Jezus z łatwością chodził po wzburzonym morzu

Mick McGinty, twiceaweek.blogspot.com

Przypomnijmy sobie noc, w czasie której nasz Pan wysłał uczniów łodzią przez Morze Galilejskie, podczas gdy sam pozostał w odludnym miejscu, by się modlić! Przypomnijmy sobie burzę jaka powstała, i wielki niepokój w jakim się oni znaleźli. Przypomnijmy sobie, jak później zobaczyli Jezusa idącego po wodzie! (Mat. 14:22-33). Przypomnijmy sobie, jak ich serca początkowo były przestraszone, lecz następnie uspokoiły się, gdy uświadomili sobie, że to w rzeczywistości ich Pan, który był z nimi obecny i miał wszelką moc!

A potem przypomnijmy sobie, jak i Piotr w tym czasie stał się odważny, że nawet chciał iść po wodzie, gdyby nasz Pan się na to zgodził! Przypomnijmy sobie jego strach, gdy zobaczył wzburzone fale! Przypomnijmy sobie, że w końcu nasz Pan wszedł do łodzi, która natychmiast znalazła się przy lądzie, i zapanowała wielka cisza! Być może opis ten został nam przekazany jako obraz doświadczeń Kościoła w jego jednostkach i zbiorowo. Każdy z nas ma takie doświadczenia, czyż nie?

Pan, choć nie zapomina o nas, kryje się na pewien czas i dozwala na ataki burz życia, fale ucisku. Potem On się objawia, a burze przestają nas straszyć i trwożyć. Jesteśmy w stanie je znieść dzięki świadomości obecności i opieki Pańskiej. Niektórzy z nas mogą być nawet bardzo odważni i lekceważyć burze, lecz to jest raczej lekkomyślnością (jak pokazuje przykład Piotra). Ale od chwili, gdy Pan jest z nami, mamy pokój, i ostatecznie On wprowadza nas do upragnionej przystani. Zastosowanie tego obrazu zbiorowo do Kościoła jest równie właściwe: burze i próby osaczają na drodze wiernych Pańskich przez całą podróż od dnia Pięćdziesiątnicy aż do teraz. On pojawia się o straży porannej. W świetle Jego Słowa dostrzegamy Jego obecność.

Nasze serca doznają pocieszenia; burze i fale życia nie trwożą nas w obecności naszego Mistrza, któremu ufamy. Gdy On zajmuje miejsce między nami, stwierdzamy że jesteśmy u kresu naszej podróży – w upragnionym porcie. Ten cel osiągnęliśmy dotychczas przez wiarę. Wciąż zbliżamy się do portu, lecz świadomość łaski i obecności Pana jest naszą pociechą i siłą. Trwajmy tak do końca podróży, a niebawem dobijemy do lądu. Będzie to dla nas chwałą, będzie satysfakcją, będzie czymś więcej niż serce może pragnąć, a język wypowiedzieć, gdy będziemy uczestniczyć z Nim w chwale Tysiącletniego Królestwa, w celu błogosławienia ludzkości!

___________
Źródło: Artykuł pt. Zbliżając się do portu pożądanego. Sztandar Biblijny, maj 1994, s. 36.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.