Poszukiwanie szczęścia

Wykład przedstawiony na nabożeństwie zboru Pana w Bydgoszczy, 3 maja 2022 roku.

Mówi Wiktor Szpunar.

Mój temat na dziś to „Poszukiwanie szczęścia”. Ktoś może powiedzieć, że to taki temat na ewangelizację, a nie do zboru; ale tak naprawdę ten temat bardzo mocno dotyczy wierzących.

Przypomnijmy sobie czasy Salomona. Pochodził on z ludu Bożego tamtego czasu. To jego ojciec Dawid, napisał w Psalmie 73:28 [EIB lit.] „Moim szczęściem jest być blisko Boga.” A jednak wiemy, że Salomon musiał przejść swoją własną szkołę, swoje własne poszukiwania szczęścia.

Salomon spróbował prawie wszystkiego, co kojarzy się ludziom ze szczęściem. Jak sam wspomina w Kazn. 2:4-9 – Salomon opowiada: „Dokonałem wielkich dzieł: zbudowałem sobie domy, zasadziłem sobie winnice, założyłem ogrody i parki i nasadziłem w nich wszelkich drzew owocowych. Urządziłem sobie zbiorniki na wodę, by nią nawadniać gaj bogaty w drzewa. Nabyłem niewolników i niewolnice i miałem niewolników urodzonych w moim domu. Posiadałem też wielkie stada bydła i owiec, większe niż wszyscy, co byli przede mną w Jeruzalem. Nagromadziłem też sobie srebra i złota, i skarby królów i krain. Nabyłem śpiewaków i śpiewaczki oraz rozkosze synów ludzkich: kobiet wiele. I stałem się większy i możniejszy niż wszyscy, co byli przede mną w Jeruzalem; w dodatku mądrośc moja mi została.”

Lecz jakie podsumowanie tego wszystkiego? Czy Salomon zaznał szczęścia? Werset 11 – „Następnie przyjrzałem się moim dziełom, których dokonały moje ręce, i trudowi, który podjąłem, aby ich dokonać – i oto: wszystko to jest marnością i gonitwą za wiatrem, i nie przynosi to żadnego pożytku pod słońcem.”

Czytamy, że król Salomon niczego sobie nie odmawiał. Miał wszystko, czego chciał. Srebro, złoto, pałace i ogrody, piękne kobiety, wielu sług, ale jak czytamy ten fragment Pisma Świętego, to słyszymy, że ciągle powtarzają się słowa: „sobie”, „dla mnie”; „miałem”, „nabyłem”, „posiadałem”. W tym poszukiwaniu szczęścia Salomon postawił swoje własne „JA” ponad wszystko. A jednak to nic nie dało, było to marnością i gonitwą za czymś ulotnym. Nie dało to szczęścia. Już w tym jest pewna lekcja dla nas – możemy zdobyć wiele rzeczy, ale jeśli będzie to używane samolubnie, tylko: „sobie”, „mnie”, „mi” i „ja”, to nie będzie szczęścia. Jak pisał Jan Sztaudynger: „Szczęście mnie mija, bo wciąż ‘mnie’, ‘mi’, ‘ja’.”.

Szczególnie gonitwa za bogactwem jest czymś, co przynosi niepokój i zmartwienia. Czytamy u Kazn. Sal. 5:10-12 – „Kto miłuje pieniądze, pieniędzmi się nie nasyci, a kto miłuje bogactwo, nie będzie miał zysków. To też jest marnością. Gdy majątek rośnie, rośnie liczba tych, którzy z niego korzystają, a jego właściciel ma z niego tylko taki pożytek, że jego oczy go oglądają. Robotnik ma słodki sen, niezależnie od tego, czy zjadł mało czy dużo, ale bogaczowi obfitość nie daje spać spokojnie”.

Wielu ludzi nie może spać, bo martwi się o swoje biznesy, o swój rozwój zawodowy. Wielu ludzi z powodu bogactwa zostało okradzionych, porwanych, a nawet zabitych; i dlatego Salomon stwierdza, że spokojny sen czyli pokój w sercu daje więcej szcześcia niż inne rzeczy. Kazn. 4:6 – „Lepiej jest mieć jedną garść pełną, a przy tym spokój, niż dwie garście pełne, a przy tym trud i gonitwę za wiatrem.”

Ile by tych garści nie było – nie ma w tym prawdziwego szczęścia. Wyjaśnia to nasz Pan w przypowieści o człowieku, który miał duże plony. Zbudował wielkie magazyny i kiedy wydawało się, że już nic mu nie przeszkodzi w pełni szczęścia, przemówił do niego Bóg (Łk 12:20): „O marny człowieku, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?”. Przygotowałeś magazyny na wiele lat, a nawet nie wiesz czy jutro będziesz żył.

Kaznodzieja poszukiwał i dziwiło go to, że każdego spotyka ten sam los, czy ktoś bardziej czy mniej sprawiedliwy, czy idzie do świątyni czy nie, to kończy się to umieraniem i śmiercią. Pod koniec życia doszedł jednak do wniosku, że pełne rozliczenie przyjdzie dopiero „w świecie, który ma nadejść”, po obudzeniu umarłych, kiedy Bóg przywoła wszystkie sprawy na sąd. Dlatego Salomon podsumowuje tę księgę: Kazn. 12:13-14 – „Koniec mowy. Wszystkiego tego wysłuchawszy: Boga się bój i przykazań Jego przestrzegaj, bo cały w tym człowiek! Bóg bowiem każdą sprawę wezwie na sąd, wszystko, choć ukryte: czy dobre było, czy złe”; i dodaje po całym swoim życiu 12:1 –  „Pamiętaj na Stworzyciela swego w dniach swojej młodości”.

Gdyby Salomon na początku sam tak „pamiętał”, to sam przeżyłby swoje inaczej. W młodości jednak nie „pamiętam” i też stracił wiele czasu na szukanie szczęścia w przyjemnościach tego świata i w różnych filozofiach. Pytanie jednak co my zrobimy z lekcją Salomona. Czy będziemy się uczyć na jego błędach, czy każdy z nas będzie się uczył na własnych i wpadał w coraz głębszą marność i gonitwę za wiatrem. Może stracimy tylko czas, a może i Pana, jeśli tak zrobimy. Byłoby to bardzo przykre, ale Bóg nie zabrania nam poszukiwać szczęścia.

Aby poszukiwać, trzeba ustalić: czym jest szczęście. Dla większości ludzi mieć szczęście to mieć: rodzinę, dobrą pracę, pieniądze, przyjemności. Tylko czy to wystarczy, żeby być trwale szczęśliwym? Pan Jezus powiedział nam u Łuk. 12:15 – „«Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia».” Najbogatszy nie zawsze znaczy najszczęśliwszy. Pamiętam z pracy w redakcji pewnego bydgoskiego portalu, jak do Bydgoszczy przyjechał Jan Kulczyk, najbogatszy wtedy Polak, odsłonił swój podpis w bydgoskiej galerii autografów. Nie wiem czy był wtedy szczęśliwy. Jednak kilka lat później po pozornie niewielkiej operacji Kulczyk zmarł. W jednej chwili nie miał już nic. Szczęscie prysło jak bańka mydlana.

Może więc prawdziwe ‘szczęście’ to zdrowie. Chory człowiek jest często przygnębiony, nie może okazać radości. Przeszkadza mu fizyczny ból. Tylko problem jest taki, że kiedy nie czujemy tego bólu, to bardzo rzadko szanujemy zdrowie. Mówiąc tak ogólnie o ludziach: jemy to co szkodliwe, pijemy, palimy, nie ruszamy się. Wszystko niby dobrze, ale do czasu, gdy zdrowie zaczyna się psuć.

Poza tym są tez inne przykłady. Wielu pełnosprawnych ludzi, pięknych i zdrowych jest b. smutnych. A co z takimi ludźmi jak Nick Vujicic z Australii. Człowiek bez rąk i nóg. Z ludzkiego punktu widzenia ktoś taki nie może być szczęśliwy. A jednak on nie uważa, że jest nieszczęśliwy. Bije od niego wielka radość i siła ducha. Ma wielkie plany, niektóre już zrealizował, ma wielką pracę, pomaga drugim.

Przypomina się tu jeszcze obóz trędowatych w Rumunii, ostatnie takie miejsce w Europie. Chodzi jednak o latach 60-te. W tym obozie był duży zbór. Zaczęło się to niepozornie. Pewna wierząca kobieta przybyła do obozu jeszcze młoda, miała dobrego męża, czworo dzieci, rodziców, braci i siostry i z powodu trądu musiała ich opuścić na zawsze. Musiała opuścić to szczęśliwe miejsce. Nie opuściła jednak Pana. Na początku kobieta ta była znieważana w tym obozie, gdy się modliła i śpiewała (jak można modlić się w takim miejscu?), ale jej niezłomna wiara i uczynki sprawiły, że wiele osób nawróciło się do Pana Jezusa. Opowiadał to pewien brat, który odwiedził to miejsce. Jednym z pozyskanych trędowatych przez tę siostrę był br. Durin.

Kiedy ten brat zwiedzający obóz spytał brata Durina czy mają jakiś kontakt ze światem zewnętrznym, czy otrzymują listy od wierzących, jego odpowiedź była zaskakująca. Powiedział on: „Raczej byłoby lepiej, gdybyśmy od was nie otrzymywali żadnych listów, one przynoszą nam tylko smutek i zmartwienie, bo dowiadujemy się z nich, że na waszych zgromadzeniach podczas głoszenia Słowa Bożego, wielu śpi, wielu nie przychodzi. Powiedzcie mi wy, którzy jesteście zdrowi i żyjecie wolni, czy tak ospali i w letniości oczekujecie swego Pana i Zbawiciela? Czy w takiej opieszałości oczekujecie Tego, który za was zmarł na Golgocie? Od tego czasu, kiedy dowiedzieliśmy się o tym, postanowiliśmy raz w tygodniu zbierać się na modlitwy, żeby się za wami modlić. Patrząc duchowo, jesteście poważnie chorzy, o wiele bardziej trędowaci niż my, dlatego modlimy się za wami”.

Podobny przykład pochodzi z Chin. Był tam pewien pastor z Polski i był tam spytany: jak to u was wygląda? Mówił, że z wiarą jest teraz słabo, jest dużo rzeczy, które nas odciągają. Mało ludzi wierzących. To było rano, a wieczorem mieli nabożeństwo modlitewne, gdzie powtarzano: „Polando, Polando”, a kiedy pastor spytał: o co chodzi, o co się modlicie? To powiedzieli mu: za was, za Polskę, żebyście mieli głód prawdy i mogli się rozwijać duchowo.

Ci trędowaci czuli się szczęśliwsi niż ludzie spoza obozu. Jest wiele innych prób zdobycia szczęścia: niektórzy chcą sobie pożyć, tak na maxa, po ziemsku, bez zobowiązań, ale później często też rozumieją, że to wszystko marność. Bo zewnętrzny dostatek, przyjemność, a jednocześnie pustka w środku, brak trwałych relacji i stałych uczuć, to brak sensu życia.

Jaki więc sposób na szczęście proponuje Pismo Święte? Biblia łączy szczęście z przyjściem do Boga i byciem przy Bogu na zawsze. Ps. 32:1 – „Błogosławiony ten, któremu odpuszczono występek, którego grzech został zakryty! Błogosławiony człowiek, któremu Pan nie poczytuje winy, a w duchu jego nie ma obłudy!”.

Potrzebujemy przebaczenia. Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Że Bóg pragnie nas do siebie przyciągnąć? A może ukrywamy to, jacy jesteśmy? Może czasami źle czujemy się wśród ludu Bożego bo czujemy się zbyt źli, by tutaj być? Może jesteśmy zbyt zamknięci na Boskie przebaczenie. Wg Biblii wszyscy jesteśmy zbyt źli, by tu być. Nie jesteśmy tutaj, bo jesteśmy tak wspaniali i święci. Bóg zbiera grzeszników, tych, którzy są chorzy i upadli, w tym celu, aby przemieniać nas na świętych. Musimy jednak przyznać się do problemu, przyznać, że sobie nie radzimy i że potrzebujemy Jezusa nie tylko jako Zbawiciela, ale jako żywego Pana, który jest gotowy nam pomagać. To najważniejsze, przyjść do Boga przez Jezusa.

Zobaczmy, że Adam i Ewa poczuli się nieszczęśliwi jeszcze w raju. Jeszcze nie byli wypędzeni. Ale już nie mieli szczęścia, bo stracili to, co najważniejsze. Stracili Boga, który dał im życie. Czytamy o tym w 1 Mojż. 3:9-10 – „Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi i ukryłem się.”

Można jeszcze być w raju, a już być nieszczęśliwym. Ale mamy przeciwną historię. Można być w bardzo złych warunkach i być szczęśliwym. Dz.Ap. 16:22-25. Opis dotyczy Apostoła Pawła i Sylasa. „Wystąpił przeciwko nim tłum, pretorzy, zdarli z nich szaty, kazali ich siec rózgami. A gdy im wiele razów zadali, wrzucili ich do więzienia i nakazali stróżowi więziennemu, aby ich bacznie strzegł. Ten, otrzymawszy taki rozkaz, wtrącił ich do wewnętrznego lochu, a nogi ich zakuł w dyby. [i po tym ubiczowaniu, uwięzieniu czytamy -] A około północy Paweł i Sylas modlili się i śpiewem wielbili Boga, więźniowie zaś przysłuchiwali się im.

Paweł i Syla byli daleko od raju. Byli w więzieniu. Czy oni tam płakali albo planowali ucieczkę? Nie. Oni śpiewali i dziękowali Bogu. Nie szukali tych doświadczeń, ale przyjęli je z radością, że mogą cierpieć dla sprawy Chrystusa. Ich szczęście nie wynikało z zewnętrznych warunków i wpływów. Oczywiście, otoczenie ma wpływ na uczucia i nastrój, ale główne źródło szczęścia to stan naszej duszy. Tych dwóch misjonarzy wiedziało, że żyją dla Boga, dla ewangelii i dla braci, że przed nimi chwała i życie wieczne, i dlatego byli pełni szczęścia.

Służba daje radość, robienie czegoś w czym widzimy Boży sens. To nie musi być przyjemne fizycznie, ale jak bardzo cieszy, gdy widzimy CEL działań. Służba Bogu, pomoc drugim. Sprawianie, że nasi bliscy się cieszą. Udział w czymś dobrym. Wszystko to samo, a inaczej wstaje się rano z łóżką, z radością.

Apostoł Paweł – Dz. 20:33-36 – „Srebra ani złota, niczyjej szaty nie pożądałem. Sami wiecie, że te ręce służyły potrzebom moim i tych, którzy byli ze mną. [Przez to] wszystko pokazałem wam, że w ten sposób się trudząc, trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który sam powiedział: Bardziej szczęśliwe jest dawać niż brać. A gdy to powiedział, zgiął wraz z nimi wszystkimi swoje kolana i modlił się.”

To było pożegnanie Pawła z braćmi i siostrami. On wiedział, że przyjdzie mu cierpieć i umrzeć dla sprawy Pana (miał proroctwo na ten temat). Jedziemy tam jednak pełny pokoju i szczęścia, a jedyne co go przytrzymywało to łzy i smutek braci i sióstr. Mówi do nich: przestańcie płakać, bo ja chcę tam jechać.

Tak naprawdę szczęście nie jest możliwe bez miłości. Ale nie tej miłości, która jest zachwycona drugą osobą, jej fizycznością albo tym jak bardzo ta osoba jest przebojowa. Chodzi o taką miłość, która będzie chciała rezygnować na rzecz drugiej osoby z własnych praw. Taka miłość, którą najbardziej cieszy dawać dobro drugiej osobie. To najbardziej Boska miłość jaka istnieje. Oby Bóg był tą szczególną osobą, potem małżonek, rodzina, zbór i kolejne osoby, ale w dobrej kolejności. Znajdźmy szczęście w szczerej miłości.

Oczywiście nie można w tym życiu być w 100% szczęśliwym cały czas. Biblia mówi, że wszelkie stworzenie razem cierpi i wzdycha (wierzący też). W 1 Tym. 6:6 apostoł Paweł wspomina jeszcze dwie wielkie rzeczy, które mogą nam pomóc w odszukaniu szczęścia: „I rzeczywiście, pobożność jest wielkim zyskiem, jeśli jest połączona z poprzestawaniem na małym.” (inne tłum. ‘z zadowoleniem’, ‘z umiarem’) —
Te dwie wielkie rzeczy to po pierwsze żyć dla Boga, chwalić Boga, odczuwać wdzięczność do Boga, w pokorze, w cichości, w uczciwości (bo to pobożność).
po drugie cieszyć się z tego, co mamy, odczuwać radość i zadowolenie w Panu. Traktować wszystko w życiu jak wielki dar od Boga.

Czytamy w Liście do Rzymian 12:11 – „Nie opuszczajcie się w gorliwości. Bądźcie płomiennego ducha. Pełnijcie służbę Panu!”

Jak bardzo to jest przeciwne temu, jak szczęścia szukał Salomon. Jak czytaliśmy w Księdze Kaznodziei: ‘ja budowałem – dla siebie’, ‘ja zgromadziłem – dla siebie’. ‘Ja napełniałem – siebie – rozkoszami tego świata’. A duch apostoła Pawła? Dzieje 20:24 – „Lecz o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuję do niego wagi, bylebym tylko dokonał biegu mego i służby, którą przyjąłem od Pana Jezusa, żeby składać świadectwo o ewangelii łaski Bożej.”

Jak w Liście do Rzymian: komu służyć? Panu. Nie opuszczajcie się w gorliwości. Dla kogo? Dla Pana. I to jest biblijny sposób na szczęście w tym życiu.

Jak wyrazil to brat Parylak w wykładzie, na którym dużo dziś bazuję: „Można powiedzieć, że szczęście to nie cel, ale droga. (…) Kochajmy samą drogę do szczęścia. Jeżeli chcemy służyć Bogu, to powinniśmy to robić z radością i z natchnieniem. Twórczo, aktywnie. Zawsze przejawiać inicjatywę. To jak ze zdrowiem fizycznym lub z ćwiczeniami fizycznymi. Kiedy wykonujemy ćwiczenia z natchnieniem, z ochotą, z radością, to wynik będzie dobry.”

Jak mądrze wyraził to ks. Jan Kaczkowski: „Grunt to twardo stąpać po ziemi i nie przestawać patrzeć w niebo. Zamiast ciągle na coś czekać – zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później niż Ci się wydaje.”

Co często nam przeszkadza w byciu szczęśliwym? Bardzo często wspomnienia z przeszłości. Pewne niedobre sprawy. To, co jest bolesne. Coś grzesznego, co stało się kiedyś w naszym życiu, coś co nas bardzo zabolało i dalej boli. To bardzo często powraca do naszego umysłu i przeszkadza nam iść do przodu. Powinniśmy modlić się do Boga i prosić Boga, by On pozbawiał nas takich myśli. By usuwał z nas te myśli i uwalniał z tych myśli, które przygnębiają i nie dają nam możliwości iść dalej.
Ap. Paweł pisał, że zapomina o tym, co za nim i biegnie do tego, co jest przed nim. Jest to jednak codzienny proces.

Musimy pogodzić się z przeszłością, bo ona minęła. Bóg nie pamięta naszych grzechów, za które żałujemy i od których się odwracamy. Bóg przebaczy nam to wszystko i z Bogiem rzucimy całe to zło za siebie. Sami nie mamy siły, ale z Bogiem rzucimy te grzechy i złą przeszłość w ocean. Biegnijmy w przeciwnym kierunku, a Bóg wyśle anioła, który doda nam sił. Nie poddawajmy się, gdy złe myśli wrócą; wróćmy do Pana jeszcze raz i jeszcze raz. Idźmy zawsze do Pana.

Inna zła rzecz to strach przed przyszłością, przed tym, że coś złego może się stać. „Jak to wszystko będzie?”, „Czy jutro będzie spokojnie?”. Strach to taki hamulec, który nie pozwala nam ruszyć do przodu. Nie pozwala nam się cieszyć teraz. Tych obaw jest za dużo w obecnym świecie. Przestańmy żyć w ciągłym strachu przed przyszłością i w ciągłym smutku z powodu przeszłości.

Cieszmy się z tej chwili na zebraniu. Dziś mamy nabożeństwo. Nie pozwólmy myślom fruwać. Próbujmy się skupić na Bogu. Bóg pomoże nam się pozbyc złych myśli i obaw; ale skupmy swoje myśli na rzeczach dobrych i pozytywnych. Czasami nie trzeba dużo. Wystarczy dobry nastrój. A czasami tak trudno nam go zdobyć, tak trudno się uśmiechnąć. Drodzy Bracia i Siostry! Czym jest szczęście? Nie podam definicji słownikowej, ale szczęście to nasz wybór. Szczęscie to nasz wybór. Możemy wybrać to w życiu i możemy być szczęśliwi, bo Bóg też tego chce. Szczęście to nie bogactwo, to nie przyjemności i zdrowie. Szczęście to nasz wybór.

Trzeba więcej uśmiechu, więcej radości w Panu, radości z prawdy i z Bożej miłości. Trzeba więcej ufności do Pana, że Jego droga jest najlepsza.

Myślę jednak, że wszyscy bywamy smutni i zniechęceni; i Marcin Luter podał kiedyś 10 rad dla ludzi przygnębionych, cytuję to za książką Waltera Trobischa pt. „Pokochać siebie”:

1. Unikaj samotności. Czasami ten zły duch w nas nie pozwoli nam wygrać w pojedynkę. Marcin Luter miał ataki przygnębienia, może depresji. Kiedyś przy stole nie miał siły rozmawiać, ale powiedział: „Mówcie wy między sobą, tak żebym wiedział, że jestem otoczony przez ludzi”. Innym razem żona spytała go: „Marcinie, czy Bóg umarł?” i przywróciła mu dobre widzenie świata. Potrzebujemy siebie nawzajem.

2. rada Lutra: Szukaj ludzi albo sytuacji, ktore dają radość. Radość to jeden z głównych owoców ducha świętego. Wiele razy słyszałem, że ktoś modli się o miłość, o cierpliwość, o czystość, ale czy modlimy się o radość? Czy szukamy radości w Panu? Czy szukamy spraw, które nas cieszą. Radość jest w Ewangelii, ale nie da się cały czas czytać. Czasami szukajmy spraw, które nas cieszą: spaceru w lesie, dobrego spotkania z bliskimi, fotografii. Każdy sobie coś znajdzie. Niech tylko będzie to pozytywne, dalekie od brudu tego świata.

3. rada Lutra: Śpiewaj i graj! Psalmista Dawid także pytał w Ps. 13: „Dokąd w mej duszy będę przeżywał wahania, a w moim sercu codzienną zgryzotę? Jak długo mój wróg nade mnie będzie się wynosił? (…) [ja] chcę śpiewać Panu, który obdarzył mnie dobrem.”. Było to jego pragnienie nawet gdy było mu ciężko, on mówił: „ja chcę śpiewać”.

4. rada – Porzuć wszelkie ponure myśli. Luter pisze: „najlepszą rzeczą będzie zaprzestać walki ze złym duchem. Pogardzajcie myślami, które was przygnębiają! Działajcie tak, jakbyście ich nie mieli! Myślcie o czymś innym i mówcie: W porządku, zły duchu, daj mi spokój. Nie mam teraz czasu na zajmowanie się twoimi myślami. Muszę pojeździć konno, muszę iść, jeść i pić, zrobić to i tamto. Teraz muszę być pełen pogody. Przyjdź kiedy indziej.”

5. Polegaj na obietnicach Pisma Świętego. Jeśli Pismo Święte mówi, że Bóg udzieli swojemu ludowi mocy, pokoju i radości, to uwierzmy w to. Powinniśmy mieć swój „duchowy zestaw pierwszej pomocy”, duchową apteczkę. Pewne wersety, które nas pocieszają. Pewne określone psalmy, które działają. Toczy się wojna duchowa i musimy przygotowywać się do następne bitwy.

6. Szukaj pociechy u innych. (Mam wrażenie, że to już było, ale Marcin Luter tak to rozdzielił, by to podkreślić)

7. Wysławiaj Boga i dziękuj Bogu. Wszystko jest z Bożej łaski. Życie, wiara, wiedza, talenty. To wszystko powinno pobudzić wdzięczność i miłość.

Jest taka opowieść, która bardzo mi się podoba, nie wiem czy jest oparta na faktach: Pewien 93-letni mężczyzna we Włoszech przeżył epidemię koronawirusa podczas długiego pobytu w jednym ze szpitali. Podczas wypisu ze szpitala otrzymał fakturę: szpital poprosił go o zapłacenie za jeden dzień używania respiratora. Staruszek rozpłakał się, a lekarz widząc to prosił by nie płakał z powodu rachunku, bo przecież żyje, a życie jest ważniejsze od pieniędzy. To, co odpowiedział mężczyzna, sprawiło, że rozpłakał się personel medyczny: „Nie płaczę z powodu pieniędzy, które mam zapłacić. To nie stanowi problemu. Płaczę ponieważ przez ponad 93 lata oddychałem powietrzem Boga, a nigdy za to nie płaciłem. Skoro za używanie respiratora w szpitalu mam zapłacić 500 euro za ten jeden dzień, to czy wiesz ile jestem winien Panu Bogu? Nigdy wcześniej nie dziękowałem Mu za to!”

8. Myśl o innych ludziach w smutku. Dziwna rada, ale tak pisała też w jednym wierszu Maria Konopnicka: „A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto, z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto.” Tutaj na naszym podwórku możemy jakoś pomóc. Nie zmienimy świata, nie skończymy wojen, nie zatrzymamy chorób (to dzieło Pana Jezusa i restytucji), ale na pewno coś możemy zrobić, rozjaśnić komuś dzień.

9. Ćwicz cierpliwość w stosunku do samego siebie lub do samej siebie. Można to odnieść do treningu fizycznego lub do nauki na jakiś egzamin w szkole. Nie zasze mamy tyle samo sił, jednego dnia więcej – drugiego mniej. Nie zawsze i nie każdy może unieść to samo. Tak samo psychicznie i duchowo. Dajmy sobie czas, nie uważajmy gorszego dnia za klęskę ani porażki za koniec. Nie ustawajmy.

10. Uwierz w błogosławieństwo przygnębienia. (Ostatnia rada Lutra) Pamiętamy górę błogosławieństw. Błogosławieni ubodzy; błogosławieni którzy się smucą, bo: Boskie szczęście to głębokie szczęście, to kotwica rzucona poza to życie, umocowana w Królestwie Bożym. Nie puszczajmy tej linii i wciągajmy się do tego Królestwa. Czasami bardzo nas boli to życie, pojawiają się łzy i zniechęcenie. To normalne, bo wg Biblii idziemy „doliną cienia śmierci”. Bo chorujemy, bo cierpią bliscy, bo patrzymy na wojnę, bo nie udało nam się życie dokładnie tak, jak sobie to wymarzyliśmy, ale mamy przy sobie Jezusa, mamy komu zawierzyć. Mamy kilka osób, które nas kochają, mamy obietnicę, że przed nami wieczne Królestwo Boże.

Ps. 34:6-7 – „Spójrzcie na Pana, a zajaśniejecie. Oblicza wasze nie okryją się wstydem. Ten biedak wołał, a Pan słuchał i wybawił go z wszystkich ucisków jego.”

Posiadajmy cel w życiu. Dowiedzmy się po co żyjemy, co chcemy osiągnąć w życiu. Jakiego szczęścia chcemy. Spójrzmy za horyzont. Aż do wiecznego Królestwa Bożego, przypominajmy to sobie. Niech krótkie chwile naszego życia będą zapełnione przez dobre rzeczy, „wystrzegajcie się zła, trzymając się dobrego”. Powstańmy od umarłych i niech wszystkim nam zajaśnieje Chrystus.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.