Plamka ślepa albo martwy punkt

Umiejscowienie plamki ślepej

Drodzy Bracia, drogie Siostry! Przyjaciele Prawdy! Chciałbym zaproponować temat, który ma kilka różnych źródeł, ale najważniejsze z nich to podobny wykład, który wysłuchałem po angielsku na stronie badaczy Biblii z Orlando w Stanach Zjednoczonych (BibleTruth411). Z tego wykładu pochodzi pomysł i sporo treści, więc chcę to szczerze przyznać. Jednak w trakcie pracy nad tym wykładem po polsku znalazłem wiele ciekawych informacji w Biblii i w literaturze biblijnej, szczególnie w artykułach w czasopiśmie „Sztandar Biblijny”. Tytuł brzmi „Plamka ślepa albo martwy punkt” i chociaż na razie nie brzmi jak temat biblijny, to myślę, że niedługo taki się okaże. Zapraszam więc do wspólnych rozważań.

Nagranie ze zboru Pana w Katowicach, 10.10.2021 r.

Pewnie termin „martwy punkt” słyszymy częściej, zwłaszcza kierowcy. Tzw. „martwy punkt” to przestrzeń z tyłu i z boku naszego pojazdu, której nie widać w żadnym lusterku. Martwy punkt powoduje, że podczas zmiany pasa nie widzimy, że na sąsiednim pasie porusza się inne auto lub zauważamy je, dosłownie, w ostatniej chwili. W takiej sytuacji bardzo łatwo o stłuczkę. Niektórzy producenci samochodów rozwijają systemy do alarmowania o występowaniu innych pojazdów w martwym punkcie. W każdym razie jest to poważny problem.

Ciekawostka jest taka, że w języku angielskim jest jedno określenie dla tego zjawiska na drodze, martwego punktu, ang. „Blind spot” – jak i dla plamki ślepej czyli części naszego oka. Plamka ślepa to taki obszar na siatkówce oka, gdzie nie ma receptorów odbierających bodźce świetlne, czyli takie miejsce, które nie rejestruje bodźców wzrokowych, po prostu nie widzi. W miejscu plamki ślepej nerw wzrokowy opuszcza oko, aby połączyć się z obszarem wzrokowym w mózgu. Istnieją testy, które pozwalają udowodnić istnienie plamki ślepej.

Test na obecność plamki ślepej

Jeden taki test przygotowałem, wiem, że macie go przed oczami:
1. Zasłaniamy sobie lewo oko;
2. Patrzymy na krzyżyk (możecie to robić na swoich kartkach);
3. Powoli przysuwamy twarz do kartki patrząc na krzyżyk;
4. W pewnej odległości, może 15 cm, zniknie nam to kółko po prawej stronie, nie będziemy go widzieć

To samo można zrobić na odwrót: patrzymy na kółko, zakrywamy prawe oko i przysuwamy twarz do kartki, i pewnym momencie znika nam krzyżyk

Nie wiem jak to będzie działało na różnych ekranach, więc po zebraniu chętni mogą sprawdzić w internecie takie hasło: „testy na istnienie plamki ślepej”. Niektóre z nich są bardzo ciekawe. Ale oczywiście dziś naszym tematem nie będzie okulistyka ani lusterka samochodowe. Pomówimy o nas. O tym za kogo się uważamy, za kogo uważają nas inni i o tym czy w duchowym życiu istnieje plamka ślepa i martwy punkt, i jak sprawdzić czy one istnieją w naszym życiu. Czy istnieje jakiś system do alarmowania w takich sytuacjach.

Przykład tego, że Biblia mówi o czymś takim, znajdziemy w Ks. Objawienia 3:17. Przesłanie do kościoła w Laodycei. – „Ty bowiem mówisz: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”, {i odpowiedź Jezusa:} a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi.”
Ten werset opisuje, że są tacy, którym wydaje się, że radzą się całkiem dobrze (że są bogaci i niczego im nie potrzeba), ale w rzeczywistości są niewidomi. Są ślepi na prawdę i na swój własny stan. Dlaczego Laodycea tego nie widziała? Czy byli ślepi na swoje własne potknięcia i braki? Dokładnie tacy byli, ale jak taka sytuacja jest możliwa?

Ten obrazek pomoże nam to zrozumieć. Mamy cztery okna, które reprezentują różne informacje na nasz temat. Na białym oknie mamy to co każdy z nas wie o sobie i co inni wiedzą o nas. Nazwijmy to „ja na zewnątrz”. Jest takie określenie z Facebooka „profil publiczny”. Tutaj są wszystkie rzeczy, które i Ty wiesz o sobie i inni ludzie o tobie wiedzą. To jest zakres rzeczy, które chcesz żeby inni ludzie o tobie wiedzieli. Jeśli powiesz gdzie pracujesz, wiemy to. Wiemy czy jesteś żonaty. Wiemy czy prowadzisz samochód, a nawet trochę możemy ocenić jak to robisz. Wiemy, że wiele osób publicznych stara się o utajnienie pewnych informacji na swój temat. Starają się zrobić z pewnych rzeczy tajemnicę, ale żyjemy w czasach, gdy jest to bardzo trudne. Jest to czas Epifanii czyli jasnego świecenia i objawiania wielu ukrytych spraw.

Jest jednak drugie pole, pole czerwone, które zawiera wszystkie rzeczy, które Ty sam wiesz o sobie, ale nie wie o nich nikt inny albo prawie nikt. Nazwijmy to „ja w domu”, „ prywatny ja”, „profil utajniony” lub tylko dla najbliższych znajomych. Są to nasze tajemnice. Możemy np. wiedzieć, kto gdzie pracuje – ale nie wiemy co dokładnie tam robisz. Zwykle nie wiemy co robisz z pieniędzmi (jeśli się tym nie chwalisz). Nie wiemy jakie doświadczenia przechodzisz, z czym się zmagasz, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać. TO prywatne, tylko między Tobą a Panem i nikt inny tego nie wie.

Kolejne pole to sprawy, których Ty nie wiesz i których nie wiedzą inni. Sprawy tajne, nieznane dla nikogo poza Bogiem, który widzi wszystko. Nic też nie można z tym zrobić. Gdzieś w naszym ciele może być rozwijający się nowotwór (albo może dopiero zacznie się rozwijać) – nie daje żadnych symptomów, inni ludzie nie wiedzą o tym, my o tym nie wiemy. Nie wiemy że to tam jest i nic nie może być z tym zrobione. Może mamy jakiś ukryty talent, może kiedyś zostanie przez kogoś (lub przez nas samych) odkryty, ale na razie nic o tym nie wiemy i nasi bliscy też nic o tym nie wiedzą.

I teraz jest jeszcze jedno pole, o którym nawet możemy nie wiedzieć. I to jest pole spraw, o których wiedzą inni, ale my nie wiemy. To są sprawy o których chcemy porozmawiać. Wszyscy mają takie sprawy. Niektórzy mają ten „martwy punkt” znacznie większy niż inni. Dobry przykład to różni władcy i dyktatorzy polityczni. Dyktatorzy widzą powstania i rewolucje w swoich krajach, ale są przekonani że to jedynie mniejszość protestuje, mniejszość inspirowana wrogami spoza kraju. Wierzą, że są kochani przez lud i nigdy nie zostaną obaleni, czasem aż do dnia, kiedy nie mają już żadnej władzy.

Pytanie jednak: co inni wiedzą o nas? Rzeczy, których nie wiemy sami o sobie. Jest piękna przypowieść opisana w Ewangelii wg św. Mateusza, rozdział 18. Nie będziemy jej odczytywać, bo dobrze ją znamy, ale streścimy trochę tę historię. Mamy sytuację, w której król rozliczał się ze swoimi sługami. Jeden z nich miał u niego wielki dług, w przełożeniu na nasze może kilka milionów (nie chodzi tu teraz o dokładną kwotę). Król jednak odpuścił ten dług, bo wiedział, że sługa nie będzie mógł go spłacić. Nie wrzucił go też do więzienia.
Po wyjściu od króla ten człowiek znalazł kogoś, kto był mu winny kilka złotych. Ponieważ ten ktoś nie mógł zapłacić, ten człowiek wrzucił go do więzienia. Inni ludzie widzieli, co się stało i byli tak zmartwieni, że donieśli królowi. Wtedy król się rozgniewał, aresztował tego człowieka, przywrócił jego dług i wrzucił go do więzienia.

Dziwna sytuacja, w której wszyscy wokół wiedzieli, że ten człowiek robi źle, ale ten człowiek tego nie widział. Ten człowiek miał bardzo duży „martwy punkt”.

Najlepszy fragment, który wyjaśnia ten stan, zapisany jest u Łukasza 6:41,42 –

„A dlaczego widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku własnym nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego.”

Jeśli taka jest prawda, to jaka „belka” czai się w moim oku? Co jest w moim „martwym punkcie”? Problem jest taki, że tego nie widzę i dlatego nazywa się to „plamka ślepa” albo „martwy punkt”.

Przenieśmy się na chwilę do Izraela, w czasy, kiedy królem był Dawid. Pewnego dnia król wyszedł na dach i widział kąpiel Betszeby, która bardzo mu się spodobała. Posłał więc po nią, żeby sprowadzono ją do palacu. Posłaniec, który został wysłany, powiedział: „czy to nie jest Betszeba, żona Uriasza?”. Ale Dawid nie interesował się tym i chciał by ją sprowadzono bez względu na wszystko. Betszeba zaszła w ciążę z Dawidem. Jej mąż, który służył w armii na froncie, wraz z innymi żołnierzami zatrzymał się blisko domu. Dawid zachęcał go by spędził noc z żoną, ale on odmówił. Powiedział, że skoro inni żołnierzy śpią w otwartym polu i trwa wojna, on nie mógłby jeść, pić i spać ze swoją żoną i że będzie spał u bramy pałacu razem z innymi. Nie ważne co Dawid mówił, Uriasz odmawiał i wrócił walczyć w armii. Teraz wszystko poszło w jeszcze gorszą stronę. Dawid zaplanował, że Uriasz zginie w czasie walki. Tak się stało, a Dawid ożenił się z jego żoną, Betszebą.

Pytanie: Czy widzicie coś nie tak w tej historii? Czy myślicie, ze dla pałacu to była tajemnica? Że nie wiedzieli co się dzieje? Oczywiście, że wiedzieli, przecież to był pałac! Ale dlaczego nikt nie powiedział czegoś Dawidowi? Myślę, że gdybyśmy byli w tym pałacu, też mielibyśmy problem by powiedzieć choćby jedno słowo na ten temat Dawidowi. Dawid był królem. Jako król mógł robić to, co mu się podoba. Myślicie bracia i siostry, że to się działo tylko w starożytności? Takie nastawienie do władzy jest nawet dzisiaj.

Rozmowa Davida r

6 kwietnia 1977 r. dziennikarz David Frost prowadził wywiad z ex-prezydentem USA Richardem Nixonem. Były trzy wywiady przez trzy wieczory. Ale jedną część wszyscy zapamiętali. Było to wtedy gdy Frost zapytał prezydenta: „Czy prezydent może zrobić coś niezgodnego z prawem? Włamanie? Fałszerstwo? Nawet morderstwo?”. Nixon odpowiedział wtedy: „Gdy robi to prezydent, to jest to zgodne z prawem.” I widać, że król Dawid przez jakiś czas podzielał ten punkt widzenia.

Król Dawid miał ogromny „martwy punkt” jeśli chodzi o jego własne zachowanie. I tu mamy problem. Nikt w pałacu nie może mu tego powiedzieć. Szczęśliwie ożenił się z Betszebą, nie urodziło się jeszcze dziecko, ale wszystko idzie dobrze, wszystko idzie zgodnie z planem Dawida. Bóg jednak chce, żeby Dawid zrozumiał swój martwy punkt i posyła proroka Natana. Wiadomo, że Natan nie może po prostu powiedzieć Dawidowi co zrobił i jak strasznie grzeszył. To by nic nie dało, najwyżej pozbawiłoby proroka życia. W końcu jak mówi Nixon: „Gdy robi to prezydent, to jest to zgodne z prawem”. Natan opowiedział więc pewną historię o bogatym człowieku i biednym człowieku i jednej małej owieczce, którą miał ten biedny. Bogacz zabrał owieczkę tego biedaka, której ten tak doglądał i którą kochał. Przyrządził z niej ucztę dla swojego gościa (choć sam miał wiele owiec). W sprawiedliwym gniewie Dawid potępił tego bogacza za zabranie owieczki, „ten człowiek jest godny śmierci!” – powiedział król. A prorok wskazał na niego palcem i powiedział: „Ty jesteś tym człowiekiem”. To spadło jak grom z nieba. Cała zasłona spadła, ta sprawa przestała być „martwym punktem”. I stała się tym czym faktycznie była. Ślepota minęła i królowi nie spodobało się to co zobaczył. „Zgrzeszyłem Panu”.

Znamy historię pięknej pokuty Dawida. Tym razem nie w tym rzecz. W Psalmie 19 Dawid napisał: „kto jednak dostrzega swoje błędy? Oczyść mnie [Boże] od tych, które są skryte przede mną.” Dawid nie prosi Boga o oczyszczenie z tego, o czym nigdy nie będzie wiedział. Tylko jeśli Bóg pokaże nam te błędy możemy z nimi coś zrobić. Wtedy nastąpi Boskie oczyszczenie, przez pokutę, przez krew Pana Jezusa i przez Słowo Boże.

Tu może się pojawić pytanie: Czy to ma aż takie znaczenie? Czy to takie ważne, jeśli nic nie zrobię z kilkoma wadami? (Zwłaszcza jeśli nie są to takie wielkie wady) Może to nie jest taki problem? Przecież wszyscy mają swoje grzechy i grzeszki. Ale zadajmy sobie inne pytanie: Czy uważam, że inni nie powinni nic robić z ich wadami i grzechami, które są tak widoczne dla mnie? Bo na pewno widzimy wady innych braci i sióstr. To ma znaczenie, bo jeśli nic nie zrobię, to zostanę ślepy na swoje winy i nigdy nie będę mógł się zmienić. A jeśli nigdy się nie zmienię to nigdy nie będę doskonały i nie będę miał życia wiecznego.

Niewidomi ludzie mogą wiele zrobić, ale nie mogą zrobić tyle co osoby widzące. Ci, którzy mają duchowo duże „martwe punkty” są jak ci, którzy są fizycznie ślepi. A tak naprawdę sytuacja ta jest dużo gorsza, bo to choroba duchowa, która może zaważyć na życiu wiecznym, na zwycięstwie lub przegranej w poświęceniu.

Wiele dużych firm wymaga od swoich kierowników by robili co roku ocenę pracy każdego pracownika w ich zespole. To pomaga pracodawcy widzieć jak pracuje dana osoba w oczach innych. Czy były jakieś sukcesy? Jakieś porażki? Ci kierownicy pytają najczęściej innych pracowników w anonimowej ankiecie (albo takiej, której nie widzi dany pracownik). Pewnie niewielu chciałoby to powiedzieć w twarz, ale już w takiej ankiecie wiele osób ma sporo do powiedzenia. Niestety ale nawet wśród braci zdarza się, że to, czego nie usłyszymy o sobie „w twarz”, to możemy czasem przypadkiem usłyszeć jak inni mówią między sobą o nas. Ale może czasami dobrze by było usłyszeć coś takiego?

Czego złego byśmy się o sobie dowiedzieli? Nie wiemy nic o tej osobie, która stoi tam na środku koła (na obrazku), ale przypuśćmy, że to my tam stoimy. Zarzuty mogą być różne, ale tutaj parę przykładów: „Zawsze mi przerywasz, nie mogę skończyć mojej myśli.”; „Chcesz żeby wszystko było zrobione po twojemu”, „Kiedy ty zrobisz błąd mówisz, że to nie twoja wina”, „Zazdrościsz innym sukcesu”, „Zachowujesz się jakbyś był ostatecznym autorytetem w sprawie prawdy.”. Może nie mamy z tym problemu, ale co gdyby tutaj była lista naszych prawdziwych wad? Oczywiście nikt nie chciałby powiedzieć nam żadnej z tych rzeczy, bo nikt nie chce nas stracić jako przyjaciela albo jako brata albo siostrę w Panu. Ludzie wokół kochają nas pomimo naszych wad. Ale z drugiej strony: nie kochają nas za nasze wady.

Jeśli więc chcemy się zmienić, musimy spojrzeć w lustro, bo tylko tak dowiemy się nad czym pracować. Tym lustrem jest przede wszystkim Biblia jako Słowo Boże. To jest ta maść, która może nam otworzyć oczy. Tam jest wszystko o tym jacy mamy być i jacy nie powinniśmy być. Wystarczy się w tym przeglądać. Jeśli chcemy zrobić sobie taką samoocenę, to może spójrzmy na początek na jedną rzecz, nad którą powinniśmy popracować. Co to może być? Może niech każdy sam lub sama sobie najpierw pomyśli. A za chwilę podamy kilka przykładów.

Każdy znajdzie taką cechę u siebie, to pewne. Czasami to może być gniew. Czy chcielibyśmy, żeby inni byli spokojni i łagodni? A czy sami nieraz tracimy nerwy, wpadamy w gniew? Według Przypowieści Sal. 27:4: „Okrutna jest zapalczywość i niepohamowany jest gniew”. Jeśli więc zdajemy sobie sprawę, że nasz gniew jest czasem nadmierny, niepohamowany, to zacznijmy coś z tym robić.

To nie musi być nasz problem. Może to być na przykład stronniczość. Czy nie jest czasami tak, że jesteśmy podobni do faryzeuszy i traktujemy jednych jak „braci pierwszej kategorii”, innych jak „braci drugiej kategorii”, a jeszcze innych może jak w ogóle nie jak braci? Taka postawa jest przez Biblię potępiana. Święty Paweł w 1 do Tymoteusza 5:21 napisał – „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, i wybranych aniołów, abyś tego przestrzegał bez uprzedzeń, nie powodując się w niczym stronniczością.”

Nie szukajmy w takiej sytuacji wymówek, jeśli zdajemy sobie sprawę, ze zdarza nam się stronniczość, lepiej zacznijmy coś z tym robić.

A może u nas taki problem to zazdrość? Jest o tym fragment w Księdze Ijoba 5:2 – „Zaprawdę, głupiego zabija jego własny gniew, a prostaka uśmierca zawiść.” Hebrajskie słowo oddane jako ‚zawiść’ jest także tłumaczone jako ‚zazdrość’. Kolejny etap po zazdrości to zrobić coś by ją zaspokoić. Jeśli jesteś królem, to zachowujesz się jak król. Dawid, który miał takie możliwości, po prostu zabrał żonę Uriasza, bo mu się spodobała, zazdrościł mu takiej kobiety. Achab zabił Nabota i przejął jego winnice. Ale jeśli nie jesteśmy tak mocni, to musimy zrobić coś innego. I często to się objawia w obmowie, w złym mówieniu o drugich. Jeśli więc mamy w sobie uczucie zazdrości, starajmy się je usuwać.

Miałem już gotową prezentację, kiedy znalazłem ten obrazek, ale postanowiłem go jeszcze dodać. Tłumaczenie tego napisu u góry: „Jestem tak zdyscyplinowany na mojej duchowej ścieżce, że żaden grzech nie może mnie złapać!” I podpis na drugim obrazku ze strzałą… „PYCHA”. To jak w Księdze Przypowieści 29:23 – „Pycha sprawia, że człowiek upada bardzo nisko.” Jeśli widzimy w sobie trochę pychy, to jest ostatni dzwonek, żeby się obudzić. Bo jeśli przestaniemy widzieć, to może być już za późno.

Apostoł Paweł napisał w Liście do Efezjan 4:22-24 – „Zewleczcie z siebie starego człowieka wraz z jego poprzednim postępowaniem, którego gubią zwodnicze żądze, I odnówcie się w duchu umysłu waszego, A obleczcie się w nowego człowieka, który jest stworzony według Boga w sprawiedliwości i świętości prawdy.” Przeskakujemy do wersetów 31-32 – „Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz ze wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.”

Mamy teraz zapisane na slajdzie słowa naszego Pana. Ew. wg Łukasza 6:37,38. To jest poziom, do którego mamy dążyć, najlepszy wzór: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni, a będzie wam odpuszczono. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, potrzęsioną i przepełnioną dadzą w zanadrze wasze; albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą.”
Dobry Bóg daje nam najlepsze rady. Jak bardzo byśmy byli pomocni, wybaczający sobie, kochający, gdybyśmy to zawsze mieli na uwadze. Będziemy sądzeni takim sądem jakim sami sądzimy drugich. Tyle otrzymamy ile sami pragniemy dać. Niekoniecznie dziś, niekoniecznie w tym życiu. Ale na pewno sprawiedliwie osądzi to i nagrodzi nasz Pan.

Jeśli chcemy coś zmienić to jest kilka rzeczy, które można zrobić już dziś, by ta zmiana się zaczęła.

1. Módlmy się o doświadczenia, które otworzą nam „oczy” (bo tylko wtedy dowiemy się nad czym pracować)
Jeśli naprawdę chcemy stawać się lepsi, to Bóg na pewno nam pomoże, nie będziemy w tym sami.

2. Patrzmy na siebie, nie na innych ludzi i nie szukajmy usprawiedliwienia dla swoich zachowań. Nie mówmy: „urodziłem się pod znakiem wodnika i wszyscy z tego znaku tacy są”. Nie mówmy: „przeżyłem w życiu bardzo wiele i gdybyście wy przeżyli to samo, to byście zrozumieli czemu taki jestem”. To jest robienie wymówek. Tak myślą ludzie, którzy nie pragną się zmienić.

Co jeszcze zrobić? Starajmy się słuchać i nie gniewać się na to, co inni o nas mówią. Nie musimy się z nimi zgadzać. Możemy jednak podziękować za wyrażenie swojego zdania i na spokojnie to przemyśleć. Wyobraźmy sobie jak inaczej będzie to wyglądało, gdy ktoś przyjdzie do nas i powie coś, co (nawet) nas obraża, a my powiemy: „dziękuję, że mi to powiedziałeś, przemyslę to”. To łagodzi sytuację, a co jest po prostu niesamowite to fakt, że naprawdę możemy to przemyśleć. Bo może nie w 100, ale może w 10% ta osoba ma rację. A to już jest dużo.

Po czwarte: wybierzmy sobie jedną rzecz, by nad nią pracować. Jedna rzecz. Nie mówmy: muszę pracować nad tyloma rzeczami i po prostu nie wiem gdzie mam zacząć, i tak nie dam rady. To zły sposób. Weźmy jedną lub dwie, trzy rzeczy. To na początek zupełnie wystarczy.

Michael Josephson napisał kiedyś: „Jakże przygnębiające byłoby uwierzyć, że nie możemy zdecydować, by być lepszymi – bardziej uczciwymi, pełnymi szacunku, odpowiedzialnymi i troskliwymi…”

Zobaczenie pewnych swoich wad może prowadzić do smutku, podczas walki z nimi może się nam przydarzać zniechęcenie. Jednak ważne jest by w tej pracy nie tracić wiary, bo Bóg zawsze jest po stronie tych, którzy starają się być lepsi i bardziej podobni do Jezusa. Bóg pragnie naszych starań, a resztę zapewnił nasz Pan, przez swoją wielką ofiarę.

Nasz Pan mówi do kościoła w Laodycei poprzez apostoła Jana: „Radzę ci, abyś nabył u mnie … maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi zborom.”

I my także bracia i siostry zróbmy wszystko, żebyśmy mogli widzieć, zwłaszcza to, co umyka nam z pola widzenia. Dziękuję za uwagę.

1 thought on “Plamka ślepa albo martwy punkt”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *