Abakan

Abakan, Chakasja

„Bóg przegląda serca ludzkie i zna ich potrzeby. Jednej zimy pod koniec grudnia br. Markowec pojechał z synem Kolą pociągiem z Moskwy na Syberię. Wsiedli do wagonu, w którym również z Moskwy jechało dwóch Świadków Jehowy i gdy br. Markowec w wagonie (jak zwykle) zaczął mówić o Bogu, niektórzy z pasażerów zaczęli się włączać do rozmowy i zadawać pytania. A ci dwaj mężczyźni nie włączali się do rozmowy. Spokojnie siedzieli i słuchali.

Dopiero około godziny 2.00 w nocy, gdy wszyscy spali (również syn br. Markowca), budzą br. Markowca i pytają: „Kim wy jesteście?; myśmy Was słuchali i wywody Wasze są bardzo logiczne”. A brat Markowec odpowiada na to: „Ja czytam Tomy”. Wówczas jeden z nich mówi: „Ja szukam Tomu 1 już od dziesięciu lat”. Brat Markowec miał przy sobie Tom 1 paruzyjny w języku rosyjskim i dał temu, który go 10 lat szukał. A oni mówią: „Jesteśmy Świadkami Jehowy”. No i potoczyła się rozmowa. Dali swój adres i br. Markowec miał go ze sobą, gdy następnego roku w marcu znowu jechaliśmy razem do braci i sióstr na Syberii. I gdy mi o tym mówił od razu podejmujemy decyzję i w Moskwie kupujemy bilety do Abakanu, stolicy Chakasji, i po 73 godzinach jazdy pociągiem dojechaliśmy z Moskwy do Abakanu.

Jest około godz. 6.00 rano, kilka stopni mrozu i niezbyt duży śnieg. Wsiadamy do taksówki i jedziemy pod wskazany adres, ale to nie był adres domowy, tylko miejsce jego pracy. Zastaliśmy tam stróża tego obiektu i dopiero po jakimś czasie mogliśmy się porozumieć, ponieważ był bardzo ostrożny i pełen obaw, gdyż nas nie znał. A gdy powiedzieliśmy mu o celu naszego przyjazdu i o poznaniu w pociągu 3 miesiące wcześniej, wówczas dopiero otworzył swoje serce i powiedział, że on też jest Świadkiem Jehowy. Daliśmy mu na paliwo do samochodu i pojechał z nami do domu tego Świadka Jehowy, który szukał Tomu 1 przez 10 lat.

Ten brat, do którego jechaliśmy mieszkał w bloku, na II piętrze, w mieszkaniu 2-pokojowym. Kiedy jechaliśmy samochodem, to ten stróż powiedział nam, że następnego dnia Świadkowie Jehowy mają kongres. Myśleliśmy, żeby pozostać na tym kongresie, ale czekaliśmy, jak sytuacja się rozwinie. Tamtej nocy, gdy jechaliśmy pociągiem, ten brat, który szukał Tomu 1 i który chciał się spotkać z nami, powiedział br. Markowcowi, iż widzi, że jego życie jest już krótkie (chorował i miał problemy z wątrobą). Nie mógł się zgodzić ze wszystkim, co mówiono u Świadków Jehowy i dlatego z oceną i poważnie podchodziliśmy do tej sprawy. Mieszkał, a właściwie wynajmował mieszkanie, które było własnością jednej Polki, pochodzącej z Mińska Mazowieckiego, która je wykupiła (tu w Abakanie, stolicy Chakasji). Nie mógł otwarcie wyjawiać swoich poglądów, lecz Pan był tak łaskawy dla niego, że jeszcze za życia otrzymał to, czego pragnął przez 10 lat. Był to dla niego jakby dar od Pana, dzięki któremu mógł zaspokoić pragnienie swego serca jeszcze przed śmiercią. Stąd słusznie można wnioskować, a właściwie być pewnym w 100%, że Pan był troskliwy na potrzeby serca wszystkich swoich dzieci i indywidualnie każdym się opiekował, jak to widzieliśmy wobec tego brata w Abakanie. Gdy weszliśmy do tego mieszkania, które wynajmował, zauważyliśmy, że żył w trudnych warunkach, jeżeli chodzi o sprawy duchowe (jego warunków materialnych nie znaliśmy). Była tam właścicielka tego mieszkania – poznała, ze nie jesteśmy Świadkami Jehowy, był tam również 26-letni syn tego brata, wierzący fanatycznie, że wszyscy zginą w Armagedonie. Ojciec mówi mu: „Tak nie mów, przecież Bóg jest Miłością i On miłuje wszystkich ludzi”. Było też kilka kobiet od Świadków Jehowy. Temat o Adamie, że nie będzie wzbudzony itd.

Po pewnym czasie mówię do nich: „Posłuchajcie. Jeżeli Adam nie będzie wzbudzony, to za kogo Jezus umarł, i według zakonu „jeden za jednego”, a do tego Jezus był doskonały i jako doskonały mógł umrzeć tylko za doskonałego, i to za Adama, aby była równoważna cena itd. Idźmy dalej: Jezus był mężczyzną doskonałym i Adam był mężczyzną doskonałym, i tu była równoważna cena – „antylutron”, okup itp. A jeżeli wy twierdzicie, że Jezus nie umarł za Adama, to powiedzcie wy, niewiasty, w jaki sposób Jezus za was mógł umrzeć, jeżeli odrzucacie nauki Biblijne i słowa Apostoła Pawła, że Jezus za wszystkich umarł itd”. Ale to nie przemawiało do ich sfanatyzowanych poglądów, dlatego uznaliśmy, że nie ma potrzeby tam dłużej pozostawać i wieczorem odjechaliśmy pociągiem z Abakanu nad rzeką Jenisej na północ aż do Krasnojarska, a stamtąd do Tułunu.

I to, co w krótkości powyżej wspomniałem dowodzi, że Boska Opatrzność była i jest nad każdą jednostką, która szuka Boga i jest wrażliwa na jego Słowo. A próby, doświadczenia i przeciwności, które nas otaczają pomagają wykształtować charakter godny Boskiego uznania. Dlaczego tu również dopatrujemy się Boskiego specjalnego kierownictwa? Zauważmy, że człowiek, który przebywał w Republice Chakaskiej, w Abakanie, miał jakąś potrzebę do załatwienia w dalekiej Moskwie. I wracał pociągiem przez trzy dni. Może nie byłoby w tym nic dziwnego. I może nie byłoby nawet nic dziwnego w tym, że br. Markowec wybrał się akurat o tej późnej, zimnej porze roku (było -40 C) i zabrał syna, aby mu towarzyszył w tej podróży, chociaż w jedną stronę (ponieważ syn wcześniej wracał, a br. Markowec został i wracał dopiero w styczniu następnego roku). Ale dziwne jest dopiero to, że jechali akurat tego dnia i tym samym pociągiem, co br. Markowec, pociągiem, który wcale nie jechał bezpośrednio do Abakanu. Oni musieli później wysiąść i poczekać na pociąg w ich kierunku. A następna dziwna sprawa to ta, że oni wsiedli do tego samego wagonu, w którym był br. Markowec, inaczej by się nie spotkali. I czy ktoś chciałby to zakwestionować i powiedzieć, że to zwykły przypadek? Ja tak bym nie powiedział. Nie tylko wierzę, ale jestem święcie przekonany, że tu niezaprzeczalnie działała Boska Opatrzność i Boskie Kierownictwo (Manna na 6 lutego, komentarz br. Johnsona).”

_____
Fragment wspomnień brata Józefa Montewskiego pt. „W jaki sposób Prawda paruzyjna i epifaniczna dotarła na Litwę?”, wiosna 2014 r.

Zobacz inne świadectwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.