Uczcie się przestawać na tym, co macie

„Wasze postępowanie niech będzie wolne od chciwości, poprzestawajcie na tym, co macie. Sam bowiem powiedział: Nie porzucę cię ani nie opuszczę.”
– List do Hebrajczyków 13:5

„Myślę, że wrócę jeszcze do brata Hałuszki. Widziałem jego potrzeby, ale nigdy nie chciał przyjąć żadnej pomocy finansowej i tak było przez lata. Wrócę jeszcze do roku 1971 po jego powrocie z Syberii i osiedleniu się na północ od Odessy, w województwie nikołajewskim. Już o tym wspominałem, ale chcę zwrócić uwagę na to, jak ci braterstwo radowali się z tego, co mieli. Odprowadzając nas do autobusu brat Jan Lechowicz szedł z br. Hałuszką, a ja z siostrą, żoną br. Hałuszki. Szliśmy niedaleko za nimi. Ja nie mogłem przeboleć, że nie mogłem nic pomóc i zdecydowałem dać siostrze Hałuszkowej 150 rubli, myśląc, że ona chętnie to przyjmie. Ale stało się odwrotnie, nie chciała przyjąć. A gdy ja nadal usiłuję dać jej te pieniądze, nie wytrzymała i zawołała do męża: „Iwan, brat mi tu chce dać pieniądze”. Oni się zatrzymali, a myśmy do nich doszli i ja wyjaśniam, że widzę ich potrzeby i dlatego proponuję, aby tę maleńką pomoc przyjęli. No i po chwili namysłu dopiero to przyjęli – to było dla mnie też godne zastanowienia, że kontentowali się z tego, co mieli. Dlatego bardzo ich doceniałem.

Pamiętałem rok 1959, gdy z br. Roguskim byłem na pogrzebie brata Basa (3 km od Zarośla). Mieszkał w Dusocinie z żoną w wynajętym pokoju z niezbędnym wyposażeniem, ale był zadowolony i nigdy nie narzekał. Mówiłem wykład w domu, a br. Roguski na cmentarzu w Mokrem za Grudziądzem. Brat Roguski zwrócił na to uwagę, że duch zadowolenia jest duchem Pańskim. Ja to wówczas wziąłem sobie do serca i to mi pomogło bardziej doceniać braci i siostry na Wschodzie, którzy rzeczywiście okazywali takiego Pańskiego ducha zadowolenia.

Tak też było w roku 1991, gdy z br. Markowcem zalecieliśmy z Moskwy na Syberię. Do samolotu można było wziąć bagaż do 25 kg na jedną osobę. To gdy zajechaliśmy na miejsce i wyłożyliśmy z naszych bagaży pewne rzeczy dla nich, to oni mówią do nas: „Dlaczego wy się tak męczyliście, przecież my mamy wszystko, co nam potrzeba. Oczywiście, był czas, że nie mieliśmy tego, a teraz to, co mamy, to nam starcza”. Lecz z naszych obserwacji wynikało, że oni nie mieli ani połowy z tych rzeczy, które my mieliśmy, a mimo tego zdaje się nam, że mamy mało i że powinniśmy mieć więcej. A na zdobycie więcej, jakby na zapas, musimy mieć więcej czasu. A skąd go zdobyć, jeżeli doba ma tylko 24 godziny, a my chcemy być uczciwymi. Nie można w interesach kogoś oszukać, okraść, podejść czy też kogoś „oskubać”, gdy nadarzy się jakaś okazja. Nie zrobię tego nie dlatego, ze to jest zakazane, ale sumienie mi na to nie pozwoli, bo to jest grzech przeciw bliźniemu (nie chciałbym, żeby mnie ktoś podszedł) i powstaje problem. Mam małe mieszkanie, małe gospodarstwo, mały interes, byle jaki samochód i co tu wykombinować? No i przychodzi pomoc, sugestia: „Posłuchaj, już tyle lat studiujesz literaturę Prawdy, codziennie czytasz mannę i godzinę, dwie lub pół badasz w domu, chodzisz na każde zebranie. Czy nie rozumiesz tak dużo, że mógłbyś być starszym lub pielgrzymem? Czy to ci nie wystarczy? Popatrz na innych, mniej wiedzą od Ciebie, a mają domy lub mieszkania własnościowe, konta w banku, a ty rezygnujesz z tych rzeczy. Jakie będziesz mieć zapewnienie na starość lub dla twego potomstwa?” I te sugestie z czasem się nasilają i dochodzi następna: „Użyj zdrowego rozsądku, kto tak robi jak ty? Pokaż kogoś z braci czy sióstr, nie wpadaj w fanatyzm, nie chciej być świętszym od innych”. No i nie ma końca tym naporom i to z różnych stron. To nie tylko obecnie, ale dawniej też tak było. Popatrzmy na Ijoba. Żona mu mówiła: „Dokąd będziesz trwać w swojej świętości”? itp. A co Ijob odpowiada? „Mówisz tak, jak wszystkie szalone niewiasty”. Lecz popatrzmy, jaki może być skutek takich sugestii. Pomyślę sobie: „To prawda, trzeba trochę zwolnić. Wiem już wystarczająco dużo. Nie zaprzestanę studiować ani chodzić na zebrania, ale trochę czasu mogę sobie pozwolić na wzięcie jakiejś pracy itp. A po pewnym czasie, od czasu do czasu, mogę opuścić jakieś zebranie”. I tak się zaczyna ściągać z ołtarza.

Podobnie bywało przez cały Wiek Ewangelii. I jak historia Wieku Ewangelii dowodzi, to większość z tych, co poświęcili się i zostali spłodzeni z Ducha św., złożyli w ślubach poświęcenia wszystko, co mieli i samych siebie na ołtarzu. Ps. 50:5. A później, po jakimś czasie, pomaleńku, krok po kroku, zamiast do przodu, cofali się. I jakby zaczęli ściągać ofiarowane części z ołtarza dla samolubnych celów, a w swej samowoli przestali widzieć i rozumieć, że to, co robili było przeciwne pierwotnym ich zamiarom. Zasady poświęcenia są nadal takie same i aby być uczniem i iść za Panem trzeba zrezygnować z ziemskich praw i przywilejów.”

_____
Fragment wspomnień brata Józefa Montewskiego pt. „W jaki sposób Prawda paruzyjna i epifaniczna dotarła na Litwę?”, wiosna 2014 r.

Zobacz inne świadectwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.