<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>ZSRR &#8211; Badacze Biblii</title>
	<atom:link href="https://badaczebiblii.pl/tag/zsrr/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://badaczebiblii.pl</link>
	<description>Chrześcijański zbór w Bydgoszczy</description>
	<lastBuildDate>Wed, 25 Jan 2023 17:09:00 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">39565544</site>	<item>
		<title>Z Prawdą na zsyłkę do Kazachstanu</title>
		<link>https://badaczebiblii.pl/z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu</link>
					<comments>https://badaczebiblii.pl/z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 25 Jan 2023 17:08:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Słudzy Boga i człowieka]]></category>
		<category><![CDATA[Życie chrześcijanina]]></category>
		<category><![CDATA[czasy związku radzieckiego]]></category>
		<category><![CDATA[kazachstan]]></category>
		<category><![CDATA[prześladowania chrześcijan]]></category>
		<category><![CDATA[prześladowania za wiarę]]></category>
		<category><![CDATA[represje stalinowskie]]></category>
		<category><![CDATA[siostra gałuszczak]]></category>
		<category><![CDATA[stalinizm]]></category>
		<category><![CDATA[ZSRR]]></category>
		<category><![CDATA[zsyłki do kazachstanu]]></category>
		<category><![CDATA[zsyłki polaków na wschód]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://badaczebiblii.pl/?p=9771</guid>

					<description><![CDATA[Poniższe wspomnienia na podstawie rozmów z siostrą Gałuszczak opisał brat Zbigniew Pasterski. Opublikowane pierwotnie w czasopiśmie &#8222;Na Straży&#8221;, numery 5/1994 i 3/1995. Umieszczamy na stronie, by kultywować pamięć o wiernych dzieciach Bożych i trudnych doświadczeniach, jakie niekiedy musiały one znosić dla Pana i Prawdy. *** „Bóg nie mieszka w kościołach ręką uczynionych…” – te słowa <a class="more-link" href="https://badaczebiblii.pl/z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu/">Czytaj dalej...</a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000080;"><em>Poniższe wspomnienia na podstawie rozmów z siostrą Gałuszczak opisał brat Zbigniew Pasterski. Opublikowane pierwotnie w czasopiśmie &#8222;Na Straży&#8221;, numery <a href="https://nastrazy.org/nastrazy/1994/5/z-prawda-na-ssylku-w-kazachstan/">5/1994</a> i <a href="https://nastrazy.org/nastrazy/1995/3/z-prawda-na-ssylku-w-kazachstan-cz-ii/">3/1995</a>. Umieszczamy na stronie, by kultywować pamięć o wiernych dzieciach Bożych i trudnych doświadczeniach, jakie niekiedy musiały one znosić dla Pana i Prawdy.</em></span></p>
<p>***</p>
<div id="attachment_9772" style="width: 1272px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g.png"><img fetchpriority="high" decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-9772" class="wp-image-9772 size-full" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g.png" alt="" width="1262" height="888" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g.png 1262w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g-300x211.png 300w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g-1024x721.png 1024w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g-768x540.png 768w" sizes="(max-width: 1262px) 100vw, 1262px" /></a><p id="caption-attachment-9772" class="wp-caption-text">Mapa represji wobec obywateli polskich na terenie ZSRR w latach 1939-1959 (źródło: pamięć.pl)</p></div>
<p><em><strong>„Bóg nie mieszka w kościołach ręką uczynionych…”</strong></em> – te słowa jakoś dziwnie poruszyły moją duszę i otworzyły moje serce na nieodległy, jak się okazało, zasiew Prawdy. Owe radosne chwile zetknięcia się z Prawdą przypadły na rok 1946. Były to niebezpieczne czasy, w których ludzie zamieszkujący szczególnie tereny wschodnie dawnej Polski, poddani totalnej inwigilacji władzy, żyli w straszliwej niepewności jutra, które znaczyć mogło niewolniczą katorgę w łagrach, jakich mnóstwo było od spopielałych od słońca aułów Kazachstanu po skutą lodem Jakucję.</p>
<p>A jednak niewysłowiony żar Prawdy rozniecony raz w moim sercu otwierał mi usta w miejscu pracy, wśród sąsiadów lwowskiej kamienicy, gdzie mieszkałam, jeszcze na długo przed poświęceniem. Moje pierwsze zebranie, które odbyło się u br. Bieleckiego we Lwowie, zawdzięczam też mojemu Barnabie, którym okazali się dla mnie braterstwo Hirdukowie. Pamiętam do dzisiaj, czym wypełnione były te radosne chwile: w pierwszej części zebrania badano fragment 1 Listu do Koryntian, w drugiej – Proroctwo Ijoba. Zastanowiło nas z synem pytanie, które postawił brat Bielecki: Gdzie byłeś, gdy Bóg zakładał grunty ziemi? Tego dnia odbyły się jeszcze dwa zebrania, najpierw u siostry Pawlukowej, gdzie służył br. Witoszyński, który zginął później na Syberii, potem u siostry Kolasowej na Zamarstynowie.</p>
<p>Mijały radosne niedziele a ja z moim wiernym duchowym druhem – kochanym synem – rozkoszowałam się coraz bardziej Prawdą i społecznością z braćmi. Zbliżała się Pamiątka. Miałam gorące pragnienie w niej uczestniczyć, lecz nie wiedziałam, czy bracia uznają to za właściwe. Wytłumaczyli i zachęcili. I wreszcie nadszedł pamiętny 8 sierpnia roku 1946 – miałam zamiar przyjąć chrzest. Nie wiedziałam jednak, że zanim popłyną łzy radości na lwowskich Stawkach, wczesnym rankiem w progu naszego mieszkania stanie przeciwnik ludu Bożego w osobie funkcjonariusza NKWD z nakazem stawienia się na przesłuchanie, właśnie tego dnia. Modliłam się gorąco, śpiesząc na ulicę Sykstuską. I Pan wysłuchał. Przesłuchanie przełożono na moją prośbę, a ja mogłam wypełnić zamiar serca. Mijały szczęśliwe miesiące. Kochałam Prawdę i społeczność z drogimi braćmi. Nie umiałam zatrzymać tej radości w sobie, dzieliłam się Prawdą w każdej sytuacji, gdy miałam okazję rozmawiać z ludźmi.</p>
<p>Nie zdawałam sobie sprawy, że przeciwnik Boży obserwuje moje poczynania i szykuje się do ataku. Czy pani wie, że za trzy dni będzie pani aresztowana? – zagadnął pewnego dnia sąsiad z kamienicy, któremu nieraz opowiadałam Ewangelię. Co pani zrobi z dziećmi? Po krótkim namyśle odparłam: Moimi dziećmi opiekować się będzie Bóg. A więc pozostały mi tylko trzy dni. Przygotowywałam im wszystko, co mogłam do przeżycia następnych tygodni, miesięcy. Próbowałam też znaleźć pomoc wśród moich drogich braci. Nikt jednak nie chciał wierzyć w to najgorsze. Wśród wielu z nich zapanował strach. Siostra, przez którą poznałam Prawdę, gdy ją odwiedziłam i opowiedziałam swój kłopot, wystraszyła się i wyszła zdenerwowana z mieszkania.</p>
<p>– Mamo, nigdzie już nie chodź, zaopiekuje się nami na pewno Bóg – pocieszał mój syn Janek. Dziewiętnastego stycznia, wczesnym rankiem, rozległo się pukanie i zaraz potem pytanie: Możemy wejść? A więc przyszli jednak. Pokazują nakaz aresztowania. Ja, wzmocniona przez mego Pana, przerywam milczenie: Robicie tylko tyle, na ile pozwolił wam Bóg, by mnie doświadczyć. Pożegnałam się z dziećmi i ogarnęłam jeszcze raz wzrokiem mieszkanie. Wy tak opowiadacie Ewangelię, narażacie się władzy, a czy nie żal wam dzieci? – zagadują mnie w drodze. Tak, żal mi, ja teraz nic nie mogę dla nich zrobić, nimi zaopiekuje się Bóg – odparłam.</p>
<p>Trafiam do celi nr 7, gdzie już przebywało 19 osób. Mijają dni oczekiwania na śledztwo, aż pewnego wieczoru w drzwiach celi staje strażnik: Gałuszczak, za mną! Prowadzi mnie do pokoju na piętrze. Zanim dotarłam przed śledczego, odczułam na sobie całą brutalność więziennej przemocy. Strażnik rzuca w drodze: Obernysia! Nie zareagowałam, bo nie zrozumiałam go. Miałam się odwrócić. Po nagłym popchnięciu upadłam na schody, i tak szczęśliwie, kalecząc tylko twarz i ręce. Ujął się jednak za mną śledczy i nakazał innemu już strażnikowi traktować mnie inaczej, jako człowieka, który znalazł się tu z innych powodów aniżeli pozostali aresztanci, z kręgów nacjonalistycznego podziemia ukraińskiego. Rozpoczęło się wielogodzinne przesłuchanie: Przez kogo zostałam zwerbowana do organizacji, która zajmuje się opowiadaniem Ewangelii, co w niej wyczytałam, czy jestem przeciwko władzy sowieckiej i komunizmowi – pytał w kółko kilka razy. Wiedziałam zanim się tu znalazłam (gdyż bracia przedtem ostrzegali), że nazwisk i adresów braterstwa nie wolno ujawniać.</p>
<p>– Siostra, przez którą poznałam Ewangelię, już nie żyje. Biblia zawiera wspaniałe nadzieje i słowa pociechy dla wszystkich ludzi a wszelka władza, w tym również sowiecka, jest na służbie u Boga i dąży do czegoś, czego ludzie nie mogą zbudować, gdyż sprawiedliwość i pokój zapewnić może tylko Jezus Chrystus – takie były moje wyjaśnienia. W pewnej chwili śledczy postawił mi pytanie: A wy się modlicie? Ależ tak – odpowiedziałam – może chcecie posłuchać? Skinął głową. Natychmiast wstałam, on zaskoczony tym, pyta, czemu się tak zachowuję. Stoję tu już długo przed wami, człowiekiem, a miałabym nie okazać czci i nie powstać do rozmowy z Bogiem? – wyjaśniam. Eto charaszo – patrzył na mnie zamyślony.</p>
<p>Gdy wróciłam do celi, nie mogli uwierzyć, że przesłuchiwano mnie bez bicia. Czytam Biblię i modlę się do mego Boga. Czym zasłużyłam na bicie? – tłumaczyłam zdziwionym aresztantom, którzy, jak mówili, wracali zawsze zbici i pokrwawieni. Tu dowiedziałam się, że moje aresztowanie zbiegło się z aresztowaniami wśród Świadków. Uznano mnie i, jak się później okazało, jeszcze 7 osób ze zboru lwowskiego za należących do ich organizacji. W sierpniu, na krótko przed procesem, spotkałam tam dopiero naszych braci: Bieleckiego, Bodnara, Stereckiego i innych. Serdecznie przywitaliśmy się i ucieszyli. Teraz nabraliśmy otuchy na wspólny nasz los, na który Pan dozwolił. Sądzono nas razem. Wszyscy bracia zgodnie oświadczyli na stawiane przez sędziego pytania, że Prawdę cenią nad życie i niezależnie od tego, jaki będzie wyrok, nie wyprą się jej nigdy. Wyrok przyjęliśmy ze spokojem, gdyż Pan wzmacniał nas swoją mocą: osiem lat zsyłki, konfiskata majątku osobistego, a dla mnie dodatkowo utrata praw rodzicielskich. To zabolało wyjątkowo.</p>
<p>Drogi brat Bielecki poradził, bym zaraz wniosła odwołanie od tej ostatniej kary. Spróbowałam. Po procesie wywieziono nas do wyjątkowo ciężkiego więzienia w Złoczowie. Pan nie opuszczał nas i w tych trudnych chwilach, otworzył mi nawet drzwi do pracy dla Niego. Wśród nas znajdowała się również, z nieznanych mi powodów, siostra zakonna – Maria Berezińska ze Lwowa. Była mi nieprzychylna. Ciężkie więzienne warunki podkopały jej zdrowie i wywiązała się ciężka choroba. Wymagała opieki. Czułam, że Pan żąda ode mnie dowodów uczniostwa. Zajęłam się nią: myłam, zmieniałam opatrunki, wynosiłam na rękach na powietrze. Zbliżyłyśmy się do siebie. Pewnego dnia powiedziała mi: Teraz widzę, że byłam wobec pani niesprawiedliwa i przykra, proszę o wybaczenie. Proszę na pamiątkę naszego spotkania w życiu nauczyć mnie którejś z pieśni, jakie pani śpiewa. Wspomniałam na pieśń „Pójdę za Jezusem”. Pan nagrodził – mogłyśmy razem zaśpiewać Mu na chwałę.</p>
<p>Tymczasem rozpatrzono odwołanie od wyroku i wszystkich nas przewieziono znów do Lwowa. Tu doczekaliśmy rozprawy, na której sąd wyższej instancji uchylił poprzedni wyrok i orzekł nowy: pięć lat wolnej zsyłki. Przywrócono mi prawa do moich drogich dzieci. Modliłam się gorąco, dziękując Bogu za Jego opiekę i pomoc. Potem jeszcze jedna zmiana aresztu, skąd w lutym roku 1948 wywieziono nas przez Kijów, Charków, Czelabińsk do Kokczetaw w północnym Kazachstanie. Jechaliśmy długo, bo z miesięcznymi nieraz przerwami w podróży. W tej dziwnej poniewierce tłumu skazańców, których dzieliło tak wiele a łączył jeden los, odczuwałam w każdym miejscu opiekę łaskawego Ojca Niebieskiego.</p>
<p>Kilkumiesięczna wędrówka w transporcie skazańców zakończyła się dla mnie dopiero w maju. Stepy Kazachstanu przykrywa jeszcze o tej porze śnieg, a przenikliwy zimny wiatr przeszywał do szpiku. Płaszcz który miałam na sobie, zapinany na guziki z chleba, nie stanowił ochrony przed dotkliwym zimnem.</p>
<p>W eskorcie strażnika, potykając się w śniegu, idziemy na posterunek milicji. Oświadczają mi, że przyjechałam tutaj na pięć lat tzw. wolnej zsyłki, nie mam prawa nigdzie stąd wyjeżdżać, ale mam się czuć jak człowiek wolny. Dowiaduję się też, że mam pracować w cegielni. Gdy jednak stanęłam, w tym swoim lichym odzieniu, przed kierownikiem, ten zmierzył mnie wzrokiem i stwierdził, że zna moją sytuację, a wobec tego, wiedząc że mam dzieci, a praca tutaj w surowych warunkach nie dałaby mi szans na przeżycie, powiedział na koniec, że nie przyjmie mnie, ponieważ nie chciałby mieć mnie na sumieniu. Poradził mi, dając na koniec kilka rubli na przeżycie następnych paru dni, bym poszukała sobie pracy w mieście. Na pożegnanie życzył mi wszystkiego dobrego.</p>
<p>W tych trudnych początkowych dniach, jak również i potem odczuwałam cały czas dobrotliwą i opiekuńczą dłoń naszego Ojca Niebieskiego. Zupełnie przypadkowo spotkałam znajomą więźniarkę, z którą byłam w więzieniu we Lwowie – Żydówkę, o imieniu Ruta. Miałam okazję rozmawiać z nią o Ewangelii, a również o nadziejach narodu żydowskiego. Bardzo serdecznie przywitałyśmy się. Ku mojemu zaskoczeniu oświadczyła, że skoro wspierałam ją duchowo w więzieniu, ona teraz nie pozwoli, bym miała tutaj zginąć.</p>
<p>Głód, wszechobecny brud i ubóstwo w codziennym bytowaniu, były wprost niewyobrażalne. Zachorowałam wnet na czerwonkę. Stan był bardzo ciężki, a tak przecież chciałam żyć. Gdy wracała przytomność modliłam się bardzo gorąco i Pan wyrwał mnie z objęcia śmierci. W tej właśnie godzinie śmiertelnego zagrożenia Pan zesłał mi w modlitwie, w której ustawicznie trwałam, pomoc. Przypomniałam sobie o czymś, co niegdyś czytałam. Poprosiłam, by dano mi trochę jodyny, z której przygotowałam sobie napój. Obsługa szpitalna obawiała się czy przeżyję tę kurację. Po pewnym czasie dolegliwości, jak gdyby zmniejszyły się, mogłam zasnąć. Spałam podobno trzy doby. Ta prosta w sumie kuracja, jak się wnet okazało, przyniosła wielu chorym na czerwonkę ulgę, a nawet wyleczenie. Dziękowano mi, a ja z pokorą i wdzięcznością, mojemu dobremu Ojcu. Pod opieką życzliwych i bezinteresownych ludzi wracałam do zdrowia.</p>
<p>W niedługim czasie dojechali również pozostali bracia skazani razem ze mną. Korzystając z przychylności naczelnika milicji, dostaję pozwolenie na odwiedzenie ich w dość odległym kołchozie, dokąd skierowano ich do pracy. Zaopatrzyłam się w trochę chleba i mleka, i ruszyłam w drogę piechotą. Dotarłam w końcu do celu, lecz nie zapomnę nigdy tego, co dane mi było oglądać – istoty ludzkie, odmienione cierpieniem przez głód i wyniszczające warunki życia, pod gołym niebem. Rozpoznaliśmy się i ucieszyli, gdyśmy mogli podziękować Bogu za to spotkanie i chleb powszedni, który przecież w niczym prawie nie przypominał chleba w dniach sytości.</p>
<p>W niedługim jednak czasie bratu Bodnarowi pracującemu w szpitalu miejskim, gdzie był bardzo lubiany, udało się znaleźć dla nich pracę i mieszkanie oraz pozwolenie na zamieszkanie w mieście. Mogliśmy teraz być razem tworząc maleńką społeczność. Stopniowo również i warunki materialne ulegały poprawie. Tak doczekaliśmy zmian, które przyniosła śmierć Stalina. Rozpoczęłam starania, by pozwolono przyjechać do mnie moim drogim dzieciom. Niestety, nie dojechały już do mnie oboje – Janek, syn mój, jak się później dowiedziałam, zachorował bardzo ciężko i zmarł w szpitalu. Bóg łaskawy dał i w tej godzinie dość siły, bym to znieść mogła.</p>
<p>W Swojej dobroci pozwolił nawet, bym mogła opowiadać Ewangelię w domu pewnej zacnej kobiety będącej… sekretarzem partii w Rajkomie. Opiekowała się mną w czasie choroby i przyjęła potem do swego domu. Zyskałam jej sympatię i zaufanie, gdyż, jak wyznała kiedyś szczerze, szanuje Słowo Boże i tych którzy je czytają, ponieważ matka jej miała i kochała Biblię. Zżyłyśmy się do tego stopnia, że ilekroć gościła w domu partyjnych towarzyszy, prosiła, bym uczestniczyła w tych spotkaniach i rozmawiała o nadziejach Słowa Bożego. Mieszkając u niej, mogłam również za jej wiedzą, a nawet zachętą pomagać materialnie moim drogim braciom. Czas ten wspominam do dzisiaj jeszcze bardzo mile, z wielką wdzięcznością dla Boga i Pana naszego, który prowadził mnie często bardzo dziwnymi, ale jakże błogosławionymi ścieżkami życia. Zawsze też byłam, i do dzisiejszego dnia gotowa jestem, wyznawać słowem i czynem moją gorącą miłość do mojego Zbawiciela.</p>
<p>I tak dobiegał końca nasz kazachstański exodus. Zachęcona przez brata Bieleckiego złożyłam prośbę o umożliwienie repatriacji do Polski. Odpowiedź z Moskwy nadeszła bardzo szybko. Stukot kół oddalał od ziemi, która dla tak wielu ludzi okazała się przecież sroga i nieludzka, w której często przychodziło im rozstać się z życiem. Dla mnie tę mroczną ziemię Bóg rozświetlał Swoim Słowem i prowadził mnie w tym morzu ludzkiego nieszczęścia Swoją mocną prawicą. Miałam to szczęście spotkać Go w życiu i On zawsze słyszał moje westchnienia: „ale nas zbaw ode złego”.</p>
<p>___<br />
Z<em>obacz <a href="https://badaczebiblii.pl/swiadectwa/">inne świadectwa</a>.</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://badaczebiblii.pl/z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">9771</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Przemytnicy Dobrej Nowiny</title>
		<link>https://badaczebiblii.pl/przemytnicy-dobrej-nowiny/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=przemytnicy-dobrej-nowiny</link>
					<comments>https://badaczebiblii.pl/przemytnicy-dobrej-nowiny/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 12 Jan 2021 12:22:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Słudzy Boga i człowieka]]></category>
		<category><![CDATA[Życie chrześcijanina]]></category>
		<category><![CDATA[barbara borej-hartman]]></category>
		<category><![CDATA[czasy związku radzieckiego]]></category>
		<category><![CDATA[gazeta studencka bis]]></category>
		<category><![CDATA[głoszenie ewangelii]]></category>
		<category><![CDATA[helena grzesik]]></category>
		<category><![CDATA[julian grzesik]]></category>
		<category><![CDATA[przemyt]]></category>
		<category><![CDATA[przemyt Biblii]]></category>
		<category><![CDATA[przemytnicy biblii]]></category>
		<category><![CDATA[świadectwa]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[ZSRR]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://badaczebiblii.pl/?p=7168</guid>

					<description><![CDATA[Poniższy artykuł napisała Barbara Borej-Hartman. Pochodzi z gazety studenckiej BiS, nr 13/1991. O panu Julianie Grzesiku i jego żonie Helenie pisaliśmy już w BiS-ie nr 7-8 i zapowiedzieliśmy wtedy, że jeszcze do tego tematu wrócimy. Dziś chcemy opowiedzieć więcej o ich niezwykłej działalności, jaką zaczęli prowadzić w 1966 roku i która właściwie trwa do dzisiaj <a class="more-link" href="https://badaczebiblii.pl/przemytnicy-dobrej-nowiny/">Czytaj dalej...</a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_7169" style="width: 410px" class="wp-caption alignright"><a href="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii.jpg"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-7169" class="wp-image-7169" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii.jpg" alt="" width="400" height="279" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii.jpg 984w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii-300x209.jpg 300w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii-768x536.jpg 768w" sizes="(max-width: 400px) 100vw, 400px" /></a><p id="caption-attachment-7169" class="wp-caption-text">Na zdjęciu: Helena Grzesik i &#8222;przemytnicy&#8221; Biblii z zachodu, którzy dostarczali Biblie do Lublina. Dalej, różnymi sposobami, były one kolportowane do ZSRR.</p></div>
<p><big><span style="color: #0000ff;"><em>Poniższy artykuł napisała Barbara Borej-Hartman. Pochodzi z gazety studenckiej BiS, nr 13/1991.</em></span></big></p>
<p>O panu Julianie Grzesiku i jego żonie Helenie pisaliśmy już w BiS-ie nr 7-8 i zapowiedzieliśmy wtedy, że jeszcze do tego tematu wrócimy. Dziś chcemy opowiedzieć więcej o ich niezwykłej działalności, jaką zaczęli prowadzić w 1966 roku i która właściwie trwa do dzisiaj (1991 r.).</p>
<p>Chodzi mianowicie o dostarczanie Pisma Św. i innej literatury do państw bloku sowieckiego, dla ludzi różnych narodowości. Z biegiem czasu zakres tego szmuglu powiększał się i państwo Grzesikowie zaczęli również przerzucać maszyny do pisania, a nawet poligraficzne części. W ciągu tej 25-letniej działalności poszerzały się kręgi odbiorców literatury, zwiększała się liczba osób ją dostarczających i naturalnie ilość &#8222;trefnego&#8221; towaru (do tysięcy egzemplarzy książek). Wymyślano coraz to nowe sposoby przemytu. Oczywiście nie odbyło się bez wpadek, konfiskat i róznych kar.</p>
<p>Pan Julian od pewnego czasu notuje swoje wspomnienia, a pomaga mu w tym żona. Z pamiętnika tego, ale i z rozmów dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Otóż p. Grzesikowie są chrześcijanami o antytrynitarnych poglądach, ale działalność swoją prowadzili na rzecz &#8211; jak mówią &#8211; Kościoła Powszechnego. Bezinteresowne i pełne poświęcenia wysiłki podjęli wobec świadomości olbrzymiego głodu literatury religijnej o jakim dowiedzieli się i jaki potem już sami obserwowali wśród ludzi żyjących w straszniejszych niż Polska miejscach za żelazną kurtyną. Często przecież na setki czy nawet tysiące kilometrów (np. na Syberii) przypadała jedna książka religijna czy jeden egzemplarz Pisma Św., zawsze zresztą pieczołowicie przechowywany i chroniony.</p>
<p>Wspomnienia p. Juliana Grzesika [urzekają] opisami podziemia różnorodnych wyznań i organizacji religijnych, często bardzo licznych. I mogłoby się nawet wydawać, że programowa laicyzacja nie odniosła żadnego skutku. Pan Julian wiele razy był w ZSRR i świetnie zna realia życia w tym kraju. Można więc się dowiedzieć z jego opisów jak wygląda podróżowanie w tym kraju. Specjalne pozwolenia od władz (często nieosiągalne), nieznane dni i godziny otwarcia kas biletowych, koczujące na stacjach tłumy. Dla każdego, kto zna te realia, niesamowita może być opowieść p. Heleny o tym, jak w latach 60-tych i 70-tych w różnych przebraniach podróżowała na takich trasach, jak z republik nadbałtyckich na Krym czy Kaukaz. Robi wrażenie opowiadanie o wizycie jednego z przemytników w Serchowie na Polesiu, gdzie od 1939 roku aż do jego przyjazdu nigdy nie było żadnego cudzoziemca. Serchowo jest oddalone od granicy polskiej zaledwie o jakieś 150 km. Na tym bagnistym terenie nie uprawia się warzyw. Ludność zdana jest na dostawy z zewnątrz, ale wiosną i jesienią nie można dostać się do tej miejscowości. Stąd też dość często ludzie pozbawieni są podstawowych produktów żywnościowych. W zasadzie wszyscy mieszkańcy tych okolic chorują na szkorbut. Tylko jeden człowiek, inwalida wojenny bez jednej nogi, miał zezwolenie na prywatne posiadanie konia. Pewien starzec wyznał, że jeszcze nigdy w życiu nie spał na łóżku. Jego rodzina żyje w jednym pomieszczeniu wspólnie z inwentarzem rozkładając na noc pomost z desek, na którym śpią.</p>
<p>Jak już wspomniałam działalność p. Grzesików i innych ludzi im podobnych była bezinteresowna. Była natomiast wspomagana przez holenderską misję &#8222;Otwarte drzwi&#8221; oraz przez misje niemieckie. Tam drukowano Biblie i przywożono do Polski, ale wszelkie koszty przemytu pokrywali już Polacy.</p>
<p>Opowiadania i spisane wspomnienia ukazują, jak w imię ważnego celu konsolidowały się różne odłamy wyznaniowe. Zawiązywały się też liczne przyjaźnie. W domu Grzesików spotykali się Szwedzi, Niemcy z NRD i RFN (o Niemcach p. Grzesikowie wyrażają się szczególnie pochlebnie), Anglicy, Holendrzy oraz rzadziej &#8211; mieszkańcy różnych cześci Związku Sowieckiego. Spotkania nie zawsze były planowane, a więc czasem z braku odpowiedniego tłumacza dochodziło do różnych komplikacji i zabawnych nieporozumień. Można by o tym długo mówić, ale z braku miejsca muszę tego poniechać. Przedstawię natomiast niektóre sposoby przerzucania &#8222;towaru&#8221;, bo jest to chyba najbardziej emocjonujące. Bez wiedzy zainteresowanych osób oraz ze względu na zasadę, że na zimne nie zaszkodzi dmuchać, nie będą podawane nazwiska ani dokładne miejsca i czas działania, tym bardziej, że chodzi też o ludzi mieszkających i pracujących właśnie w ZSRR. &#8222;A w odniesieniu do metod nie istnieje potrzeba czynienia tajemnicy z czegoś, co dawno przestało nią być&#8221; &#8211; mówi pan Grzesik.</p>
<p>A więc jednym z dobrych sposobów, przy pomocy którego dostarczano Biblię i inną literaturę były&#8230; przesyłki pocztowe. &#8222;Niemałą pomoc we wcześniejszych okresie oddała poczta wojsk stacjonujących w Polsce, np. w Legnicy. Tego rodzaju przesyłki w zasadzie nie były kontrolowane. Nadawcą w takiej poczcie mógł być albo pracownik cywilny tam zatrudniony lub wojskowy, albo jego rodzina. Tylko Bóg jest w stanie obliczyć ilości wysłanej tym sposobem literatury&#8221; &#8211; wspomina p. Grzesik.</p>
<p>Poważną rolę w tym transporcie odegrali pracownicy kolei (oczyście na liniach międzynarodowych). Niektórzy z nich pobierali za tę usługę pieniądze lub świadczenia w naturze.</p>
<p>Czyniono też próby, i to dość udane, wykorzystania transportu wodnego. W Rumunii używano TIR-ów przy pomocy których dostarczano w głąb ZSRR tysiące sztuk Pisma Św.</p>
<p>Niemcy z NRD korzystali z usług komunikacji powietrznej i do pewnego czasu odnosili nawet sukcesy.</p>
<p>Kilkanaście lat temu bardzo popularne byly wczasy nad Balatonem i w Złotych Piaskach &#8211; to również odegrało swoją rolę w tej historii. Znaleziono także dojście do samochodów z ziemniakami i mięsem, które jeździły z Polski do ZSRR wożąc towar zasadniczy, a gdzieś pośród niego ukryty ten dodatkowy.</p>
<p>Korupcja w Sowietach nie zna granic, ale przecież zaskakującym może być, że pewne ilości przewożono przy pomocy bagażu dyplomatycznego. W przemyt angażowali się też niektórzy wybitni specjaliści z instytucji naukowych krajów RWPG, których bagaże w zasadzie nie były kontrolowane. Nie pomijano bardzo konspiracyjnych metod jak zapiekanie książek w chlebie czy cieście.</p>
<p>Pan Grzesik wspomina w pamiętniku przypadek, kiedy to jednocześnie dwie nie znające się kobiety przejeżdżały przez granicę z torbami pełnymi książek. W kolejce do odprawy celnej u tej pierwszej odkryto towar. No i sesancja, całą uwagę straż zwróciła na tę właśnie osobę, dzięki czemu tę drugą mniej kontrolowano. Kiedy indziej tym samym samolotem leciało dwóch nie znających się panów z tego samego miasteczka, mających takie same torby podróżne, a w nich książki. Doszło w dodatku do pomyłkowej zamiany tych toreb.</p>
<p>Takie przypadki świadczą o tym, jak dużo ludzi zajmowało się tą działalnością. &#8222;Wplątał&#8221; się w nią swego czasu nawet &#8222;pewien metropolita&#8221; kościoła prawosławnego. Niemałą rolę w przemycie odegrali również studenci KUL-u.</p>
<p>Sposobów, warunków i okoliczności związanych z przewozem Pisma Św., książek historycznych i literatury pięknej, maszyn itp. można by podać jeszcze więcej; długą i oddzielną opowieścią byłby sam opis przemytu przez Tatry.</p>
<p>Ta szlachetna i jakże rozległa działalność zasługuje na szczegółowe opisanie przez historyków. Jak dotąd zajęli się tym tylko Niemcy.</p>
<div class="entry-content">
<div class="entry-content">
<p><em>Zobacz inne <a href="https://badaczebiblii.pl/swiadectwa/" target="_blank" rel="noopener">świadectwa</a>.</em></p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://badaczebiblii.pl/przemytnicy-dobrej-nowiny/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">7168</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Początki naszej działalności w ZSRR</title>
		<link>https://badaczebiblii.pl/poczatki-naszej-dzialalnosci-w-zsrr/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=poczatki-naszej-dzialalnosci-w-zsrr</link>
					<comments>https://badaczebiblii.pl/poczatki-naszej-dzialalnosci-w-zsrr/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 08 Jan 2021 08:25:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Słudzy Boga i człowieka]]></category>
		<category><![CDATA[Życie chrześcijanina]]></category>
		<category><![CDATA[berezne]]></category>
		<category><![CDATA[berezno]]></category>
		<category><![CDATA[ewangelizacja na wschodzie]]></category>
		<category><![CDATA[helena grzesik]]></category>
		<category><![CDATA[julian grzesik]]></category>
		<category><![CDATA[lwów]]></category>
		<category><![CDATA[orłówka]]></category>
		<category><![CDATA[praca pańska na wschodzie]]></category>
		<category><![CDATA[przemyt Biblii]]></category>
		<category><![CDATA[przemyt ewangelii]]></category>
		<category><![CDATA[równe]]></category>
		<category><![CDATA[równo]]></category>
		<category><![CDATA[ZSRR]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://badaczebiblii.pl/?p=7096</guid>

					<description><![CDATA[POCZĄTKOWY OKRES DZIAŁALNOŚCI W ZSRR Julian Grzesik, Lublin, 8 sierpnia 2012 r. I Od 1966 roku &#8211; pierwszego wyjazdu kilku osób do Lwowa, rozpoczęła się praca szczupłego grona z Lublina i Lubelszczyzny na terenie byłego ZSRR. Początkowo polegała ona na nielegalnym przewożeniu przez granice Biblii i literatury religijnej oraz odszukiwaniu i gromadzeniu rozproszonych współczłonków, szczególnie <a class="more-link" href="https://badaczebiblii.pl/poczatki-naszej-dzialalnosci-w-zsrr/">Czytaj dalej...</a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_7097" style="width: 410px" class="wp-caption alignright"><a href="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach1.jpg"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-7097" class="wp-image-7097" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach1.jpg" alt="" width="400" height="287" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach1.jpg 800w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach1-300x215.jpg 300w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach1-768x550.jpg 768w" sizes="(max-width: 400px) 100vw, 400px" /></a><p id="caption-attachment-7097" class="wp-caption-text">Berezno w listopadzie 1966: do Jarmułków nielegalnie dotarły emisariuszki z Lublina. Z lewej Jarmułkowa, Helena G., Halina B., siostra Tiny z mężem Pawłem, z lewej stoją Misza Bojczuk, Jarmułka, Maksym Gałaguz z żoną Tiną, Erik Cylke, Niemiec, który pozostał baptystą.</p></div>
<p><strong>POCZĄTKOWY OKRES DZIAŁALNOŚCI W ZSRR</strong></p>
<p><em>Julian Grzesik, Lublin, 8 sierpnia 2012 r.</em></p>
<p><strong>I</strong></p>
<p>Od 1966 roku &#8211; pierwszego wyjazdu kilku osób do Lwowa, rozpoczęła się praca szczupłego grona z Lublina i Lubelszczyzny na terenie byłego ZSRR. Początkowo polegała ona na nielegalnym przewożeniu przez granice Biblii i literatury religijnej oraz odszukiwaniu i gromadzeniu rozproszonych współczłonków, szczególnie z terenów b. II RP. Wówczas na tamtych terenach niektóre zbory już nie istniały i do dziś się nie odrodziły, a w pozostałych nie odbywały się zebrania, zaś śladowa ilość byłych członków wegetowała duchowo, utrzymując między sobą dość nikłe związki. W miarę swych możliwości starał się je ożywiać Mikuła Fedko, wysiedlony z Łosińca do Żółkwi i odważna Anna Parylak ze Lwowa, u której w mieszkaniu w suterenie, sporadycznie odbywały się okazjonalne zebrania, na które ściągali rozbitkowie z różnych obłaści ZSRR. Oprócz Pamiątki Wieczerzy Pańskiej, odbywały się one sporadycznie częściej, gdy zaczęli się tam pojawiać Polacy.</p>
<p>Za Chruszczowa, gdy wzmogły się prześladowania w zamierzeniu ostatecznego zniszczenia religii, równolegle zaistniała możliwość swobodniejszego przemieszczania się przez granice sowieckiego imperium, nawiązania kontaktów, w tym udzielania wsparcia religijnego współwyznawcom. Prekursorami w zbliżeniu polsko-ukraińskim były mieszane małżeństwa, a w naszym przypadku Pan Bóg użył Zofię Grochową rodem z Paar (którą kilkakrotnie gościliśmy w Lublinie), a ona wprost przymusiła nas, byśmy w rewanżu pojechali do niej do Lwowa.</p>
<p>W 1966 roku wybrała się tam Helena z Haliną B. i Janem Ł., który usłużył po polsku u Parylaków, nie tylko lwowskim współwyznawcom, ale i z dalszych okolic. Atmosfera była podniosła i od tego czasu w różnych domach rozpoczęto się zgromadzać.</p>
<p>Chociaż zaproszenie Polaków dotyczyło pobytu tylko w danej miejscowości, lecz na szczęście przybysze z Polski w pełni nie zdawali sobie sprawy z grożących konsekwencji i dlatego cała trójka z Czopikiem pojechała do Zaleszczyk, do reemigranta z Małopolski, który znał Wojnara. Po krótkiej serdecznej gościnie, Jan Ł. z Czopikiem powrócili do Lwowa, a kobiety pojechały do Kijowa.</p>
<p>Ktoś z lwowskich baptystów dał im adres do współwyznawcy, gdzie zostały gościnnie przyjęte i przy okazji pobieżnie poznały Kijów. Ponadto spotkały się z sympatycznym odniesieniem ze strony taksówkarzy, jak również personelu dworca autobusowego, który ułatwił im kupno biletu do Równego. W trakcie jazdy w autobusie, by nie zwracać na siebie uwagi, cicho rozmawiały. Podsłuchał ich współpasażer i na głos powiedział, czego się boicie rozmawiać po polsku. W ten sposób wszyscy się dowiedzieli, że jadą dwie Polki, co w owym czasie było rzadkim wydarzeniem. Kierowca włączył radio na Warszawę i w takim przyjaznym towarzystwie przyjechały do Równego. Ich celem było jednak dotarcie do Jarmułków w Bereźnie, których kuzynka pracowała z Katarzyną Podstawkową i mieszkała blisko nas przy ul. Krańcowej. Nie mając mapy, nie zdawały sobie sprawy, że muszą jeszcze jechać ok. 80 km. Na szczęście uniknęły rutynowej milicyjnej kontroli dokumentów na stacji kolejowej i pod wieczór autobusem szczęśliwie dotarły do celu.</p>
<div id="attachment_7100" style="width: 410px" class="wp-caption alignright"><a href="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach3.jpg"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-7100" class="wp-image-7100" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach3.jpg" alt="" width="400" height="238" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach3.jpg 561w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach3-300x179.jpg 300w" sizes="(max-width: 400px) 100vw, 400px" /></a><p id="caption-attachment-7100" class="wp-caption-text">Berezno: członkowie zboru &#8211; druga z lewej Tina i mąż Maksym.</p></div>
<p>Uprzednio listownie przez kuzynkę z Lublina, Jarmułkowie byli powiadomieni, że mogą spodziewać się gości, ale oni nie przypuszczali, że będą to kobiety. Tego pamiętnego dnia Hania bieliła zewnętrzne ściany domu, więc zauważyła obce osoby, które zaprosiła do swego domu. A że w pobliżu mieszka kilka rodzin braterstwa, więc wieść o przybyszach rozniosła się po wierzących w miasteczku, którzy tego wieczoru zaczęli do nich przybywać. W takich okolicznościach, w nieznanym im środowisku „biesieda” poważnych pytań i odpowiedzi trwała do ok. 4 godziny rano. Zebrani byli ciekawi wszystkiego, w tym kim są, jak się nazywają, gdzie należą, w jakie nauki wierzą itp. Helena odpowiadała, że są chrześcijankami i należą do Chrystusa, ale gdy nacierano, pytając o konkrety odpowiadała: czy potrzebna jest przynależność do któregoś kościoła? Czy nie wystarczy wierzyć w to, co zawiera Biblia? W pewnym momencie Tina Gałaguz pyta: jak rozumieć proroctwo o wiernym słudze? Momentalnie spotkały się ich oczy i po oględnym wyjaśnieniu tej posługi, bez wymieniania nazwiska, porozumiały się, że wyznają tą samą prawdę żniwa. Wczesnym rankiem, gdy goście zaczęli przybywać i pytać czy mogą porozmawiać z siostrami, nie było już mowy o śnie i wypoczynku. To historyczne już dziś spotkanie nie da się opisać, tam należało być i wewnętrznie przeżyć. Na wspomnienie o tych, braciach ogarnia wzruszenie.</p>
<p>Ze względu na własne bezpieczeństwo nie mogły one przedłużać swego pobytu, ale zdołały się zorientować, z kim mają do czynienia i kto z Tiną wyznaje jej poglądy na prawdę. Okazało się, że ojcowie Tiny i Fedi Jarmułki przed wojną czytali niektóre tomy Russella. Na on czas w Małyńsku zapoznawał się z tomami Grygory Kowalczuk a z Wolnych znikł zbór w Polanach a ostał się jedynie Kardasz. W Orłówce Owerko, ojciec Wiktora przyjmował prawdę I Tomu od Sergieja Sawańczuka, który za II RP na kursie zielonoświątkowców w Gdańsku, spotkał się z kimś, kto udostępnił mu Boski Plan Wieków. Pomimo ich częściowego oświecenia, ze względu na zniewolenie sowieckie, wszyscy należeli oficjalnie do zborów zarejestrowanych WSIECHB, o zabarwieniu zielonoświątkowym.</p>
<p>Dowiedziały się one również, że podobno w prawdzie ostał się ktoś we Włodzimiercu, a o losie zborów w Serchowie i Bystrzycach nic nie słyszały. Takie informacje z Wołynia przekazała nam Helena dopingując, że z braku tam literatury, Biblii ukraińskich i rosyjskich, nie możemy bezczynnie siedzieć, tylko wszelkimi sposobami dostarczać je tamtejszym wierzącym! Bardziej szczegółowe rozeznanie o położeniu współwyznawców uzyskaliśmy od małżeństwa Jarmułków, które w 1967 roku, przed naszym wyjazdem do Lwowa przyjechało zaproszone przez Podstawków, a dogłębniejsze w czasie naszego pobytu na Ukrainie na zaproszenie Grochowej z Winnik k/ Lwowa.</p>
<p>Pobyt Jarmułków w Lublinie zdopingował nas do poszukiwania dla nich Biblii rosyjskich, których w Polsce na on czas nawet w Brytyjskim Towarzystwie nie było. Pojechaliśmy więc do zboru Wolnych Chrześcijan w Moratynie za Łaszczowem, gdzie otrzymaliśmy sześć NT rosyjskich, które oni w ukryciu szczęśliwie przewieźli przez granicę. Te ewangelie okazały się pierwszymi jaskółkami tysiąca egz., jakie w ciągu lat z łaski Pana przez usługę tutejszych „bożych przemytników” dostarczono do ZSRR.</p>
<div id="attachment_7101" style="width: 410px" class="wp-caption alignright"><a href="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach2.jpg"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-7101" class="wp-image-7101" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach2.jpg" alt="" width="400" height="348" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach2.jpg 690w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/Historia-w-fotografiach2-300x261.jpg 300w" sizes="(max-width: 400px) 100vw, 400px" /></a><p id="caption-attachment-7101" class="wp-caption-text">Berezno 25 IX 1967: „Na pamiątkę drogiemu braterstwu Grzesikom od rodziny Gałaguzowych”</p></div>
<p>A zwykle z Bożej opatrzności, jak i w tym przypadku wielkie sprawy, mają swoje małe początki. Wybierając się na miesięczny pobyt do Lwowa, mieliśmy świadomość potrzeb tamtejszych oraz obowiązków w dostarczeniu im w ich języku Biblii i literatury, której nie posiadaliśmy. Pojechałem do W-wy na Zagórną, by je tam otrzymać. Po nabożeństwach poprosiłem o nie prezbitera Krakiewicza, a on mnie odesłał do księgarza Szturmy. Całe szczęście że już wyszedł do domu, więc tylko otrzymałem jego adres, ale w domu również go nie zastałem. Gdy następnym razem Edward B., poprosił go o Biblie, po stwierdzeniu, że jest Badaczem, nie dał mu ani jednego egz. W jego mieszkaniu zastałem tylko syna i w odwiedzinach małżeństwo z Łucka, skąd przed laty repatriowała się również rodzina Szturmów. Wytłumaczyłem im, że się wybieram na Ukrainę i nie mogę jechać z pustymi rękoma. Na pytanie, dla kogo je chcemy przeznaczyć odpowiedziałem, że obojętnie, ale dla wierzących. Gdy zapewniłem, że jedną Biblię dostarczę na wskazany przez nich adres w Łucku, dali mi sześć Biblii, lecz nie pamiętam ile NT. W obecnych czasach nasycenia rynku Bibliami, nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie mojej radości (podobnej do Marii Jones w Szkocji). Dodam tylko, że nie znając cyrylicy i nie mogąc czytać, by się upewnić, że istotnie są one w moim posiadaniu, w drodze powrotnej w teczce kilkakrotnie je przeliczałem.</p>
<p>Następnym problemem było ich ukrycie przed celnikami. Biblie umieściliśmy w teczce w pudełkach po proszku IXI, a w wagonie osobno postawiłem ją wysoko na półce. Natomiast licząc na inteligencję celników, pozostałe Testamenty i literaturę, wspólnie z Edwardem B., cały tydzień, u dołu celofanowego dużego worka wielokrotnie ukrywaliśmy je w konfekcji i butach. To wszystko byłoby niczym, gdyby nie opatrznościowa ochrona aniołów, której doświadczyliśmy naocznie.</p>
<p>Aby pomniejszyć rozmiary ewentualnej wpadki na granicy, postanowiliśmy jechać oddzielnie. Pierwsza wybrała się Helena z „nielegalną” literaturą i NT w bagażu, po przytwierdzeniu bandażami pod ubraniem i wszystko szczęśliwie przewiozła. Podążyłem za nią następnego dnia. Licząc na to, że widoczna przez celofan zawartość worka zadowoli celnika, nie śpieszyłem się z jego zdejmowaniem z półki. Ale gdy niemal wszyscy pasażerowi zostali sprawdzeni, celnik rozkazał mi zdjąć worek do kontroli. Ze względu na jego ciężar ledwo to mi się udało i zacząłem wyjmować rzeczy na środek wagonu. Gdy dwie trzecie zawartości już wyrzuciłem na podłogę i nic nielegalnego nie było, celnik kazał mi na tym poprzestać. W międzyczasie zobaczyłem, że celnicy i pogranicznicy, którzy zakończyli już odprawę, konduktorki i wszyscy pasażerowie jak urzeczeni wpatrują się w zawartość mego worka, ale ani celnik, ani ktokolwiek nie zwrócił uwagi na jedyną teczkę z Bibliami na górnej długiej półce. To było ich wprost cudowne zaślepienie.</p>
<p>Na dworcu we Lwowie oczekująca na mnie Helena z przyjaciółmi, wprost nie dała mi dojść do słowa natarczywie pytając, jak było i czy wszystko przywiozłem. W takich chwilach nie sposób określić skalę wzajemnych uczuć i wdzięczności dla Boga, za użyczoną łaskę służby. Powstrzymam się od opisywania naszego pobytu, zebrania i gościny w znanym środowisku we Lwowie, napiszę tylko o mej usłudze w zborze rejestrowanych baptystów przy ul. H. Górskiej. Było dla nas przeżyciem obserwowanie obecności licznej młodzieży, która (chociaż inwigilowana i spisywana przez Milicję), nie bała się przychodzić na zebrania, śpiewać w chórze i działać misyjnie. Zaproszony przez prezbitera usłużyłem tematem biblijnym i gdy chór zaśpiewał pieśń „<em>Pamiętam dzień</em>”, płakałem jak dziecko. Na następny rok epifaniczny „sługa” z Polski, w tym zborze pierwszy i ostatni raz był zaproszony do usługi. Jego tematem było widzenie na górze przemienienia. Ale jak im wyłożył, żeby nie myśleli inaczej jak on, podjęli uchwałę, aby na przyszłość żadnego z nieznanych Polaków nie zapraszać do podobnej usługi.</p>
<p>Jeszcze o jednym wydarzeniu nie sposób nie wspomnieć. Otóż wracając w towarzystwie kilku osób z zebrania od baptystów, na którym dość nieostrożnie, w sposób widoczny kilku osobom daliśmy NT, czym zwróciliśmy uwagę młodzieńca, który znajdował się w przededniu służby w armii sowieckiej. Początkowo nie zwracałem uwagi na osobę kroczącą za nami i obok nas, którą Helena skierowała do mnie z prośbą o Nowy Testament. Jego wyczekująca postawa na moją odpowiedź, w szczególności oczy do dzisiaj przyjemnie mnie prześladują i chociaż on o tym nie wie, przez lata inspirowały do zintensyfikowania przemytu Biblii. Mając jeden egz., z przyjemnością wręczyłem nieznanemu młodzieńcowi.</p>
<p>Obecnie skoncentruję się na pobycie w Bereźnie, Bystryczach, Małyńsku, Włodzimiercu i Łucku. Nie zdając sobie sprawy z grożącego nam niebezpieczeństwa ze strony KGB, zachowywaliśmy się tam swobodnie niemal jak w Polsce. Oprócz usługi w niedzielę słowem Bożym w rejestrowanym zborze, nie tylko sami, ale licząc się z niemożliwością ponownego przyjazdu, z Młynowa ściągnęliśmy Pacygona rodem z biłgorajskiego i po południu mieliśmy „biesiedu” w dużej społeczności wierzących z miasteczka i okolicy Berezna. KGB nam nie przeszkadzało, ale lubelskie UB nadmieniło, że otrzymali pismo, żeby więcej takich „turystów” do nich nie posyłać. Nie sposób opisywać atmosfery panującej w trakcie pytań i odpowiedzi w czasie tej niezapomnianej społeczności.</p>
<p>W 1966 roku jak Helena znalazła się w Bereźnie w Domu Towarowym, słyszała za sobą: <em>eto Polaczka</em>, a w Sarnach po zlustrowaniu wprost nas zapytano, <em>gdzie się tu wzięli Polaki</em>? Jak się zorientowaliśmy, to na wołyńskim Polesiu, gdzie popełniono straszne zbrodnie, przed nami pojawiło się zaledwie kilku Polaków, którzy odwiedzali swe mieszane rodziny. Gdy na następny rok pojechali tam Podstawkowie, to w jednym z domów obserwował ich milczący człowiek, który w końcu wypytał ich czy są rodziną i gdy się dowiedział, że tylko duchową, rozpłakał się mówiąc: <em>ja nigdy nie myślałem, że Polak może być dla Ukraińca bratem.</em></p>
<p>Na początku spotkania w Bereźnie, Pacygon bez rozeznania w jak zróżnicowanym środowisku wyznaniowym się znalazł, zaproponował dyskusję na temat trójcy. Nie wiedziałem jak wybrnąć z tej sytuacji i skierować dyskusję na chrystocentryczne tematy. Na szczęście jakoś się to udało, bez szkody dla dalszego rozwoju tam i w okolicy poselstwa Prawdy.</p>
<p>W Małyńsku, bliżej zapoznaliśmy rodzinę Kowalczuków i dowiedzieliśmy się, że Grygory ukończył kilka klas szkoły polskiej. Aby mógł czytać tomy wykładów Russella wypożyczone od Kardasza, szedł w pole i na głos je czytał. Obecnie po polsku płynnie rozmawia i czyta literaturę, a ponadto jest świetnym mówcą z donośną, przekonującą tonacją głosu. Kardasz był na spotkaniu z nami w Bereźnie i prosił, ażebym nic nie mówił o podziałach wśród Badaczy, za co go oceniłem, ale jak się dowiedziałem, że miało to dotyczyć tylko mnie, a nie jego w oczernianiu Johnsona.</p>
<p>Z Kowalczukiem wybraliśmy się koleją do Sarn, a dalej autobusem do Włodzimierca do Tarasiuty Romana, którzy z żoną starszego Szamy (od swego brata we Lwowie) i jednym bratem z okolicy ostali się w prawdzie, z licznego zboru w Długowoli, do którego przed wojną przeszedł z prawosławia cały chór cerkiewny. We Włodzimiercu przed wojną odbyła się konwencja z udziałem Johnsona. Okres wojny i sowieckiej tyranii rozproszył jego członków i tylko Pan Bóg wie, który z nich okazał się plewami, a kto ostał się wiernym w poświęceniu. Ze starszym wiekiem (którego żona wytrwała w prawdzie), mieliśmy nieprzyjemność rozmawiać. Podobnie do Jonasza żądał od Boga zniszczenia wszystkiego razem z nim. Po naszym odjeździe był u nich też A. Borda i sporadycznie odwiedzał ich Wiktor Chilczuk.</p>
<p>W rozmowie Tarasiuta podkreślał wyższość sowieckiej władzy nad polską, która im wybudowała kilka bloków mieszkalnych i Dom Towarowy, w którym pracowała jego synowa. Nie wspomniał, jakim kosztem tego dokonano, na które nie może sobie pozwolić żadne państwo w świecie, chroniące prawa własności swych obywateli! Podobnie w Tarnopolu, jeden z Wolnych, rodem z Biłgorajskiego przekonywał mnie, że jeszcze nie ma ucisku. Jego syn z synową pracowali w handlu, to na pewno niedostatku nie cierpieli, a nawet zdołali wybudować piętrowy dom, więc tylko czekali na koronę nieśmiertelnej, Boskiej natury. Dziwić się tylko należy, że osoby niby „w prawdzie” patrzą na światowe znaki czasu przez pryzmat swych żołądków i nawet nie są w stanie zauważyć pozbawienia przez totalitarne systemy ubezwłasnowolnionych obywateli z materialnych i duchowych wartości. Po śmierci Tarasiutów i Szamowej podobno w prawdzie pozostała tam jedna siostra a w okolicy brat, którego po latach spotkałem w Orłówce.</p>
<p>[&#8230;]</p>
<p>Po powrocie do Lwowa pojechaliśmy z Czopikiem do Tarnopola do Gusków i jego teściów przy ul. Oziernej, gdzie zgromadziły się będące w prawdzie osoby wysiedlone z Polski. Usłużyłem im i na usilne naleganie Czopika, postanowiliśmy pojechać na Mołdawię do Lechowiczów. A że dotychczas nikt ich nie odwiedzał, nie otrzymaliśmy dokładnych danych, do jakiej stacji mamy jechać. Ktoś wspomniał, że do Bender, więc pytaliśmy o stację Bandery, czym wzbudziliśmy dyskretne uśmieszki na twarzach kolejarzy, że lachy poszukują bandery. Kupiliśmy bilet do Rozdzielni pod Odessą i wyruszyliśmy w drogę. Spania nie było, bo ruch pasażerów i egzotyczny wygląd niektórych, np. dużego „stada” kołchoźniczek w kufajkach, przedstawiały dla nas nader intresujące obiekty.</p>
<p>W Rozdzielni przesiedliśmy się na pociąg do Kiszyniowa i po drodze dopytywaliśmy się o stację Bendery i Siemionowkę, aż Żyd konduktor nas zrugał, że on nie musi znać wszystkie derewnie. Dojechaliśmy do Bender gdzie na rozkładzie jazdy autobusów zobaczyliśmy rozpiskę do Siemionowki, ale ostatni samochód już odjechał. Nie mając innego wyjścia wsiedliśmy do samochodu jadącego do rejonowego Suworowa (obecnie Sztefan Vody), wypytując pasażerów gdzie wysiąść do Siemionowki. W ten sposób wszyscy się dowiedzieli o obecności Polaków, a jeden inteligent przedstawił się, jako agronom kołchozu im. Lenina i zaofiarował swą pomoc we wskazaniu gdzie najbliżej tej wsi mamy wysiąść.</p>
<p>W pewnej chwili siedząca przed nami kobieta odwróciła się i pyta: a do kogo wy tam jedziecie? To wam nie rozkazali jak jechać? Zorientowałem się, że jest z KGB, więc wymijająco odpowiedziałem: <em>jak nie znacie derewni, to co wam da nazwisko naszego krewnego</em>. Wtedy ona powiada, <em>ja rabotaju w pasportnym stole i czerez moje ruki idu wsie prygłaszenia innostrańców</em>. Nie mając wyjścia powiedziałem: do Lechowicza. Wówczas powiedziała: <em>nie pomnu, ale ja była na odpuskie może podruszka diełała wasze dokumenty</em>. W tej sytuacji szepnąłem Helenie, wysiadamy w Kałuszanach i gdzieś przesiedzimy do rannego przyjazdu samochodu do Siemionowki. Zatrzymał nas agronom mówiąc, że to nie tu, ale należy wysiadać przy winiarni, do której samochodami okoliczni kołchoźnicy przywożą winogrona. Nie mając wyjścia jedziemy dalej. Istotnie samochód przystanął przy długiej kolejce samochodów i dużej grupie kierowców oczekujących na usunięcie awarii taśmociągu. Agronom podszedł do nich i oznajmił, że innostrańcy potrzebują pomocy, więc ta cała gromada a wśród nich milicjant podeszła do nas pytając: <em>a do kogo wy jedziecie, do diadi Wani</em>, gdy potwierdziliśmy odeszli, a my oczekując widzieliśmy oficerów z żółtymi pagonami jak przyjeżdżali do winiarni, zapewne na pijatykę.</p>
<p>Wreszcie rozpoczął się rozładunek i kierowca z Siemionowki usadowił nas w samochodzie, którym podjechaliśmy pod dom Lechowiczów i oznajmił: <em>macie gości z Polski</em>. Usłyszeliśmy tylko radosne okrzyki i już znaleźliśmy się w objęciach gospodarzy. Okazało się, że się wzajemnie nie znamy, ale na ścianie oprócz Boskiego Planu Wieków wisiała mapa z oznaczoną wsią MIŁKÓW.</p>
<p>Spędziliśmy u nich trzy radosne, szczęśliwe i niezapomniane dni. Zwiedziliśmy kołchoz i okalające wieś plantacje różnego sortu winogron. Jan zachęcał nas do spożywania winogron zapewniając, że choćbyśmy najwięcej zjedli to nam one nie zaszkodzą. Widzieliśmy nieporównywalny do polskich cmentarz, na którym pasło się bydło, kartofle wielkości orzecha, beczki win w każdym gospodarstwie i spieczone słońcem trawy, po których jak po szczotce nie sposób chodzić boso. Czysty czarnomorski klimat , spokój, przyjaźni ludzie a nade wszystko pobożni gospodarze czyniły błogosławionym nasz pobyt w Siemionowce. Wiele czasu poświęciliśmy na rozmowy o ich duchowym położeniu, walce z baptystycznym sekciarstwem, które przyjąwszy prawdę opuścił ich miejscowy prezbiter i pozostawał w społeczności z Lechowiczami. Podobnie jak z Bondarukiem w Łucku, z tym prawdziwym sługą Pana mieliśmy miłą społeczność.</p>
<p>W czasie konwencji w Sztefan Vody i po jej zakończeniu spotkaliśmy innego szermierza ewangelii, który również zmarł w niedługim czasie. Ubolewałem, że na konwencji nie dano mu sposobności przedstawienia zmagania się ludu Bożego z totalitaryzmem, a zamierzając pisać tylko o początkach posługi, pomijam wiele innych bardzo cennych wątków.</p>
<p>Do domu wróciliśmy z postanowieniem, że gdzie tylko Bóg otworzy nam drzwi, zaktywizujemy działalność w ZSRR. Długo na to nie musieliśmy czekać, bo bieg wydarzeń sam je nam narzucał.</p>
<p>Na zaproszenie z Berezna wybierali się Podstawkowie, nalegając bym dał im Biblie. W międzyczasie z grubej mortadeli Olek usunął zawartość i w nią (bez okładek) włożył ofiarowaną przez Zofię S., książkę Pytań i Odpowiedzi, której na szczęście nie odkryli celnicy.</p>
<p>Pytając różne osoby o Biblie, uzyskałem informację, że w Bielsku Białej posiada je Prower. Gdy się zbliżał czas ich odjazdu, napisałem do przyjaciela w Bielsku, by udał się do niego i poprosił o Biblie. Zdopingowany listem odwiedził Prowera akurat wówczas, gdy Szwedki przywiozły Biblie. Jak się dowiedziały, że je potrzebujemy wyraziły życzenie zawiezienia do Lublina. W owym czasie osobiście nie znaliśmy się z Prowerem, więc obawiał się wysyłać Szwedki z takim ładunkiem do nieznanych jemu osób. Uległ jednak naleganiom Szwedek, wysłano do nas telegram byśmy oczekiwali na gości, lecz one pojawiły się wcześniej od telegramu. Wieczorem, po otwarciu drzwi weszła blondynka i przemówiła po rosyjsku. Myśleliśmy, że są one z Rosji a tu okazało się, że ze Szwecji przywiozły samochodem Volvo rosyjskie Biblie. By je ukryć zapełniliśmy nimi tapczan i gdzie się tylko dało. Były świeżo drukowane, więc zapach farby nas po prostu odurzał. Łatwo sobie wyobrazić nasze spotkanie z Bożymi wysłanniczkami, z którymi się już więcej nie spotkaliśmy.</p>
<p>Po jakimś czasie odwiedził nas Prower, a że był to mąż modlitwy poprosił, byśmy się z nim pomodlili. To był jego sposób na rozpoznanie w modlitwie, z kim ma do czynienia. Jak później wyznał, że w trakcie modlitwy rozpoznał nas jako prawdziwych chrześcijan, a ponadto poruszyła go modlitwa Heleny więc postanowił, że z nami należy pracować. Nie zaprzestał nawet wówczas, gdy spotykał się z zarzutem, <em>jak może współpracować z antytrynitarzami</em>, na co odpowiadał<em>: ja nie widzę by oni mniej miłowali Pana Jezusa</em>.</p>
<p>Jeszcze przed wojną był na stypendium w Anglii, gdzie jako asymilowany Żyd, rozpoznał w Jezusie Mesjasza. Podczas wojny służył w wojsku polskim, a po powrocie do kraju był aktywnym sługą ewangelii, miał liczne związki z misjami, z którymi nas chętnie kontaktował. Tak rozpoczęła się nasza owocna praca przerzutu przez sowiecką granicę kilkudziesięciu samochodów Biblii (z obawy przed rewizją nie robiliśmy notatek). W ogólnych zarysach opisałem ją w <em>Bożych Przemytnikach</em>, i (podobnie jak o 10 letniej służbie w ZSRR), wyemitowałem w Internecie. Przez wzgląd na ścigające nas wówczas SB, przy pisaniu nie operowałem nazwiskami i nie podawałem żadnych szczegółów. Obecnie wybiorczo wspomnę o kilku główniejszych przywilejach z tego wdzięcznego pola pracy Pańskiej.</p>
<p><em>Zobacz inne <a href="https://badaczebiblii.pl/swiadectwa/" target="_blank" rel="noopener">świadectwa</a>.</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://badaczebiblii.pl/poczatki-naszej-dzialalnosci-w-zsrr/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">7096</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Siostra z Syberii</title>
		<link>https://badaczebiblii.pl/siostra-z-syberii/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=siostra-z-syberii</link>
					<comments>https://badaczebiblii.pl/siostra-z-syberii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 16 Nov 2018 20:19:16 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biblia]]></category>
		<category><![CDATA[Życie chrześcijanina]]></category>
		<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[kolej transsyberyjska]]></category>
		<category><![CDATA[kosztowne perfumy]]></category>
		<category><![CDATA[michał łotysz]]></category>
		<category><![CDATA[świadectwa]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[wytrwałość]]></category>
		<category><![CDATA[ZSRR]]></category>
		<category><![CDATA[życie chrześcijan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://badaczebiblii.pl/?p=4518</guid>

					<description><![CDATA[Świadectwo brata Michała Łotysza z wykładu pt. Kosztowne perfumy (od 50:00). &#160; &#8222;Siostra przyjeżdżała kilka razy na konwencję do Polski z Syberii. Siedem doby jazdy, aby być na konwencji w Polsce, siedem doby, a tu mówią bracia: &#8222;daleko tu do Chełmna, no gdzie to tam&#8221;. Wielu mówi: &#8222;Nie możemy sobie pozwolić&#8230;&#8221;, a tu siedem doby <a class="more-link" href="https://badaczebiblii.pl/siostra-z-syberii/">Czytaj dalej...</a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Świadectwo brata Michała Łotysza z wykładu pt. <strong>Kosztowne perfumy</strong> (od <span style="color: #0000ff;"><strong>50:00</strong></span>).</p>
<audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-4518-1" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/11/Kosztowne-perfumy-Michal-Lotysz.mp3?_=1" /><a href="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/11/Kosztowne-perfumy-Michal-Lotysz.mp3">https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/11/Kosztowne-perfumy-Michal-Lotysz.mp3</a></audio>
<p>&nbsp;</p>
<p><img decoding="async" class="alignright size-medium wp-image-4523" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/11/kolej-transsyberyjska-300x169.png" alt="" width="300" height="169" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/11/kolej-transsyberyjska-300x169.png 300w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/11/kolej-transsyberyjska-768x432.png 768w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/11/kolej-transsyberyjska-350x197.png 350w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/11/kolej-transsyberyjska.png 774w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" />&#8222;Siostra przyjeżdżała kilka razy na konwencję do Polski z Syberii. Siedem doby jazdy, aby być na konwencji w Polsce, siedem doby, a tu mówią bracia: &#8222;daleko tu do Chełmna, no gdzie to tam&#8221;. Wielu mówi: &#8222;Nie możemy sobie pozwolić&#8230;&#8221;, a tu siedem doby podróży, Kochani. A z biednej renciny składała pieniążki, aby miała na bilet, przez cały rok oszczędzając, składając z tych pieniędzy, aby kupić bilet. Potem Bracia zwróciliby jej te pieniądze, ale musiała niestety mieć ruble, by kupić bilet na konwencję do Polski. I tak się złożyło, że wywoziła literaturę z Polski. W tym czasie były ścisłe kontrole komunistyczne na granicy, więc jedna z sióstr uszyła jej dużą torbę i dwa dna. Pomiędzy pierwszym dnem a drugim było miejsce na literaturę, a na to włożono dla niej ubrania, a na wierzchu położyła sobie elementarz do pierwszej klasy. Zapytali ją: &#8222;czy wieziesz książki&#8221;? A ona mówi: &#8222;O tak!&#8221; I wyciąga ten elementarz do pierwszej klasy, mówiąc: &#8222;Proszę bardzo!&#8221; A oni się uśmiechnęli. Ona mówi: &#8222;Ja się uczę polskiego! I dlatego mam elementarz.&#8221; Gdy zajechała na Syberię, jej zięć, który pracował w więziennictwie dowiedział się, że teściowa przywiozła taką zakazaną literaturę religijną. Przyszli więc zrobić kontrolę w jej domu. Przewrócili wszystko, zrywali podłogi, skoro wiedział, że przywiozła, to musi to gdzieś być. A ona wiecie gdzie schowała? Do komina. Owinęła tę literaturę w szmatę, zasunęła, a oni wszystko przejrzeli, ale nie było im w głowie, że może to być schowane w kominie. I tak przywiozła literaturę na Syberię.&#8221;</p>
<p><em>Zobacz inne <a href="https://badaczebiblii.pl/swiadectwa/" target="_blank" rel="noopener">świadectwa</a>.</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://badaczebiblii.pl/siostra-z-syberii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		<enclosure url="http://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/11/Kosztowne-perfumy-Michal-Lotysz.mp3" length="17754835" type="audio/mpeg" />

		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">4518</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Głód Biblii w ZSRR \ Darczyńcy z zachodu</title>
		<link>https://badaczebiblii.pl/glod-biblii-w-zsrr/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=glod-biblii-w-zsrr</link>
					<comments>https://badaczebiblii.pl/glod-biblii-w-zsrr/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 21 Oct 2018 21:31:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Życie chrześcijanina]]></category>
		<category><![CDATA[altruiści]]></category>
		<category><![CDATA[chrześcijanie]]></category>
		<category><![CDATA[darczyńcy]]></category>
		<category><![CDATA[NRD]]></category>
		<category><![CDATA[pismo święte]]></category>
		<category><![CDATA[protestanci]]></category>
		<category><![CDATA[przemyt Biblii]]></category>
		<category><![CDATA[przewóz Biblii na wschód]]></category>
		<category><![CDATA[RFN]]></category>
		<category><![CDATA[serchów]]></category>
		<category><![CDATA[słowo boże]]></category>
		<category><![CDATA[wysyłka Biblii]]></category>
		<category><![CDATA[ZSRR]]></category>
		<category><![CDATA[związek radziecki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://badaczebiblii.pl/?p=4432</guid>

					<description><![CDATA[Świadectwo Jana Łagowskiego o przewożeniu Biblii do ZSRR i darczyńcach z zachodu (z wykładu pt. Cierpliwości wam potrzeba, 26:00). &#160; * * * W Związku Radzieckim był wielki głód Biblii. W różnych społecznościach chrześcijańskich zborach, czasami była Biblia, czasami jej w ogóle nie było. Było czasami kilka Biblii. Miałem możliwość coś takiego zobaczyć w Serchowie, tam <a class="more-link" href="https://badaczebiblii.pl/glod-biblii-w-zsrr/">Czytaj dalej...</a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Świadectwo Jana Łagowskiego o przewożeniu Biblii do ZSRR i darczyńcach z zachodu (z wykładu pt.<span style="color: #0000ff;"> <strong>Cierpliwości wam potrzeba</strong></span>, 26:00).</p>
<audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-4432-2" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/10/Br_Lagowski_Jan_-_Cierpliwosc_Zyd_10_36_Poznan_26_12_2003.mp3?_=2" /><a href="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/10/Br_Lagowski_Jan_-_Cierpliwosc_Zyd_10_36_Poznan_26_12_2003.mp3">https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/10/Br_Lagowski_Jan_-_Cierpliwosc_Zyd_10_36_Poznan_26_12_2003.mp3</a></audio>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #0000ff;"><strong>* * *</strong></span></p>
<p><img decoding="async" class="alignright size-medium wp-image-4436" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/10/2018-10-21-23_29_34-Xn-_stara-biblia.jpg_-300x227.png" alt="" width="300" height="227" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/10/2018-10-21-23_29_34-Xn-_stara-biblia.jpg_-300x227.png 300w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/10/2018-10-21-23_29_34-Xn-_stara-biblia.jpg_.png 752w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" />W Związku Radzieckim był wielki głód Biblii. W różnych społecznościach chrześcijańskich zborach, czasami była Biblia, czasami jej w ogóle nie było. Było czasami kilka Biblii. Miałem możliwość coś takiego zobaczyć w Serchowie, tam w tych pińskich błotach, po wielu trudnościach, gdy się tam dostałem. Na początku lat 60-tych zobaczyłem taki widok: została jedna, bardzo zniszczona Biblia. Te wszystkie rogi były popodklejane, była to bardzo gruba już wtedy w związku z tym książka i rozpadająca się księga. Zbór, a to był przed wojną zbór epifaniczny i takim pozostał, zbór uchwalił, że tę książkę może do ręki wziąć tylko jeden brat, ten który najdelikatniej się z tym rozpadającym skarbem obchodził i gdy ktoś np. mówił wykład to mógł poprosić o zacytowanie tekstu, bo sam nie dostał Biblii do ręki. Proszono również, żeby ci, którzy usługują nie prosili o dużo cytatów, bo szkoda było Biblii, ona się kończyła. Ten wielki głód mobilizował różnych poświęconych braci z różnych grup protestanckich, żeby ten głód zaspokoić. Protestanci w Niemczech, w Anglii, w Szwecji wielkie nakłady finansowali, wielkie nakłady Biblii i różnymi drogami, poprzez Finlandię, Polskę, Rumunię, Bułgarię starali się przerzucać te Biblie do byłego Związku Radzieckiego. Byłem świadkiem takiego wydarzenia: dwóch młodych ludzi przywiozło Biblie, no i potem ktoś zapytał jednego z nich, no bo drugi coś poszedł zrobić przy samochodzie: kto to finansuje? Przecież to są ogromne koszty. To setki tysięcy Biblii było drukowanych, no a trzeba było jeszcze finansować koszty tego transportu, tych różnych sposobów przerzutu, kto to finansuje? Mówi dobrze, że pytacie teraz, gdy kolega jest przy samochodzie, to wam krótko opowiem, zanim on przyjdzie. On i jego rodzice byli na spotkaniu z uciekinierami ze Związku Radzieckiego w Niemczech Zachodnich, federalnych wówczas. Gdzie zgromadziła się spora grupa ludzi, żeby posłuchać, jakie są warunki i jak żyją ludzie w Związku Radzieckim, za tą tzw. żelazną kurtyną, która rzeczywiście była bardzo szczelna i stamtąd nie dochodziły żadne informacje. Ale na tym spotkaniu ci uciekinierzy mówili m.in. o wielkim głodzie Biblii. Wzruszeni tym rodzice tego chłopca, tego młodego człowieka, który teraz przy tym opowiadaniu był przy samochodzie i on, wrócili do domu i byli bardzo przejęci, że trzeba coś, jakoś wesprzeć to dzieło. I ten opowiadający mówi, że ci jego rodzice mieli dwie jakieś fabryki, nie wiem jakie, bo nie zdążył nam powiedzieć, co produkowały, jakie były duże, ale właśnie w nocy kiedy nie mogli spać, wzruszeni tym opowiadaniem, które słyszeli, postanowili tak: że oni jedną fabrykę sprzedadzą i oddadzą fundusze na to dzieło drukowania Biblii, a drugą przekażą synowi. Sami zaś, dlatego, że mają dość duży już zgromadzony kapitał na emeryturę, to pójdą sobie na emeryturę, a w ten sposób wesprą to dzieło. Gdy następnego dnia przy kolacji powiedzieli synowi o tym, co postanowili, że oni już pójdą na emeryturę, jedną fabrykę przekażą na drukowanie i przesyłanie Biblii na wschód, a drugą oddajemy tobie &#8211; mówili &#8211; synowi i ty już decyduj o niej, my do tego się wtrącać nie będziemy. Syn wzruszony podziękował rodzicom za to, że taką postawę przyjęli, że chcą wesprzeć to dzieło i zapytał rodziców jeszcze raz: &lt;&lt;to ta druga już jest moja?&gt;&gt; &lt;&lt;Tak, ona jest Twoja&gt;&gt;. &lt;&lt;Ja mogę o niej decydować?&gt;&gt; &lt;&lt;No oczywiście, jak jest twoja, to ty już możesz o niej decydować i co zdecydujesz, to tak będziesz ją prowadził, jaka będzie twoja decyzja&gt;&gt;. &lt;&lt;To ja również swoją przeznaczam na to zbożne dzieło&gt;&gt;. Opowiadanie się skończyło, bo przyszedł ten drugi, wielki ofiarodawca.</p>
<p>Te Biblie z Zachodu, chociażby do Polski, trzeba było przewieźć poprzez NRD, a zatem dwie granice: między niemiecką RFN i NRD, a także między NRD i Polską. Były to trudne granice. Trudno było przez nie coś przewieźć, były one bardzo ostro kontrolowane. Wreszcie, w NRD stacjonowały wojska radzieckie, no i bardzo usłużna im milicja niemiecka Stazi, która była gotowa kontrolować każdego przybysza z Zachodu. Jedno małżeństwo tak zabezpieczało transport Biblii przez te trudne granice NRD i Polskę. Wyjeżdżali z Niemiec Zachodnich późnym wieczorem i brali z sobą dwoje swoich maleńkich dzieci. Rozścielali na tych paczkach z Bibliami pościel, kładli swoje dzieci, te dzieci spały całą noc, no i ci celnicy: &lt;&lt;jak budzić?, kazać zrywać te małe dzieci?&gt;&gt; No ale, ile trudności oni musieli pokonać. To nie było tak, jak teraz, że co kilka kilometrów jest stacja benzynowa, gdzie są sanitariaty, gdzie jest ciepła woda, gdzie można coś kupić do jedzenia. Czasami były dziesiątki, a czasami setki kilometrów od stacji benzynowej do stacji i nie było oprócz dystrybutorów tam nic więcej oprócz małego pomieszczenia dla obsługi. Ile cierpliwości albo wytrwałego czynienia tak rozumianej woli Bożej wykazali ci ludzie w swoim usługiwaniu.</p>
<p><em>Zobacz inne <a href="https://badaczebiblii.pl/swiadectwa/" target="_blank" rel="noopener">świadectwa</a>.</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://badaczebiblii.pl/glod-biblii-w-zsrr/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		<enclosure url="http://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2018/10/Br_Lagowski_Jan_-_Cierpliwosc_Zyd_10_36_Poznan_26_12_2003.mp3" length="24090161" type="audio/mpeg" />

		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">4432</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
