<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>czasy związku radzieckiego &#8211; Badacze Biblii</title>
	<atom:link href="https://badaczebiblii.pl/tag/czasy-zwiazku-radzieckiego/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://badaczebiblii.pl</link>
	<description>Chrześcijański zbór w Bydgoszczy</description>
	<lastBuildDate>Wed, 25 Jan 2023 17:09:00 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">39565544</site>	<item>
		<title>Z Prawdą na zsyłkę do Kazachstanu</title>
		<link>https://badaczebiblii.pl/z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu</link>
					<comments>https://badaczebiblii.pl/z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 25 Jan 2023 17:08:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Słudzy Boga i człowieka]]></category>
		<category><![CDATA[Życie chrześcijanina]]></category>
		<category><![CDATA[czasy związku radzieckiego]]></category>
		<category><![CDATA[kazachstan]]></category>
		<category><![CDATA[prześladowania chrześcijan]]></category>
		<category><![CDATA[prześladowania za wiarę]]></category>
		<category><![CDATA[represje stalinowskie]]></category>
		<category><![CDATA[siostra gałuszczak]]></category>
		<category><![CDATA[stalinizm]]></category>
		<category><![CDATA[ZSRR]]></category>
		<category><![CDATA[zsyłki do kazachstanu]]></category>
		<category><![CDATA[zsyłki polaków na wschód]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://badaczebiblii.pl/?p=9771</guid>

					<description><![CDATA[Poniższe wspomnienia na podstawie rozmów z siostrą Gałuszczak opisał brat Zbigniew Pasterski. Opublikowane pierwotnie w czasopiśmie &#8222;Na Straży&#8221;, numery 5/1994 i 3/1995. Umieszczamy na stronie, by kultywować pamięć o wiernych dzieciach Bożych i trudnych doświadczeniach, jakie niekiedy musiały one znosić dla Pana i Prawdy. *** „Bóg nie mieszka w kościołach ręką uczynionych…” – te słowa <a class="more-link" href="https://badaczebiblii.pl/z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu/">Czytaj dalej...</a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000080;"><em>Poniższe wspomnienia na podstawie rozmów z siostrą Gałuszczak opisał brat Zbigniew Pasterski. Opublikowane pierwotnie w czasopiśmie &#8222;Na Straży&#8221;, numery <a href="https://nastrazy.org/nastrazy/1994/5/z-prawda-na-ssylku-w-kazachstan/">5/1994</a> i <a href="https://nastrazy.org/nastrazy/1995/3/z-prawda-na-ssylku-w-kazachstan-cz-ii/">3/1995</a>. Umieszczamy na stronie, by kultywować pamięć o wiernych dzieciach Bożych i trudnych doświadczeniach, jakie niekiedy musiały one znosić dla Pana i Prawdy.</em></span></p>
<p>***</p>
<div id="attachment_9772" style="width: 1272px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g.png"><img fetchpriority="high" decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-9772" class="wp-image-9772 size-full" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g.png" alt="" width="1262" height="888" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g.png 1262w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g-300x211.png 300w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g-1024x721.png 1024w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2023/01/166-97060_g-768x540.png 768w" sizes="(max-width: 1262px) 100vw, 1262px" /></a><p id="caption-attachment-9772" class="wp-caption-text">Mapa represji wobec obywateli polskich na terenie ZSRR w latach 1939-1959 (źródło: pamięć.pl)</p></div>
<p><em><strong>„Bóg nie mieszka w kościołach ręką uczynionych…”</strong></em> – te słowa jakoś dziwnie poruszyły moją duszę i otworzyły moje serce na nieodległy, jak się okazało, zasiew Prawdy. Owe radosne chwile zetknięcia się z Prawdą przypadły na rok 1946. Były to niebezpieczne czasy, w których ludzie zamieszkujący szczególnie tereny wschodnie dawnej Polski, poddani totalnej inwigilacji władzy, żyli w straszliwej niepewności jutra, które znaczyć mogło niewolniczą katorgę w łagrach, jakich mnóstwo było od spopielałych od słońca aułów Kazachstanu po skutą lodem Jakucję.</p>
<p>A jednak niewysłowiony żar Prawdy rozniecony raz w moim sercu otwierał mi usta w miejscu pracy, wśród sąsiadów lwowskiej kamienicy, gdzie mieszkałam, jeszcze na długo przed poświęceniem. Moje pierwsze zebranie, które odbyło się u br. Bieleckiego we Lwowie, zawdzięczam też mojemu Barnabie, którym okazali się dla mnie braterstwo Hirdukowie. Pamiętam do dzisiaj, czym wypełnione były te radosne chwile: w pierwszej części zebrania badano fragment 1 Listu do Koryntian, w drugiej – Proroctwo Ijoba. Zastanowiło nas z synem pytanie, które postawił brat Bielecki: Gdzie byłeś, gdy Bóg zakładał grunty ziemi? Tego dnia odbyły się jeszcze dwa zebrania, najpierw u siostry Pawlukowej, gdzie służył br. Witoszyński, który zginął później na Syberii, potem u siostry Kolasowej na Zamarstynowie.</p>
<p>Mijały radosne niedziele a ja z moim wiernym duchowym druhem – kochanym synem – rozkoszowałam się coraz bardziej Prawdą i społecznością z braćmi. Zbliżała się Pamiątka. Miałam gorące pragnienie w niej uczestniczyć, lecz nie wiedziałam, czy bracia uznają to za właściwe. Wytłumaczyli i zachęcili. I wreszcie nadszedł pamiętny 8 sierpnia roku 1946 – miałam zamiar przyjąć chrzest. Nie wiedziałam jednak, że zanim popłyną łzy radości na lwowskich Stawkach, wczesnym rankiem w progu naszego mieszkania stanie przeciwnik ludu Bożego w osobie funkcjonariusza NKWD z nakazem stawienia się na przesłuchanie, właśnie tego dnia. Modliłam się gorąco, śpiesząc na ulicę Sykstuską. I Pan wysłuchał. Przesłuchanie przełożono na moją prośbę, a ja mogłam wypełnić zamiar serca. Mijały szczęśliwe miesiące. Kochałam Prawdę i społeczność z drogimi braćmi. Nie umiałam zatrzymać tej radości w sobie, dzieliłam się Prawdą w każdej sytuacji, gdy miałam okazję rozmawiać z ludźmi.</p>
<p>Nie zdawałam sobie sprawy, że przeciwnik Boży obserwuje moje poczynania i szykuje się do ataku. Czy pani wie, że za trzy dni będzie pani aresztowana? – zagadnął pewnego dnia sąsiad z kamienicy, któremu nieraz opowiadałam Ewangelię. Co pani zrobi z dziećmi? Po krótkim namyśle odparłam: Moimi dziećmi opiekować się będzie Bóg. A więc pozostały mi tylko trzy dni. Przygotowywałam im wszystko, co mogłam do przeżycia następnych tygodni, miesięcy. Próbowałam też znaleźć pomoc wśród moich drogich braci. Nikt jednak nie chciał wierzyć w to najgorsze. Wśród wielu z nich zapanował strach. Siostra, przez którą poznałam Prawdę, gdy ją odwiedziłam i opowiedziałam swój kłopot, wystraszyła się i wyszła zdenerwowana z mieszkania.</p>
<p>– Mamo, nigdzie już nie chodź, zaopiekuje się nami na pewno Bóg – pocieszał mój syn Janek. Dziewiętnastego stycznia, wczesnym rankiem, rozległo się pukanie i zaraz potem pytanie: Możemy wejść? A więc przyszli jednak. Pokazują nakaz aresztowania. Ja, wzmocniona przez mego Pana, przerywam milczenie: Robicie tylko tyle, na ile pozwolił wam Bóg, by mnie doświadczyć. Pożegnałam się z dziećmi i ogarnęłam jeszcze raz wzrokiem mieszkanie. Wy tak opowiadacie Ewangelię, narażacie się władzy, a czy nie żal wam dzieci? – zagadują mnie w drodze. Tak, żal mi, ja teraz nic nie mogę dla nich zrobić, nimi zaopiekuje się Bóg – odparłam.</p>
<p>Trafiam do celi nr 7, gdzie już przebywało 19 osób. Mijają dni oczekiwania na śledztwo, aż pewnego wieczoru w drzwiach celi staje strażnik: Gałuszczak, za mną! Prowadzi mnie do pokoju na piętrze. Zanim dotarłam przed śledczego, odczułam na sobie całą brutalność więziennej przemocy. Strażnik rzuca w drodze: Obernysia! Nie zareagowałam, bo nie zrozumiałam go. Miałam się odwrócić. Po nagłym popchnięciu upadłam na schody, i tak szczęśliwie, kalecząc tylko twarz i ręce. Ujął się jednak za mną śledczy i nakazał innemu już strażnikowi traktować mnie inaczej, jako człowieka, który znalazł się tu z innych powodów aniżeli pozostali aresztanci, z kręgów nacjonalistycznego podziemia ukraińskiego. Rozpoczęło się wielogodzinne przesłuchanie: Przez kogo zostałam zwerbowana do organizacji, która zajmuje się opowiadaniem Ewangelii, co w niej wyczytałam, czy jestem przeciwko władzy sowieckiej i komunizmowi – pytał w kółko kilka razy. Wiedziałam zanim się tu znalazłam (gdyż bracia przedtem ostrzegali), że nazwisk i adresów braterstwa nie wolno ujawniać.</p>
<p>– Siostra, przez którą poznałam Ewangelię, już nie żyje. Biblia zawiera wspaniałe nadzieje i słowa pociechy dla wszystkich ludzi a wszelka władza, w tym również sowiecka, jest na służbie u Boga i dąży do czegoś, czego ludzie nie mogą zbudować, gdyż sprawiedliwość i pokój zapewnić może tylko Jezus Chrystus – takie były moje wyjaśnienia. W pewnej chwili śledczy postawił mi pytanie: A wy się modlicie? Ależ tak – odpowiedziałam – może chcecie posłuchać? Skinął głową. Natychmiast wstałam, on zaskoczony tym, pyta, czemu się tak zachowuję. Stoję tu już długo przed wami, człowiekiem, a miałabym nie okazać czci i nie powstać do rozmowy z Bogiem? – wyjaśniam. Eto charaszo – patrzył na mnie zamyślony.</p>
<p>Gdy wróciłam do celi, nie mogli uwierzyć, że przesłuchiwano mnie bez bicia. Czytam Biblię i modlę się do mego Boga. Czym zasłużyłam na bicie? – tłumaczyłam zdziwionym aresztantom, którzy, jak mówili, wracali zawsze zbici i pokrwawieni. Tu dowiedziałam się, że moje aresztowanie zbiegło się z aresztowaniami wśród Świadków. Uznano mnie i, jak się później okazało, jeszcze 7 osób ze zboru lwowskiego za należących do ich organizacji. W sierpniu, na krótko przed procesem, spotkałam tam dopiero naszych braci: Bieleckiego, Bodnara, Stereckiego i innych. Serdecznie przywitaliśmy się i ucieszyli. Teraz nabraliśmy otuchy na wspólny nasz los, na który Pan dozwolił. Sądzono nas razem. Wszyscy bracia zgodnie oświadczyli na stawiane przez sędziego pytania, że Prawdę cenią nad życie i niezależnie od tego, jaki będzie wyrok, nie wyprą się jej nigdy. Wyrok przyjęliśmy ze spokojem, gdyż Pan wzmacniał nas swoją mocą: osiem lat zsyłki, konfiskata majątku osobistego, a dla mnie dodatkowo utrata praw rodzicielskich. To zabolało wyjątkowo.</p>
<p>Drogi brat Bielecki poradził, bym zaraz wniosła odwołanie od tej ostatniej kary. Spróbowałam. Po procesie wywieziono nas do wyjątkowo ciężkiego więzienia w Złoczowie. Pan nie opuszczał nas i w tych trudnych chwilach, otworzył mi nawet drzwi do pracy dla Niego. Wśród nas znajdowała się również, z nieznanych mi powodów, siostra zakonna – Maria Berezińska ze Lwowa. Była mi nieprzychylna. Ciężkie więzienne warunki podkopały jej zdrowie i wywiązała się ciężka choroba. Wymagała opieki. Czułam, że Pan żąda ode mnie dowodów uczniostwa. Zajęłam się nią: myłam, zmieniałam opatrunki, wynosiłam na rękach na powietrze. Zbliżyłyśmy się do siebie. Pewnego dnia powiedziała mi: Teraz widzę, że byłam wobec pani niesprawiedliwa i przykra, proszę o wybaczenie. Proszę na pamiątkę naszego spotkania w życiu nauczyć mnie którejś z pieśni, jakie pani śpiewa. Wspomniałam na pieśń „Pójdę za Jezusem”. Pan nagrodził – mogłyśmy razem zaśpiewać Mu na chwałę.</p>
<p>Tymczasem rozpatrzono odwołanie od wyroku i wszystkich nas przewieziono znów do Lwowa. Tu doczekaliśmy rozprawy, na której sąd wyższej instancji uchylił poprzedni wyrok i orzekł nowy: pięć lat wolnej zsyłki. Przywrócono mi prawa do moich drogich dzieci. Modliłam się gorąco, dziękując Bogu za Jego opiekę i pomoc. Potem jeszcze jedna zmiana aresztu, skąd w lutym roku 1948 wywieziono nas przez Kijów, Charków, Czelabińsk do Kokczetaw w północnym Kazachstanie. Jechaliśmy długo, bo z miesięcznymi nieraz przerwami w podróży. W tej dziwnej poniewierce tłumu skazańców, których dzieliło tak wiele a łączył jeden los, odczuwałam w każdym miejscu opiekę łaskawego Ojca Niebieskiego.</p>
<p>Kilkumiesięczna wędrówka w transporcie skazańców zakończyła się dla mnie dopiero w maju. Stepy Kazachstanu przykrywa jeszcze o tej porze śnieg, a przenikliwy zimny wiatr przeszywał do szpiku. Płaszcz który miałam na sobie, zapinany na guziki z chleba, nie stanowił ochrony przed dotkliwym zimnem.</p>
<p>W eskorcie strażnika, potykając się w śniegu, idziemy na posterunek milicji. Oświadczają mi, że przyjechałam tutaj na pięć lat tzw. wolnej zsyłki, nie mam prawa nigdzie stąd wyjeżdżać, ale mam się czuć jak człowiek wolny. Dowiaduję się też, że mam pracować w cegielni. Gdy jednak stanęłam, w tym swoim lichym odzieniu, przed kierownikiem, ten zmierzył mnie wzrokiem i stwierdził, że zna moją sytuację, a wobec tego, wiedząc że mam dzieci, a praca tutaj w surowych warunkach nie dałaby mi szans na przeżycie, powiedział na koniec, że nie przyjmie mnie, ponieważ nie chciałby mieć mnie na sumieniu. Poradził mi, dając na koniec kilka rubli na przeżycie następnych paru dni, bym poszukała sobie pracy w mieście. Na pożegnanie życzył mi wszystkiego dobrego.</p>
<p>W tych trudnych początkowych dniach, jak również i potem odczuwałam cały czas dobrotliwą i opiekuńczą dłoń naszego Ojca Niebieskiego. Zupełnie przypadkowo spotkałam znajomą więźniarkę, z którą byłam w więzieniu we Lwowie – Żydówkę, o imieniu Ruta. Miałam okazję rozmawiać z nią o Ewangelii, a również o nadziejach narodu żydowskiego. Bardzo serdecznie przywitałyśmy się. Ku mojemu zaskoczeniu oświadczyła, że skoro wspierałam ją duchowo w więzieniu, ona teraz nie pozwoli, bym miała tutaj zginąć.</p>
<p>Głód, wszechobecny brud i ubóstwo w codziennym bytowaniu, były wprost niewyobrażalne. Zachorowałam wnet na czerwonkę. Stan był bardzo ciężki, a tak przecież chciałam żyć. Gdy wracała przytomność modliłam się bardzo gorąco i Pan wyrwał mnie z objęcia śmierci. W tej właśnie godzinie śmiertelnego zagrożenia Pan zesłał mi w modlitwie, w której ustawicznie trwałam, pomoc. Przypomniałam sobie o czymś, co niegdyś czytałam. Poprosiłam, by dano mi trochę jodyny, z której przygotowałam sobie napój. Obsługa szpitalna obawiała się czy przeżyję tę kurację. Po pewnym czasie dolegliwości, jak gdyby zmniejszyły się, mogłam zasnąć. Spałam podobno trzy doby. Ta prosta w sumie kuracja, jak się wnet okazało, przyniosła wielu chorym na czerwonkę ulgę, a nawet wyleczenie. Dziękowano mi, a ja z pokorą i wdzięcznością, mojemu dobremu Ojcu. Pod opieką życzliwych i bezinteresownych ludzi wracałam do zdrowia.</p>
<p>W niedługim czasie dojechali również pozostali bracia skazani razem ze mną. Korzystając z przychylności naczelnika milicji, dostaję pozwolenie na odwiedzenie ich w dość odległym kołchozie, dokąd skierowano ich do pracy. Zaopatrzyłam się w trochę chleba i mleka, i ruszyłam w drogę piechotą. Dotarłam w końcu do celu, lecz nie zapomnę nigdy tego, co dane mi było oglądać – istoty ludzkie, odmienione cierpieniem przez głód i wyniszczające warunki życia, pod gołym niebem. Rozpoznaliśmy się i ucieszyli, gdyśmy mogli podziękować Bogu za to spotkanie i chleb powszedni, który przecież w niczym prawie nie przypominał chleba w dniach sytości.</p>
<p>W niedługim jednak czasie bratu Bodnarowi pracującemu w szpitalu miejskim, gdzie był bardzo lubiany, udało się znaleźć dla nich pracę i mieszkanie oraz pozwolenie na zamieszkanie w mieście. Mogliśmy teraz być razem tworząc maleńką społeczność. Stopniowo również i warunki materialne ulegały poprawie. Tak doczekaliśmy zmian, które przyniosła śmierć Stalina. Rozpoczęłam starania, by pozwolono przyjechać do mnie moim drogim dzieciom. Niestety, nie dojechały już do mnie oboje – Janek, syn mój, jak się później dowiedziałam, zachorował bardzo ciężko i zmarł w szpitalu. Bóg łaskawy dał i w tej godzinie dość siły, bym to znieść mogła.</p>
<p>W Swojej dobroci pozwolił nawet, bym mogła opowiadać Ewangelię w domu pewnej zacnej kobiety będącej… sekretarzem partii w Rajkomie. Opiekowała się mną w czasie choroby i przyjęła potem do swego domu. Zyskałam jej sympatię i zaufanie, gdyż, jak wyznała kiedyś szczerze, szanuje Słowo Boże i tych którzy je czytają, ponieważ matka jej miała i kochała Biblię. Zżyłyśmy się do tego stopnia, że ilekroć gościła w domu partyjnych towarzyszy, prosiła, bym uczestniczyła w tych spotkaniach i rozmawiała o nadziejach Słowa Bożego. Mieszkając u niej, mogłam również za jej wiedzą, a nawet zachętą pomagać materialnie moim drogim braciom. Czas ten wspominam do dzisiaj jeszcze bardzo mile, z wielką wdzięcznością dla Boga i Pana naszego, który prowadził mnie często bardzo dziwnymi, ale jakże błogosławionymi ścieżkami życia. Zawsze też byłam, i do dzisiejszego dnia gotowa jestem, wyznawać słowem i czynem moją gorącą miłość do mojego Zbawiciela.</p>
<p>I tak dobiegał końca nasz kazachstański exodus. Zachęcona przez brata Bieleckiego złożyłam prośbę o umożliwienie repatriacji do Polski. Odpowiedź z Moskwy nadeszła bardzo szybko. Stukot kół oddalał od ziemi, która dla tak wielu ludzi okazała się przecież sroga i nieludzka, w której często przychodziło im rozstać się z życiem. Dla mnie tę mroczną ziemię Bóg rozświetlał Swoim Słowem i prowadził mnie w tym morzu ludzkiego nieszczęścia Swoją mocną prawicą. Miałam to szczęście spotkać Go w życiu i On zawsze słyszał moje westchnienia: „ale nas zbaw ode złego”.</p>
<p>___<br />
Z<em>obacz <a href="https://badaczebiblii.pl/swiadectwa/">inne świadectwa</a>.</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://badaczebiblii.pl/z-prawda-na-zsylke-do-kazachstanu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">9771</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Przemytnicy Dobrej Nowiny</title>
		<link>https://badaczebiblii.pl/przemytnicy-dobrej-nowiny/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=przemytnicy-dobrej-nowiny</link>
					<comments>https://badaczebiblii.pl/przemytnicy-dobrej-nowiny/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 12 Jan 2021 12:22:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Słudzy Boga i człowieka]]></category>
		<category><![CDATA[Życie chrześcijanina]]></category>
		<category><![CDATA[barbara borej-hartman]]></category>
		<category><![CDATA[czasy związku radzieckiego]]></category>
		<category><![CDATA[gazeta studencka bis]]></category>
		<category><![CDATA[głoszenie ewangelii]]></category>
		<category><![CDATA[helena grzesik]]></category>
		<category><![CDATA[julian grzesik]]></category>
		<category><![CDATA[przemyt]]></category>
		<category><![CDATA[przemyt Biblii]]></category>
		<category><![CDATA[przemytnicy biblii]]></category>
		<category><![CDATA[świadectwa]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[ZSRR]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://badaczebiblii.pl/?p=7168</guid>

					<description><![CDATA[Poniższy artykuł napisała Barbara Borej-Hartman. Pochodzi z gazety studenckiej BiS, nr 13/1991. O panu Julianie Grzesiku i jego żonie Helenie pisaliśmy już w BiS-ie nr 7-8 i zapowiedzieliśmy wtedy, że jeszcze do tego tematu wrócimy. Dziś chcemy opowiedzieć więcej o ich niezwykłej działalności, jaką zaczęli prowadzić w 1966 roku i która właściwie trwa do dzisiaj <a class="more-link" href="https://badaczebiblii.pl/przemytnicy-dobrej-nowiny/">Czytaj dalej...</a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_7169" style="width: 410px" class="wp-caption alignright"><a href="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii.jpg"><img decoding="async" aria-describedby="caption-attachment-7169" class="wp-image-7169" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii.jpg" alt="" width="400" height="279" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii.jpg 984w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii-300x209.jpg 300w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/01/przemytnicy-biblii-768x536.jpg 768w" sizes="(max-width: 400px) 100vw, 400px" /></a><p id="caption-attachment-7169" class="wp-caption-text">Na zdjęciu: Helena Grzesik i &#8222;przemytnicy&#8221; Biblii z zachodu, którzy dostarczali Biblie do Lublina. Dalej, różnymi sposobami, były one kolportowane do ZSRR.</p></div>
<p><big><span style="color: #0000ff;"><em>Poniższy artykuł napisała Barbara Borej-Hartman. Pochodzi z gazety studenckiej BiS, nr 13/1991.</em></span></big></p>
<p>O panu Julianie Grzesiku i jego żonie Helenie pisaliśmy już w BiS-ie nr 7-8 i zapowiedzieliśmy wtedy, że jeszcze do tego tematu wrócimy. Dziś chcemy opowiedzieć więcej o ich niezwykłej działalności, jaką zaczęli prowadzić w 1966 roku i która właściwie trwa do dzisiaj (1991 r.).</p>
<p>Chodzi mianowicie o dostarczanie Pisma Św. i innej literatury do państw bloku sowieckiego, dla ludzi różnych narodowości. Z biegiem czasu zakres tego szmuglu powiększał się i państwo Grzesikowie zaczęli również przerzucać maszyny do pisania, a nawet poligraficzne części. W ciągu tej 25-letniej działalności poszerzały się kręgi odbiorców literatury, zwiększała się liczba osób ją dostarczających i naturalnie ilość &#8222;trefnego&#8221; towaru (do tysięcy egzemplarzy książek). Wymyślano coraz to nowe sposoby przemytu. Oczywiście nie odbyło się bez wpadek, konfiskat i róznych kar.</p>
<p>Pan Julian od pewnego czasu notuje swoje wspomnienia, a pomaga mu w tym żona. Z pamiętnika tego, ale i z rozmów dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Otóż p. Grzesikowie są chrześcijanami o antytrynitarnych poglądach, ale działalność swoją prowadzili na rzecz &#8211; jak mówią &#8211; Kościoła Powszechnego. Bezinteresowne i pełne poświęcenia wysiłki podjęli wobec świadomości olbrzymiego głodu literatury religijnej o jakim dowiedzieli się i jaki potem już sami obserwowali wśród ludzi żyjących w straszniejszych niż Polska miejscach za żelazną kurtyną. Często przecież na setki czy nawet tysiące kilometrów (np. na Syberii) przypadała jedna książka religijna czy jeden egzemplarz Pisma Św., zawsze zresztą pieczołowicie przechowywany i chroniony.</p>
<p>Wspomnienia p. Juliana Grzesika [urzekają] opisami podziemia różnorodnych wyznań i organizacji religijnych, często bardzo licznych. I mogłoby się nawet wydawać, że programowa laicyzacja nie odniosła żadnego skutku. Pan Julian wiele razy był w ZSRR i świetnie zna realia życia w tym kraju. Można więc się dowiedzieć z jego opisów jak wygląda podróżowanie w tym kraju. Specjalne pozwolenia od władz (często nieosiągalne), nieznane dni i godziny otwarcia kas biletowych, koczujące na stacjach tłumy. Dla każdego, kto zna te realia, niesamowita może być opowieść p. Heleny o tym, jak w latach 60-tych i 70-tych w różnych przebraniach podróżowała na takich trasach, jak z republik nadbałtyckich na Krym czy Kaukaz. Robi wrażenie opowiadanie o wizycie jednego z przemytników w Serchowie na Polesiu, gdzie od 1939 roku aż do jego przyjazdu nigdy nie było żadnego cudzoziemca. Serchowo jest oddalone od granicy polskiej zaledwie o jakieś 150 km. Na tym bagnistym terenie nie uprawia się warzyw. Ludność zdana jest na dostawy z zewnątrz, ale wiosną i jesienią nie można dostać się do tej miejscowości. Stąd też dość często ludzie pozbawieni są podstawowych produktów żywnościowych. W zasadzie wszyscy mieszkańcy tych okolic chorują na szkorbut. Tylko jeden człowiek, inwalida wojenny bez jednej nogi, miał zezwolenie na prywatne posiadanie konia. Pewien starzec wyznał, że jeszcze nigdy w życiu nie spał na łóżku. Jego rodzina żyje w jednym pomieszczeniu wspólnie z inwentarzem rozkładając na noc pomost z desek, na którym śpią.</p>
<p>Jak już wspomniałam działalność p. Grzesików i innych ludzi im podobnych była bezinteresowna. Była natomiast wspomagana przez holenderską misję &#8222;Otwarte drzwi&#8221; oraz przez misje niemieckie. Tam drukowano Biblie i przywożono do Polski, ale wszelkie koszty przemytu pokrywali już Polacy.</p>
<p>Opowiadania i spisane wspomnienia ukazują, jak w imię ważnego celu konsolidowały się różne odłamy wyznaniowe. Zawiązywały się też liczne przyjaźnie. W domu Grzesików spotykali się Szwedzi, Niemcy z NRD i RFN (o Niemcach p. Grzesikowie wyrażają się szczególnie pochlebnie), Anglicy, Holendrzy oraz rzadziej &#8211; mieszkańcy różnych cześci Związku Sowieckiego. Spotkania nie zawsze były planowane, a więc czasem z braku odpowiedniego tłumacza dochodziło do różnych komplikacji i zabawnych nieporozumień. Można by o tym długo mówić, ale z braku miejsca muszę tego poniechać. Przedstawię natomiast niektóre sposoby przerzucania &#8222;towaru&#8221;, bo jest to chyba najbardziej emocjonujące. Bez wiedzy zainteresowanych osób oraz ze względu na zasadę, że na zimne nie zaszkodzi dmuchać, nie będą podawane nazwiska ani dokładne miejsca i czas działania, tym bardziej, że chodzi też o ludzi mieszkających i pracujących właśnie w ZSRR. &#8222;A w odniesieniu do metod nie istnieje potrzeba czynienia tajemnicy z czegoś, co dawno przestało nią być&#8221; &#8211; mówi pan Grzesik.</p>
<p>A więc jednym z dobrych sposobów, przy pomocy którego dostarczano Biblię i inną literaturę były&#8230; przesyłki pocztowe. &#8222;Niemałą pomoc we wcześniejszych okresie oddała poczta wojsk stacjonujących w Polsce, np. w Legnicy. Tego rodzaju przesyłki w zasadzie nie były kontrolowane. Nadawcą w takiej poczcie mógł być albo pracownik cywilny tam zatrudniony lub wojskowy, albo jego rodzina. Tylko Bóg jest w stanie obliczyć ilości wysłanej tym sposobem literatury&#8221; &#8211; wspomina p. Grzesik.</p>
<p>Poważną rolę w tym transporcie odegrali pracownicy kolei (oczyście na liniach międzynarodowych). Niektórzy z nich pobierali za tę usługę pieniądze lub świadczenia w naturze.</p>
<p>Czyniono też próby, i to dość udane, wykorzystania transportu wodnego. W Rumunii używano TIR-ów przy pomocy których dostarczano w głąb ZSRR tysiące sztuk Pisma Św.</p>
<p>Niemcy z NRD korzystali z usług komunikacji powietrznej i do pewnego czasu odnosili nawet sukcesy.</p>
<p>Kilkanaście lat temu bardzo popularne byly wczasy nad Balatonem i w Złotych Piaskach &#8211; to również odegrało swoją rolę w tej historii. Znaleziono także dojście do samochodów z ziemniakami i mięsem, które jeździły z Polski do ZSRR wożąc towar zasadniczy, a gdzieś pośród niego ukryty ten dodatkowy.</p>
<p>Korupcja w Sowietach nie zna granic, ale przecież zaskakującym może być, że pewne ilości przewożono przy pomocy bagażu dyplomatycznego. W przemyt angażowali się też niektórzy wybitni specjaliści z instytucji naukowych krajów RWPG, których bagaże w zasadzie nie były kontrolowane. Nie pomijano bardzo konspiracyjnych metod jak zapiekanie książek w chlebie czy cieście.</p>
<p>Pan Grzesik wspomina w pamiętniku przypadek, kiedy to jednocześnie dwie nie znające się kobiety przejeżdżały przez granicę z torbami pełnymi książek. W kolejce do odprawy celnej u tej pierwszej odkryto towar. No i sesancja, całą uwagę straż zwróciła na tę właśnie osobę, dzięki czemu tę drugą mniej kontrolowano. Kiedy indziej tym samym samolotem leciało dwóch nie znających się panów z tego samego miasteczka, mających takie same torby podróżne, a w nich książki. Doszło w dodatku do pomyłkowej zamiany tych toreb.</p>
<p>Takie przypadki świadczą o tym, jak dużo ludzi zajmowało się tą działalnością. &#8222;Wplątał&#8221; się w nią swego czasu nawet &#8222;pewien metropolita&#8221; kościoła prawosławnego. Niemałą rolę w przemycie odegrali również studenci KUL-u.</p>
<p>Sposobów, warunków i okoliczności związanych z przewozem Pisma Św., książek historycznych i literatury pięknej, maszyn itp. można by podać jeszcze więcej; długą i oddzielną opowieścią byłby sam opis przemytu przez Tatry.</p>
<p>Ta szlachetna i jakże rozległa działalność zasługuje na szczegółowe opisanie przez historyków. Jak dotąd zajęli się tym tylko Niemcy.</p>
<div class="entry-content">
<div class="entry-content">
<p><em>Zobacz inne <a href="https://badaczebiblii.pl/swiadectwa/" target="_blank" rel="noopener">świadectwa</a>.</em></p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://badaczebiblii.pl/przemytnicy-dobrej-nowiny/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">7168</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
