, a żywym dla Boga we wszystkich doświadczeniach poświęconego życia, wykorzystując swoje człowieczeństwo w służbie Bożej i rozwijając uczucia oraz łaski życia chrześcijańskiego — tym bardziej wzrasta w nim radość poświęcenia, a wraz z nią rozwija się także sama radość jako cecha charakteru.
Im wierniejszy ktoś jest w swoich zmaganiach o prawdę, sprawiedliwość, miłość i zabieganie o sprawy Królestwa (kingdom-mindedness) — zarówno w swoim wnętrzu, jak i w kontaktach z innymi — przeciwstawiając się grzechowi, błędowi, samolubstwu i światowości, którymi Szatan, świat i nasze ciało usiłują go pokonać, tym większa staje się jego radość z odnoszonych zwycięstw, a wraz z nią wzrasta ta łaska.
Wreszcie, im bardziej ktoś postępuje w oświeceniu, pozostając wiernym na trzech pozostałych etapach życia chrześcijańskiego, tym pełniej doświadcza radości płynącej z Prawdy, a tym samym coraz bardziej rozwija w sobie tę cnotę.
Krótko mówiąc, wierne wchodzenie i postępowanie naprzód we wszystkich czterech etapach życia chrześcijańskiego jest pierwszym sposobem rozwijania radości.
Szczególnie ważna jest tu myśl: „Posłuszeństwo otwiera drogę do głębszego poznania, a głębsze poznanie prowadzi do jeszcze większej radości.” Myśl ta dobrze oddaje występującą tu zależność: wzrost w łasce nie przebiega liniowo, lecz tworzy cykl — wierność prowadzi do większego światła, większe światło do większej radości, a większa radość z kolei pobudza do jeszcze wierniejszego postępowania.