Sukcesja – skąd się bierze, do czego prowadzi i jak ją rozpoznać

Słowo „sukcesja” według SJP PWN oznacza spadek po kimś, dziedziczenie praw do tronu lub przejęcie po kimś wysokiego stanowiska. W historii chrześcijaństwa termin ten nabrał jednak szczególnego znaczenia. Mówiąc o sukcesji, mamy na myśli przede wszystkim sukcesję apostolską oraz szerzej – mechanizm przekazywania władzy duchowej i przywództwa.

Wykład wygłoszony przez brata Wiktora Szpunara na spotkaniu zboru w Bydgoszczy, 8 lutego 2026 roku: 

„Sukcesja”

Ten wykład nie jest poświęcony konkretnym osobom. Dotyczy raczej powtarzalnego mechanizmu, który widzimy w całej historii chrześcijaństwa: w Kościele rzymskokatolickim, w różnych nurtach protestantyzmu oraz w ruchu badaczy Pisma Świętego. Biblia wyraźnie uprzedza, że taki mechanizm będzie się pojawiał.

Pytania, które warto sobie postawić, brzmią: skąd bierze się idea sukcesji? Czy ma ona podstawy biblijne? Dlaczego powraca nawet tam, gdzie wcześniej została odrzucona? I wreszcie – jak Biblia uczy nas rozpoznawać prawdziwe i fałszywe przywództwo?


Sukcesja nie spadła z nieba – powstała historycznie

Idea sukcesji apostolskiej nie pojawiła się nagle jako objawienie. Powstała stopniowo, w konkretnych warunkach historycznych. Pierwszym ważnym przesunięciem było przeniesienie zaufania z Pisma Świętego na ludzi.

Po śmierci apostołów sytuacja Kościoła bardzo się zmieniła. Biblia nie była powszechnie dostępna, ludzie w większości nie potrafili czytać, a wykształcenie było przywilejem nielicznych. W tej sytuacji biskupi zaczęli być postrzegani jako osoby szczególnie natchnione, niemal nieomylne. Z czasem ich słowa zaczęły ważyć więcej niż same Pisma. Dobre intencje, połączone ze strachem przed chaosem i podziałami, doprowadziły do oddania władzy ludziom.

Przełomowym momentem był Sobór Nicejski w 325 roku. Gdy biskupi nie potrafili dojść do porozumienia w sprawach doktrynalnych, rozstrzygającą rolę odegrała władza świecka – cesarz Konstantyn. Credo nicejskie nie powstało w wyniku jednomyślnego działania Ducha, lecz zostało narzucone decyzją cesarską. Zamiast argumentów pojawiły się wygnania dla tych, którzy myśleli inaczej, jak choćby Ariusz. Jedność wymuszona nigdy nie jest jednością Ducha – to ważna lekcja historii.

Poczytaj więcej: 


Apostolskość jako argument władzy

Kościół rzymskokatolicki określa się jako apostolski, ponieważ przyjmuje, że władza apostołów została przekazana biskupom poprzez nałożenie rąk. Ta ciągłość nie wynika jednak bezpośrednio z Biblii, lecz z tradycji kościelnej i późniejszej interpretacji historii. W tym systemie biskup Rzymu – papież – został uznany za następcę apostoła Piotra i widzialną głowę Kościoła na ziemi.

Dokument z XI wieku, wydany w 1075 roku Dictatus ppae papieża Grzegorza VII:
„10. Jego jednego imię ma być wspomniane w modlitwach kościelnych.
12. Jemu wolno władcami rozporządzać a więc i cesarzy z tronu składać.
13. Jemu wolno w razie potrzeby biskupów z miejsca na miejsce przenosić.
14. W całym Kościele wolno mu duchownych mianować, gdzieby chciał.
19. Przez nikogo nie może być on [papież] sądzony.
21. Ważniejsze sprawy każdego Zgromadzenia mają być Jej [Stolicy Apostolskiej] przedkładane.
22. Kościół rzymski nigdy nie pobłądził i po wszystkie czasy, wedle świadectwa Pisma św. w żaden błąd nie popadnie.”

Wyrazem tej myśli jest m.in. bulla Unam Sanctam papieża Bonifacego VIII z 1303 roku, która głosi istnienie jednego Kościoła, jednej owczarni i jednego pasterza, utożsamianego z Chrystusem i Piotrem oraz jego następcami. Z czasem urząd biskupa Rzymu został uświęcony i wyniesiony ponad inne. Sprzyjała temu zarówno ranga dawnej stolicy cesarstwa, jak i polityczne decyzje, np. sankcja cesarza Justyniana w VI wieku, ustanawiająca jednego biskupa „nad wszystkimi biskupami”. Cesarze nie zdawali sobie wówczas sprawy, jak długotrwałe i krwawe spory o władzę będą toczyć się później między tronem a papiestwem.


Sukcesja apostolska w świetle Biblii

Gdy jednak spojrzymy na sukcesję apostolską przez pryzmat Biblii, obraz wygląda inaczej. Pismo Święte mówi wyraźnie o wyjątkowości apostołów. Jest ich dwunastu – apostołów Baranka – i ich liczba nie jest przypadkowa (Obj. 21:14; Mat. 19:27–28).

Po śmierci Judasza uczniowie wybrali Macieja jako jego następcę, ale Biblia nie pokazuje, by Bóg ten wybór potwierdził. Zamiast tego przez samego Chrystusa powołał apostoła Pawła, który sam podkreśla, że został posłany „nie od ludzi ani przez człowieka” (Gal. 1:1). Co istotne, w całym Nowym Testamencie nie ma żadnej instrukcji dotyczącej ustanawiania następców apostołów.

Nie potrzeba nowych apostołów, ponieważ apostołowie uczą do dziś – poprzez swoje pisma. „Wszystko Pismo jest natchnione przez Boga” (2 Tym. 3:16–17). Już w I wieku pojawiali się fałszywi apostołowie (Obj. 2:2), a prostym testem prawdziwości nauczania jest jego zgodność z nauką apostołów zapisaną w Biblii (Gal. 1:8; Dz. 20:28–30).

Wniosek jest prosty: Kościół nie potrzebuje nowych apostołów, bo ma ich naukę.


Od sukcesji apostolskiej do sukcesji wodzowskiej

Biblia wzywa: „wszystko badajcie”. Historia pokazuje jednak, że tam, gdzie zanika osobiste badanie Pisma, szybko pojawia się klerykalizm i sekciarstwo. Już apostoł Paweł musiał reagować na hasła: „Jam Pawłowy, jam Apollosowy…”.

Reformacja była dobrym początkiem – reformatorzy nie rościli sobie nieomylności. Problem pojawił się później. Po nich przyszły instytucje, wyznania wiary, „strażnicy prawdy” i mechanizmy władzy. Schemat się powtarza: ktoś przypomina biblijną prawdę, powstaje ruch, potem organizacja, następnie władza, wykluczenia inaczej myślących i w końcu duchowa śmierć ruchu, po której zostaje jedynie pomnik.


Jak Biblia uczy rozpoznawać prawdziwych przywódców?

Biblia nie daje nam listy nazwisk, ale kryteria. Dowodem Bożego wyboru NIE są: ciągłość urzędu, struktura organizacyjna danej grupy. Nie powinniśmy też kierować się strachem przed wykluczeniem.

Prawdziwe kryteria są inne:

  1. zgodność nauczania z Biblią,

  2. duch Chrystusa,

  3. wewnętrzne przekonanie serca wierzącego – bez przymusu i manipulacji.

Dodatkowo Jezus mówi: „Po owocach ich poznacie”. Czy dany przywódca zachęca do samodzielnego badania? Jak reaguje na pytania i brak bezkrytycznej akceptacji? Czy na pierwszym miejscu widać prawdę, czy raczej jego osobę?

Przywódcy są potrzebni, ale jako słudzy i pomocnicy, nie jako panowie nad sumieniami. Jedyną Głową Kościoła jest Jezus Chrystus.


Gdy historia się powtarza

Ten sam mechanizm widzimy po śmierci brata Russella, gdy pojawiła się idea następcy „wiernego sługi”, później urzędu prezesa, ciała kierowniczego czy „grona pomazanych”. Towarzyszyły temu argumenty o ciągłości urzędu, „boskim przewodzie” i wykluczenia inaczej myślących.

Podobne myślenie pojawia się dziś w niektórych środowiskach epifanicznych, gdzie uznanie konkretnego wodza jest przedstawiane jako próba wiary, a samodzielne działania bywają zakazywane bez biblijnego uzasadnienia.


Co z tym zrobić?

Biblia daje jasną odpowiedź. Bóg nie potrzebuje hierarchii, by prowadzić swój lud. Jezus jest jedyną Głową Kościoła. Apostołowie uczą przez swoje pisma. Bóg w różnych epokach posługiwał się różnymi braćmi, by przypominać zapomniane prawdy, ale nigdy nie ustanawiał ich władcami sumień.

Każdy wierzący jest odpowiedzialny przed Bogiem:
– ma sam myśleć,
– sam badać,
– sam odpowiadać za swoją wiarę.

Pomagamy sobie wzajemnie jako zbór i rodzina duchowa w Chrystusie – ale Bóg patrzy na każdą osobą indywidualnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *