Napadnięcie braci na konwencji w Zemborzycach 25-26 czerwca 1949 roku

Zemborzyce, widok od strony Bystrzycy (fot. wikipedia)

Na zawiadomienie o zebraniu religijnym 25-26 czerwca 1949 roku w Zemborzycach przybyło około 250-300 osób, braci i sióstr w 95% z województw lubelskiego. Pierwszy dzień upłynął błogo na duchowym odpoczynku, bracia pielgrzymi i starsi służyli budującymi wykładami, szczególnie podkreślali w swoich wykładach, że naśladowca Chrystusa powinien w każdej chwili być gotowy do położenia swojego życia dla sprawy Bożej, dla ewangelii Chrystusowej. Po takiej błogiej uczcie pierwszego dnia bracia i siostry udali się do przygotowanych im miejsc na spoczynek. Około godziny 22/23 przybyło czterech żołnierzy uzbrojonych dowiadując się czy zgromadzonym w ciągu dnia ludność miejscowa nie wyrządzała żadnej przykrości, a gdy odchodzili oświadczyli do brata Gumieli, przewodniczącego braci wolnych w Polsce: „przyszliśmy tu po to, żebyście mogli spokojnie spać”. Między północą a 00:30, gospodarz tej zagrody Jan Kowalczyk, sympatyk prawdy, zauważył pewnych osobników przechodzących przez ogrodzenie i zanim zdążył zbiegnąć alarmując głośno o napadzie został dotkliwie pobity, uciekając znalazł się w stodole, upadając, ciężko raniony w nogi kulami z „automatu”. Do dwóch mieszkań i stodoły strzelano prawdopodobnie równocześnie – do śpiących w mieszkaniu kule z „automatu” wpadały przez ściany i przez okno.

Wspomnienia czytane przez brata Michała Łotysza:

 

Zabici i ranni
W mieszkaniu noclegowym dla mężczyzn ugodzony czterema kulami w pierś brat Mikołaj Grudzień, w tym czasie przewodniczący Zrzeszenia Wolnych Badaczy Pisma Świętego na Polsce, zabity został na miejscu. Ranni został jego syn, Henryk, pielgrzym, lat 26; ciężko ranny w brzuch, rękę i pośladek. Brat Adam Ćwiek, lat 38, zamieszkały w Lublinie, ciężko ranny. Obie nogi. Brat Jan Gumiela, lat 39, pielgrzym zamieszkały w Józefowie koło Biłgoraja, lżej ranny, w rękę.
Ranni w stodole – brat Walenty Pulikowski, lat 47, z Pawłowa koło Lublina; ciężko ranny w ramię. Przyjaciel – Jan Kowalczyk – ten, u którego odbywała się ta konwencja, lat 61, gospodarz zagrody miejsca konwencji, zamieszkały w Zemborzycach, ciężko ranny w obie nogi i dotkliwie pobity. Brat Józef Bieńko, lat ponad 60, zamieszkały Majdan Borowski, woj. lubelskie, ranny w rękę. Brat Stefan Pulikowski, lat 27, w Pawłowie, ranny w rękę. Brat Jan Grzesiuk, lat 19, zamieszkały w Chojeńcu, woj. lubelskie, raniony przez uderzenie tępym narzędzie w usta, przy czym wybito mu cztery zęby.
W mieszkaniu noclegowym dla niewiast zabito od kul z „automatu” siostra Józefa Litkowicz, lat 44, zamieszkała w Zwierzyńcu, koło Zamościa, pozostawiając męża i dwóch synów (7 i 19 lat). siostra Łucja Mucha, lat 65, zamieszkała Ludwinów, powiat lubaczowski. Pozostawiając męża-staruszka i dorosłe dzieci. Ranne: siostra Gustawa Stadnik, lat 20, zamieszkała Romanówka, woj. lubelskie, ciężko ranna w nogę. Łucja Szymczuk z Chojeńca, woj. lubelskie, ciężko ranna w nogę.

Opatrywanie rannych zanim przybyła pomoc sanitarna
Ranni opatrzeni zostali przez braci i siostry. Około godziny 2 rano przybyło wojsko stacjonujące w tej miejscowości zaalarmowane strzelaniem w zagrodzie do braci. W pół godziny później przybyła pomoc sanitarna wojskowa na czele z lekarzem. Chwilę potem przyjechały jeszcze dwie karetki pogotowia, tj. milicyjnego szpitala i Czerwona Krzyża z Lublina. Razem trzy wozy sanitarne. Najpierw opatrzono ciężko rannych: br. Henryka Grudnia przewieziono do szpitala milicyjnego i poddano natychmiastowej operacji. Tak rozmieszczono wszystkich rannych w czterech szpitalach w Lublinie.

Pogrzeb pomordowanych
Gdy syn zabitego brata Mikołaja, Stanisław, zwrócił się wraz z przedstawicielami władzy do księdza miejscowego Zemborzyc o miejsce na cmentarzu dla trzech osób zabitych, ksiądz ten z oburzeniem oświadczył: „nie pozwolę grzebać innowierców na cmentarzu katolickim”. Nie pozwolił nawet wytłumaczyć sobie, że cmentarz jest gminny, do którego wszyscy obywatele państwa polskiego maja prawo. Zostawiając ich przed plebanią, pośpieszył do swego mieszkania, zamykając drzwi na klucz. Wobec takiego stanowiska księdza władze poleciły nam pochować zabitych na cmentarzu miejskim w Lublinie.

W dniu 28 czerwca władze Lublina użyczyły nam swojego auta i ochronę wojskową celem przewiezienia zwłok zabitych z Zemborzyc na cmentarz w Lublinie oraz do przewiezienia stamtąd starszych braci i siostry. W dniu wyżej podanym między godziną 16 a 17 odbył się pogrzeb. W pogrzebie wzięło udział około 700-800 osób. Przybyli z różnych stron Polski bracia na ten pogrzeb. Na pogrzebie przewodniczył brat Wojtkowski, pielgrzym. Zaśpiewano kilka pieśni, na zakończenie odmówiono wspólnie Modlitwę Pańską. Przemawiało dwóch braci, jako pierwszy brat Gumiela, pielgrzym, bardzo osłabiony przez upływ krwi z rannej ręki. W przemówieniu swym podkreślił działalność zbrodniczej ręki, z której padły trzy życia i dziesięć ciężko rannych. Dalej oświadczył, że zbrodnie te nie powstrzymają nas od niesienia światła prawdy i głoszenia o zbliżającym się Królestwie Bożym. Następnie przemawiał syn zabitego brata, Stanisław, który podkreślił wychowanie jakie otrzymali oni czterej bracia od ojca, który swoim dobrym przykładem, świętobliwym życiem oraz gorliwością służenia Bogu doprowadził ich do poświęcenia się Bogu na jego służbę. Oświadczył: „Poległeś, Tatusiu, na polu walki, lecz my synowie, nad tym mogiłami, oświadczamy, że dzieło Boże nadal prowadzić będziemy. Pójdziemy w Twoje ślady. Zapał, odwagę, gorliwość jakie wszczepiłeś w serca nasze, użyjemy dla chwały Bożej dokąd nam sił i życia starczy”.

Powrót z pogrzebu
W powrocie z pogrzebu ul. Lubartowską w Lublinie młodzież zebrana na widok powracających z pogrzebu braci i sióstr w niesamowity sposób wykrzykiwała, gwizdała, obsypując nas gradem kamieni. Starsi obywatele i obywatelki miasta Lublina przychodzili na chodniki i balkony, do okien, jakby coś nadzwyczajnego się działo. Wypowiadali przy tym obelżywe wyzwiska. Między innymi wyrażali się: „to są ci, którzy opuścili wiarę rzymskokatolicką, heretycy, kociarze, jeszcze ich jest aż tyle? Powinni byli ich wszystkich wymordować. Bombę na nich. Wystrzelać ich. Wysiekać. Wystrzelać ich”. Wielu braci i wiele sióstr po kilkakrotnie byli uderzeni kamieniami, lecz wszyscy zachowali zupełny spokój jak gdyby nie oni byli przedmiotem ataków i urągań rozentuzjazmowanej ludności Lublina, ubolewając tylko nad biednym stanem tych ludzi, nad ich ciemnotą i dzikością. Obserwując ich niejednemu z nas przypominały się opisy mroków średniowiecza. Wyglądało to tak, jakby znowu wkraczały one na arenę życia. Są to jednak jedynie drgania agonii fanatyzmu i ciemnoty, które w świetle wschodzącego słońca prawdy bezpośrednio przeminą.

Koniec napastników
Prokuratura w Lublinie, sygnatura akt 1/96 orzekła, że napadu dokonano na tle religijnym i jest zbrodnią przeciw ludzkości. Dwóch napastników zastrzelono w zasadzce, podczas próby ujęcia, na dwóch wykonano wyroki śmierci: 12 stycznia 1954 roku i 27 października 1955 roku, piątego zaś zasądzono na 15 lat pozbawienia wolności.

Zobacz inne świadectwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *