<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>historia życia &#8211; Badacze Biblii</title>
	<atom:link href="https://badaczebiblii.pl/tag/historia-zycia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://badaczebiblii.pl</link>
	<description>Chrześcijański zbór w Bydgoszczy</description>
	<lastBuildDate>Sat, 20 Nov 2021 14:57:29 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">39565544</site>	<item>
		<title>Świadectwo Marka</title>
		<link>https://badaczebiblii.pl/swiadectwo-marka/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=swiadectwo-marka</link>
					<comments>https://badaczebiblii.pl/swiadectwo-marka/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 20 Nov 2021 14:51:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Życie chrześcijanina]]></category>
		<category><![CDATA[historia chrześcijańska]]></category>
		<category><![CDATA[historia życia]]></category>
		<category><![CDATA[nawrócenie]]></category>
		<category><![CDATA[przemiana]]></category>
		<category><![CDATA[świadectwo]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://badaczebiblii.pl/?p=8512</guid>

					<description><![CDATA[Świadectwo mojego życia i nawrócenia (dotyczy okresu od dzieciństwa do czasu krótko po nawróceniu) Mam na imię Marek. Byłem jedynym dzieckiem moich rodziców. Nie pamiętam za dużo szczegółów z mojego dzieciństwa oprócz jednego aspektu, który wystraszył mnie na kilka następnych lat (nie wiem jakie to dla mnie miało znaczenie). Gdy mieszkałem jako naprawdę małe dziecko <a class="more-link" href="https://badaczebiblii.pl/swiadectwo-marka/">Czytaj dalej...</a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img fetchpriority="high" decoding="async" class="alignright wp-image-8515" src="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/11/lancuchy-wolnosc.jpg" alt="" width="400" height="557" srcset="https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/11/lancuchy-wolnosc.jpg 1311w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/11/lancuchy-wolnosc-216x300.jpg 216w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/11/lancuchy-wolnosc-736x1024.jpg 736w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/11/lancuchy-wolnosc-768x1069.jpg 768w, https://badaczebiblii.pl/wp-content/uploads/2021/11/lancuchy-wolnosc-1103x1536.jpg 1103w" sizes="(max-width: 400px) 100vw, 400px" />Świadectwo mojego życia i nawrócenia</strong></p>
<p><span style="color: #333399;"><em>(dotyczy okresu od dzieciństwa do czasu krótko po nawróceniu)</em></span></p>
<p>Mam na imię Marek. Byłem jedynym dzieckiem moich rodziców. Nie pamiętam za dużo szczegółów z mojego dzieciństwa oprócz jednego aspektu, który wystraszył mnie na kilka następnych lat (nie wiem jakie to dla mnie miało znaczenie). Gdy mieszkałem jako naprawdę małe dziecko na &#8222;starym mieszkaniu&#8221; w kamienicy, zobaczyłem pewną kobietę siedząca nad moim łóżkiem i wpatrująca się we mnie, jakby &#8222;staruszkę&#8221; (chyba z chustą na włosach), nie wiem ile miałem wtedy lat ale ze &#8222;starego mieszkania&#8221; wyprowadziliśmy się przed 5. urodzinami. Nie wiem czy ta okoliczność była jak się obudziłem czy jakaś inna (np. sen), ale ten obraz mam do dziś w pamięci choć już trochę jak przez mgłę. To wydarzenie spowodowało, że wiele lat (chyba do co najmniej 15. roku życia) usypiałem przy zapalonym świetle, lub/i przykryty cały kołdrą. Poza tym przeżyciem (choć chyba do dziś nie lubię poruszać się w całkowitej ciemności) dzieciństwo nie było zbyt udane, choć mama bardzo się starała. Były to lata osiemdziesiąte więc był to czas częstych imprez tzw. domówek, alkohol przewijał się dość często a także były to czasy, że w pracy ludzie nie stronili od alkoholu i imprezowania. Po prostu takie były czasy. Z tego tytułu miałem dużo nieprzyjemnych przeżyć, martwiłem się o rodziców, ich zachowanie było inne, w przeciwieństwie gdy był &#8222;normalny dzień&#8221; to była jakby normalna kochająca się rodzina. Tak lata leciały, aż rodzice się rozwiedli, choć i tak jeszcze jakby ich związek trwał w dużych zawirowaniach. Nie wiem czy z tego powodu czy z innych, ale wszystkie weekendy, ferie i wakacje zacząłem spędzać u mojej babci na sąsiednim osiedlu, chyba od około 10. roku życia, bo sam mogłem jechać autobusem.</p>
<p>Ogólnie jako dziecko napatrzyłem się dużo na problem alkoholowy i różne konsekwencje tego nałogu m.in. pamiętam taki weekend, że wracając do domu nie wiedziałem co zastanę bo tata powiedział, że .. nie pamiętam dokładnie &#8222;…ale że może mamę zabić z jakiegoś tam powodu&#8221;, chyba miałem około 13 lat. To był jeden z najgorszych dni w moim życiu, kotłujące się myśli, wizja przyszłości, ogólnie traumatyczne przeżycie.</p>
<p>Potem mama miała &#8222;epizod&#8221; drugiego męża &#8211; związek trwał naprawdę chwilę, to była też totalna pomyłka. Tak więc doszliśmy do momentu, że ogólnie mieszkaliśmy razem z mamą  sami, po trudnym okresie, gdy ojciec też mieszkał z nami, ja z mamą w dużym pokoju a tata w małym. Ciężki czas: kłótnie, awantury, po prostu ciemność.</p>
<p>I tak w końcu zaczęło się życie tylko z mamą (poczułem ulgę i względny spokój), która robiła co mogła żeby wiązać koniec z końcem. Był to okres szkoły średniej. I chyba z tamtego czasu urodziła się myśl (sam dokładnie nie wiem kiedy), że jak masz na kogoś w życiu liczyć to licz tylko na siebie, co przejawiało się także dużym egoizmem i zaspokajanie swoich potrzeb. Był to okres, gdy podejmowałem jedną lub dwie wakacyjne prace /kopanie rowów pod różne instalacje, bardzo ciężka praca choć teraz z perspektywy czasu nieobciążająca umysłowo 🙂 / w technikum kreśliłem bardzo dużo rysunków technicznych po nocach żeby zarobić na &#8222;markowe&#8221; rzeczy, żeby czuć się dobrze, czuć się &#8222;lepszym&#8221; – tak na tamten czas myślałem. Byłem też młodzieńcem niepewnym siebie, ale z biegiem czasu zaczęło się to zmieniać, zwłaszcza gdy dostrzegłem, że mam powodzenie u dziewczyn. Z tamtej perspektywy był to bardzo fajny okres, bo dużo się działo w stosunkach damsko-męskich. Były imprezy, spotkania towarzyskie, no działo się, choć w szkole szło mi dość dobrze poza epizodem, gdy mama wyjechała zagranicę i opuściłem się w nauce, bo uczyłem się jakbym musiał, a nie chciał i musiałem mieć kogoś mnie motywującego, mniej lub bardziej. Pojawiał się też alkohol, ale to były takie akcje piątkowe imprezowanie z kolegami przy tanim winie. Tak ogólnie to chyba mam takie wrażenie, że utraciłem swoje ja i swoją szczerość. Chciałem się &#8222;wpasowywać w towarzystwo&#8221;, być zaakceptowanym, być zauważanym, być kimś znaczącym. Nadmieniam, że na tamten czas moją najlepsza przyjaciółką była moja mama, z którą mogłem zawsze o wszystkim porozmawiać, dosłownie o wszystkim, udzielała mi trafnych rad, ale też z perspektywy czasu miała na mnie bardzo duży wpływ, bardzo liczyłem sie z jej zdaniem i jej potrzebą akceptacji. Ze względu, że nie dostałem się na studia &#8222;mundurowe&#8221; poszedłem do studium finansów, żeby roku nie zmarnować, a w wakacje pracowałem u wujka, żeby zarobić na czesne na cały rok. Tam poznałem moją żonę. Po jakichś 3 miesiącach zaczęliśmy się spotykać, było bardzo i to bardzo fajnie.</p>
<p>Lecz po chyba około 7-8 miesiącach rozstaliśmy się, bo szedłem na studia techniczne i nie chciałem być rozpraszany, bo bardzo mi zależało na skończeniu szkoły (po pracy wakacyjnej przy łopacie &#8211; motywacja była znacznie większa), a nie wiedziałem czy to jest ta jedyna, bo kobiety przewijały się w moim  życiu i nie wiedziałem czy to zauroczenie czy prawdziwa miłość, a po drugie jest ode mnie 3 lata starsza więc też nie chciałem marnować jej czasu gdyby coś nie poszło. Po zerwaniu płakałem i płakałem, ale stwierdziłem że studia ważniejsze.</p>
<p>Po pierwszym roku studiów z pierwszą lokatą, okoliczności się tak potoczyły, że wiedziałem gdzie zaczęła pracę moja &#8222;eksdziewczyna&#8221;. Na uwagę zasługuje fakt, że w tym czasie żadna inna dziewczyna nie zakręciła mi w głowie, bo dużo o niej myślałem i myślami do niej wracałem. Tak też w końcu się spotkaliśmy, okazało się że ona czuje to samo co ja i ja byłem już zdecydowany żeby się z nią ożenić, mając niespełna 22 lata. I tak też się stało. Nie był to łatwy okres bo docieranie się dwóch ludzi nie było łatwe, nasze charaktery bardzo się różnią i było bardzo dynamicznie, nieprzyjemnie, a zwłaszcza, że wspólne życie zaczęliśmy od mieszkania z jej rodzicami, a potem z moją mamą. Ale zawsze na pierwszym miejscu była nasza wspólna miłość (niewyobrażalna). Każde z nas było pod wpływem swoich mam. W końcu zamieszkaliśmy w swoim mieszkaniu i po jakimś czasie przyszedł na świat nasz syn. W międzyczasie dostałem prace jako konstruktor, generalnie praca wymarzona dla moich umiejętności kreślarskich, a potem zmiana pracy na zgodną z kierunkiem studiów, miała być perspektywiczna. Czas narodzin był dobrym czasem, dużo się opiekowałem synem, bo żona wcześnie wróciła do pracy, chodziło o to, żebyśmy mieli środki do życia. Ogólnie to nie mieliśmy za dużo ale w sumie niczego nie brakowało, tylko człowiek chciał samochód, wakacje itp. – więcej i więcej dla siebie, dla dziecka, dla spełniania własnej ambicji.</p>
<p>Po kilku latach zmieniłem pracę na pracę z dużą stabilizacją (służby mundurowe) i to w zawodzie zgodnym z moim kierunkiem studiów. Bardzo mi się podobała ta praca, szybko awansowałem, ale pochłaniało to wszystko bardzo dużo czasu i energii. W głowie była myśl &#8222;musisz robić to jak najlepiej żeby nikt ci niczego nie zarzucił, żebyś został dostrzeżony, dalej doceniony, po prostu w moim mniemaniu byłem perfekcjonistą ukierunkowanym na cel. I tak się działo, ja wypompowywałem się ponad &#8222;normę&#8221; będąc skupiony głownie na sobie, na zarabianiu pieniędzy, poprawie swojego statutu finansowego i zawodowego. A granice ciągle się przesuwały z każdą podwyżką, z każdym awansem. Z biegiem czasu robiłem to chyba też dla rodziny, żeby im niczego nie brakowało &#8211; ale im zabrakło mnie. Mnie, w tym wszystkim oddany tylko pracy, spełniając swoje marzenia, m.in. budowa domu, a to wszystko nie wytrzymując często ciśnienia, presji, radzenia sobie z emocjami, było zakrapiane drinkami. I tak wszystko się działo choć z tytułu &#8222;drinków&#8221; nie zaniedbywałem chyba jedynie pracy, a całą resztę tak łącznie z synem. Osiągałem wszystko, to co chciałem, ale tak naprawdę przegrywałem, traciłem moją rodzinę. Bo w końcu są jeszcze oni oprócz mnie. Tak to trwało do 43 roku życia w zniewoleniu, strachu utraty tego, co się &#8222;zdobyło&#8221;, pogoni i szukaniu innych &#8222;wrażeń&#8221; dochodząc do momentu kulminacyjnego &#8211; beznadziei życia. Zero zadowolenia. Zero satysfakcji. Dosłownie z niczego. Skłonny to wszystko sprzedać podzielić się z żoną i niech każdy pójdzie swoją drogą, dla dobra syna żeby nie oglądał tej naszej wspólnej destrukcji.</p>
<p>I tak doszliśmy do 16 października 2019 roku.</p>
<p>Tego dnia przyszli do mnie moi znajomi (małżeństwo &#8211; nasi przyjaciele) z zaległymi życzeniami urodzinowymi. W ramach podarunku urodzinowego otrzymałem m.in. od mojego przyjaciela Biblię z dedykacją oraz kilkoma słowami w tym zakresie m.in. &#8222;żeby to nie była dla ciebie tylko książka&#8230;&#8221;.</p>
<p>Nadmienię, że około 2-3 lata wcześniej ten przyjaciel opowiedział mi o swoim nawróceniu i oddaniu życia Bogu. I tak naprawdę przez ten czas tego tematu nie poruszaliśmy. (Pomyślałem: on taki racjonalny a tak &#8222;leniwie&#8221; powierzył życie Bogu??? a gdzie m.in. trzymanie życia w swoich rękach, kompletnie tego nie rozumiałem, wręcz byłem zszokowany i zdezorientowany).  Było to wszytko dla mnie na tamten czas zbyt abstrakcyjne.</p>
<p>Tamtego dnia tj. 16.10.2019 roku byłem w strasznym stanie emocjonalnym gdy przyszli do mnie znajomi, po otrzymanych życzeniach i podarunkach, rozmawialiśmy o różnych sprawach. W pewnym momencie opowiedzieli mi o swoim wyjeździe weekendowym na jakieś grupowe spotkanie chrześcijańskie i opowiedzieli nam co tam przeżyli, co wydarzyło się ponadnaturalnego, wraz z uzdrowieniem. Brzmiało to wszystko nieprawdopodobnie, ale tak sobie myślałem &#8222;znamy się tyle lat, ufam im, dlaczego mieliby zmyślać&#8221;.</p>
<p>Wtedy otworzyłem się i tak naprawdę zdjąłem &#8222;swoją maskę życiową&#8221; (pomimo że jest to mój najbliższy przyjaciel, to nigdy nie otworzyłem się tak głęboko&#8221; i zacząłem mówić, że mam dosyć tego życia, chciałbym zniknąć, nic mnie nie cieszy, wszytko mnie dobija, w tym relacje w domu, pomimo odnoszonych &#8222;sukcesów&#8221; w pracy i otrzymanego ostatniego awansu, chęci rozwiedzenia się, żeby syn nie patrzył na to jak się z żoną wzajemnie ranimy itp.. Byłem poprostu kompletnie zdesperowany. Na niczym już mi chyba nie zależało, czułem ogromny ból wewnętrzny (pustkę, totalną pustkę), bezsens istnienia, zniewolony uzależnieniami (alkohol) i pożądliwościami wszelkimi. Nachodziły mnie takie myśli, że mogę być bardzo złym człowiekiem (i tak nim byłem) ale naprawdę bardzo, bardzo złym człowiekiem (który w sprzyjających okolicznościach byłby po stronie ciemności, bardzo głębokiej ciemności) a z drugiej strony czułem, że mogę być też dobry, choć moje życie temu przeczyło &#8211; oprócz ciągłego bólu wewnętrznego (i obwiniania siebie lub innych), zdając sobie chwilowo sprawę z tego, że źle postępuję choć do tego ciągle powracam i przekraczam kolejne granice w tym moralności, sprawiedliwości, itp.</p>
<p>Dodatkowo byłem bardzo oddany mojej pracy, żeby zarabiać, spełniać swoje marzenia i potrzeby materialne, zapominając często o rodzinie (żonie i synu), nie uwzględniając zbytnio ich potrzeb, no może poza rekompensowaniem czasami w formie materialnej swojego zachowania, nieobecności i niefajnego często traktowania. A równocześnie moje życie zawodowe było na &#8222;dobrym poziomie&#8221;, odhaczałem szczebelki w drabinie &#8222;kariery&#8221;. Ostatni awans 01.03.2019 roku, który z zasady miałby być ostatnim. A myślałem w głębi duszy: i co dalej&#8230;?</p>
<p>Podsumowując miałem poczucie, że czego bym nie osiągnął, czego bym nie posiadał, to nie da mi żadnego zadowolenia, bo będę chciał ciągle więcej i więcej, i ta historia nie będzie miała końca &#8211;  tylko ciągły ból, spinanie się, nie bycie sobą bo trzeba mieć maskę założoną żeby w tym świecie żyć, awansować, lansować się (zabiegać o aprobatę innych ludzi), a z biegiem czasu jest się już tym wszystkim tak przesiąkniętym (pysznym), że się nienawidzi samego siebie. Czuje się odrazę do siebie, do czego się człowiek posuwa, co musi znosić i tak naprawdę nie jest się w stanie nad tym zapanować, wszystko tak naprawdę dzieje się poza kontrolą, moja kontrolą.</p>
<p>Po wyrażeniu tego co czuję, w jakim jestem stanie, powiedziałem mniej więcej coś w tym znaczeniu <em>&#8222;że jestem gotowy na wszystko bo walczę sam latami z tym wszystkim i pragnę, żeby to wszystko się zmieniło, cokolwiek to będzie &#8211; byle się moje życie zmieniło, żeby życie przestało boleć&#8221;</em> mówiąc to chyba mówiłem bez żadnej nadziei, ale chyba z prawdziwym pragnieniem ale i uczuciem beznadziejności, nie wiedząc &#8222;na co się piszę&#8230;&#8221;.</p>
<p>Pojechałem jeszcze za 2 dni na umówiony od dłuższego czasu weekend z kolegami, taki męski weekend. Znowu poległem, brak kontroli ale chyba w głębi duszy traktowałem ten weekend jako pożegnalny. Że już tego nie chcę robić tzn. m.in. pić a przynajmniej w takiej formie jak do tej pory tracąc kontrolę nad sobą (&#8222;urwane filmy&#8221;), utratę resztek godności wewnętrznej. I tak sobie siedząc nad Wisłą w niedzielę, w celu odparowania &#8222;procentów alkoholowych&#8221; powiedziałem, mniej więcej &#8222;Boże jak dasz mi bezpiecznie dojechać do domu to rzucę to picie ale daj mi bezpiecznie wrócić do domu&#8221;</p>
<p>Wróciłem bezpiecznie. I od końcówki października 2019 roku zaczęliśmy wspólnie z tymi znajomymi studiować Ewangelię Jana &#8211; regularnie co tydzień. Przy okazji tych spotkań, które trwały pewnie średnio po 7 godzin, rozmawialiśmy o wierze, świadectwach, i wszelkich tematach z tym związanymi. Często nie mogłem zrozumieć o czym oni mówią, bo tego nie czułem, rozum podpowiadał &#8222;o co im chodzi&#8221;. Ale z każdym tygodniem doznawałem poznania i rozumienia omawianych kwestii. A w między czasie czytałem Nowy Testament. W tym czasie coś zaczęło się we mnie zmieniać, zaczynałem czuć, po prostu czuć to czego nie czułem podczas naszych rozmów na początku czytania ewangelii. I tak z każdym tygodniem poznanie było coraz większe, zaczęło pojawiać się pragnienie poznawania, więcej i więcej i więcej &#8211; chcę i pragnę więcej.</p>
<p>Na przełomie listopada i grudnia 2019 skończyłem czytać Nowy Testament. Były to późne godziny wieczorne. Zrobiło mi się smutno co będzie się działo w czasach ostatecznych.</p>
<p>Wspaniałe i cudowne jest doznawanie dotykania przez Boga, doznawania jego istnienia i jego działania, m.in. poprzez wysłuchiwane modlitwy a nawet niewypowiedziane myśli, i tylko chce się więcej i więcej żeby poznawać słowo Boże, być posłusznym w każdym aspekcie swojego życia, dla chwały Bożej, z miłością i wdzięcznością.</p>
<p>22.12.2019 roku to data mojego chrztu wodnego.</p>
<p>Moje życie w ostatnim kwartale 2019 roku całkowicie się odmieniło, zacząłem dostrzegać świat z innej perspektywy, dostrzegać moc i wielkość naszego Stwórcy, jego doskonałości, dobroci i cierpliwości. Poddawany jestem różnym próbom i lekcjom za co jestem bardzo wdzięczny, moja percepcja jest już inna, i cały czas jakoś ulegam przemianie, jest to cudowne, są dni lepsze i gorsze, ale cudowne jest to że pomimo upadków i potknięć Pan pomaga mi wstać, iść dalej i się doskonalić na wzór naszego Pana, choć droga daleka&#8230;. a czasu coraz mniej. Każdego dnia dziękuję Bogu że Bóg Ojciec tak mnie umiłował przez dar łaski w Jezusie Chrystusie, mnie &#8211; człowieka tak grzesznego, tak bardzo grzesznego człowieka. W końcu moje życie nabrało sensu&#8230;. to był ten najważniejszy element mojego istnienia, brakujący element mojego istnienia!!!</p>
<p>Wcześniej za starego życia, udział w mszy był dla mnie ciężkim i nudnym przeżyciem, zmarnowanym czasem, choć zdarzało się to głównie przy okazji różnych okoliczności. Afirmowałem o różne rzeczy, głównie materialne lub awanse, wierzyłem w istnienie siły wyższej, jak była trwoga to kierowałem słowa do Boga, w pewnych kwestiach nie miałem pełnej świadomości grzechu, co dla Boga jest obrzydliwością, znałem tylko dekalog. Stare życie było poza kilkoma fantastycznymi momentami ciągłym stresem, cierpieniem, strachem, ogromnym strachem utraty czegokolwiek, w tym śmierci (poprzez chorobę, np. nowotwór), tak minęły przeszło 43 lata mojego życia, gdy myślałem że wszystko zależy ode mnie, od ciężkiej pracy, i moich chęci. Żyłem w ogromnym błędzie i wielkiej nieświadomości.</p>
<p>To dopiero początek mojej drogi, dużo do poznania, studiowania słowa Bożego, i poddawania się woli Bożej, żeby oddać Bogu każdy aspekt swojego życia i nie podejmować prób ludzkiego działania, bo to się nigdy nie udaje. Moje działanie ma być poddane (posłusznie) działaniu Ducha Świętego, pragnę tego całym duchem i sercem. Nie ma żadnych ograniczeń &#8211; tylko muszę to wszystko umieć przyjąć, to co dla mnie Pan przygotował. Przechodzę wszystkie lekcje jakie dostaje i uczę się każdego dnia jak „brać codzienny krzyż” dla Pana Boga w Chrystusie Jezusie. Staram się dążyć do wszelkiej doskonałości jaką w Nim poznaję każdego dnia…. na ile to jest możliwe do osiągnięcia…</p>
<p>Dziś 17.11.2021 &#8211; prawie po dwóch latach &#8211; od powierzenia życia Chrystusowi… wiem że póki co możemy osiągnąć doskonałość intencji i dążenia do jak najlepszego wykonania… na ile nas stać… i wiem, że Pan prowadzi… nawet gdy jest to bardzo zaskakujące czego dowiadujemy się o samym sobie… jak ślepi jesteśmy na tyle spraw w nas… i w nauce Bożej. Miejmy otwarte oczy serca&#8230; a PRAWDA NAS WYZWOLI… dzień po dniu… nieustannie… dzień po dniu… jeśli będziemy wiernie i posłusznie trwać… doskonaląc się w MIŁOŚCI… a w sumie dając się doskonalić 🙂</p>
<p>___<br />
Zobacz <a href="https://badaczebiblii.pl/swiadectwa/">inne świadectwa</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://badaczebiblii.pl/swiadectwo-marka/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">8512</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
