Sposób pewnej siostry z Chicago

„Echa pielgrzyma” – zbiór kazań Benjamina H. Bartona, dostępny w Wydawnictwie STRAŻ.

„Jeśli która cnota (…), o tym przemyślajcie” [Filipian 4:8]

„To zdaje się sugerować, że mamy rozmyślać o tym, co pomoże nam stać się lepszym mężczyzną, lepszą kobietą czy lepszym chrześcijaninem. Nie myślcie o rzeczach, które do tego nie prowadzą. Jest to sposób, żeby nasze umysły trzymać z daleka od złych myśli – poprzez myślenie o rzeczach dobrych, rzeczach chwalebnych i takich, które będą pomocne. Często spotykamy ludzi roztrzęsionych, niemalże do granic rozpaczy, bo nie dają sobie rady ze złymi myślami. Dopadają nas złe myśli i gorączkowo usiłujemy się ich pozbyć. W ten sposób nigdy się od nich nie uwolnicie. To tak, jakbyście chcieli miotłą zamieść ocean. Powiem wam, jak zamieść ocean, żeby nigdy nie powrócił. Nie bierzcie miotły; weźcie coś bardziej solidnego. Weźcie urwisko i spuśćcie go na dół; ocean nie wydostanie się z powrotem, gdyż znajduje się tam urwisko. Gdy zła myśl usiłuje się wedrzeć, obierzcie na jej miejsce myśl dobrą. Nie podejmujcie gorączkowych wysiłkowych, by usunąć złe myśli. Przypomnijcie sobie kilka urywków z Pisma Świętego, zaśpiewajcie jakąś pokrzepiają pieśń, w miejsce złych myśli przywołajcie dobre.

W związku z tym przypomina mi się opowieść jednej siostry z Chicago; nigdy tego nie zapomnę. Sądzę, że jest to jedna z najbardziej praktycznych porad, jakie kiedykolwiek słyszałem. Siostra ta musiała codziennie dojeżdżać do centrum miasta do pracy, co zajmowało jej dwie godziny – jedną godzinę w tamtą stronę i jedną z powrotem, wieczorną porą. Próbowała przeznaczać te dwie godziny na czytanie czegoś pożytecznego, ale miała problemy z oczami i musiała zrezygnować. Potem usiłowała rozmyślać w tym czasie o duchowych sprawach, ale tyle rzeczy ją rozpraszało, że myśli jej uciekały i nie za bardzo jej się to udawało. W końcu wymyśliła sposób, jak spędzać te dwie godziny pożytecznie bez konieczności czytania i wytężania wzroku jak wcześniej. Po zapłaceniu za przejazd czytała reklamy: PROSZEK DO PRANIA «ZŁOTY PYŁ» albo HERBATA LIPTON itp. Powiedziała, że spędzając dwie godziny każdego dnia na czytaniu tych napisów, czuła się znacznie bliżej Pana; otrzymywała tak wielkie błogosławieństwo, że prawie z niechęcią wysiadała z pojazdu. Gdy to usłyszałem, pomyślałem: «Dziwny to sposób otrzymywania błogosławieństwa»; gdy jednak dowiedziałem się, jak ona to robiła, uznałem, że jest to jedna z najbardziej przydatnych porad, jakie kiedykolwiek usłyszałem. Brała ona różne litery z każdego słowa reklamy. Weźmy jako przykład ów «ZŁOTY PYŁ». Brała ona literę «z» i wymyślała co najmniej trzy wersety biblijne zaczynające się od «z». Po wymyśleniu wersetów na literę «z» brała kolejną z danego słowa i postępowała w taki sam sposób. Jak doszła do «o», to na przykład przypomniała sobie: «Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech». Następnie «t» itd. To bardzo rozwinęło jej pamięć dotyczącą wersetów z Pisma Świętego. Można też wymyślać pieśni zaczynające się na daną literę. Można pomyśleć o jakimś przymiocie charakteru, np. na literę «p» – «pobożność». Później weźmy np. «ł». Jaka dobra cecha zaczyna się na «ł»? «Łagodność». I dalej kontynuujmy z innymi literami. Można by też wymyślać złe cechy zaczynające się od tych liter. W ten sposób przekonujemy się, jak z najprostszych życiowych okoliczności będziemy w stanie odnieść błogosławieństwo; możemy otrzymać pomocne lekcje i zbliżyć się do Pana.”

Benjamin H. Barton, „Echa pielgrzyma”, s. 391-392.

Zobacz inne świadectwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *