W więziennej celi / Zdjęcie z symbolu chrztu

Świadectwo brata Jana Łagowskiego z wykładu pt. Moc modlitwy (patrz: nagranie poniżej).

„Wiele lat temu byłem w odwiedzinach u pewnego brata w dawnym Związku Radzieckim. A ja lubię poznać historię: «Jakie były twoje koleje losu, gdy byłeś przed i po tym, gdy poznałeś prawdę?» Ten brat najpierw milczał, a potem przyniósł zdjęcie. Na tym zdjęciu był on, jeszcze dużo młodszy, a obok niego drugi brat. «Bracie, to zdjęcie nic mi nie powie, ty mi opowiedz». Opowiedział on wówczas taką historię: jego rodziców zamordowali siepacze KGB, gdy był małym dzieckiem. Widocznie byli innego zdania niż ten straszliwy ustrój komunistyczny. Oddali go do domu małego dziecka. Mówi: «a ja byłem dzieckiem zbuntowanym. Gryzłem po rękach wychowawczynie, biłem dzieci, bo miałem to, że oni są winni, że ja nie mam mamusi i tatusia. Dano mnie do domu poprawczego, nie mogli jednak tam ze mną wytrzymać. Poprawczak, rosłem tam i robiłem co tylko mogłem złego. Byłem bity, byłem w różny sposób karcony, ale ja byłem zbuntowanym człowiekiem, no i życie płynęło». Taki koszmar jego życia. Urósł, i chcieli ci wychowawcy tego poprawczaka jakoś przystosowywać tych młodych ludzi do jakiegoś życia. «Dali nam przepustkę, żebyśmy wyszli, zobaczyli jak ludzie poza tym poprawczakiem żyją, bo kiedyś przecież mieli nadzieję, że stamtąd wyjdziemy. Napotkaliśmy chłopca i zażądaliśmy od niego pieniędzy, chłopiec nawyzywał nas, a my tak go biliśmy, że go zabiliśmy. Dostałem się do więzienia, ale jako małoletni wyrok nie był tak dużo, potem były amnestie i wyszedłem z więzienia jako dorosły człowiek». Silny, dobrze zbudowany mężczyzna. «Wyszedłem i gdzie ja pójdę? Gdzie ja pójdę? Domu nie mam. Pieniędzy nie mam. Stanąłem na dworcu, na stacji kolejowej, pił człowiek przed bufetem piwo, poprosiłem go bardzo grzecznie, żeby dał mi się napić tego piwa, bo mi się pić chciało, a ona nawyzywał od bandytów, bo powiedziałem, że z więzienia wyszedłem. Tak mnie rozzłościł, że uderzyłem go tak mocno, że zginął. Dostałem ogromny wyrok, 25 lat więzienia. Potem znowu amnestie. No ale co w tym więzieniu już teraz po raz drugi. Miałem sadystyczne skłonności i władze więzienne wiedziały, że ja takie sadystyczne skłonności mam. Gdy chcieli kogoś bardzo ukarać to dawali do mojej celi, a ja już dawałem mu szkołę. Któregoś wieczoru wrzucili do mojej celi człowieka, leżałem na pryczy i sobie pomyślałem: a już dziś nie będę wstawał, ja sobie ciebie na jutro zostawię. Ale ten nowo wrzucony do mojej celi człowiek zanim się położył na pryczy na kolanach klęknął i głośnym szeptem się modlił. Po raz pierwszy widziałem modlącego się człowieka, nie pamiętałem czy rodzice się modlili czy nie. Ale w domu małego dziecka, w poprawczaku – nikt. Słyszałem jak dziękował ten człowiek za przywilej cierpienia i wreszcie w tej modlitwie modlił się za mną, za współwięźnia w tej celi. Było to dla mnie coś niesamowitego. Zacząłem tego człowieka jak gdyby się bać. To jakiś dziwny człowiek. Jeżeli on się tak modli to ten Bóg pewno jest, a ja taki straszny człowiek. Na drugi dzień już wcale nie miałem chęci się nad nim znęcać, a gdy poprosił mnie, żebym uklęknął z nim do modlitwy, ja nie chciałem się modlić, ale nie miałem siły mu odmówić. Przez 3 dni klękałem z nim do modlitwy. Po 3 dniach go zabrali, bo nie spełniałem ich pragnień, zabrali go z mojej celi, a jak wyszedłem po jakimś czasie z więzienia, pragnąłem tego człowieka jeszcze raz w życiu zobaczyć. Chodziłem wszędzie, pytałem gdzie są ludzie, którzy się modlą. Mówili: idź do cerkwi. Nie, nie to nie tak. On tu nie może być. On się modlił inaczej. Po wielu poszukiwaniach powiedziano mi: tam na wsi jacyś się modlą, może tam idź. Poszedłem, patrzę: za stołem stoi ten właśnie człowiek i mówi wykład do symbolu chrztu. A potem jeszcze w czasie wykładu mówi: kto jeszcze chciałby ewentualnie symbolizować swoje poświęcenie niech przyjdzie do przodu. Poszedłem i ja do przodu, ale on skończył wykład, poznał mnie, przyszedł do mnie i mówi: ty dopiero wyszedłeś? Tak. To jeszcze przed tobą długa droga. Ale ja nie dałem się odepchnąć. To jest moje zdjęcie z nim po symbolu chrztu. To zdjęcie które mi pokazywał. Ta modlitwa, ona szła za mną i zmieniała moje życie».”

Zobacz inne świadectwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *