Brat Johnson o doświadczeniu miłości Bożej w chorobie

Paul Samuel Leon Johnson

Świadectwo to pochodzi z wykładu wygłoszonego przez brata Paula S.L. Johnsona w dniu 31 maja 1947 roku na konwencji w Detroit, Michigan. Mówca był wtedy sześć miesięcy po ataku choroby wieńcowej 19 listopada 1946 roku:

„Sześć miesięcy temu widzieliście mnie w stosunkowo dobrym zdrowiu a kilka dni potem zostałem porażony chorobą (wieńcową). Jednak to schorzenie dane mi było od Boga z miłości. Jest to największy ze wszystkich możliwych przywilejów, być użytym przez Króla królów, by stać wiernie w obronie prawdy, sprawiedliwości i świętości. Była to wielka miłość ze strony Boga, gdyż pokazała ona, iż Ojciec nie tylko przyjmuje moje poświęcenie, ale również daje mi tak wiele sposobności służby, że moje poświęcenie było prawie ukończone. Świat w ogóle nie zrozumie tych oświadczeń. Właściwie otrzymałem jeden list od pewnego brata, który napisał: „Bóg Ciebie odrzucił. Do pewnego czasu byłeś posłannikiem Epifanii, potem Cię Bóg odrzucił przez uniemożliwienie Ci spełniania tego urzędu”. Osoba ta od tego czasu otrzymała wiele Teraźniejszych Prawd; nie wiem co ona myśli teraz. Gdy ciało moje było złamane Bóg wzmocnił wewnętrznego człowieka, i tego człowieka On kocha. Przed tym doświadczeniem niewiele doznałem fizycznych cierpień, lecz teraz z pewnością mogę o wiele więcej okazać współczucia tym, którzy cierpią. Nawet nasz Pan Jezus musiał znieść liczne fizyczne cierpienia.

Przypuśćmy, że Bóg zwróciłby mi zdrowie i siłę tak, iż mógłbym uniknąć nieprzyjemności ludzkiej natury – czy wszystko bym odzyskał? Nie. Człowiek światowy uzna to za głupstwo, ale ja wiem, że Bóg mnie kocha i wie, że chociaż niedoskonale usiłowałem być posłuszny, jednak On przygotował dla mnie przykrycie w formie szaty Jezusowej sprawiedliwości. Nie przyjmę innej z powrotem. Jest to dla mnie dowód Bożej miłości.

Gdy jesteście utrapieni i cierpicie dla sprawy Prawdy nie zniechęcajcie się, nie pozwólcie, by smutek doprowadził was do rozpaczy i wywołał z waszej strony narzekanie lub szemranie. Niech to będzie okazją do śpiewu, wyrażania chwały i dziękczynienia Bogu. Oddajmy chwałę Bogu za jakikolwiek wyraz miłości okazywanej nam przez Niego. Nie ma nad to większego bogactwa na świecie.

(…)

Pamiętam jak pewnego czasu usłyszałem dziecko śpiewające pieśń, „Jezus mnie kocha, ja o tym wiem” – i my drodzy bracia i siostry możemy z dziecięcym zapałem i wiarą śpiewać „Jezus mnie kocha, ja o tym wiem, gdyż Biblia mnie o tym zapewnia”. Ta miłość na sekundę nie spuści z nas swego wzroku! Jezus jest z wami codziennie, ani przez chwilę o was nie zapomina. Wszystko co nas w życiu spotyka On nakazał dla naszego rozwoju. Jezus o każdym z nas powiedział: Ja będę go kochał przez udzielenie jemu (jej) mocy do pokutowania; Ja będę go kochał prowadząc go krok po kroku przez różne stopnie usprawiedliwienia i poświęcenia, i przez dobry bój wiary. Ja jestem jego wodzem, który czuwa nad każdą walką, każdym uderzeniem nieprzyjaciela. Jestem zawsze z nim, aby go błogosławić, pocieszać, wzmacniać.

Pamiętaj tę pieśń: „Proś Zbawcę, by ci pomógł, pocieszył, wzmocnił i zachował. On chętnie ci pomoże, On umożliwi ci przetrwanie”.”

Źródło: Teraźniejsza Prawda, styczeń 1990, s. 4-5

_____
Zobacz inne świadectwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *