Historia z życia Helen Roseveare

Helen Roseveare

Helen Roseveare, angielska chrześcijańska lekarka, pracowała około dwudziestu lat w Kongu. W swojej autobiograficznej książce Podaj mi tę górę opisuje jedną historię, która ukazuje przykład dziecięcego zaufania:

Pewnej nocy pomagałam odbierać poród. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, ale mimo to matka zmarła zostawiając nas z malusieńkim wcześniakiem i płaczącą dwuletnią córeczką. Mieliśmy trudności z utrzymaniem noworodka przy życiu. Brakowało nam inkubatora, prądu, a nawet odżywek dla dzieci.

Pomimo faktu, że mieszkaliśmy na równiku, noce bywały często chłodne i wietrzne. Jedna z młodszych położnych przyniosła pudełko, w które wkładaliśmy dzieci i watę, żeby je owinąć. Inna poszła dołożyć do ognia i napełnić termofor. Chwilę później wróciła zrozpaczona mówiąc, że przy napełnianiu, termofor pękł. Musicie bowiem wiedzieć, że guma bardzo łatwo butwieje w klimacie tropikalnym.

– To był nasz ostatni! – wykrzyknęła.

O ile na Zachodzie „nie powinno się płakać nad rozlanym mlekiem”, tak w środkowej Afryce bardziej pasowałoby powiedzieć „nad pękniętym termoforem”. Na drzewie przecież nie rosną, a i na aptekę za rogiem nie ma co liczyć.

– No trudno – powiedziałam. – Połóż dziecko jak najbliżej ognia, śpij między nim a drzwiami, żeby ochronić je przed przeciągami. Twoim zadaniem jest zapewnić mu ciepło.

Następnego dnia około południa, jak zwykle o tej porze, poszłam modlić się z dziećmi z sierocińca. Podsunęłam im kilka intencji i opowiedziałam o nowo narodzonym dziecku. Wyjaśniłam nasz problem z utrzymywaniem wystarczająco wysokiej temperatury, wspominając o termoforze. Maluch mógłby umrzeć, jeśli by się przeziębił. Powiedziałam też o dwuletniej siostrzyczce, która płacze, bo umarła jej mama.

Podczas modlitwy, dziesięcioletnia Ruth modliła się w typowy dla naszych afrykańskich dzieci, szczery, prosty sposób:

– Proszę Cię, Boże, ześlij nam termofor. Jutro już będzie za późno, bo dziecko umrze, więc proszę, ześlij nam go dziś po południu…

Zuchwałość tej modlitwy sprawiła, że wykrzyknęłam w duchu, lecz dziewczynka kontynuowała:

– … i skoro już jesteś przy tym, mógłbyś, proszę, zesłać lalkę dla tej małej dziewczynki, żeby wiedziała, że ją naprawdę kochasz.

Jak to często bywa podczas dziecięcych modlitw, czułam się niezręcznie. Czy mogłam szczerze powiedzieć „Amen”? Po prostu nie wierzyłam, że Bóg zrobiłby coś takiego. Oczywiście wiem, że On jest wszechmogący. Biblia tak uczy. Ale są pewne limity, prawda? Jedyny sposób, w jaki Bóg mógłby odpowiedzieć na tę modlitwę, to przysłanie paczki z mojej ojczyzny. Będąc w Afryce od prawie czterech lat, jeszcze nigdy, przenigdy nie dostałam żadnej paczki z domu. W każdym razie, jeśli już miałabym jakąś dostać, kto włożyłby do niej termofor? Byłam przecież na równiku!

Po południu, kiedy uczyłam w szkółce pielęgniarskiej, dostałam wiadomość, że przed moim domem widziano samochód. Zanim tam dotarłam, auta już nie było, ale za to na werandzie leżała duża, prawie dziesięciokilogramowa paczka! Łzy cisnęły mi się do oczu. Sama nie byłam w stanie otworzyć przesyłki, więc posłałam po dzieci z sierocińca. Razem zdjęliśmy sznurek, ostrożnie rozwiązując każdy węzeł. Odwinęliśmy papier tak, żeby się zbytnio nie porozrywał. Podekscytowanie wciąż wzrastało. Jakieś trzydzieści, czterdzieści par oczu skupiło się na tym jednym kartonowym pudełku.

Na wierzchu leżały kolorowe dziergane sweterki. Oczy dzieci aż się świeciły, gdy je rozdawałam. Pod swetrami leżały opakowania gazy dla cierpiących na trąd. Pod gazą było pudełko z mieszanką bakalii – to mniej więcej jak kilka bułek na parę dni. Potem, gdy włożyłam ręce do paczki, poczułam…, czy to możliwe? Chwyciłam mocno i wyciągnęłam – tak! Nowiutki termofor! Rozpłakałam się. Przecież nie prosiłam Boga o termofor, bo nie wierzyłam, że mógłby go przysłać.

Ruth stała na przodzie dzieci. Przybliżyła się krzycząc:

– Skoro Bóg przysłał termofor, musiał przysłać też lalkę!

Szperając po dnie pudełka w końcu wyciągnęła małą, ślicznie ubraną laleczkę. Oczy dziewczynki zabłysły! Ona nigdy nie wątpiła!

Ta paczka była w drodze od pięciu miesięcy! Wysłała ją moja klasa. Prowadzący tę klasę pomyślał o wysłaniu termofora. A jedna z dziewczynek dołożyła lalkę dla afrykańskiego dziecka – pięć miesięcy wcześniej, w odpowiedzi na pełną wiary modlitwę dziesięciolatki, aby paczka dotarła akurat tego popołudnia.

***

Na sobotnim spotkaniu online historię tę przytoczył Bogdan Kwaśniewski. Zachęcamy do wysłuchania całego wykładu pt. Wiara jak ziarnko gorczycy:

Zobacz inne świadectwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *