Człowiek o wielkim sercu – Ludwik Frask

Ludwik Frask to człowiek, który dzięki miłości i pasji dla Bożych spraw, do Ewangelii i do Pana Jezusa przyprowadził całą swoją rodzinę. O wspomnienie na jego temat poprosiliśmy wnuczkę, Anetę Frask.

***

„Człowiek dobry z dobrego skarbca serca wydobywa dobro, a zły ze złego wydobywa zło; albowiem z obfitości serca mówią usta jego” (Łukasza 6:45) – z dobrem tym miałam styczność od dziecka. Wychowując się w gronie rodziny chrześcijańskiej miałam przyjemność spotkać ludzi, dla których wydawanie dobrego świadectwa było, i jest, całym światem. Lecz szczególną uwagę przenosiłam na człowieka, który w każdej chwili potrafił nieść słowa pocieszenia. Dawał wzór, darząc ludzi bezinteresowną miłością, dzielił się wszystkim, co jak sam mawiał „otrzymał darmo od Boga”. Tą osobą był mój Dziadek – Ludwik Frask.

Na zdjęciu: Ludwik i Maria Frask

Od śmierci Dziadka minęło już przeszło 6 lat, czemu więc pragnę wspomnieć o nim kilka słów? Otóż, dzięki temu jednemu człowiekowi los mojej rodziny, i nie tylko, odmienił się. Urodził się w okresie międzywojennym. Już wtedy, będąc dzieckiem, wyróżniał się wśród rówieśników niezwykłą ciekawością. Czytał mnóstwo książek, niektóre z nich znał do później starości na pamięć! Wiele w życiu przeszedł. Po śmierci ojca, który zmarł z powodu gruźlicy w wieku ok. 32 lat, pomagał rodzinie się utrzymać. Był człowiekiem pracowitym, a co najważniejsze, zawsze w swej pracy szukał możliwości pomagania innym. Pewnego dnia, jak sam dziadek opowiadał, szedł drogą bardzo przygnębiony. Nigdy wcześniej nie odczuwał takiego smutku. Zdał sobie sprawę, że życie musi mieć jakiś sens, tylko nie wiedział jaki. Nie potrafiąc znaleźć odpowiedzi, szedł dalej. W pewnym momencie poczuł jakby ktoś kazał mu się zatrzymać. Znajdował się przy domu, z którego wydobywał się śpiew. Piękny śpiew, przepełniony radością! Dziadek mówił, że miał wrażenie jakby ktoś wziął go za ramię i skierował do drzwi. Dom ten należał do rodziny Ignatowskich. Trwało właśnie nabożeństwo. Tego wieczoru odnalazł rodzinę, Prawdę i sens życia.

Dziadek pochodził z rodziny wyznania katolickiego. Spotkania pozwalające mu badać Słowo Boże sprawiły, że uświadomił sobie, że cały ten czas żył w kłamstwie kościoła. Kościoła, który nie głosił radosnej nowiny, który nad Biblię przedkładał swoje tradycje. Nie mógł dłużej pozostać członkiem kościoła katolickiego. Oczywiście decyzja ta nie nastała tak z dnia na dzień. Dziadek poświęcił kilka lat, aby w pełni móc określić swoje stanowisko. Wraz z małżonką postanowili opuścić kościół. Dziadek mówił, że ksiądz, który wykreślał ich z księgi członków parafii, bardzo im urągał. Przekreślił nazwisko Frask i napisał wielkimi literami DOM JEHOWY. Babcia z pokorą odrzekła księdzu, że „byłaby zaszczycona, gdyby w istocie tak było”, co jeszcze bardziej rozzłościło księdza. Dziadek wspomniał często, że „Bóg nie pozwoli się z siebie naśmiewać”, postanowił więc zostawić wszystko w rękach Bożych. Bez słowa odwetu opuścił kościół. Po dwóch tygodniach wspomniany ksiądz, pomimo młodego wieku, dostaje zawału i umiera. Babcia zawsze płakała jak opowiadała moment wykreślenia ich z księgi, jak bardzo próbowano ich poniżyć. Cierpienia doznali również ze strony rodziny, ale mimo to dziadkowie się poświęcili – przyjęli chrzest. Państwo Ignatowscy z miłości oddali dziadkom swoje mieszkanie, szczerze wierząc, że będą kontynuowali spotkania na chwałę Boga. Zaufali im, a oni ich nie zawiedli. Dziadek do ostatnich dni życia nadzorował przebieg nabożeństw, przyjmował braci przyjezdnych z usługą. Był starszym zboru w Górze śląskiej. Do dziś trwają w tym samym pomieszczeniu wspólne zebrania.

W pamięci zapadło mi również to jak dziadek nieraz odmawiając sobie, oddawał nam swój posiłek czy ‘małe co nieco’, zawsze przy tym szepcząc żeby tylko babcia się nie dowiedziała, że znowu nic nie zjadł. Gdy któreś z nas powiedziało brzydkie słowo, nie krzyczał. Robił jeden gest, który do dziś mnie bawi. Działał lepiej niż wszelkie słowa, niż cokolwiek! Gestem tym dziadek bawił, ale i uczył. Wystawiał język i imitując palcem nożyk, próbował się go pozbawić. Nic tak nie bawiło, nie rozluźniało atmosfery, jak właśnie ten prosty gest. Miał też sposób na pochmurne, deszczowe dni. W domu rodzice mieli nas ośmioro. Żadne z nas nie lubiło deszczu. Byliśmy przekonani, że w ten sposób Bóg płacze, że jego łzy lecą z nieba, bo ludzie go krzywdzą. Nie czułam się wtedy inaczej. Byłam pewna, że i ja go skrzywdziłam. Dziadek widząc, że wnuczęta chodzą smutne, wołał nas wszystkie do pokoju nabożeństw. Rozdawał śpiewniki mówiąc, że śpiewem rozweselimy Boga. Śpiewaliśmy tak długo jak padało, czasem trwało to kilka godzin. Śpiewaliśmy z radością i przekonaniem, że niebawem Bóg da się udobruchać. Jak tylko przestawało padać, dziadek brał nas wszystkich na podwórko. Staliśmy jeden obok drugiego. Wtedy dziadek pokazywał tęczę na niebie i mówił, że to nasz śpiew rozweselił Boga. Dla mnie, wtedy kilkuletniej dziewczynki, takie momenty były czymś niewyobrażalnie pięknym i budującym. Dziś znam Boga. Wiem, co Go cieszy, a co sprawia smutek. Wiem też, że gdyby nie miłość Dziadka i Babci, moje życie byłoby puste.

Na zdjęciu: (od lewej) Ludwik Frask, Br. Gryz, Kazimierz i Maria Frask

Brat Gryz doceniał dziadka towarzystwo, potrafił przejechać kilkaset kilometrów by móc z nim porozmawiać o Słowie Bożym. Ich relacja zawsze mnie fascynowała, pokazywała jak słowo Boże potrafi zjednać ludzi. Mieli w zwyczaju wczesnym rankiem wychodzić na spacery, by móc obserwować dzieło rąk Stwórcy, by móc o Nim porozmawiać. I choć były to czasem wczesne, bardzo wczesne godziny, nie przeszkadzało im to. Nie trzeba było ustawiać alarmu, świetnie w tej roli sprawowały się ptaki. Ci dwaj Panowie potrafili wyciągnąć największych śpiochów z łóżek, bo każdy chciał uczestniczyć w ich rozmowach. Dla niektórych taka historia może niewiele znaczyć, dla mnie każda chwila spędzona z człowiekiem tak miłującym Boga była największą radością, jakiej mogłam zaznać. Zasiał on w wielu ludziach ziarnko prawdy, nauczył jak kochać, jak wybaczać. Nie był doskonały, a mimo to postawą swą pokazał, że można zdziałać wiele, jeśli się tylko zaufa Bogu. Wierzę, że przez wzgląd na Dziadka, tak wielu miało możliwość zostać „pociągniętym do Boga”.

Drodzy Bracia, Siostry miejmy większe starania o domowników wiary. Być może któreś z was będzie wzorem dla młodszego pokolenia, wasze uczynki będą świadczyły o waszym poświęceniu i poddaniu się woli Bożej.

O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. – List do Filipian 4:6-7

Pokój z Wami!

***

Zobacz inne świadectwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *