Wiem tylko to, że byłem przestępcą i Jezus mnie przemienił

Allejandro Bullon, „Chrystus jest rozwiązaniem”

Poniższe świadectwo to fragment książki Allejandro  Bullona pt. „Chrystus jest rozwiązaniem”:

Wiele lat temu byłem duchownym w pewnej niebezpiecznej ubogiej wiosce. Wspinałem się na wzgórza i schodziłem opowiadając ludziom o miłości Jezusa. Pewnej nocy zostałem zaskoczony przez dwóch chłopaków, którzy przystawili mi nóż do piersi i zabrali mi pieniądze i zegarek. Kiedy odeszli, pozostałem tam drżąc ze strachu. Pomimo wszystko Bóg był obecny podczas tego napadu, gdyż kiedy powiedziałem do napastników: „Proszę, weźcie pieniądze, zegarek, ale nie bijcie mnie; ja nie robię nikomu krzywdy, jestem tylko pastorem, co chodzi i opowiada o miłości Jezusa”, wybuchnęli śmiechem i poszli sobie, zabierając moje rzeczy. Kilka tygodni później rozpocząłem serię wykładów biblijnych, trwających 90 wieczorów. Pierwszego wieczoru zauważyłem, że pewien chłopak, siedzący z tyłu, nieprzerwanie na mnie patrzył. Za każdym razem, kiedy na niego spoglądałem, chował się za innymi osobami. Przez następne wieczory już się nie pojawił, ale odwiedzając domy tej ubogiej wioski, pewnego dnia spotkałem go. Drzwi były na wpół otwarte, on pobiegł i się schował. Wyszła jego matka. Chciałbym porozmawiać z pani synem powiedziałem. Nie ma go, wyszedł odpowiedziała. Jestem jego przyjacielem, proszę pani; jestem pastorem i chcę go tylko pozdrowić; wiem, że tam jest. W tym momencie pojawił się. Był bez koszuli. Jego ciało pełne tatuaży i blizn ukazywało w pewien sposób trudne życie, jakiego doświadczał. Co się stało? zapytał z niechęcią. Byłeś obecny pierwszego wieczoru i więcej nie przyszedłeś. Nie podobał ci się wykład? Zapytałem. Zaczęliśmy rozmawiać i nagle mnie sparaliżowało, kiedy zwierzył mi się, że był jednym z napastników, którzy zabrali mi pieniądze i zegarek. Pomyślałem, że mnie pan rozpoznał powiedział. Nie – odpowiedziałem – ta noc, kiedy mnie napadłeś, była ciemna, ale pamiętam, że widziałem cię w zborze. Później, wyciągając rękę, powiedziałem: No dobrze, a co z moimi pieniędzmi i zegarkiem? Popatrzył na mnie przerażony i nie wiedząc co robić, bronił się: Już ich nie mam. Dobrze, zawrzyjmy umowę, powiedziałem. Będę prowadził spotkania przez kolejnych 90 wieczorów; jeśli od dziś żadnego nie opuścisz, twój dług zostanie umorzony. Jeśli nie, będziesz musiał zwrócić mi pieniądze. Zgoda? W ten sposób był obecny każdego wieczoru na wszystkich moich wykładach. Czasami przychodził w połowie lub pod koniec poselstwa. Nie objawiał żadnego zainteresowania. Wydawało się, że był tam jedynie by spłacić dług, albo przyglądając się w zborze jakiejś ładnej dziewczynie. Pewnej nocy widziałem jak się trząsł. Jego oczy były szeroko otwarte. Podczas gdy wygłaszałem kazanie, czułem, że Duch Święty dotykał życia tego chłopaka. Moje kazanie dotyczyło nawrócenia. Przedstawiłem świadectwa życia przeobrażonego mocą Boga i wiedziałem, że jego serce zostało wstrząśnięte. Po zakończeniu poszedłem przywitać się z uczestnikami spotkania, ale on się nie pojawił. Kędy wróciłem, znalazłem go siedzącego w pierwszej ławce, płaczącego. Usiadłem obok niego i zapytałem: Co się stało? Odpowiedział mi ze smutnymi oczami: Czy to prawda, o czym pan mówił? Czy może Bóg zmienić życie każdego człowieka? Oczywiście, że tak, odpowiedziałem. W tym momencie spojrzał na mnie ze wściekłością. To kłamstwo, krzyknął. Bóg może zmienić życie kogokolwiek oprócz mojego. Dlaczego tak myślisz? spytałem. Wtedy on opowiedział mi historię swojego życia. Nigdy nie poznał swojego ojca. Został spłodzony w domu publicznym i praktycznie tam też się narodził. Kiedy był dzieckiem, inne kobiety opiekowały się nim, podczas gdy jego matka pracowała. Któregoś dnia chciał dowiedzieć się, dlaczego wszystkie dzieci miały ojców, a on nie. Matka spoliczkowała go, mówiąc, że nie powinien o to pytać. Nie było to konieczne. Jakiś czas później, jeden przyjaciel na ulicy zatroszczył się, by mu wytłumaczyć, dlaczego nie miał ojca i od tamtej pory zaczął czuć do wszystkich nienawiść. Kiedy miał 12 lat, jego matka zachorowała na gruźlicę i pewnego dnia zaczęła wymiotować krwią. Musieli opuścić dom, w którym żyli. Zamieszkali wtedy na wzgórzu. Pewnego ranka powiedział prawie dusząc się, moja matka umierała. Dzień wcześniej poszła do przychodni medycznej i wypisano jej receptę, ale nie miała pieniędzy, żeby kupić lekarstwo. Kaszlała i kaszlała, a chustka była cała poplamiona wyplutą krwią. Nikt nie chciał mi pomóc, pastorze, a ja miałem zaledwie 12 lat. Wówczas to zszedłem ze wzgórza. Stałem jakiś czas na przystanku autobusowym patrząc na ludzi. Nie wiem, skąd wziąłem odwagę, ale skradłem pewnej kobiecie złoty naszyjnik. Wspiąłem się ponownie na wzgórze. Wiedziałem, kto skupował skradzione rzeczy. Wziąłem pieniądze i wróciłem do miasta, a kiedy zapadła noc, byłem z powrotem w domu, niosąc lekarstwo dla mojej matki. Ale tego dnia coś pękło w moim sercu. Zrozumiałem, że mogłem żyć sam, że nie potrzebowałem nikogo. Od tamtej pory zacząłem kraść i uciekać, i uciekać, i nigdy więcej już nie przestałem tak biec. Nauczyłem się palić, zacząłem palić marihuanę, wąchać kokainę i później, kiedy to wszystko już nie wystarczało, zacząłem wstrzykiwać sobie kokainę. Narkotyki są bardzo drogie, i żeby móc zaspakajać mój nałóg, rozprowadzam kokainę. Jestem zły. Dokonałem rzeczy, których nawet pan sobie nie wyobraża i teraz, nie znając tego, o czym panu opowiadam, przychodzi pan, mówiąc mi, że Jezus może zmienić moje życie. Jak pan chce, bym w to uwierzył? Rozmawialiśmy długo i potem pomodliłem się za niego. Kolejnego wieczoru nie pojawił się. Przestał uczestniczyć w spotkaniach przez kolejne trzy czy cztery wieczory. Podczas jednego z nich, jego matka odnalazła mnie po spotkaniu i powiedziała: Pastorze, musi pan ze mną szybko iść; Jorge Roberto, pański przyjaciel, potrzebuje pana. Pobiegliśmy. Był tam, przywiązany do słupa jak zwierzę. Krzyczał i przeklinał. Matka opowiedziała mi co się stało. Tamtego popołudnia przyszedł i zaczął chodzić po pokoju z miejsca na miejsca. Potrzebuję narkotyku mówił potrzebuję narkotyku, ale nie mogę więcej go używać, bo Jezus zmienił moje życie. Jednak z upływem czasu stawał się coraz bardziej nerwowy: ciało upominało się o narkotyk. Uderzył głową w ścianę i otworzyła się rana. Wtedy matka zbliżając się do niego, powiedziała: Synu, nie rób sobie krzywdy, jeśli potrzebujesz narkotyku, idź i poszukaj go, ale nie rań się. Był ślepy, nie widział nic. Uderzył matkę po twarzy i rzucił nią o podłogę. Później, zdawszy sobie sprawę, co zrobił, uklęknął i podniósł ją. Mamo, wybacz mi, jestem szalony, potrzebuję narkotyku, ale nie mogę więcej go zażyć, bo Jezus zmienił moje życie powiedział płacząc. I dalej mówił: Zwiąż mnie tym sznurem, bo jak nie, to pójdę szukać narkotyku, a ja nie chcę więcej takiego życia. Kiedy matka go związała, poprosił, by mnie poszukała w zborze. I teraz tam byłem. Rozwiązałem go. Usiadł na łóżku. Był blady, jego oczy były czerwone, drżał. Czy dam radę? zapytał prawie błagając. Oczywiście, że tak. Inni tego dokonali, ty również tego dokonasz z Bożą pomocą. Tak oto rozpoczęła się wielka walka. Co wieczór przychodził do zboru. Kiedy się nie pojawiał, wiedziałem, że ponownie się narkotyzował. Wówczas szukałem go. Wiedziałem gdzie go odnaleźć; znałem to wzgórze jak własną dłoń. Pewnego piątkowego wieczoru odnalazłem go naćpanego w jamie zatracenia. Niech pan sobie idzie! krzyczał. Przeklęta godzina, kiedy pana napadłem. Kiedy pana nie znałem, zanim opowiedział mi pan o Bogu, próbowałem być szczęśliwy na swój sposób. Teraz nie mogę nic zrobić; nie mam pokoju, sumienie mnie prześladuje. Niech pan sobie idzie i zapomni o mnie. Ja nigdy tego nie dokonam. Nigdy tego nie dokonam? Z pewnością uzdrowiony przez Jezusa niewidomy również w którymś momencie swojego życia pomyślał: „nigdy tego nie dokonam”. To logiczne, ty sam nigdy tego nie zdołasz zrobić. Co najwyżej mógłbyś założyć ciemne okulary i udawać, że widzisz, podczas gdy twoje oczy są całkowicie zaćmione ślepotą. To oczywiste, że ty sam nigdy nie dasz rady. Żeby to zrozumieć, musi upłynąć trochę czasu, ale kiedy wszystko w tym życiu zawodzi, nie pozostaje nic innego jak dać szansę Panu Jezusowi. Jorge Roberto ostatecznie powierzył całkowicie swoje serce Jezusowi i Jezus zatroszczył się, aby przeobrazić jego wnętrze. Napełnił jego serce nowymi motywacjami i w rezultacie stało się, że Jorge przestał palić, pić, używać narkotyków i zaczął uczciwie pracować. Nikt nie chciał go zatrudnić. Czasami jesteśmy okrutni. Znakujemy przestępcę na zawsze żelazem i ogniem. Głosimy ewangelię zbawienia, ale nie wierzymy, że osoba doznała przeobrażenia. Pewien mój przyjaciel, bardziej przez wzgląd na mnie niż przez wiarę w chłopaka, załatwił mu pracę. Pamiętam to popołudnie, kiedy Jorge Roberto przyszedł do mnie ze swoją pierwszą zarobioną pensją. Wyglądał jak dziecko z nową zabawką. Proszę spojrzeć na to. Zdobyłem te pieniądze pracując mówił z oczami pełnymi emocji. Wraz z nadejściem grudnia ochrzcił się i kiedy wyszedł z baptysterium, objąłem go. Wszystko to było jak sen. Obejmowałem chłopaka, który mnie napadł, ale którego Pan zdobył dla królestwa niebieskiego. Rok później zostałem przeniesiony jako misjonarz do Amazonii. Po jakimś czasie wróciłem do stolicy. Przybiegli do mnie bracia, aby przekazać mi wiadomość: „Pana przyjaciel, Jorge Roberto, nie żyje”. Co się stało? Pewnego sobotniego ranka w drzwiach kaplicy zboru, trzech byłych kolegów z jego bandy, w operacji „palenia archiwum”, dźgnęli go siedem razy nożem. Nie było szans, by go uratować. W kilka chwil leżał w kałuży krwi. Nie dotykajcie mnie powiedział do osób, które próbowały mu pomóc. Sądzę, że umrę, ale to nic. To tutaj Jezus mnie odnalazł, pokochał, przebaczył mi i przemienił. Bracia ulokowali go w samochodzie i pojechali do szpitala na pogotowie. Jeden z diakonów podtrzymywał jego głowę, i powiedział mi, że będąc blisko szpitala, Jorge Roberto otworzył oczy i powiedział: Bardzo proszę, niech pan odszuka pastora Bulliona i powie mu, że spotkamy się kiedy Jezus przyjdzie powtórnie na ziemię. Upłynęło już wiele lat od tamtego czasu i do dziś pamiętam dzień, kiedy był on niepokojony przez ludzi, którzy chcieli zademonstrować mu, że był w błędzie idąc za Jezusem. Powiedział: Nie wiem, czy jestem w błędzie czy nie. Chcę studiować Biblię i lepiej ją poznać. Wiem tylko to, że byłem przestępcą i Jezus mnie przemienił. Kim byłeś ty? Kim jesteś teraz? Czego dokonała ewangelia w twoim życiu? Nie mów mi proszę, że zmienił się sposób twojego myślenia, lecz to jak zmienił się twój charakter, twoje serce, twoja natura. Istota ludzka, która rodzi się z dala od Boga, jest specjalistą w maskowaniu się. Kiedy jesteśmy dziećmi, w pewien sposób jesteśmy autentyczni. Kiedy widzimy kogoś, kogo nie lubimy, mówimy bez ogródek to, co myślimy. Jeśli ktoś nas częstuje słodyczami, które nam nie smakują, bez zwlekania odmawiamy. Kiedy w kręgu przyjaciół pozostanie ostatni kawałek tortu, jesteśmy pierwsi, żeby wziąć go dla siebie. Ale z czasem jak dorastamy, uczymy się ukrywać nasze prawdziwe uczucia i maskować nasze reakcje. W gronie przyjaciół, może pozostać ostatni kawałek tortu i my, chociaż mamy na niego ochotę, mówimy, że nie. Uśmiechamy się, nawet kiedy coś nam się nie podoba. Mówimy „bardzo mi miło”, chociaż w głębi serca nie chcemy więcej widzieć danej osoby. Wszystko to w pewien sposób przenosi się na życie duchowe. Prawie nieświadomie przyzwyczajamy się robić z chrześcijaństwa przedmiot pozorów. Ale Jezus przyszedł na świat, aby przywrócić nam właściwą wizję chrześcijańskiego życia, aby otworzyć nasze oczy, abyśmy rozpoznając naszą ludzką bezsilność, pobiegli w silne ramiona tego, który może wszystko. To dlatego chrześcijanin może spoglądać w przeszłość bez lęku i powiedzieć z całą pewnością: „Byłem ślepy, a teraz widzę”.

—–

Zobacz inne świadectwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *